Czarne chmury nad głową Vukovicia
Weszło

Czarne chmury nad głową Vukovicia

Porażka z Piastem Gliwice nie pozostała bez echa w obozie warszawskiej Legii. W dzisiejszym „Super Expressie” przeczytamy, że „zaufanie do „Vuko” na Łazienkowskiej zmalało i nietrudno sobie wyobrazić, że ewentualna porażka u siebie z Lechem może spowodować solidne tąpnięcie”, z kolei „Przegląd Sportowy” pisze: „trener dostanie kolejną szansę, ale w poniedziałek rozmawiał z dyrektorem sportowym Radosławem Kucharskim na temat przyszłości i tego, jaki ma plan na kolejne dni i tygodnie”. Wniosek? Aleksandar Vuković po przerwie na kadrę będzie grać o posadę.

RZECZPOSPOLITA

Jerzy Brzęczek mówi na konferencji to, co Robert Lewandowski na pewno chciał usłyszeć. Musimy stwarzać więcej sytuacji strzeleckich. No bo przecież Lewandowski jak już się w takiej znajdzie, to wie najlepiej, co trzeba robić.

Napastnik pytany o swoją skuteczność odpowiedział pytaniem: – A czym jest skuteczność? Wykorzystywaniem sytuacje, prawda? Muszą więc być okazje, by mówić o skuteczności.

W meczach ze Słowenią i Austrią kapitan kadry oddał zaledwie cztery strzały – żaden z nich nie był celny. Brzęczek chyba też zaczął w końcu dostrzegać ten problem i zrozumiał, że wystawienie Lewan- dowskiego w składzie gwarancji goli nie daje (przekonali się o tym i Franciszek Smuda, i Waldemar Fornalik).

Podczas konferencji prasowej selekcjoner mówił to, co chciałby usłyszeć siedzący po jego lewicy Lewandowski. – Naszym podstawowym zadaniem jest stwarzać więcej sytuacji. Nasze ostatnie podanie musi być lepsze. Jestem jednak spokojny, że będziemy kreować okazje i Robert będzie bramki strzelał.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 08.12.22

GAZETA WYBORCZA

Robert Lewandowski odbywa coraz dłuższe podróże, żeby przylecieć na zgrupowanie kadry przed ważnymi meczami. I coraz bardziej bolesne.

Odległość, jaką pokonuje Lewandowski zmierzający z klubu do kadry, stale się zwiększa. W polskich barwach strzela gola średnio co 450 minut – bilans z kadencji selekcjonera Jerzego Brzęczka – i często wygląda na boisku niewyraźnie, potwornie się męczy w roli napastnika, który musi się głęboko cofnąć, by natarcie nie sfinalizować, lecz je zainicjować. W Bayernie zdobywa w tym sezonie bramkę co 69 minut, bijąc kolejne historyczne rekordy, których nikt nie jest już w stanie spamiętać.

Dlatego o Lewandowskim jako monachijczyku debatuje się wyłącznie w tonie podniosłym. Albo dziennikarze wydłubują ze słowników kolejne przymiotniki godne jego wirtuozerii – i brną w ryzykowne metafory, „Guardian” prorokował umieszczenie gola wbitego Tottenhamowi w polskich podręcznikach do historii sztuki – albo nurkują w archiwach, by sprawdzać, czy nasz napastnik dorówna mitycznemu Gerdowi Müllerowi. Czyli przekroczy barierę 40 goli w lidze. A Lewandowski jako reprezentant kraju? Może przeczytać w „Przeglądzie Sportowym” upomnienia prezesa PZPN, że krytykować drużynę narodową powinien w szatni, a nie przy włączonych mikrofonach. Choć w poniedziałek kapitan twierdził, że wywiadu nie czytał i nie chciał się do niego odnosić i że wszystkie jego publiczne wypowiedzi „mają służyć interesowi reprezentacji”.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 08.14.36

SUPER EXPRESS

Piotr Koźmiński z „SE” twierdzi, że zaufanie do Aleksandara Vukovicia mocno zmalało. Porażka z Lechem może spowodować tąpnięcie.

