post Avatar

Opublikowane 14.09.2019 16:12 przez

Michał Kołkowski

„O psia krew, cóż to był za mecz!” – zachwycaliśmy się rok temu po charytatywnym starciu Komików i Raperów na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni. Już jutro druga odsłona tego wyjątkowo wydarzenia. Prominentni przedstawiciele sceny stand-upowej i hip-hopowej wbiją się – często z niemały trudem – w sportowe stroje, wybiegną na murawę i zmierzą ze sobą. Nie na złośliwe, cięte linijki, lecz na rajdy, dryblingi i gole. A dochód z całego wydarzenia zostanie przeznaczony na wsparcie dla potrzebujących schronisk dla zwierząt. Całą akcję organizuje Fundacja Psia Krew, której założycielem jest Adam Van Bendler – niedoszły piłkarz, zdolny komik i – co w tych okolicznościach najważniejsze – wielki miłośnik zwierząt.

Pogadaliśmy z Adamem o jutrzejszej imprezie, o Fundacji i o stand-upie. Zapraszamy.

Druga edycja charytatywnego meczu Raperów i Komików już jutro. Od początku zakładałeś, że to będzie impreza cykliczna, czy sukces zeszłorocznego wydarzenia zmobilizował cię, żeby spróbować jeszcze raz?

Przede wszystkim – pomysł był taki, żeby ten pierwszy mecz w ogóle zorganizować. Żeby on się nam po prostu udał, odbył. Pomagał mi w tym wszystkim właściwie tylko manager, za zorganizowanie całej imprezy odpowiadałem niemalże w pojedynkę. Miałem spore wątpliwości, czy przypadkiem nie wziąłem sobie na barki zbyt wiele. Okazało się jednak, że obie imprezy – mecz i gala stand-upu, która odbywa się wieczorem, po spotkaniu – są dla mnie do okiełznania, poradziłem sobie. Więc w naturalny sposób z tyłu głowy zaczęła kiełkować myśl, że w Gdyni przydałaby się coroczna impreza tego typu. Zabawa dla całej rodziny, zderzenie światów stand-upu i rapu. Ubiegłoroczny sukces upewnił mnie w przekonaniu, że warto tę imprezę robić i warto o nią walczyć.

Sam proces poszukiwania sponsora cały czas jest bardzo trudny, paradoksalnie wcale nie idzie nam łatwiej niż rok temu. Staramy się uderzać do dużych korporacji, odzew jak dotąd był żaden. Nie przejmujemy się tym. Robimy swoje, z roku na rok sponsorów na pewno będzie przybywało.

Jaki był efekt ubiegłorocznej imprezy, ile udało się zebrać dla zwierzaków ze schronisk?

Na meczu było ponad tysiąc osób, na gali pojawiło się przeszło trzy tysiące widzów. Spektakularny wynik. Po odliczeniu kosztów organizacji całego wydarzenia, zarobiliśmy przeszło 160 tysięcy złotych. Kwota, która kompletnie przekroczyła wszelkie moje wyobrażenia. Ja się modliłem o jakikolwiek plus, bo wiedziałem, że nie mam do dyspozycji żadnych wielkich narzędzi marketingowych, takich jak choćby telewizja, która wydawała mi się najskuteczniejszą platformą do nagłośnienia imprezy. Działaliśmy na Facebooku, z lekką pomocą radia. I tymi środkami udało nam się wypromować nasz mecz na tyle, żeby zebrać 160 tysięcy. Dzięki temu byliśmy w stanie wesprzeć siedem schronisk. Wystarczyło, że pracownicy danego schroniska przedstawili nam swoje największe zapotrzebowania, a my reagowaliśmy na te prośby.

Oczywiście mówimy o dokładnie weryfikowanych, pieczołowicie sprawdzanych placówkach. Każda z nich dostała od nas po 20 tysięcy złotych. Nie w gotówce, w prezentach. Gotówki z wiadomych przyczyn nie przekazujemy nigdy, ale osobiście byłem przy przekazywaniu palet z towarem, więc widziałem, że trafia to do rąk własnych.

