post Avatar

Opublikowane 23.09.2019 20:41 przez

redakcja

Im większe sukcesy osiągnąłeś, tym trudniej odejść od sprawdzonych metod. W tym sensie sukces zaciemnia obraz. Potęga staje się więzami, a o zmianę i nowy kierunek tym ciężej.

Wiedzą o tym dobrze w Manchesterze United. Zaledwie sześć lat po zdobyciu Pucharu Europy – uczynili to jako pierwszy angielski zespół – Czerwone Diabły, ligowy gigant i bogacz, spadły z First Division.

***

Porażka wchodzi w nawyk.

Wille Morgan, Manchester United 1968-1975.

***

Humor futbolowych bogów jest nie do przecenienia: twórca potęgi Manchesteru United, Matt Busby, jako piłkarz występował tylko w dwóch drużynach: Manchesterze City i Liverpoolu. Facet, który grał dla dwóch największych wrogów United, Czerwone Diabły prowadził blisko ćwierć wieku, sięgając z nimi szczytów.

W 1956 odrzucił ofertę prowadzenia Realu Madryt. Ówczesny prezydent Królewskich, Santiago Bernabeu, powiedział Busby’emu:

Choć do nas. Prowadzenie Realu to jak zarządzanie rajem.

Na co Busby odparł:

Moim rajem jest Manchester.

W 1958 Busby przeżył katastrofę lotniczą w Monachium. Siedmiu jego podopiecznych miało o wiele mniej szczęścia. Dwóch, choć przeżyło, nigdy nie wróciło na boisko.

Dziesięć lat po katastrofie Manchester United zostało najlepszym zespołem Europy. Kapitanował drużynie Bobby Charlton, kolejny ocalony. Futbol rzucił właśnie na kolana George Best, wówczas 22-letni, tak efektowny dzięki bajecznej technice, co skuteczny: w tamtym sezonie strzelił trzydzieści dwie bramki. „France Football” wybrało go najlepszym piłkarzem kontynentu.

Zespół był jedną wielką maszyną do strzelania bramek: poza Bestem jeszcze czterech zawodników strzeliło więcej niż dyszkę, w tym Charlton dwadzieścia.

Tylko jeden zespół w Pucharze Europy zdołał pokonać Manchester United w tamtym sezonie: Górnik Zabrze.

Screen Shot 09-23-19 at 10.04 AM

 ***

Jak ważne było dla Anglików, że wreszcie angielski klub wygrał Puchar Europy? A tak, że Matt Busby stał się Sir Mattem Busbym.

Dobijał do sześćdziesiątki, ewidentnie nosił się z zamiarem zostawienia ławki trenerskiej na rzecz młodszych i gdyby to zrobił wtedy, tuż po największym do tamtej pory triumfie ekipy z Teatru Marzeń, byłoby to symboliczne. Definicyjny przykład schodzenia ze sceny wtedy, kiedy jest się na szczycie.

A tak Busby skończył rok później, po przegraniu Pucharu Interkontynentalnego z Estudiantes, po zajęciu jedenastego miejsca w lidze i rodzimych pucharowych – wybaczcie – wpierdolach. Cóż, życie to nie Hollywood.

Mało tego: Busby rzucił trenerkę tylko na pół roku. Wiadomo, że kto by nie wchodził w jego buty, stałby na koszmarnej pozycji, ale umówmy się: Manchester United wciąż miało TAKĄ pozycję. Mogło kusić wielkich trenerów. Po latach okazało się, że chrapkę na prowadzenie Czerwonych Diabłów miał sam Brian Clough, inna legenda, wtedy trzydziestokilkuletni wonderkid trenerki. Ale zamiast tego robota marzeń, ale i wyzwanie wszech czasów, przypadło Wilfowi McGuinessowi.

Co? Nie słyszeliście nigdy?

Kojarzy wam się głównie z irlandzkim browarem?