Co oznaczają zmiany? Z naszych informacji wynika, że mimo wszystko nie ma planów (jeszcze) zdymisjonowania Vukovicia. Wiele wskazuje na to, że Serb poprowadzi Legię w meczu z Lechem. Ale między wierszami można wyczytać, że zaufanie do „Vuko” na Łazienkowskiej zmalało i nietrudno sobie wyobrazić, że ewentualna porażka u siebie z Lechem może spowodować solidne tąpnięcie. A warto przypomnieć, że z odwiecznym rywalem Legia zagra bez wspomnianego Jędrzejczyka, który będzie pauzował za żółte kartki. To zadania Vukoviciowi nie ułatwi.

Nad Serbem zbierają się czarne chmury, choć, jak wspomniano, niemal na pewno dostanie jeszcze szansę ugaszenia pożaru.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 08.17.08

SPORT

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.38.02

Jerzy Brzęczek był już na dywaniku u prezesa Zbigniewa Bońka wiele razy. Ale nigdy nie czuł się zagrożony.

– Odkąd tylko zostałem selekcjonerem, takich „dywaników” miałem już około 50. Bardzo często rozmawiamy z prezesem, wymieniamy się spostrzeżeniami na temat piłki, potencjału, możliwości. To rzecz normalna. Oczywiste, że wszyscy byliśmy niezadowoleni, szczególnie z tego jak wypadliśmy w pierwszej połowie meczu z Austrią. Zapewniam jednak, że nie musiałem gasić żadnych pożarów. Czasem ktoś powie coś w emocjach, ale wiem, jak ta drużyna zachowuje się na co dzień. Zawodnicy mają świadomość, że nie do końca wykorzystujemy nasze możliwości. Widzę, jak prezentujemy się na treningach. To największe wyzwanie, by przełożyć je na mecze o punkty. Wtedy będziemy kreować więcej sytuacji, strzelać więcej goli. Reprezentacja zawsze będzie wzbudzać emocje. Skoro przyszedł gorszy okres, to jest to powód do szukania sensacji. Powtarzam jednak, że jestem dumny, patrząc na to, jak pracują i jak zachowują się zawodnicy. Ich postawa, pełne zaangażowanie, zadowala mnie.

Henryk Kasperczak uważa, że problemem reprezentacji Polski są boki obrony i boki pomocy.

Czego zabrakło panu we wrześniowych meczach? Tym przegranym w Lublanie i zremisowanym u siebie z Austriakami.
– Przede wszystkim zabrakło skuteczności w ofensywie. Z czego to może wynikać? Wcześniej mieliśmy na bokach zawodników, choćby obrony, którzy sporo dawali też z przodu, w akcjach ofensywnych. Teraz tego brakuje. To samo dotyczy boków pomocy. Ustawienie tam takich graczy, jak Zieliński czy Kownacki nie zdaje egzaminu. To przecież gracze o innych predyspozycjach niż typowi skrzydłowi. Nie mają takiej umiejętności wygrania pojedynku jeden na jeden i dobrego dośrodkowania, jak nominalni skrzydłowi. Tutaj mamy braki, to szwankuje.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.38.14

Korona Kielce musi poprawić skuteczność. Bez tego ugrzęźnie na dnie tabeli ligowej.

W najbliższych niespełna dwóch tygodniach Korona musi skupić się na poszukiwaniu skuteczności, która w tym sezonie jest dramatyczna. W 11 meczach ekstraklasy zespół strzelił ledwie 6 bramek, najmniej w całej lidze. Dość powiedzieć, że pięciu piłkarzy w naszej lidze: Jesus Imaz, Paweł Brożek, Christian Gytkjaer, Jarosław Niezgoda i Jorge Felix strzeliło tyle samo lub więcej goli niż cały zespół kielecki! Najskuteczniejszym graczem „złocisto – krwistych” jest Adnan Kovaczević, środkowy obrońca, który zdobył dwa gole. Tyle samo, co wszyscy… napastnicy zespołu! Oto przyczyna tego, że Korona Kielce tonie w czeluściach strefy spadkowej.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.38.27

GKS Tychy za mocno zaufał atakowi. Stracił w tym sezonie już 20 goli, 9 w ostatnich 3 meczach.

