Dopóki nie skończę grać, będę walczył o reprezentację Polski
Weszło

Dopóki nie skończę grać, będę walczył o reprezentację Polski

Liga Kazachstanu jest przed naszą w rankingu UEFA, liga Kazachstanu wciąż ma swojego reprezentanta w tym sezonie pucharów. Nie jest więc ryzykiem powiedzieć, że Konrad Wrzesiński wyjeżdżając zimą do Kairatu Ałmaty wyjechał do ligi mocniejszej. Ba, ile polskich klubów ma wyposażeniu swojej bazy Footbonautę? Kairat ma, jego baza zakasowałaby każdą w Polsce.

Co jednak najistotniejsze, to że Polak dobrze się tam odnalazł. Jego klub jest na finiszu walki o mistrzostwo, a on jest jednym z najlepszych asystentów ligi. W Kazachstanie urodziła mu się córka, Pola, a Wrzesiński marzy o reprezentacji Polski. Zapraszamy.

***

Konrad, jak się żyje w Kazachstanie?

Bardzo dobrze. Super się tu czuję. Z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję. Kierunek nieoczywisty, pewnie nie każdy by się zdecydował, ja też, nie ukrywam, musiałem się dłużej zastanowić, ale dziś jest naprawdę świetnie. Mieszkam z żoną, miesiąc i trzy tygodnie temu urodziła nam się córeczka.

To wielkie gratulacje.

A dziękuję.

Screen Shot 10-09-19 at 10.07 AM

Czy z racji faktu, że urodziła się w Kazachstanie, będzie miała kazachskie obywatelstwo?

Mogłaby mieć, było takie pytanie ze strony urzędników. Natomiast tutaj nie można mieć podwójnego obywatelstwa, także Pola ma tylko polskie.

Jak ci się podobają same Ałmaty? Dawna stolica kraju, metropolia na dwa miliony mieszkańców.

W zimie nawet więcej, mówi się, że około trzech i pół miliona. W niektórych regionach Kazachstanu temperatura spada do -40, więc ludzie na zimę zjeżdżają do rodzin w mieście – w Ałmatach najgorsze temperatury to „tylko” -20. Samo miasto jest bardzo ładne, położone w górach, z okna mam kapitalny widok na sześciotysięczniki, a przecież zarazem to tętniąca życiem aglomeracja, wielka jak Warszawa.

58769316_2481465868531862_6322092882190663680_n

Przez bliskość granicy Kirgistanu i Chin kultura jest tu różnorodna, mocne są też wpływy rosyjskie, a zarazem czuć też mocno wpływy Zachodu, nowoczesność i europejskość. Jest klasyczne „city” z wieżowcami, jest mnóstwo restauracji, galerie handlowe, wszelkie kina, teatry, co się komu zamarzy – jest gdzie wyjść, jest gdzie normalnie żyć. Jak komuś się wydaje, że Wrzesiński pojechał kopać piłkę do nietypowego kraju – nie mógłby się bardziej pomylić. Przyjechali do mnie ostatnie rodzice, którzy pomagają nam przy dziecku. Byli bardzo zdziwieni, bo chyba nie mieli wielkich oczekiwań, a potem mówili mówili, że to trochę jak Dubaj, ten przepych, te luksusowe auta. Oczywiście mówię bardziej o centrum, gdzie mieszkam, wiadomo, że są też obrzeża, gdzie wygląda to troszkę inaczej, gdzie są dzielnice znacznie biedniejsze, a gdzie pod względem architektury czas zatrzymał się trzydzieści lat temu. Niemniej podobnie jest z miastami w Polsce, każda metropolia to zderzenie kontrastów.

Jakich największych mrozów doświadczyłeś w Kazachstanie?

Największego mrozu doświadczyłem podczas przesiadki w Astanie, gdy pierwszy raz leciałem do Kazachstanu. Była zima, w Polsce -5, przy takiej temperaturze wsiadałem do samolotu. OK, chłodno, ale bez przesady. Założyłem tylko bluzę i lekką kurtkę. Wysiadałem jednak przy -28, ta bluza i lekka kurtka, że tak powiem, nie zdały wówczas egzaminu.

To pewnie wtedy, w pierwszej chwili, zwątpiłeś, czy to na pewno dobra decyzja.

