Klubowy trener Rybusa skompromitowany. Wystawił go na lewej obronie
Weszło

Klubowy trener Rybusa skompromitowany. Wystawił go na lewej obronie

Jurij Siomin, czyli trener Lokomotiwu Moskwa, to całkiem utytułowany facet, bo ma na koncie choćby trzy mistrzostwa Rosji, mistrzostwo Ukrainy i sześć Pucharów Rosji. Ja się jednak pytam: jakim cudem?! W chipsach to wszystko znalazł, wygrał w audiotele, dostał w spadku? Niemożliwe przecież, by osiągnął to dzięki swoim umiejętnościom, bo przecież widzieliśmy, jakiej kompromitacji dopuścił się w środę. Jego rodzina najadła się wstydu na trzy pokolenia do przodu, właściciele klubu schowali twarze w dłoniach. Otóż Siomin w Lidze Mistrzów wypuścił Macieja Rybusa na lewej obronie. Nie mam wątpliwości: Siomin napluł wszystkim w twarz.

Zupełnie zignorował polską myśl szkoleniową reprezentowaną ostatnimi czasy przez pana trenera Jurka Brzęczka. Panie Siomin, bądź pan poważny. Ale dobrze, ja wytłumaczę. Na prawej obronie gra prawy obrońca, tak? Łapiesz pan? Okej. I teraz uwaga: na lewej obronie… też gra prawy obrońca. No i widzę, że pan nie rozumie. Co w tym jest trudnego? Jest Bereszyński, solidny prawy defensor, jest Kędziora, przeciętny prawy defensor i jest też Rybus, facet z Ligi Mistrzów. No więc Kędziora, najsłabszy z tego grona, obsadza prawą stronę, a Bereszyński, najlepszy prawy obrońca z tego grona, obsadza lewą.

Kurwa, dalej nie rozumie. I potem są takie wyniki: ledwie 2:1 z Bundesligą. My graliśmy z milionem przedstawicieli Bundesligi w eliminacjach, a nawet nie straciliśmy gola. W dwóch meczach!

Dobra, nie powiem, że dość złośliwości, ale trochę poważniej: jednak ręce mi opadły, gdy zobaczyłem Rybusa przedwczoraj w składzie. Oczywiście moja reakcja nie była spowodowana ruchem Siomina, tylko wspomnieniami z ostatniego zgrupowania. Rybus narzeka na drobne urazy, zapowiadał przed tym spotkaniem, że jeśli zagra, to tylko na zastrzykach przeciwbólowych, ale jego trener i tak uznał: w dupie to mam, lecisz, ufam ci. I tak, grał na lewej obronie, żadnym wahadle, jak ktoś sądzi inaczej, to nie oglądał meczu.

W każdym razie na poziomie Ligi Mistrzów utytułowany gość ufa Rybusowi i wygrywa z nim spotkanie na wyjeździe. Wcześniej Rybus przyjeżdża na zgrupowanie i słyszy, że jest niesprawdzony w bojach, by zagrać ze Słowenią (rany…) i Austrią, która na wielkie turnieje jeździ albo raz od wielkiego dzwona, albo jak sobie jakiś zorganizuje.

Ciekawe, czy Brzęczek oglądał ten mecz trybun, czy też wybrał się jednak do Płocka na Legię.

No niestety, ja w tej ocenie bardziej ufam Siominowi, ponieważ choć niezwykle doceniam polską ekstraklasę, trudniej mi postawić piąte miejsce w niej, wyżej nad kilkanaście trofeów na Wschodzie. Tak już mam, może jestem pieprznięty, nie wiem.

Zbigniew Boniek chciał zatrudnić selekcjonera, a zatrudnił konsultanta dla zagranicznych klubów. Reprezentanci na kadrze nic nie grają, ale jak już wyjadą, to nie ma co zbierać. Lewandowski strzela, Piątek strzela, Krychowiak strzela, Grosicki strzela. Nawet Klich trafił, a na zgrupowaniu wyglądał tak mizernie, jakby miał zaraz zemdleć. Dlaczego w naszej piłce wszystko musi być odwrotnie? W normalnych piłkarsko krajach selekcjonerzy troszczą się o reprezentacje, a u nas nie, u nas pierwszy trener w państwie musi przygotować piłkarzy na mecze w klubach.

Ale, tak swoją drogą, to jest chyba ostatnia nadzieja dla Legii. Może kiedyś Brzęczek powoła wszystkich Polaków stamtąd i ten projekt jakoś odpali? Na razie po przerwie na kadrę Legia ma dwa mecze na zero z przodu. W sumie przez cały sezon uzbierała ich osiem. Już sobie wyobrażam, jak najbogatszy w Niemczech Bayern osiem razy gra na zero z przodu przez kilkanaście meczów. Albo Real, albo – żeby nie szukać w innej galaktyce – jakiś Łudogorec.

Jednak u nas musi być odwrotnie.

KOMENTARZE (27)