Drużyna, która strzela dwa gole na swoim boisku i zdobywa trzy bramki na stadionie rywala zwykle dopisuje do swojego dorobku kolejne punkty. Dlaczego więc GKS Tychy tego ostatnio nie robi? Takie pytanie zadają sobie nie tylko kibice.

– Analizując już na chłodno mecz w Niecieczy miałem wrażenie, że za bardzo zaufaliśmy swojej sile ofensywnej – dodaje Wolak. – Miałem wrażenie, że stwarzając dużo sytuacji pod bramką rywala, zapominaliśmy o naszej grze defensywnej i w efekcie byliśmy spóźnieni, albo źle zorganizowani w obronie i przeciwnik to wykorzystał. Charakterystyczny był też ten moment, w którym zespół Bruk-Betu Termalica strzelił nam trzeciego gola. Jacek Kiełb był na spalonym, a Maciek Mańka stał z podniesioną ręką. Sędzia nie podniósł chorągiewki więc doświadczony pomocnik gospodarzy wykonał wyrok. Gdy spotkałem „Maniola” w poniedziałek na stadionie, bo choć to był dzień wolny od treningu, to kilku zawodników pojawiło się na indywidualnych, nieobowiązkowych zajęciach na siłowni, powiedziałem mu o tym. W takiej sytuacji, w chwili podania, trzeba zrobić kilka kroków w kierunku rywala i stanąć dopiero wtedy kiedy arbiter odgwiżdże spalonego. Musimy się liczyć z tym, że sędziowie popełniają błędy – niestety ostatnio głównie na naszą niekorzyść o czym świadczy litania niepodyktowanych dla nas karnych.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.38.49

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.56.36

Kadra po dwóch bardzo słabych meczach z września znów musi odbudować zaufanie.

– Na pięć dni pojechałem do Włoch, Niemiec i Anglii – wyliczał Brzęczek. Spotkań z kadrowiczami nie nazwał „gaszeniem pożarów”, choć po ostatnim zgrupowaniu atmosfera w zespole podupadła. Nie tylko z powodu wyników. Nie wszyscy byli zadowoleni z decyzji personalnych. Na pierwszym miejscu bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny, który decyzji o tym, że nie jest numerem jeden, nie przyjął z zadowoleniem.

– Odwiedziłem Wojtka, bo nie byłem w Juventusie od stycznia – wyjaśniał trener. – W zespole narodowym jest ponad 20 graczy i, co zrozumiałe, każdy chce być na boisku. Ja muszę podejmować trudne decyzje personalne. To normalne, że ten, który nie gra, jest zły. Wojtek i Łukasz Fabiański to bramkarze światowej klasy. Dotąd nie myliłem się przy wyborze numeru jeden. Wiosną był nim Wojtek, ale z powodu jego kontuzji do bramki wszedł Łukasz. Jesienią role się odwróciły. Obaj bramkarze są potrzebni. Nie znam reprezentacji, w której zmiennicy byliby zadowoleni ze swojej roli.

Trener podkreślił, że bardzo zwraca uwagę i docenia to, co piłkarze wchodzący na boisku dają zespołowi. W eliminacjach EURO 2020 trzy gole strzelili zawodnicy wprowadzeni na boisko, przy dwóch asystowali.

Robert Lewandowski w życiowej formie zaliczy 109. mecz w kadrze, stając się tym samym zawodnikiem z największą ich liczbą (Kuba Błaszczykowski ma 108).

Snajper Bayernu jest w wielkiej formie, w 11 meczach strzelił 15 goli. W Lidze Mistrzów jest już na piątym miejscu wśród najskuteczniejszych graczy tych rozgrywek. – W każdym okresie przygotowawczym staram się coś zmieniać albo udoskonalać, żeby było jeszcze lepiej – wyjaśniał. – Latem pracowałem nad wieloma aspektami, nie tylko piłkarskimi. Wiele osób uważa, że po trzydziestce piłkarz znajduje się na linii pochyłej, a ja się z tym nie zgadzam. Przede mną jeszcze przynajmniej kilka kariery na najwyższym poziomie. Jestem osobą otwartą na rozwój, nie zamykam się przed niczym, co może spowodować, że stanę się lepszym piłkarzem i człowiekiem. Trudno oczywiście utrzymać taką dyspozycję cały sezon, ale chcę, by to trwało jak najdłużej. Kluczowe znaczenie ma wytrzymałość.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.56.43

Krzysztof Piątek nie jest w najłatwiejszym położeniu, na kadrę pojechał po słąbiutkim meczu z Genoą, w którym brylował jego zmiennik – Leao.

