„Sędziego na boisku nie da się chronić”. Rozmowa z zaatakowanym arbitrem
Weszło

„Sędziego na boisku nie da się chronić”. Rozmowa z zaatakowanym arbitrem

Ataki na sędziów w niższych ligach to nie anomalia, a powoli norma. Co tydzień-dwa znajduje się jakiś półgłówek, któremu odetnie zasilanie, a na czas nie uruchomi się generator awaryjny. Jedną z takich sytuacji była ta z meczu Błękitnych Stary Jarosław z Saturnem Mielno. Sędzia Paweł Jankowski został uderzony przez gracza Saturna, gdy podyktował dla Błękitnych rzut karny i wyrzucił jego kolegę z boiska. Porozmawialiśmy z arbitrem o tej sytuacji, ale i o sędziowaniu w niższych ligach i tym, czy i jak można chronić arbitrów.

– Opowiem tę sytuację tak, jak opisałem ją Wydziałowi Dyscypliny. W 59. minucie podyktowałem rzut karny dla drużyny Błękitnych Stary Jarosław. Pokazałem też żółtą kartkę dla zawodnika numer 20 w zespole Saturna Mielno. Była to jego druga żółta kartka, więc skutkowała ona kartką czerwoną. Jak to bywa w takich sytuacjach, zostałem otoczony przez protestujących zawodników Saturna, pięciu-sześciu. „Jak to tak można?!”, „Jaki karny?!” i takie tam. W tym momencie, gdy chciałem zanotować drugą żółtą kartkę, zostałem pchnięty w plecy przez kolegę wykluczonego zawodnika, piłkarza z numerem 2. Wobec tego pokazałem jemu również czerwoną kartkę.

To była pierwsza taka sytuacja, jaka się panu przytrafiła sędziując niższe ligi?

– Tak, pierwszy raz coś takiego się przydarzyło. Ale wiem, że kolegom też przytrafiały się różne tego typu rzeczy na niższych ligach. Nieraz można się tego spodziewać.

Można pana zdaniem jakoś to zmienić? Lepiej chronić sędziego w takich sytuacjach?

– Na boisku ciężko jakkolwiek temu zapobiec. Jest się samemu na środku placu gry, można powiedzieć, że ma się 22 dorosłych chłopów przeciwko sobie. Zawodnik się gotuje i ciężko jest cokolwiek wtedy zrobić. Później można wyciągać konsekwencje, kary, ale czy to pomoże? Zawsze takie incydenty były karane, a jednak nie zawsze to pomaga. Wysokie kary nie zawsze skutkują. Wiem, że ten zawodnik za odepchnięcie mnie dostał osiem meczów dyskwalifikacji.

Myśli pan, że to kara, która sprawi, że jak się zagotuje w dziewiątym meczu, nie zrobi czegoś takiego po raz kolejny? 

– Ja w ogóle dlatego bardziej podpiąłem tę sytuację pod uderzenie niż popchnięcie, gdyż chciałem, by kara była jak najwyższa. Nie było to jakieś nadzwyczajnie mocne uderzenie, ale na pewno było ono naruszeniem nietykalności, nie żadne minimalne pchnięcie. Dlatego napisałem „uderzenie”. Ciężko mi powiedzieć, czy osiem meczów jest adekwatne, wystarczające. Może w dziewiątym meczu zrobi to samo, a może przemyśli sprawę i już więcej mu się to nie zdarzy.

Zawodnik pofatygował się przeprosić po spotkaniu?

Od razu po meczu przyszedł do mnie kierownik drużyny gości, Saturna Mielno. Przeprosił za zachowanie zawodnika, bardzo w porządku i pytał, czy będę wnosił sprawę cywilną w tej sprawie. Powiedziałem, że nie, bo potrzebna byłaby obdukcja, jakieś ślady, a z tego nic by nie było. Stwierdził, że zgadza się z opisem zdarzenia, z tym, że należy to ukarać.

A sam zawodnik?

– Nie, nie przyszedł.

Chciałem pana spytać też o przekraczanie granic przez zawodników już niekoniecznie fizycznie, ale werbalnie. Czasami w meczach niższych lig w kierunku sędziego lecą takie wiązanki, że uszy więdną.

– Większość udaje, że nie słyszy.

Czyli daje ciche przyzwolenie.

