Lewandowski robi swoje, koledzy z obrony niekoniecznie
Niemcy

Lewandowski robi swoje, koledzy z obrony niekoniecznie

Nieprawdopodobny jest ten start Roberta Lewandowskiego w sezonie 2019/20. Nawet jeśli zdarzają mu się pudła, nawet jeśli marnuje jakieś porządne sytuacje strzeleckie – jak dziś, gdy uderzył głową ponad poprzeczką – to liczb po prostu nie da się przykryć. Mamy początek października, a „Lewy” właśnie zdobył swoją piętnastą (!) bramkę w sezonie, w samej Bundeslidze gromadząc ich jedenaście. 

To jest prawdziwa manifestacja siły, Robert strzela właściwie w każdym meczu (z czystym kontem skończył tylko Superpuchar Niemiec i dwa spotkania w reprezentacji), regularnie zresztą poza własnymi strzałami wypracowuje pozycje strzeleckie kolegom – czy to dobrą zastawką i oddaniem do boku, czy udaną klepą w środku. Dziś zresztą było podobnie i tak naprawdę chyba tylko Polak może wieczorem zasnąć z czystym sumieniem. To, co bowiem wyprawiali wszyscy pozostali piłkarze Bayernu ze szczególnym uwzględnieniem obrony, nie mieści się w żadnych ramach.

Bayern Monachium. Na własnym terenie. Rozpędzony ograniem 7:2 Tottenhamu w Lidze Mistrzów. Z drugiej strony zaś Hoffenheim błąkające się w dole tabeli po tym, jak w ostatnich czterech meczach zdobyło jedną bramkę przy siedmiu straconych. Wydawało się, że w Bawarii dojdzie do egzekucji, a gwiazdozbiór Kovaca utnie końcówki dyskusji dotyczących ewentualnego zwolnienia chorwackiego trenera. One tymczasem rozgorzały na nowo, bo dzisiaj Bayern grał tak niefrasobliwie i niedokładnie, że trudno dziwić się frustracji kibiców.

Jak określić zachowanie stoperów przy obu golach, zwłaszcza przy tym drugim, gdy Sargis Adamyan mimo asysty dwóch obrońców zdołał oddać celny strzał? Jak określić zachowanie Tolisso, tak beztrosko tracącego piłki w absolutnie newralgicznym miejscu, na 30. metrze od własnej bramki? Jak określić bocznych obrońców, którzy w doliczonym czasie gry DWUKROTNIE psuli ataki Bayernu jeszcze przy podaniach na własnej połowie? Brakowało spokoju, brakowało konsekwencji, brakowało też pomysłu, co szczególnie widoczne było przy tych podcinanych dośrodkowaniach na Lewandowskiego. Ogrom strat w środku pola (Tolisso 4!) , blisko trzydzieści dośrodkowań – nie da się w ten sposób punktować, zwłaszcza, jeśli w jednym z ostatnich pojedynków powietrznych w końcówce twój bramkarz (tak, Neuer ruszył do przodu) demoluje połowę zawodników przebywających w szesnastce.

Bardzo słabo to wyglądało, zwłaszcza w zestawieniu z prostotą zaproponowaną przez Hoffenheim. To nie było tak, że wpadły im dwa uderzenia rozpaczy z 45. metra. Wręcz przeciwnie – potrafili szybko skontrować serią podań, a i wychodzenie spod pressingu wyglądało w ich wypadku naprawdę fajnie. Zresztą, co tu dużo pisać – wiecie, gdzie grał Adamyan w ubiegłym sezonie, zanim jeszcze skaleczył dwukrotnie Bayern na Allianz Arena? W Regensburgu. Tam, gdzie Smuda szatnię budował!

Kapitalnie wygląda zbitka pomeczowym komentarzy z jednego z profil fanów Bayernu na Twitterze.

Też nie mamy nic do dodania. Dopiero co oklepali Tottenham, by dziś tak przeraźliwie cierpieć z Hoffenheim. Przedziwny tydzień. Zwłaszcza, jeśli dodamy, że dzisiaj punkty zgubił też Dortmund, remisując 2:2 z Freiburgiem (Piszczek zszedł z urazem w 14. minucie gry).

Bayern Monachium – Hoffenheim 1:2 (0:0)

Lewandowski 73′ – Adamyan 54′, 79′

Fot.Newspix

KOMENTARZE (4)