Został wybudzony z pięknego snu, w którym trwał od miesięcy. Arrigo Sacchi opisał pierwszy rok snajpera słowami francuskiego filozofa, zdobywcy Nagrody Nobla, Romaina Rollanda: „Bohater to człowiek, który robi to, co potrafi”. Kilka miesięcy później ta recenzja uderza bardziej niż w maju. Piątek świetnie wykorzystywał naturalne atuty, jak instynkt i inteligencja w polu karnym. Był dla piłki magnesem – stał gdzie trzeba, dostawiał nogę i wykańczał robotę. Nie kombinował. Wychodziło wszystko, ale formuła się wyczerpała. Przeciwnicy go rozszyfrowali. Być może teraz lepiej widzi swoje ograniczenia – że niekoniecznie jest w miejscu, w którym wielu wmawiało mu, że jest. Musi poprawić poruszanie się bez piłki, wychylić nos poza szesnastkę, ulepszyć grę tyłem do bramki – tak twierdzi Sacchi. Dzięki temu może stać się napastnikiem wielowymiarowym.

Dotknięty kryzysem Milan, maniak taktyki Marco Giampaolo za sterami oraz konkurencja utalentowanego Rafaela Leao – Piątek ma czas próby. Los przerzucił monetę popularności na drugą, brzydszą stronę. Poziom krytyki świadczy jedynie o oczekiwaniach, jakie zbudował wokół swojej osoby. To dla niego trudny, ale pouczający moment.

Doczekamy się wreszcie przełomu w kwestii reprezentacyjnej lewej obrony? W bardzo dobrej formie jest Maciej Rybus, we Włoszech wreszcie gra Arkadiusz Reca.

Ostatni miesiąc okazał się przełomowy dla Arkadiusza Recy. We wrześniu był na marginesie poważnej piłki. Po sezonie spędzonym na ławce Atalanty wylądował w SPAL, którego mecze też oglądał z boku. Artur Wichniarek głosił, że taki piłkarz nie ma prawa grać w reprezentacji, Jerzy Brzęczek odesłał go na trybuny podczas wrześniowych meczów kadry. Dziś sytuacja byłego zawodnika Wisły Płock diametralnie się zmieniła. Przebił się do podstawowego składu włoskiego zespołu, trzy ostatnie spotkania zaczął w pierwszej jedenastce. Za występ w ostatnim z Parmą (1:0) „La Gazetta dello Sport” wysta-wiła mu notę 6,5 (tylko dwóch zawodników miało 7) z komentarzem, że był bardzo groźny na lewej stronie. – Skoro grał w kadrze, choć nie miał miejsca w klubie, to niech teraz wystąpi w reprezentacji, skoro już gra we Włoszech. Nie trzeba być filozofem, by to wymyślić. Na mecz z Łotwą powinien wyjść w pierwszym składzie – uważa Bogusław Kaczmarek, który był asystentem w szta-bie Leo Beenhakkera.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.56.48

Kamil Biliński raczej nie uważa, że Łotysze sprawią nam jakikolwiek kłopot. Polak grający w Riga FC uważa, że w Warszawie wygraliśmy za nisko i w Rydze może być wyżej.

– Przy właściwym podejściu powinniśmy osiągnąć lepszy wynik niż w Warszawie (Polska wygrała tam 2:0 – przyp. red.). To będzie mecz do jednej bramki. W spotkaniu z Austrią Łotysze zaprezentowali się fatalnie. Nie chodzi o sam wynik, bo błędy się zdarzają. Gorzej, że ich gra wyglądała bardzo słabo. A my jesteśmy lepszym zespołem niż Austria… – mówi.