Było zawahanie, pytałem sam siebie: o kurczę, to tu tak będzie? Jak w takich warunkach zagrać mecz? Ale przyjechałem do Ałmat i tu klimat był bardziej zbliżony polskiemu, tragedii nie było. Latem temperatura maksymalna w Ałmatach to 33 stopnie, zimą jak wspomniałem: do -20.

Jakie największe różnice kulturowe zauważyłeś między Polską a Kazachstanem?

Na pewno w Kazachstanie tempo życia jest mniejsze. U nas wciąż wszyscy biegną, tu ludzie tak się nie spieszą. Czasem jest to uciążliwe, na przykład gdy chce się coś załatwić w urzędzie, ale uważam, że to jednak więcej plusów niż minusów. Pewnie kwestia indywidualna, co komu pasuje, a tak się składa, że mi to się podoba. Jest spokojniej i widzę po sobie, że taki rytm życia dobrze na mnie wpływa.

Kiedy ostatnio byłeś w Polsce?

Między obozami w lutym.

Zatęskniłeś już za krajem?

Na pewno tęskni się za przyjaciółmi, rodziną. Jeśli była przerwa na reprezentację, to dostawaliśmy wolne 4-5 dni, więc w teorii można by na chwilę wpaść, ale ze względu na to, że najpierw spodziewaliśmy się dziecka, a teraz zajmujemy się małą, to raczej rodzina przyjeżdżała do nas.

Może wyjdę na ignoranta, ale powiedz: co to jest bieżnia antygrawitacyjna? Wiem, że macie taką w bazie.

Przeciwdziałająca grawitacji bieżnia, która dzięki unikalnej technologii różnicy ciśnień minimalizuje obliczenia powstałe przy biegu.

Baza Kairatu na zdjęciach wygląda nieprawdopodobnie. Dla kibica z Polski ten klub to zagadka, a nie wiem czy ktoś ma takie warunki w Polsce.

To takie małe arcydzieło moim zdaniem. Mamy trzy boiska naturalne, na których regularnie, gdy tylko jest potrzeba, wymieniana jest płyta. Nie ma takiej opcji, żebyśmy grali na zrytej murawie, to się nie zdarza. Mamy dwa boiska sztuczne, jedno boisko pod balonem, mamy też osławionego Footbonautę.

Mamy chyba największą siłownię jaką kiedykolwiek widziałem. Do tego cały kompleks odnowy: sauny, baseny, kriokomory. Gabinet fizjoterapii jest doskonale wyposażony, wszystkie specjalistyczne maszyny na miejscu, a do dyspozycji klubu jest własny rozbudowany sztab medyczny. Na miejscu jemy posiłki, bo jest klubowa restauracja, a więc i w konsekwencji większa kontrola nad dietą zawodników. Jest też w bazie przestronne miejsce, gdzie można odpocząć, mamy PlayStation, książki, zawsze są jakieś przekąski, napoje. Tam się zazwyczaj spotykamy, bo przyjazd do klubu mamy obowiązkowo dwie-trzy godziny przed treningiem. Na pewno fajne jest też to, że mamy w klubie do swojej dyspozycji pokoje, w nich łóżka, więc możesz pojawić się, odmeldować, że już jesteś, a potem nawet iść się przespać. W Polsce jak przyjdziesz dwie godziny przed meczem do klubu, często nie masz co ze sobą zrobić.

Jak się dogadujesz w szatni?

W większości po angielsku, ale coraz lepiej łapię już rosyjski, aż sam zaskoczony jestem swoimi postępami. W tym momencie dogaduję się już bardzo dobrze.

Jak daleko posunięta jest ta troska o piłkarza? Klub pomagał ci w jakiś sposób na przykład przy okazji narodzin córki?

Bardzo mi przy tym pomagał. Cokolwiek chciałem załatwić w szpitalu, z czymkolwiek miałem problem, klub doradzał w kwestiach administracyjnych lub nawet brał to na siebie. Potrafię się dogadać po rosyjsku, ale wiadomo, że są takie sfery życia, gdzie jest wymagana większa biegłość – do mojej dyspozycji jest wtedy tłumacz. Nawet jak był problem z moją córką, a ja akurat byłem na wyjeździe, bodajże w Karagandzie, doktor z klubu przyjechał do mojej żony, zaraz potem pojawił ambulans i ten lekarz pojechał z moją żoną do szpitala. Wszystko jest na takim poziomie, że szczerze: nie mam na co ponarzekać. Takiego profesjonalizmu nie zaznałem. Mogę się skupić tylko na piłce. Klub robi co może, by zawodnicy mogli tylko trenować i grać. Natomiast to, co zrozumiałe, przekłada się też na konkretne wymagania od zawodnika. Myślałem, że w Polsce potrafią być ciężkie obozy, a tutaj od pierwszego dnia musiałem biegać jak koń. Intensywność zajęć była wielka, ale też nasz trener to wyznawca niemieckiej myśli szkoleniowej, z doświadczeniami w RB Lipsk i VFB Stuttgart, więc nie jest to dziwne.