Ile znaczy 20 tysięcy złotych dla schroniska, co można za taką kwotę zdziałać?

Myślę, że za 20 tysięcy można zrobić bardzo dużo. Kupić kilka ton karmy, załatwić wszystkie bieżące sprawy typu – środki medyczne, odkażające. To jest naprawdę wielka rzecz dla każdego schroniska, chociaż reakcje na naszą pomoc są różne. Była sytuacja, gdy spotkałem się z gościem z jednego ze schronisk na Śląsku i powiedziałem mu, jaką kwotą możemy go ewentualnie wesprzeć. A on na to: „Panie, 20 tysięcy? Tutaj jest budynek do postawienia za 500 tysięcy, długi w wodociągu na 200 tysięcy. Te pana 20 to nam w niczym nie pomoże”. Trochę mnie to wkurzyło. To tak, jakbym wbiegł do płonącej stodoły z wiadrem pełnym wody, a facet mówi: „Panie, tu już nie ma co gasić. Patrz pan, jaki płomień, łooo!”. Przecież schroniska, które dostały od nas wsparcie miały z tego konkretne korzyści. Zapasy karmy na kilka miesięcy, również specjalistycznej, na jaką ich normalnie nie stać. Zawsze to pozytyw, gdy możemy w tych ośrodkach wypełnić jakąś lukę. Oczywiście lepiej to wygląda, jeśli się kupi najtańszą karmę, najtańsze budy, w ogóle najtańsze produkty, a potem ustawi z tym do zdjęcia w pozycji: „Patrzcie, podziwiajcie ile tego tu jest!”. A prawda jest taka, że schroniska często mają trochę bardziej złożone potrzeby niż tylko pierwszy produkt z brzegu. Nie chodzi tylko o ilość – wsparcie musi być robione z głową.

70036421_508629753297684_5634622287735947264_o

Rozumiem, że na wasze wsparcie mogą liczyć nie tylko schroniska z Trójmiasta i okolic?

Nie, nie. Zależało mi, żeby działać w skali całego kraju. Wobec tego byłem choćby na Śląsku, w Małopolsce. Zjechałem kawał kraju, odwiedziłem mnóstwo schronisk. Wziąłem nawet jednego kundelka, który na trzech łapach stał w swoim kojcu przez kilka lat i nikt go nie chciał przygarnąć. Jakąś taką osobistą relację złapałem z tym pieskiem, obdzwoniłem wszystkich znajomych i w końcu okazało się, że moja ciocia mogła go przyjąć. Od prawie roku psiak mieszka sobie w Baninie razem z moją ciocią i wujkiem.

Wracając do tematu – byliśmy w stanie pomóc placówkom w Zielonej Górze, w Jamrozowiźnie, w Ostródzie. W Pasłęku, gdzie schronisko jest w wyjątkowo ciężkim stanie. Nie mogło się też obyć bez pomocy dla trójmiejskiego „Ciapkowa” i wejherowskiej „Dąbrówki”. Gdzie pracownicy naprawdę radzą sobie w spartańskich warunkach, bo wewnątrz budynku nie mają nawet dostępu do bieżącej wody czy jakiejś toalety. Polubiłem wszystkich ludzi, którzy tam pracują. Zostało nam jeszcze jedno schronisko, do którego pojedziemy. Być może będzie to Kościerzyna. Wstępnie jestem już tam umówiony na wizytację, podobnie jak w kilku innych miejscach. Wybierzemy jedno z nich.

Dużo mówisz o weryfikacji schronisk. Zdarza ci się pojechać do jakiegoś i uznać, że ludziom tam pracującym na pewno niczego nie przekażesz?