Nic dziwnego: z McGuinessa żaden Helenio Herrera. Kiedyś trenował pod Cloughem jako piłkarz, ba, gdyby nie kontuzja, leciałby feralnym samolotem w noc katastrofy. W momencie objęcia asów Old Trafford miał jednak 31 lat i ZERO sukcesów trenerskich, bo prowadził tylko rezerwy.

Jak ten człowiek miał okiełznać George’a Besta?

Co zaskakujące, taką decyzję podjął sam Busby, idąc w dyrektory. Po latach żałował, że nie dał tej fuchy Bobby’emu Charltonowi. Charlton wciąż dawał bardzo wiele jako piłkarz, ale z drugiej strony – mógł być grającym trenerem. W tamtych czasach podobne historie zdarzały się nawet na tak wysokim szczeblu. Inna sprawa, że Charlton, gdy już zawiesił buty na kołu, wiele jako trener nie osiągnął, ale fakt faktem – był naturalnym autorytetem do tej szatni, znał też warsztat Busby’ego jak nikt. Mógł dołożyć swoje i zostać kontynuatorem.

Wilf McGuiness próbował stawiać na swoich ludzi, juniorów i graczy rezerw, których dobrze znał, a którzy byli gotowi bić się za niego na całego, ale tym samym krzywo zaczęła na niego patrzeć stara gwardia. Nie pogodził wody z ogniem. Nie dał rady dokonać zmiany, która wymaga marginalizowania gwiazd, a zarazem szukania nowych materiałów na nie – dwa piekielnie trudne zadania jednocześnie.

Po raptem pół roku Matt Busby musiał wrócić na ławkę, by ratować sezon – dzwonem pożegnalnym dla młodego było 0:4 z Manchesterem City.

McGuiness po United nie osiągnął nic.

***

Nie ma w futbolu nic bardziej niebezpiecznego, niż starzejący się gwiazdor, który wie, że się starzeje, ale nie chce się z tym zmierzyć.

Willie Morgan.

***

W sezonie 71/72 Manchester United postanowiło postawić na kogoś z zewnątrz. Pomysł na to, by wyznaczyć kontynuatora myśli Busby’ego został spalony: pytanie czy nie za szybko? Czy to, że McGuinessowi się nie udało, oznaczało, że nikt inny nie dałby rady?

Frank O’Farrell był człowiekiem z trenerskiej karuzeli, prowadził wcześniej Leicester City, które wprowadził do First Division, a potem uczynił z nich rewelację ligi. Był opcją, która mogła wypalić – trener mający pozycję, na wznoszącej, bezapelacyjnie utalentowany.

I początkowo wydawało się, że to faktycznie wypali. Do 4 grudnia mieli czternaście zwycięstw. Grali jak z nut. A potem stało się niewytłumaczalne. Przez trzy miesiące strzelili sześć bramek.

Screen Shot 09-23-19 at 06.36 PM

O’Farrell wykaraskał się z tej formy pod koniec sezonu, Manchester United skończyło jednak znowu na ósmym miejscu, czyli znów poniżej oczekiwań. Gdy wszystkim wydawało się, że gorzej być nie może, że O’Farrell zrozumiał gdzie błądził i będzie lepiej, przyszedł sezon 72/73, w którym Czerwone Diabły przez pierwsze dziewięć kolejek nie wygrały meczu i strzeliły zaledwie cztery gole.

Prezesi jeszcze wytrzymali, wyniki nieznacznie się poprawiły, niemniej z naciskiem na „nieznacznie”.

A potem przyszedł 16 grudnia 1972 roku. Manchester United, niedawni Królowie Europy, oberwali 0:5 od Crystal Palace.

Dziennikarz Jimmy Hill powiedział o Czerwonych Diabłach z tego meczu, że nigdy nie widział drużyny, która miałaby mniej zaangażowania w mecz.

Palace nie tyle wygrało, co zabawiło się jak z dzieciakami na podwórku. O’Farrell był skończony. Klub, który miał jednego trenera przez ponad ćwierć wieku, szykował się do kolejnej zmiany.

Nie da się obronić takiej dyspozycji, jaką pokazał zespół O’Farrella. Szkoleniowiec odchodził z łatką gościa, który przybył jako obcy, i jako taki wyjeżdża, nie rozumiejąc nic z klubu, którego miał być częścią.

