W Lechii też zapachniało stabilizacją
Weszło

W Lechii też zapachniało stabilizacją

Nadal nie brakuje w PKO Bank Polski Ekstraklasie klubów, które szybko zwalniają trenerów, a przepracowanie w nich całego sezonu to już coś. Coraz więcej jednak mamy przykładów, gdy klub stworzył przynajmniej jakieś strzępy dalekosiężnej wizji i daje szkoleniowcom wymierne wyrazy zaufania.

Prezes ŁKS-u, Tomasz Salski właśnie po sześciu z rzędu porażkach zapewnił, że Kazimierz Moskal pozostanie na stanowisku nawet w razie spadku. To jeszcze jedynie deklaracja, na wywiązanie się z niej pewnie wkrótce przyjdzie czas, ale niedawno Waldemar Fornalik przedłużył kontrakt w Piaście, a Michał Probierz niezmiennie robi swoje w Cracovii – mimo że obaj dopiero co w rozczarowujący sposób odpadli z europejskich pucharów. Teraz o dwa lata dłużej ze swoim pracodawcą związał się trzeci trener z grona tegorocznych pucharowiczów, czyli Piotr Stokowiec.

Jest to jednak pewne novum w naszej piłce. Stokowiec i jego koledzy po fachu nie tylko nie stali się ofiarami swojego sukcesu, ale jeszcze – przynajmniej na papierze – umocnili swoją pozycję. Popucharową zawieruchę przetrwał również Aleksandar Vuković, choć on jak dotąd nie dawał żadnych podstaw, by prolongować z nim umowę.

A czy Stokowiec dał? Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie lepszy moment na przedłużenie współpracy, jednak w tym sezonie już teraz trochę pozytywów w kontekście Lechii znajdziemy. I niekoniecznie chodzi nam o to, że powalczyła ona z Broendby i odpadła dopiero (?) po dogrywce, bo miejsce w szeregu zaraz potem wskazał Duńczykom Sporting Braga, prowadzony przez znanego i nielubianego Ricardo Sa Pinto. Gdańszczanie jednak zaczęli sezon od zdobycia Superpucharu Polski, a w lidze prawdopodobnie nie spuszczą zbyt mocno z tonu i ponownie będą walczyli o czołowe lokaty. Po zwycięstwach nad Piastem Gliwice i Lechem Poznań sytuacja w tabeli się uspokoiła, strata do podium wynosi już ledwie trzy punkty. No a nie należy zapominać, że trener w ciągu półtora roku najpierw Lechię utrzymał, a potem wywalczył z nią drugi w historii klubu Puchar Polski dający jednocześnie eliminacje Ligi Europy oraz trzecie miejsce w Ekstraklasie.

Stokowiec nie ukrywa, że w tym sezonie chce rozwinąć zespół w ofensywie, by częściej prezentował on styl ładny dla oka. Jak na razie jeszcze niezbyt mu to wychodzi, zwłaszcza gdy spojrzymy na liczby. Rok temu po ośmiu kolejkach często krytykowani za toporną filozofię futbolu biało-zieloni mieli 13 strzelonych goli, dziś na tym samym etapie mają ich o cztery mniej. Ale na rozliczanie z tych deklaracji jest zdecydowanie za wcześnie. W perspektywie bardziej długoterminowej, Lechia ma ugruntować swoją pozycję w krajowej czołówce i promować zawodników do znanych europejskich klubów, co ostatnio robią już nie tylko Lech Poznań czy Legia Warszawa, ale też na przykład Pogoń Szczecin czy Cracovia.

Założenia są więc ambitne, a spokój pracy przynajmniej na jakiś czas zapewniony, bo szkoleniowiec nie będzie się musiał zastanawiać, co by się z nim stało po sezonie, gdy wygasałby poprzedni kontrakt. W Gdańsku zapachniało normalnością i oby pachniało nią również w momentach próby dla szefów klubu, które prędzej czy później na pewno nadejdą.

Fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

***

KOMENTARZE (18)