Zdarza mi się. Czasem mam wrażenie, że kierownik coś kręci. Ja chcę oczywiście pomagać zwierzętom, ale siłą rzeczy zwracam uwagę na ludzi, którzy prowadzą dane schronisko. Nasza pomoc może być wykorzystana, że tak powiem, w drugą stronę. Znam wiele przypadków, gdzie ludzie w ramach zbiórki przynosili do schroniska karmę, a pracownicy bokiem sprzedawali ten towar, dzieląc się potem zyskiem. Takich patologii jest masa. Dlatego weryfikowanie placówek, zbieranie opinii od ludzi i innych fundacji zajmuje mi tak wiele czasu. Sam też mam już sporo doświadczenia, potrafię konkretnymi pytaniami rozpoznać, że mam do czynienia z człowiekiem, który nie jest ze mną do końca szczery, a jego intencje są wątpliwe.

Jak to wygląda – działasz jako jednoosobowa armia, czy fundacja się rozrasta?

Zakładając Fundację Psia Krew opierałem się tylko na swoim zaangażowaniu. Po prostu chciałem poświęcać swój wolny czas na pomoc zwierzakom. Teraz jest już trochę inaczej. Dzięki ubiegłorocznemu meczowi udało się włączyć w szeregi fundacji Dawida Kwitowskiego, dyrektora marketingu w firmie ZOO Karina. Oni byli naszym głównym sponsorem w zeszłym roku, podobnie jest teraz. Dawid to niesamowicie przedsiębiorczy, empatyczny człowiek. Za jego sprawą jesteśmy w stanie realizować zamówienia znacznie szybciej. Chłop naprawdę robi dla nas nieocenioną pracę, jest moją prawą ręką. Czuję, że z nim możemy zajść znacznie dalej, zrobić znacznie więcej dobrego.

Zastanawia mnie jedno – jak łączysz te trudne obowiązki związane z działalnością w fundacji z pracą typowo twórczą?

Jest bardzo ciężko. Sam proces wizytowania schronisk to jest ciężki kawałek chleba. Komuś się może wydawać, że taki gość jak ja wjeżdża tam na białym koniu, ciągnąc za sobą skrzynię z pieniędzmi i wszyscy są zadowoleni. To wcale tak kolorowo nie wygląda. Ludzie są wdzięczni za pomoc, jednak dzielą się ze mną przede wszystkim swoimi problemami. Całym tym złem, które ich spotyka. Więc kiedy ja taką wizytację kończę i nawet zdecyduję się danemu schronisku pomóc, to nie opuszczam go zadowolony, z poczuciem dobrze wykonanej roboty. Tymi wszystkimi problemami się nasiąka. Głowa tak puchnie, że nie można założyć czapki. Po całym dniu odwiedzania kolejnych placówek nie ma najmniejszych szans, żebym wymyślił i napisał jakikolwiek żart.

O dobrą formę psychiczną staram się z tego względu dbać w wakacje, bo wtedy piszę swoje programy, a następnie po prostu jeżdżę po kraju i ten materiał szlifuje się już podczas występów albo między nimi. Jedne żarty znikają, inne się pojawiają, wszystko ewoluuje. Generalnie jednak – muszę mocno rozgraniczać ten czas, który poświęcam bardzo intensywnie na fundację i ten, gdy pracuję przede wszystkim nad swoimi tekstami.

Czyli to tak nie działa, że po paskudnym dniu spędzonym wśród bezdomnych zwierzaków, którym wszystkiego brakuje, potrafisz jakoś naostrzyć tym złym humorem swoje pióro i napisać kilka brutalnych tekstów?

Muszę zasiąść przed kartką z innymi emocjami. Oczywiście gniew może być bardzo cennym czynnikiem w stand-upie. Mnie się najlepiej pisze żarty, kiedy jestem wkurzony. Ale wkurzony, a nie przybity. Gdy pojawiają się w mojej głowie tematy związane z krzywdzonymi zwierzętami, wybitnie trudno jest mi cokolwiek zabawnego napisać.