3bae9e5d85807e2b6c9afb3b0c4810f813c390cd739fabe20fda09d64831f846 26decbb8d8ffcead9990ddc31e3a5509fad5a2fa05c7fdf015aefd40dcff3bf2

A jak ten osławiony Footbonauta, polubiliście się?

Footbonauta ma różne programy, zależy na co go ustawisz. Jeśli ktoś chce poprawić celność podania, szybkość zagrań, a nawet skanowanie boiska, to ma tu wielkie pole do popisu.  Ja na pewno dzięki niemu zrobiłem duży progres w technice, poza tym staram się planować zagranie już przed przyjęciem, oceniać odległości, rozejrzeć się o będzie optymalne. Tak, wydaje mi się, że zaprzyjaźniliśmy się, choć teraz mniej na nim trenuję – jest końcówka sezonu, potrzeba nam świeżości na mecze. Na pewno natomiast na początku często go zajmowałem.

A jak znosisz logistykę w lidze Kazachstanu? Odległości nie są małe.

Na prawie każdy wyjazd latamy samolotem. Odległości są duże, lot to zazwyczaj minimum 1.5 godziny, więc jest to trochę męczące. Z drugiej strony w Polsce potrafiliśmy znacznie dłużej jechać na mecz autokarem. Niemniej osobiście nie lubię latać, na  początku bałem się nawet tego regularnego latania, teraz jest już lepiej, pozostał tylko lekki niepokój.

Jak scharakteryzowałbyś samą ligę kazachską?

Na pewno zaskoczyła mnie tym, że oprócz topowych trzech-czterech drużyn, pozostałe zespoły grają strasznie defensywnie. Praktycznie każdy spoza czołówki gra z nami piątką, szóstką obrońców w linii. Te stadiony też nie zawsze są rewelacyjne, czasem gramy na małych boiskach ze sztuczną murawą. Pozytywnie zaskoczyło mnie natomiast wyszkolenie techniczne graczy, nie tylko zagranicznych, Kazachów również. Fizyczności i biegania jest na pewno mniej, pod tym kątem to liga słabsza, ale technicznie jest naprawdę nieźle. Myślę, że topowe kluby jak Astana czy Kairat biłyby się w Polsce o mistrzostwo. Nic kontrowersyjnego raczej nie mówię, skoro Astana co roku gra w Lidze Europy, a w tym roku już zdążyli się z dobrej strony pokazać w Anglii, przegrali zaledwie 0:1 na Old Trafford.

Ciekawe co u nas by się działo po 0:1 polskiego klubu na Old Trafford.

Wiadomo co: szok i niedowierzanie, że taki sukces. Wracając do oceny ligi, to choć najlepsi są na poziomie najlepszych w Polsce, tak średniaki i dół tabeli to raczej poziom pierwszej ligi. To mniej wyrównane rozgrywki niż Ekstraklasa.

72915922_2779200532091726_597530805295644672_n

Zrobicie mistrza?

Liczę na to bardzo, w klubie jest wielka motywacja. Jest duża wiara w drużynie, że po piętnastu latach uda się odzyskać tytuł. Terminarz nam sprzyja: zostały cztery, gramy bezpośrednio z Astaną i Tobołem, to będę najważniejsze mecze.

Screen Shot 10-09-19 at 12.39 PM

Premia finansowa pewnie też jest przewidziana i to godna.