Inni mówili, że działacze, w tym sam Busby, nigdy nie pomogli mu w tym, by stało się inaczej.

***

W tej drużynie jest zbyt wiele primadonn.

Tommy Docherty po objęciu Manchesteru United.

***

Gdy 22 grudnia 1972 roku Tommy Docherty obejmował Manchester United, zespół znajdował się w strefie spadkowej. Niewyobrażalna perspektywa, ale wciąż, to były Czerwone Diabły, klub wielki, marka działała. Dlatego Docherty porzucił w trybie nagłym reprezentację Szkocji, byleby tylko mieć szansę nazwać Teatr Marzeń swoim domem.

Docherty był twardym facetem, wciąż młodym, ale mającym już ciekawe doświadczenia, choćby prowadzenia FC Porto. Udało mu się uratować byt Czerwonych Diabłów, ale problemy były widoczne jak na dłoni:

Zespół strzelił tylko 42 bramki w 44 meczach sezonu 72/73
– Najlepszym strzelcem został Bobby Charlton, który strzelił raptem sześć bramek
– Charlton, kapitan, kończył karierę, symbolizując zmianę warty.

Wszystko krzyczało, że drużyna potrzebuje zmian i to drastycznych. Pozostawała natomiast do rozwiązania kwestia George’a Besta.

George Best w wieku dwudziestu dwóch lat podbił świat. George Best był tak popularny, że nazywano go piątym Beatlesem. Wieloletni asystent trenerów w Manchesterze United powiedział nawet o Beście, że wszystko byłoby OK, gdyby Best był…

Brzydszy.

A tak, na swoje nieszczęście, był przystojniakiem, który podobał się wszystkim dziewczynom, którego chciano na okładkach wszystkich magazynów, który bez trudu sięgał towarzyskiego szczytu. Jakby był kasztanem, miał aparycję ziemniaka – dano by mu spokój, cieszono się jego grą i koniec. A tak lepił się do niego blichtr.

Best był pierwszym w historii futbolu piłkarzem o celebryckim statusie, ba, mało powiedziane: był pierwszoplanową postacią popkultury. Światowej. Słynny nawet w USA, słynny w Związku Radzieckim, wszędzie.

W tym świetle – świetle reflektorów gdziekolwiek się nie ruszył, świetle umawiania się z najpiękniejszymi kobietami świata, niekończącym się dopływem pieniędzy – mecz ze Stoke potrafi nieco zblednąć.

Screen Shot 09-22-19 at 03.47 PM Screen Shot 09-22-19 at 03.56 PM

Opuszczanie treningów to banał, zdarzało się nieustająco. Best był najlepszy w drużynie nawet prosto z baru, czy nawet po tygodniu w barze. Dziś nie przeszłoby ani na chwilę, wtedy często przymykano oko, bo przecież mowa o największym talencie swojego pokolenia, człowieku, który po odejściu Charltona i zbyt wielu wiosnach Lawa był jedynym w tej kadrze, wokół którego w teorii dało się zbudować wokół niego wybitną drużynę.

Ale do tego potrzebny był zaangażowany, zmotywowany George, a nie George uwikłany w tak absurdalne sprawy, jak rzekoma kradzież futra Miss Świata (zarzuty później oddalono).

W 1972 Best postanowił skończyć karierę. Miał wtedy 26 lat, a postanowił, że rzuca to w diabły. Ostatecznie wrócił po kilku tygodniach, ale to swoje mówi. Zresztą, gdy zapytano go, czy wraca na dobre, odpowiedział:

Nie wiem.

Był zagubionym człowiekiem. Best w szatni cały czas żył blaskiem minionych lat, nie akceptował nowych, rzadko rozmawiając z tymi, którzy nie stanowili starej gwardii. Koledzy wspominają go jako faceta pełnego pasji do piłki, który się pilnował, i na pewno po pewnym czasie dorobiono brodę jego wyskokom, co nie zmienia faktu, że talent godny kilku największych w historii futbolu w późniejszych latach roztrwonił.