Takie stereotypowe, makabrycznie zapuszczone schroniska jeszcze istnieją, czy to już raczej przeszłość? Trafiasz do takich miejsc?

Przede wszystkim – do takich schronisk nikt mnie nigdy nie wpuści. Tam się nie da wejść. Ci ludzie, którzy prowadzą takie schronisko – tak zwani biznesmeni – doskonale wiedzą, że nie mogą pokazać tego żadnym wolontariuszom, bo bardzo szybko sprowadziliby na siebie policyjny nakaz i cały ich interes zostałby rozbity. Dlatego nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się trafić do schroniska, gdzie te warunki dla zwierząt byłby katastrofalne. Zdarzały się miejsca, gdzie na pierwszy rzut oka wiele brakowało do ideału, ale gdy badałem te miejsca incognito, widziałem pracowników, którzy do zwierząt podchodzili z miłością i szacunkiem. Zapewniając im takie warunki, na jakie mogli sobie pozwolić.

Co jest w takim razie nie najsmutniejszą, ale najfajniejszą przygodą, jaką przeżyłeś w ramach swojej działalności charytatywnej?

Trudno mi wskazać konkretne wydarzenie – każda przygoda jest w gruncie rzeczy fajna. Moment, w którym jestem przekonany, że pomagamy serdecznym ludziom zawsze sprawia mi mnóstwo radości. Uwielbiam stawiać pieczątkę z napisem „pomagamy”.

Jutrzejszy mecz będzie się jakoś różnił od poprzedniego, przewidujecie dodatkowe atrakcje?

W stosunku do ubiegłego roku, na pewno przewidujemy jedną, kluczową zmianę. Mecz będzie komentowany na żywo przez duet stand-uperów, Jaśka Borkowskiego i Bartka Zalewskiego. Publika na trybunach co chwilę będzie otrzymywała sarkastyczne, paskudne podsumowanie każdego nieudanego strzału lub podania. To jest najważniejsza zmiana względem zeszłego roku. No i w drużynie komików będzie tym razem znacznie więcej zawodników. Zeszłoroczny mecz pokazał dobitnie, że nasza kondycja bezpowrotnie przepadła kilka ładnych lat temu. Przewidujemy absurdalnie hokejowe zmiany, co trzy-cztery minuty.

Dlaczego postanowiłeś zorganizować konfrontację raperów i stand-uperów akurat na piłkarskim boisku?

Dla mnie ten mecz był spełnieniem trzech największych marzeń. Kilkanaście lat temu miałem wielkie pragnienie, żeby zawodowo grać w piłkę. Niestety, to były jeszcze czasy, gdy byłem mentalnym dzbanem. Nie nadawałem się do sportu, nie miałem w sobie dość dyscypliny, żeby odpowiednio się prowadzić i wspinać się cierpliwie po szczeblach kariery. Z kolei gdy zostałem już stand-uperem, marzyłem wciąż o pomaganiu zwierzakom. Wcześniej nawet zatrudniłem się w schronisku i miałem dostać w nim etat, ale jak zobaczyłem co tam się wyprawia, popadłem w konflikt z zarządem. No i ostatecznie zostałem komikiem.

Zawsze wiedziałem, że jeżeli będę wystarczająco mocny medialnie, to dzięki rozpoznawalności zdołam pomóc zwierzakom na własnych zasadach. Wykorzystując tych wszystkich cudownych kolegów z branży, których udało mi się przez lata poznać. Więc organizacja meczu piłkarskie między raperami i komikami łączy jednocześnie trzy moje wielkie marzenia. Pomoc zwierzakom, futbol i stand-up.

68858717_2922730521075722_1360949942100688896_o

Myślę, że raperzy są bardzo podobni do komików. To ludzie, którzy mają coś do powiedzenia. Czują potrzebę, by dzielić się swoimi przemyśleniami. Wbrew pozorom, nasza twórczość bywa bardzo pokrewna. Poza tym – raperzy są niezwykle charyzmatycznymi ludźmi, więc stwierdziłem, że dla widzów to będzie bomba, gdyby skonfrontować ze sobą te dwa środowiska.