Jest, była ustalona przed sezonem. To bardzo duże pieniądze. Powiem szczerze: oferta Kairatu i to jak byli zmotywowani by mnie ściągnąć przekonało mnie do tego kierunku. Zainteresowany również był Lech, ale po rozmowach z agentami z INNfootball doszliśmy do wniosku ze Kairat to dobry kierunek dla mnie. Ze strony Kairatu rozmawiałem z dyrektorem sportowym, ze skautami, i nie były to tylko pogadanki, ale konkretne przedstawienie planu na mnie. Takiego podejścia ze strony Lecha nie było. Kairat nie ściągał mnie na bazie InStata, jakichś kilku meczów na video, tylko naprawdę dłuższy czas sprawdzali co prezentuję i kim jestem. Sam byłem zaskoczony jak mnie znają: gdy tylko przyjechałem na obóz, trener wziął mnie na rozmowę, przedstawił kierunek mojego rozwoju, strony jakie muszę poprawić, a także moje atuty i jak chce z nich korzystać. Był bardzo drobiazgowy.

I na co położyli nacisk?

Na to, żebym rozwinął się technicznie i szybciej podejmował boiskowe decyzje. To było kapitalne. Nie przychodzę jako ktoś, kto może da sobie radę, a może nie i wtedy pokaże mu się drzwi, tylko jest na mnie pomysł, a ja po pierwsze, że czuję zaufanie, to też wiem jaką drogą mam podążać i jak pracować. Wiem czego się ode mnie oczekuje. Ja nie jestem jakimś wyjątkiem: oni tak podchodzą do wszystkich swoich zawodników.

Natomiast za zaufanie odpłacasz się liczbami, asyst masz sporo w tym sezonie.

Miałem lekki przestój w połowie sezonu, złapałem kontuzję, która wyłączyła mnie z czterech meczów. Poza tym faktycznie jest nieźle. Jak ktoś pamięta mnie tylko ze sprintów, to mógłby się zdziwić oglądając bramki czy asysty. Szybkość nie zrobi różnicy, jak grasz z kimś, kto broni się całym zespołem w polu karnym. Oczywiście jak szybko strzelimy i rywal musi gonić, mam więcej miejsca i robię swoje, ale na pewno gram już inaczej.

Dla zespołu jesteś jak talizman. Ostatnio co grasz, to wygrywacie.

A to nawet nie wiedziałem. Mam nadzieję, że ktoś w sztabie o tym wie. Chcę być talizmanem do końca.

Screen Shot 10-09-19 at 11.47 AM

Źródło: Transfermarkt.pl

W Lidze Europy mogliście dać więcej? Przeszliście jedną rundę, Izraelczycy okazali się lepsi.

Zabrakło nam chłodnej głowy, było 1:0 z Hapoelem u siebie, mieliśmy przewagę, a daliśmy rywalowi wrócić do gry. Potem się wykartkowaliśmy – z większym doświadczeniem byłoby inaczej. Myślę, że przy następnej próbie pójdzie lepiej, oby w grze o Ligę Mistrzów.

W Kazachstanie są też mocne polskie ślady. Poznałeś je?

Jest polska społeczność w Ałmatach, byłem dwukrotnie na polskiej mszy, odbywającej się po polsku, ksiądz też był Polakiem. Chwilę rozmawiałem z pewnym starszym panem, który opowiadał mi gdzie mieszkał w Warszawie i pytał się skąd jestem. To bardzo miłe. Staram się reprezentować Polskę w Ałmatach jak najlepiej. Miałem też rozmowę z polskim konsulem, który cieszył się, że trafił tu polski sportowiec i daje się poznać od dobrej strony.

Myślisz o reprezentacji? Na skrzydłach nie ma szalonej konkurencji.

Na pewno to jest mój cel. Dopóki nie skończę grać, będę o nią walczył w każdym meczu i na każdym treningu. Myśl o kadrze towarzyszy mi każdego dnia. To marzenie każdego polskiego piłkarza i tak samo moje. Mam też mniejsze, pośrednie cele, ale to jest cel największy: reprezentować Polskę.

Wierzysz, że można trafić do reprezentacji z ligi Kazachstanu? W rankingu UEFA jest wyżej niż Ekstraklasa, ale to jednak egzotyczny kierunek.

To nie jest pytanie do mnie, natomiast fajnie jakby tak było.

Polecałbyś polskim piłkarzom Kazachstan?

Zależy którą drużynę i które miasto, bo w niektórych miejscach klimat jest ciężki, nie każdy pewnie się tam odnajdzie. Ale Ałmaty na pewno.

Rozmawiał Leszek Milewski

Fot. Konrad Wrzesiński Facebook/klubowe

KOMENTARZE (12)