***

Latem sezonu 73/74 nie tylko Tommy Docherty wiedział, że Manchester United potrzebuje zmian, nie tylko on zadawał sobie pytanie: w jakim kierunku to wszystko ma zmierzać. Ale tak naprawdę nikt poważnie nie brał pod uwagę, że znowu Old Trafford będzie areną zespołu walczącego o byt. Miniony koszmar miał być dostateczną lekcją. A jednak najgorsze dopiero miało nadejść.

Święta Trójca, jak nazywano Besta, Lawa i Charltona, rozpadła się na dobre. Charlton skończył karierę. Denis Law został oddany bez żalu, wyrzucony na wolny transfer.

Manchester_The_United_trinity

Następcy? Tak, próbowano, ale młodzi gniewni z juniorów po prostu nie byli tak utalentowani, brakowało też szczęścia czy wyczucia na rynku transferowym. Lou Macari nie był złym piłkarzem, dał drużynie wiele, ale nigdy nie był kimś, kto mógłby pociągnąć zespół tej rangi za sobą – to dobry pomagier, nie lider.

Zresztą, o uchybieniach kadrowych najlepiej mówi fakt, że zespół, który już rok wcześniej skandalicznie mało strzelał, teraz strzelał jeszcze mniej. Ofensywy nie naprawiono w żaden sposób. Jakże wymowne, że do grudnia najlepszym strzelcem zespołu był…

Golkiper Alex Stepney.

Tak: na Boxing Day 1973 liderem klasyfikacji strzelców Manchesteru United był bramkarz (wspólnie z Kiddem i McIlroyem).

Stepney trafił dwa razy, co raz dało  nawet wygraną z Birmingham. Docherty oddelegował go do strzelania karnych, w zasadzie trudno powiedzieć dlaczego, a on sam lata później nie znajdował jasnego powodu. Z perspektywy widać jednak w tym brak zaufania wobec graczy ofensywnych, a może nawet pokazanie wała działaczom, którzy nie zadbali o lepszych skład.

Zespół palił się i walił do tego stopnia, że Docherty łapał się brzytwy, jaką była kolejna szansa dla George’a Besta. Szkocki trener powiedział:

– Nie oczekuję, że będzie Bestem sprzed dwóch lat. Ale wierzę, że może być jeszcze lepszym piłkarzem, niż go znamy.

W szatni zawrzało. Best był jak promień nadziei. Oto wielki piłkarz, wielka firma. Oto ktoś, kto nawet jak nie jest w super formie, to skupi uwagę dwóch, trzech obrońców.

Ale nic się nie zmieniło. Best nie zmienił swoich nawyków, wciąż znikał z treningów. Strzelił dwa gole, co trzeba i tak docenić, zrzucając na karb jego niebywałego talentu, którego przebłyski czasem wciąż prezentował, ale to nie był już wówczas zawodnik mogący odmieniać losy meczów.

Obie jego bramki przyszły w przegranych meczach. Zaliczył w tamtym sezonie dwanaście spotkań.

Pierwszego stycznia 1974 znalazł się poza składem. Docherty wysłał go na trybuny. Best po prostu się zwinął. Wyjechał. Nie powiedział nic. Tyle jego, że ostatni mecz w barwach Manchesteru United zagrał u siebie i w wygranym meczu, co w tamtym sezonie było ewenementem. Przecież Czerwone Diabły rozsiadły się w strefie spadkowej na dobre.

W takiej samej strefie spadkowej rozsiadł się Best, ale to temat na ciut inne opowiadanie. Legenda przetrwała na zawsze, do dziś pod Old Trafford można spotkać taką opinię:

Wiem, że współczesne pokolenia widziały niejednego dobrego piłkarza Manchesteru United. Ale i tak współczuję im – to wszystko było nic w porównaniu z oglądaniem Besta.

***

Patrzeć, jak Denis Law odchodzi… To smutek. Mamy tak wiele wspólnych wspomnień, ale generalnie zawsze, gdy wielki piłkarz kończy karierę, czujesz po prostu wielki smutek.