Jak rozumiem, chęć pomocy bezdomnym zwierzakom nie naszła cię jakoś niedawno, tylko towarzyszy ci od zawsze?

Od naprawdę wielu lat. Siedem lat temu wróciłem z Norwegii po pięcioletnim pobycie tam, stwierdziłem sobie wtedy jasno: jeżeli wracam do Polski, to tylko po to, żeby konsekwentnie realizować moje marzenia. Za wszelką cenę. Wiedziałem, że albo będę pomagał zwierzakom, albo będę gadał głupoty do mikrofonu. Na szczęście udało mi się to wreszcie ze sobą połączyć. Najpierw wywalczyłem sobie jedno, potem zabrałem się za drugie.

Na emigracji zetknąłem się z polską kulturą na obczyźnie. Nie zawsze było to przyjemne doświadczenie. Miałem szereg bardzo ciężkich prac fizycznych, gdzie ledwo sobie dawałem radę. Byłem po prostu ciężko pracującym fizycznie Polakiem na emigracji. Musiałem dawać z siebie 120% normy, przez co podupadłem zdrowotnie. A jak człowiek traci siły fizyczne, to i psychicznie zaczyna się niestety wszystko paprać. Nie mogę powiedzieć, że w Norwegii żyło mi się fatalnie – grałem tam w amatorskim klubie piłkarskim, biegle nauczyłem się języka angielskiego, zawiązałem wiele znajomości. Ale sama praca, która tam wykonywałem – byłem stolarzem fabrycznym i profesjonalnym konserwatorem powierzchni płaskich – nie dawała mi kompletnie żadnej, nawet najmniejszej satysfakcji. Pieniądze nie wynagradzały mi stresów, które musiałem tam znosić. Czułem pustkę, życiowy impas. Aż wreszcie pewnego dnia obudziłem się z myślą, że albo wrócę do Polski, albo się to dla mnie źle skończy.

Konserwator powierzchni płaskich wrócił z Norwegii do Polski i po prostu został komikiem?

Zaczęło się od tego, że na rok przed powrotem do kraju dowiedziałem się o powstaniu sceny stand-upowej w Trójmieście. „Elżbietańska 6 na ostro”, do dziś prowadzona przez Kacpra Rucińskiego i Abelarda Gizę, moich dobrych przyjaciół i mentorów. Ich wsparcie było dla mnie dodatkową mobilizacją, żeby pozamykać wszystkie swoje tematy w Norwegii i zacząć wszystko od zera.

Zakładałem oczywiście, że droga do bycia profesjonalnym stand-uperem będzie ciężka, ale nie przewidywałem, że na pierwszym open mike’u pójdzie mi aż tak źle. Abelard i Kacper nie wierzyli we mnie wtedy – po kilku moich pierwszych próbach na scenie szczerze mi powiedzieli, że raczej nic z tego nie będzie. Ale nie dałem za wygraną. Z każdym kolejnym podejściem byłem coraz lepszy, silniejszy psychicznie. Poprawiłem swój warsztat, swoje sceniczne flow. Po dwóch latach czułem już, że wiem co robię na scenie i zaczęły się dla mnie trochę lepsze czasy w polskim stand-upie. Miewałem chwile zwątpienia, ale Abelard w dobrym momencie wyciągał do mnie rękę. Dzisiaj mogę mu za to tylko podziękować. To on wziął mnie na pierwszy support, co pozwoliło mi mocniej uwierzyć w siebie i zanotować wielki postęp.

Na czym polegały twoje początkowe kłopoty, brak luzu na scenie?