– Z drugiej strony nie jest jasno określone, czy jak zawodnik powie „co ty kurwa gwiżdżesz?”, to dawać kartkę, czy nie. Wielu sędziów nie daje za to upomnień, choć mogliby nawet za „co ty tam widziałeś”, bo piłkarz nie powinien się zwracać na „ty” do arbitra. Albo jak zawodnicy krzyczą między sobą: „o kurwa, ale mi zajebałeś!”. No jest to wulgarne. Ale gdyby kartki dawało się za każdy taki incydent, każde przekleństwo, to chyba żaden mecz by się nie skończył. W wielu przypadkach to kwestia rozgraniczenia i tego, jak ciężko go dokonać. Dać żółtą, czerwoną, nie dać wcale? Nie ma jasnych wytycznych, że za „ty chuju” jest żółta, a za „kurwa, ślepy jesteś?” nie. Ja generalnie staram się dawać kartki, albo przynajmniej ostrzegać, że to ostatni raz, kiedy takie słowa kończą się bez upomnienia. Generalnie nie jest to takie oczywiste.

Co jakiś czas słyszy się też o incydentach z napaściami kibiców na sędziego. Piłkarze to jedna rzecz, ale słyszy się o arbitrach uciekających przed gniewem miejscowych…

– Też o takich sytuacjach słyszałem. Koledzy w zeszłym sezonie musieli opuszczać boisko w eskorcie policji. Czekali godzinę w szatni, aż policja przyjedzie, i dopiero mogli wyjść z policją, bo kibice nie dali im spokojnie wrócić do domu. Zdarzają się jeszcze takie wioski, gdzie tego typu rzeczy się dzieją.

Nie sposób na przykład obstawić takie spotkania policjantami? Choćby jednym-dwoma? Coś by to mogło dać?

– Myślę, że by to coś dało. Widzi się teraz policję na meczach, ale ona stanie sobie gdzieś w rogu, na drugiej stronie stadionu. Niby jest, widać ją z daleka, ale tak naprawdę nie jest blisko. Nie widzi, nie słyszy za dużo, ja tylko widzę, że jakieś 300 metrów dalej kręci się radiowóz. Na pewno by pomogło, gdyby policjant był blisko, funkcjonariusz siedział na trybunach. Wydaje mi się, że znacznie zwiększyłoby to bezpieczeństwo sędziów w dotarciu z boiska do szatni. Wie pan, na meczach niby jest ochrona, lista porządkowych. Tylko jacy to są porządkowi? Są to najczęściej ludzie wzięci spod sklepu, żeby postali przez te dwie godziny, osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, tylko że taki człowiek nie jest w stanie zapewnić nikomu bezpieczeństwa. Stoi w kamizelce, a jak kibice wejdą na boisko, to kroku nie zrobi. Służba porządkowa to prowizorka. Nie daje jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Gdyby faktycznie stał ochroniarz z agencji, na pewno by było inaczej. Ale klubów na to nie stać. Rzucą kamizelkę jakiemuś gościowi spod sklepu, no i jest wpisane w papier, że służba porządkowa była. Tylko jaka ta służba faktycznie była? Sztuka dla sztuki, a ludzie robią co chcą. Trzymają butelki z piwem, nie raz słyszy się „Rozjebię ci łeb”. No i co można zrobić? Nic. Dopóki nic się nie stanie.

Pan jako sędzia ma narzędzia, by w takiej sytuacji, gdy czuje się pan realnie zagrożony, kończyć mecz przed czasem? Kilka poziomów wyżej, w ekstraklasie, pada w meczu Piast – Górnik płot dzielący kibiców od piłkarzy i sędzia decyduje, że mecz musi zostać przerwany.

– Dotyczą nas te same przepisy, co ekstraklasy. Wszystko w teorii wygląda fajnie, ale na boiskach już nie. Niby kluby dostają licencję, bo mają odgrodzone boisko od trybun, ale często kibice siedzą zdecydowanie za blisko. Nie działa to tak, jak powinno. Z drugiej strony nie możemy tak o kończyć spotkania. Musi się coś naprawdę wydarzyć. Mamy wytyczne, że sędzia ma zrobić wszystko, żeby mecz się odbył. Na meczu B-klasy zawsze jest jakieś niebezpieczeństwo, trzeba by było przerywać prawie każde spotkanie. Chodzą ludzie ze szklanymi butelkami, krzyczą, wyzywają. Nigdy nie ma pan w takiej sytuacji pewności, czy on tą butelką zaraz nie rzuci. Słyszysz zza pleców „ty chuju”, zaraz pokazujesz spalonego przeciwko gospodarzom i nie wiesz, co może się stać.

***

My będziemy tej sprawie przyglądać się WYJĄTKOWO wnikliwie, dzisiaj spodziewajcie się jeszcze kilku tekstów. Do wszelkich wpisów zachęcamy pod hashtagiem #SzacunekDlaArbitra. Piszcie jeśli znacie kolejne przykłady, piszcie co na ten temat myślicie.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

Fot. 400mm/Chwieduk

KOMENTARZE (6)