Matt Busby.

***

Czy pamiętam mecz z Manchesterem City? Pamiętam. Choć bardzo staram się go zapomnieć. Jest stare, mądre powiedzenie piłkarskie: twoi byli piłkarze będą cię później straszyć i nawiedzać.

Tommy Docherty.

***

Wiosna 1974 toczyła się dla Czerwonych Diabłów w filmowy sposób. Było źle, koszmarnie, fatalnie, a potem – dla odmiany – jeszcze gorzej. Kupiono w trybie awaryjnym solidnego snajpera w postaci Jima McCallioga, ale ten, jak rażony unoszącym się nad stadionem fatum, przestał strzelać.

McCalliog lata później powie, że to była najgorsza, najsmutniejsza, najbardziej napięta szatnia, do jakiej trafił, a powietrze w niej dało się kroić nożem. Ci, którzy niedawno rzucali świat na kolana, teraz byli jak wystraszeni i zaszczuci.

Trybuny zapełniały się nawet nie w połowie. Coventry u siebie: 28 tysięcy widzów. Wciąż dużo, ale nie jak na Teatr Marzeń. Ale to był już teatr cudzych marzeń, bo Coventry wygrało 3:2. Dla kibiców Manchesteru United to był teatr upokorzeń: przyjeżdżało znienawidzone Leeds, wygrywało gładko 2:0. Przyjeżdżał kto chciał jak po swoje.

Aż wreszcie, 30 marca 1974, zdarzył się cud. Manchester United zaczął przypominać Manchester United. Wygrał kilka meczów. Wciąż znajdował się w strefie spadkowej, ale złapał kontakt. Miał swój los w swoich rękach.

Remis w meczu z Southamptonem nie przekreślał szans. Wyjazdowa porażka z Evertonem – bolesna, ale jeszcze nie strącająca w przepaść. Bo futbolowi bogowie nie mogli sobie odpuścić, jak zrzucać Manchester United w przepaść, to w szczególny sposób.

Areną Old Trafford. Rywalem Manchester City. Napastnikiem The Citizens Denis Law, oddany bez żalu Król Czerwonych Diabłów, autor 171 bramek dla Manchesteru United, były mistrz kraju, zdobywca Pucharu Europy, zdobywca Złotej Piłki.

Docherty w niego nie wierzył. Choć znali się dobrze, obaj Szkoci, tak pozbył się go obcesowo, jak zbędnego balastu. Prawda, że Law miał liczne kontuzje, prawda, że nie dało się już na nim oprzeć gry. Prawda, że Manchester United należało zmieniać. Ale można było zrobić to z klasą – Law o tym, że zostaje odesłany na zieloną trawkę i kto chce go za darmo, to niech bierze, dowiedział się z telewizji.

Tylko zwycięstwo Czerwonych Diabłów dawało im szanse. Kibice dwukrotnie w pierwszej połowie przerywali mecz wbiegając na boisko. Manchester United był zmotywowany przedłużyć szanse, City wytrzymało napór.

Aż przyszła 81 minuta. Akcja Citizens. Piłka trafia do Lawa. Ten uderza piętką. Trafia do siatki.

I spuszcza Czerwone Diabły do Second Division.

Facet mało nie płacze po tym golu. Nie przyjmuje gratulacji od kolegów, jest prawie zły na siebie. Schodzi z boiska z kamienną twarzą. Zapytany o to jak się czuje z tym, że jego gol zrzucił Manchester United, nie przyjmuje tego do wiadomości, wskazuje inne rezultaty jako decydujący czynnik.

Spytany lata później jak długo przeżywał tą bramkę, spytał ile lat minęło od meczu. Gdy usłyszał liczbę, powiedział:

No to ma pan odpowiedź.

Ale jak mogło być inaczej, skoro Denis Law, jeden z najlepszych napastników w historii Old Trafford, swojego ostatniego gola w karierze strzelił przeciwko drużynie, którą kochał, a która doprowadziła do największej sportowej klęski w dziejach tej drużyny.

