Po tej wygranej kibice płakać z radości nie będą. Vinicius – owszem
Hiszpania

Po tej wygranej kibice płakać z radości nie będą. Vinicius – owszem

Mecz z Osasuną w środku tygodnia, pomiędzy bardzo wymagającym starciem z Sevillą a piekielnie trudnym wyjazdem na Atletico Realowi był potrzebny jak dziura w bucie. Nie, nie ta, przez którą wkłada się nogę. Dlatego zwycięstwo w przemeblowanym składzie – okraszone w dodatku premierowym golem Rodrygo i pierwszym od lutego golem Viniciusa – musi cieszyć.

Cieszyć, ale nie powodować wybuchu euforii. Bo Osasuna była dziś mniej groźna niż średnio wyrośnięty york. Taki to chociaż poszczeka, a rywale Realu nie zagrozili Królewskim praktycznie wcale. Wychodzącego sam na sam Cardonę zgasił perfekcyjnym wyjściem debiutujący Areola tak, że ten nie mógł nawet oddać strzału – i to by w zasadzie było w tym spotkaniu na tyle.

Nie trzeba było wiele, by uznać Real za groźniejszy od rywali. Królewscy nie stłamsili Osasuny, nie wtłoczyli jej do bramki i nie walili jak w bęben, ale wywarli wystarczający nacisk, by wcisnąć dwie sztuki. I wypracować sobie kilka kolejnych okazji po fatalnych błędach przeciwników, głównie w wyprowadzeniu piłki. Aż wstyd, że na plecach jednego z tych wielbłądów Królewscy nie wjechali do bramki Osasuny. Okazji na upragnione przełamanie sam Luka Jović miał ze trzy, a jednak za każdym razem pudłował. A gdy trafił – linie nałożone na obraz w wozie VAR zdecydowały o jego spalonym. Centymetrowym? Milimetrowym? Jeden kit, Serb wciąż musi czekać na niezmącony wybuch radości.

Nie musi za to czekać Vinicius, który po trafieniu na 1:0 tak się wzruszył, że się popłakał. Taka reakcja na gola po rykoszecie z Osasuną najlepiej symbolizuje, jak długo czekał na swoje przełamanie i ile ono dla niego znaczyło. To nawet Rodrygo, korzystając ze znakomitego przerzutu Casemiro, nie celebrował z taką pasją swojego premierowego gola w Realu.

Zinedine Zidane wystawiając skład na ten mecz wysłał jasny komunikat: jest w stanie poświęcić je, byle tylko najwięksi liderzy byli w pełni sił na weekendowe derby z Atletico. W rolę krytyków zza linii mogli się więc wcielić i najlepszy strzelec zespołu Benzema, i najlepszy asystent całej ligi Carvajal, i Hazard, i Varane. Niby przed meczem padło dyplomatyczne „nie myślimy o meczu z Atletico i skupiamy się na Osasunie”, ale z rzeczywistością nie miało to za wiele wspólnego.

Domowa wygrana więc cieszy, toć Real w poprzednich dwóch sezonach tracił mistrzostwo właśnie na Bernabeu, gubiąc po 17 punktów na rozgrywki. No i sprawia, że kibice mogą uwierzyć w zmienników – nie było Benzemy choćby na minutę, nie pojawił się na placu gry Hazard, poza kadrą na mecz był Bale. A mimo to wpadło w gruncie rzeczy spokojne 2:0.

Real Madryt – Osasuna 2:0
Vinicius 36’, Rodrygo 72’

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (3)