Magda Linette znów w finale, a Iga Świątek… kończy sezon
Inne sporty

Magda Linette znów w finale, a Iga Świątek… kończy sezon

Nie przestaje zachwycać nas forma Magdy Linette. Polska tenisistka w wieku 27 lat doszła do absolutnie życiowej dyspozycji. Co chwila podnosi się w rankingu, ustanawiając swoje własne rekordy, niedawno wygrała pierwszy tytuł w karierze w głównym cyklu, a jutro stanie przed szansą zgarnięcia drugiego. Nam pozostaje tylko bić jej brawo.

Dobra, wiemy, że pewnie zaraz pojawi się paru malkontentów, standardowo piszących, że to małe turnieje, które nikogo nie obchodzą, bo nie grają tam najlepsze zawodniczki. Dlatego zaczniemy od wyjaśnienia tej kwestii, żeby już mieć ten temat za sobą. Po pierwsze: to nieprawda, że na te turnieje nikt nie zwraca uwagi. Ba, ten w Seulu jest naprawdę nieźle obsadzony (ale o tym za chwilę), a wypełnienie trybun pokazuje, że zainteresowanie jest spore. A po drugie, co z tego, że to małe imprezy? Przecież one właśnie po to istnieją, by mogły je wygrać zawodniczki, które nie są Sereną Williams, Naomi Osaką czy Biancą Andreescu. Z tego korzysta teraz Magda Linette.

I trzeba jej przyznać, że robi to znakomicie. W turnieju na Bronksie, gdzie zdobyła swój pierwszy tytuł, przeszła przecież przez kwalifikacje, rozegrała łącznie osiem, często długich oraz wymagających meczów, pokonując po drodze naprawdę renomowane przeciwniczki. Teraz, w Seulu – między innymi dzięki tamtemu występowi – ma łatwiej. No, w teorii. Bo jest rozstawiona z czwórką, to fakt. Ale z drugiej strony, gdy przeanalizujemy jej drabinkę, to trzeba przyznać, że nie trafiała na rywalki anonimowe. A mimo to na drodze do finału nie straciła seta.

Zaczęła od ogrania Iriny Begu, Rumunki, która od dawna jest obecna w tourze, zajmowała nawet 22. miejsce w rankingu WTA i na koncie ma cztery wygrane turnieje. Ostatnio nie wiedzie jej się najlepiej, ale to wciąż rywalka, która może sprawić kłopoty. Wynik? 6:1 6:4 dla Polki w nieco ponad godzinę. W II rundzie przeciwniczką Magdy była Anastasija Potapowa. Młoda, zaledwie osiemnastoletnia Rosjanka, jedna z tych przebojowych nastolatek, które zaczynają podbijać świat kobiecego tenisa. Zresztą Linette już raz w tym sezonie z nią przegrała. Ale w Seulu wzięła rewanż – wygrała 7:5 7:6. Wczoraj, w ćwierćfinale, Polka trafiła za to na doświadczoną Kirsten Flipkens, niegdyś 13. rakietę świata. Magda nie pozostawiła jej jednak żadnych wątpliwości. Wynik 6:2 6:3 mówi zresztą sam za siebie.

Dziś Polka grała w półfinale. Po drugiej stronie siatki stanęła rozstawiona z „2” Jekatierina Aleksandrowa. Mogliśmy więc spodziewać się dobrego meczu i dokładnie taki dostaliśmy. Obie grały na naprawdę świetnym poziomie, zarówno przy returnie, jak i we własnych gemach serwisowych. Jak na tenis kobiecy dostaliśmy zresztą zaskakująco mało przełamań – cztery, po dwa na seta – za to dużo świetnych, granych mocno, kątowo i bez zawahania wymian. To był mecz, przy którym śmiało mogliście się rozsiąść wygodnie w fotelu, chwycić pudełko popcornu i oglądać jak dobry film akcji.

Co dla nas najważniejsze – wygrała ta bohaterka, której sprzyjaliśmy. Choć nie miała łatwo – oba sety skończyła dopiero w tie-breakach. O ile w pierwszej partii to raczej Magda miała inicjatywę – serwowała nawet na seta, ale świetnego gema zagrała wtedy Aleksandrowa, potem Polka miała aż cztery piłki setowe w tie-breaku i ostatecznie wykorzystała ostatnią z nich – o tyle w drugiej to Rosjanka była bliska zwycięstwa. Dość powiedzieć, że Polka przegrywała już 2:5, a Aleksandrowa we własnym gemie serwisowym dostała trzy okazje na zakończenie seta. Nie wykorzystała ich, Magda przełamała, a chwilę później doprowadziła do remisu.

W tie-breaku zresztą też było dramatycznie. Najpierw Polka zmarnowała trzy piłki meczowe i ze stanu 6:3 zrobiło się 6:6. Potem Rosjanka mogła wyrównać stan rywalizacji w setach, ale po kolejnej świetnej wymianie wyrzuciła piłkę na aut. Po chwili swoją szansę znów miała Polka i… tym razem udało jej się ją wykorzystać. Sami nie wiemy, co bardziej okazywała po ostatnim punkcie – radość czy ulgę. Zresztą nieważne, do obu miała pełne prawo.

Co oznacza to zwycięstwo? Że jutro w finale Linette zmierzy się z Karoliną Muchovą. Jeśli Magda wygra, to w poniedziałkowym notowaniu rankingu WTA będzie 39. lub 40. (zrówna się punktami z Saisai Zhang, zajmującą aktualnie 39. miejsce) i po raz pierwszy znajdzie się w najlepszej „40” rankingu. Życiówki pewna może być jednak już teraz – nawet gdyby jutro przegrała (odpukujemy!), to w najgorszym wypadku będzie na 42. lokacie. Tego wyniku gratulujemy już teraz, ale liczymy, że jutro będziemy mogli gratulować też tytułu.

O ile występy Magdy Linette przynoszą nam dużo radości, o tyle w tym sezonie nie zrobią tego już spotkania Igi Świątek. W trakcie meczu starszej z Polek Dawid Celt, aktualny kapitan polskiej reprezentacji, poinformował, że Iga z powodu urazu wycofała się z dwóch turniejów rozgrywanych w Chinach, którymi miała zakończyć sezon. Później na Twitterze potwierdziła to sama zainteresowana.

– Niestety nie będę w stanie zagrać w Pekinie i Tiencinie z powodu kontuzji stopy. Jestem nieco rozczarowana, ale nic nie dzieje się bez powodu… Będę miała więcej czasu by odpocząć po najbardziej ekscytującym, pełnym wzlotów i upadków sezonie – napisała Iga. Na możliwość obejrzenia jej meczu będziemy więc musieli poczekać aż do turniejów rozgrywanych w Australii na początku sezonu 2020. Życzymy zdrowia i wierzymy, że cierpliwość popłaci. I nam, i samej Idze.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (1)