Kibice wbiegli na boisko w 86 minucie. Sędzia nie wznowił już meczu.

Futbolowi bogowie naprawdę umieją w scenariusze.

Screen Shot 09-23-19 at 08.18 PM

***

Czy Manchester United przestanie być wielkim klubem? Nigdy. Możemy jutro na stadionie zrobić pranie, wywiesić koszulki do schnięcia, a i tak przyjdzie piętnaście tysięcy ludzi to oglądać.

Tommy Docherty.

***

Co stało się potem? To, co często dzieje się, gdy spełnia się najczarniejszy z czarnych scenariuszy:

Wychodzi słońce.

Złe już się zdarzyło, a świat kręci się dalej. Jakoś to będzie.

Działacze nie zwolnili Docherty’ego. Choć powodów ku temu mieli multum, ale postawili na stałość, na jakąś próbę konsekwencji. Zespół wygrywał w Second Division, grał też aż miło. Ludzie wrócili na trybuny, a do szatni wróciła radość z grania.

Po roku Manchester United wrócił tam, gdzie jego miejsce. I choć jeszcze nie był na samym topie, choć musiał oglądać plecy innych, choć Docherty wielkiej kariery w United nie zrobił tak pobyt w drugoligowym piekle wcale nie sparzył: dzięki niemu Old Trafford odzyskało godność. Ten spadek też należy do mitologii klubu, która nadaje mu charakter.

Leszek Milewski

PS: Tak, nastąpiła drobna zmiana, z „Poniedziałkowego sparingu” przechodzimy na „Leszek Milewski zaprasza”. Też będą się tu pojawiać wywiady, ale nie tylko: poza nimi tzw researchówki jak dzisiejsza i reportaże.

Opublikowane 23.09.2019 20:41 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
28.05.2020

Coraz mniej jest typowych „dziesiątek”. Ta pozycja chyba wymiera

– Większość „dziesiątek” przenosi się do boku, przeważająca liczba zespołów gra z jednym defensywnym pomocnikiem i dwiema „ósemkami”. Wszystko idzie w tym kierunku, że w środku pola grają piłkarze box-to-box. Dużo biegający, podłączający się i z przodu, i z tyłu. A rozegranie przenosi się na boki – mówi w rozmowie z kwartetem „Kanału Sportowego”: Żewłakow, Smokowski, Borek, Stanowski […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Animucki: Teraz wszyscy jesteśmy zdrowi i chcemy, by tak pozostało też na koniec sezonu

Gościem dzisiejszego programu Ekstra Back na Kanale Sportowym był Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy SA. Prowadzący program Mateusz Borek, Tomasz Smokowski, Michał Żewłakow oraz Krzysztof Stanowski przepytali prezesa pod kątem powrotu ligi – zwłaszcza wyników badań, które spływały jeszcze kilkadziesiąt minut temu oraz sprzedaży praw telewizyjnych do Portugalii czy Anglii.  Ostatnie godziny dość nerwowe, ostatnie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Bartoszek: Ci, którzy odeszli z Korony, sami odłożyli rękawicę

Utrzymanie Korony Kielce? Cóż, widzieliśmy kilka łatwiejszych zadań do wykonania. Maciej Bartoszek zapewne też, a jednak jeszcze przed pandemią podjął się tej wyjątkowo trudnej misji. Po przymusowej przerwie w rozgrywkach wygląda ona na… jeszcze trudniejszą. Stan kadrowy Korony jest taki, że na stoperze testowany jest Michal Papadopoulos. Co słychać w Kielcach? Jaki jest plan na […]
28.05.2020
Inne sporty
28.05.2020

Ostatni trening za nami. Od jutra w ORLEN Stay&Play ruszają finały

Emocje rosły z każdym kolejnym treningiem. Drużyny analizowały grę potencjalnych rywali, próbując doszukać się słabości. W ruch poszły komputery, programy nagrywające i własne oczy. Jutro okaże się, kto najlepiej odrobił pracę domową – rozpocznie się faza grupowa turnieju ORLEN Stay&Play w Rocket League. Dziś jednak mieliśmy okazję obejrzeć jeszcze jeden, ostatni trening. Tym razem swoich […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Oficjalnie: Włosi też wracają do gry. Najpierw puchar, potem Serie A