W eliminacjach EURO Łotwa poniosła same porażki. – Wyniki nie są przypadkowe. Ich kadra od dawna nie wygrała meczu. Ma problem nie tylko z lepszymi rywalami, ale i z drużynami prezentującymi podobny poziom. Przegrała nawet z Gibraltarem i raczej prędko się to nie zmieni, bo nie widać nowych klasowych piłkarzy – mówi.

– Najsłabszym ogniwem łotewskiej kadry jest ofensywa. W eliminacjach strzeliła tylko jednego gola, a w zasadzie to rywale sami go sobie wbili, bo to samobój. W lidze łotewskiej z przodu występują głównie obcokrajowcy. A może być jeszcze gorzej. W kolejnym sezonie w pierwszym składzie będzie mogło zagrać już ośmiu cudzoziemców, więc ten problem może się pogłębić – prognozuje.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 07.56.55

Aleksandar Vuković zaczyna stąpać bo bardzo cienkim lodzie. Dla jego przyszłości kluczowe mogą być spotkania z Lechem i Wisłą Kraków.

Legia w tym sezonie miała być postrzegana jako spokojniejsza i stabilniejsza, bardziej przewidywalna niż wcześniej. – Klub przechodzi zmiany, pozbyliśmy się obciążeń z lat minionych, piłkarzy z wysokimi kontraktami. Wreszcie mam poczucie, że w pionie sportowym stanowimy jedną drużynę – mówił prezes w piątek.

Mecz w Gliwicach zakłócił sielankowy obraz. Legia przegrała drugi raz z rzędu. Zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli, ale strata do lidera nie jest duża. Słabe to pocieszenie, bo warszawski zespół nie potrafi wykorzystać słabości najgroźniejszych rywali. W ostatnich tygodniach mierzył się (nie licząc zaległego spotkania w Płocku) z czterema najlepszymi drużynami poprzedniego sezonu. Pokonał tylko Cracovię, przegrał z Lechią i Piastem, a punkt przywiózł z Białegostoku. Do tego doszła porażka w Płocku. Te wyniki nie zadowalają prezesa Mioduskiego, który w poniedziałek był na Kongresie 590 w Rzeszowie. Żadne decyzje nie zapadły, trener dostanie kolejną szansę, ale w poniedziałek rozmawiał z dyrektorem sportowym Radosławem Kucharskim na temat przyszłości i tego, jaki ma plan na kolejne dni i tygodnie.

Kamil Kosowski jest zadowolony z powołania dla Dominika Furmana, ale w swoim felietonie sugeruje, że twarzy z naszej ligi powinno być więcej, że doświadczenie powinien łapać w kadrze na przykład Przemysław Płacheta.

Czytałem i widziałem, że sporo emocji wywołało powołanie Dominika Furmana. Z reguły staram się nie komentować nominacji do drużyny narodowej, ale tu zrobię wyjątek. Furman zasłużył na powołanie. Od dawna jest najważniejszą postacią Wisły Płock i ciągnie jej grę. Myślałem, że nowych twarzy z naszej ligi będzie więcej. Taki Przemysław Płacheta też powinien łapać doświadczenie. Kamil Grosicki młodszy nie będzie, a komuś pałeczkę musi przekazać na tym lewym skrzydle. Nie chodzi o to, że ma przestać grać. Mam teorię, że za grę naszej reprezentacji odpowiada obecnie, w gruncie rzeczy, pięciu zawodników: Robert Lewandowski, Grosik, Piotr Zieliński, Kamil Glik i któryś z naszych bramkarzy. Niezależnie który. Przy tej „piątce” młodzież powinna się uczyć. Myślałem, że w tych eliminacjach nastąpi wymiana pokoleniowa. A kogo mamy z młodych w kadrze? Pojawił się tylko Krystian Bielik i na zmianę wszedł Sebastian Szymański. Trochę mało. A wracając do Furmana, to on naprawdę może się przydać. Pewnie Lewy i Grosik nie oddadzą mu piłki, kiedy trzeba będzie strzelać bezpośrednio z wolnego, ale już z takich piłek z bocznych sektorów czy rzutów rożnych on może zrobić użytek, bo ma świetne dośrodkowanie.

Zrzut ekranu 2019-10-8 o 08.24.50

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (4)