Jak Milik w płot
Weszło

Jak Milik w płot

Nie twierdzimy, że nie imponowały nam te wszystkie sceny w „Matrixie” stworzone w technologii slow-motion. Naprawdę zaaplikowane w odpowiedniej dawce i stylistyce to przyjemna odmiana dla monotonii klasycznej wizji, ale nikt nam nie udowodni, że spowolnione ruchy piłkarzy dodają barwy widowisku piłkarskiemu. No nie, po prostu nie, a niestety, starcie Napoli z Genkiem stanowiło hołd rzeczywistości dla tego efektu operatorskiego. 

Carlo Ancelotti przyznaje, że w życiu przywiązuje wagę do kilku rzeczy, bez których nie wyobraża sobie funkcjonowania. Uwielbia bowiem tortellini, dobre jedzenie, futbol, niezobowiązujące rozmowy z ludźmi i pewnie jeszcze kilka rzeczy. Sam żartobliwie twierdzi, że jeśli przestałby używać z któregoś z wyżej wymienionych elementów, jego egzystencja straciłaby swój sens, więc można wyciągnąć wniosek, że to człowiek lubiący jakiegoś rodzaju stabilizację. A jednak przy tym jeszcze jedno jest oczywiste – Włoch nie przywiązuje się do żądnych nazwisk. Rotuje. Zmienia. Miesza. Kombinuje. Sadza na ławce. W tym sezonie jego drużyna jeszcze ani razu nie wyszła na boisko w tym samym ustawieniu. To bardzo znamienne.

Tym razem nie było inaczej. Dzięki temu szansę dostał chociażby Arkadiusz Milik, dla którego starcie z Genkiem stanowiło doskonałą szansę na przełamanie swojej niechlubnej passy ośmiu kolejnych spotkań bez strzelonej bramki. W innej sytuacji znalazł się za to Piotr Zieliński, który choć wystąpił w wygranym 2:1 meczu z Caligiari w Serie A, tym razem został oddelegowany na ławkę rezerwowych. Nic stałego. Nikt nie może być pewny swojego miejsca w składzie. Taka taktyka. Taki sposób na utrzymywanie wszystkich w niepewności. Często nie sprzyja to formie drużyny, ale w takim czy innym ustawieniu, Napoli w Belgii było bezdyskusyjnym faworytem.

Życie jednak bywa przewrotne i boisko nie potwierdziło przedmeczowych prognoz. Przede wszystkim Genk absolutnie nie wyglądał na ten sam zespół, który w poprzedniej kolejce Ligi Mistrzów do przerwy przegrywał z 1:5 z austriackim Salzburgiem. Podopieczni Felice Mazzu dostosowali się do ślamazarności poczynań faworyzowanych rywali. Nie wykonywali niepotrzebnych ruchów, prawidłowo organizowali się w obronie, próbowali stwarzać zagrożenie pod bramką Mereta, ale pamiętając przy tym o zabezpieczaniu tyłów.

I szczerze powiedziawszy nie wymagało to od nich większego wysiłku, bo piłkarze Napoli biegali jak muchy w smole. Leniwie. Wolno. Bez zacięcia. Nie spieszyli się. Opieszale przenosili grę z jednej flanki na drugą. Brakowało przyspieszenia, błyskotliwości, jakichkolwiek konkretów. A kiedy zaczęli już stwarzać sytuacje pojawił się on…

Arkadiusz Milik. We własnej osobie.

W samej pierwszej połowie zmarnował trzy doskonałe sytuacje do strzelenia gola.

Pierwsza: Tu jego wina była jeszcze niewielka. W wielkim chaosie, leżąc, próbował przelobować bramkarza rywali i defensorów zasłaniających bramkę Genku. Piłka musnęła poprzeczkę.

Druga: Niewytłumaczalne pudło. Stuprocentowa okazja. Milik z trzech metrów głową nie trafił do pustej bramki.

Trzecia: Podobna sytuacja. Milik z minimalnej dalszej odległości nie wykorzystał precyzyjnego dośrodkowania i na tablicy wyników dalej widniał bezbramkowy remis.

Na jego twarzy rysowała się złość. Olbrzymia złość na własną nieskuteczność. Po przerwie Carlo Ancelotti dał jeszcze swojemu podopiecznemu kilkanaście minut na rehabilitację, ale przez ten czas Napoli nie wykreowało żadnej konkretnej sytuacji. Milik zniknął. Nieaktywny. Przygaszony. Bezradny. Opuścił boisko. Na tarczy. Do końca goście z południa Włoch nie byli w stanie wykreować już żadnej sensownej akcji.

25-letniego snajpera nie można usprawiedliwiać faktem, że w ogóle do tych sytuacji dochodził. Jeśli chce liczyć się w wielkiej piłce i zerwać z łatką komicznego, nieskutecznego napastnika, musi wykorzystać każdą z tych okazji. Każdą. Bez wyjątku. Bez wymówek. Tak się nie stało, więc zasługuje na krytykę. Zawiódł. Przez niego Napoli nie wygrało.

Inna sprawa, że cały zespół zagrał słabo, a mecze Ligi Mistrzów o 18:55 powoli zaczynają przywodzić na myśl poniedziałkowe popołudnia z Ekstraklasą…

Genk 0:0 Napoli

KOMENTARZE (5)