Piękny to jest dzień dla kibiców futbolu, mimo że zbyt wielu hitów dzisiaj nie zobaczą. Piękny dlatego, że spływają do nas same dobre informacje. Najpierw oficjalne daty powrotu na boiska ustalili Anglicy. Teraz dokładamy do tego potwierdzenie od włoskiego rządu, który pozwolił na powrót Serie A, Serie B oraz Pucharu Włoch. Po dzisiejszej konferencji ministra […]
28.05.2020

Live od 21:00 – Ekstra Back – Borek, Stanowski, Smokowski, Żewłakow

Może uznacie nas za wariatów, dziwaków, popaprańców, ale my naprawdę czekaliśmy na powrót PKO Bank Polski Ekstraklasy. I nareszcie, w końcu, doczekaliśmy się – w piątek wraca polska liga. Dlatego też dzisiaj wieczorem czas na specjalny program na Kanale Sportowym w całości poświęcony Ekstraklasie – Ekstra Back. Nazwa mówi sama za siebie, nic dodawać nie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miasto kupuje akcje Ruchu. W czym rzecz?

„Niebiescy”, przez przedwczesne zakończenie sezonu, na stulecie klubu utknęli w III lidze. Dzisiaj przyszły dla Ruchu  ciut lepsze wiadomości, bowiem poprzez wykup akcji Urząd Miasta przekazał klubowi zauważalną kwotę. Na czym faktycznie polega ten manewr? Z jakimi wiąże się konsekwencjami? Wiadomo jak drzewiej bywało w Ruchu, ile było znaków zapytania wokół zarządzania finansami tego klubu. […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miłość do Wisły Kraków mam w genach

Popołudnie przed meczem Wisły z Panathinaikosem. Węgrzcanka Węgrzce Wielkie. Mały podkrakowski klubik, w którym swoje pierwsze kroki stawiał Kazimierz Kmiecik. Artur Kawula, syn innej legendy Wisły, Władysława, zabiera na trening swoją córkę. Karolina staje między słupki, jej koledzy uderzają rzuty karne. Piłka trafia w rękę. Okropny ból. Dochodzi do złamania. Trzeba jechać do szpitala, ale… […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Wygląda, że to koniec czekania. Premier League ma wrócić 17 czerwca!

Powrót Bundesligi był dla wielu strasznie radosną informacją, powrót Ekstraklasy, to dla nas, nie ukrywajmy, dziwaków, kapitalna wiadomość, ale restart Premier League to już news globalny. Najbardziej popularna liga, z pewnością najbogatsza, czy najlepsza, kwestia sporna, na pewno w TOP2. Dlatego wiadomość, którą podało dzisiaj BBC, jest tak elektryzująca. Jej Wysokość ma wrócić do grania […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

1/4 pojemności stadionu obejrzy mecz na Węgrzech

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w czasach koronawirusa sytuacje toczą się dynamicznie. Jeszcze chwilę temu pisaliśmy o tym, że Polska wpuszczając kibiców na stadiony może być pionierem, a tu cyk – trybuny powoli zaczynają zapełniać Czesi, głośno mówi się o tym w Szwajcarii (o komplecie), do tysiąca widzów wpuszczą w najbliższej kolejce Serbowie, inną […]
28.05.2020
Blogi i felietony
28.05.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Futbol. Co jest jego podstawą? Fundamentem? Zasadą, bez której piłka nożna nie byłaby już piłką nożną? Oczywiście liczba dostępnych zmian. Przejdziemy z trzech na pięć i pozamiatane. Można się przerzucić na krykiet. Wszyscy podskórnie czujemy, że pięć dostępnych zmian to większy gwałt na piłce nożnej niż jakby wprowadzić możliwość gry ręką na całym boisku. Gorzej […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Mundial 2022: Wielkie pieniądze i wielka polityka, czyli po co Katarowi te mistrzostwa?

Około 3 mln zagranicznych turystów odwiedziło Rosję podczas piłkarskich mistrzostw świata w 2018 roku. Gdyby podobnie liczna grupa zdecydowała się wykorzystać mundial w 2022 jako okazję do wizyty w Katarze, oznaczałoby to, że przyjezdnych byłoby tam więcej niż mieszkańców kraju. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy wziąć pod uwagę, że wśród zamieszkujących Katar 2,7 mln osób, […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Mini-zgrupowania, masażyści i… piwo, czyli plan Chojniczanki na utrzymanie

Sześć punktów straty do bezpiecznego miejsca, siedem wyjazdowych meczów z rzędu. Tak, pozycja Chojniczanki przed restartem sezonu jest wyjątkowo trudna. Ale dla chojnickich fanów mamy też dobre informacje, które na antenie Weszło.FM przekazał wiceprezes Jarosław Klauzo. – Piwo po wygranym meczu? Nie rozmawialiśmy o tym, ale profesjonalizm to nie znaczy zamordyzm. Trener Smółka, trener przygotowania fizycznego […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Lech znów będzie miał problem z murawą. „Koronawirus zatrzymał budżety”

Jak bumerang wraca temat problemu murawy na stadionie Lecha Poznań. Architektura stadionu jest beznadziejna i właściwie niemożliwe jest na nim utrzymanie dobrej murawy bez doświetlania trawy lampami. A w obliczu kryzysu spowodowanego koronawirusem Kolejorz pieniędzy na takie zużycie prądu nie miał. Dlatego już dziś możemy się spodziewać, że boisko będzie w strzępach. – Przez te […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

W futsalu też zamieszanie: zmiana decyzji ws. awansów, środowisko podzielone

Nie udało się bez kontrowersji przedwcześnie zakończyć sezonu w niższych ligach. Nie udało się bez kontrowersji przedwcześnie zakończyć sezonu w lidze kobiet. Dlaczego więc futsal miałby być gorszy? Tu także powstało duże zamieszanie, konkretnie dotyczące awansów z I ligi do ekstraklasy. W centrum wszystkiego znajduje się prezes spółki zarządzającej najwyższym szczeblem, który jednocześnie jest trenerem […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Cracovia z Legią, Lech z Lechią. Znamy pary półfinałowe Totolotek Pucharu Polski

Cracovia zagra z Legią Warszawa przy Kałuży, Lech przy Bułgarskiej podejmie Lechię. Tak wyglądają półfinały Totolotek Pucharu Polski. Długo trwała faza ćwierćfinałowa, bo przedzielona koronawirusem, w trakcie którego rozważano, czy w ogóle ta edycja zostanie rozstrzygnięta – cieszymy się, że będzie, bo zapowiadają się znakomite mecze. Co tu kryć, przy takim zestawie półfinalistów, jak by […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Odmrażania futbolu ciąg dalszy. W sobotę rusza liga ukraińska

Kolejne rozgrywki oficjalnie wracają do gry. Jak poinformowała tamtejsza federacja, w sobotę – po raz pierwszy od połowy marca – na boiska wybiegną piłkarze ukraińskiej ekstraklasy. Jest już zgoda rządu, na którą niecierpliwie wyczekiwano. Trzeba swoją drogą przyznać, że Ukraińcy, podobnie zresztą jak my, ruszają z przytupem, ponieważ już w niedziele odbędzie się największy szlagier, […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Będą puchary – nie będzie cięcia. Przy Kałuży grają o pełne pensje

Wszyscy, poza Januszem Golem, zawodnicy Cracovii zgodzili się na 50-procentowe obniżki płac przy okazji koronawirusa. Ale, co zdradził wczoraj w „Kanale Sportowym” Michał Probierz, to nie oznacza, że połowa zapisanych w kontraktach pieniędzy przepadnie. Zarząd „Pasów” uzgodnił bowiem, że w razie awansu do pucharów, będą one wypłacone w formie premii. – Cały zarząd, włącznie z prezesem, […]
28.05.2020