Przede wszystkim – chodzi o odpowiednie podanie żartu. Jeżeli komik wierzy w to co mówi, jeżeli mówi z głębi serca – występ zawsze ma znacznie lepszy wydźwięk. Zupełnie inaczej trafia do publiki. Ja od początku wybierałem sobie jakieś dziwne tematy do żartów. Nie rozumiałem własnej charyzmy, nie wiedziałem w jaki sposób mam się właściwie wyrażać do mikrofonu. Do wszystkiego musiałem dochodzić przez dwa długie lata. Potrafiłem napisać dobry żart, ale nie umiałem go dobrze powiedzieć do mikrofonu. Byłem tytanem pracy jeżeli chodzi o pisanie, jednak z prezentacją tego na scenie szło mi ciężko.

Teraz zdarza ci się jeszcze złapać tremę podczas występu?

O tak! W dwóch wypadkach. Pierwszy to nagrywanie solowego programu do Internetu. Wtedy wiem, że wszystko musi być dopracowane i wymuskane w każdym detalu. Nagrywa się na kilka kamer, trzeba wszystko wykonać od początku do końca bezbłędnie. Drugi stresujący przypadek to testowanie nowych żartów. Nigdy nie wiem, jaka będzie reakcja. Nie wiem, kiedy ludzie zaczną się śmiać. Jest to chyba największy czynnik stresu, gdy nie da się przewidzieć reakcji publiczności. Poza tym – trema już mnie raczej nie łapie.

Co gorsze – śmiech publiki w nieodpowiednim momencie czy brak śmiechu, gdy się go spodziewałeś?

Moment, w którym śmiech wybucha w nieprzewidzianym momencie jest okej. Takie reakcje też są cenne. A co do drugiej kwestii – dzisiaj, po sześciu latach przebywania na scenie, mam już świadomość, że nawet kiedy ludzie się nie śmieją, to oznacza, że mam akurat coś ważnego do powiedzenia. Niekoniecznie bardzo zabawnego. Jest to dla mnie również powód do satysfakcji, gdy ludzie po prostu słuchają, nawet bez śmiechu. Gorzej, gdy zaczynają gadać albo wychodzić w trakcie występu. To jest powód do niepokoju.

Dzisiaj czujesz się już komikiem z ekstraklasy? Twoje występy mają na YouTube ponad milion wyświetleń. Nie znam się, ale to raczej niezły wynik.

Przede wszystkim – mam wielką frajdę ze swojej twórczości. Jeszcze sześć lat temu nie wyobrażałem sobie, że mógłbym być uczestnikiem większych gal stand-upowych. Dzisiaj stoję na scenie i bawię ludzi, co samo w sobie było moim marzeniem, a jednocześnie pozwala mi realizować kolejne. Nie lubię jednak bawić się w rankingi. Każdy ma swojego ulubionego komika. Czasem go po prostu lubi, czasami wręcz wielbi. Ja wiem, że mam swoje grono sympatyków i to mnie tylko umacnia. Siebie nie klasyfikuję – najgorsze co może być, to gdy komik słyszy, że jest najlepszy. Myślę, że tych wszystkich jazd wokół podrażnionego ego by nie było, gdyby fani częściej mówili: „Jesteś moim ulubionym stand-uperem” niż: „Jesteś najlepszym stand-uperem w Polsce!”. Ulubiony, nie najlepszy. To znacznie zdrowsze dla ego.

W kontekście ubiegłorocznego meczu muszę jeszcze zapytać, czy popracowałeś nad techniką wykonywania rzutów karnych?

O Jezu, nie. W zeszłym roku podszedłem do tego karnego ze spuchniętą nogą, zachowałem się trochę samolubnie – trzeba było odpuścić i oddać ten strzał komu innemu. A tak… Uderzyłem jak cymbał. Wielu lepszych ode mnie zawodników strzelało nad poprzeczką, ale jest mi trochę wstyd, że nie kierowałem się dobrem drużyny tylko sam wyrwałem się do strzału. Aczkolwiek cieszę się, że wprowadziłem dodatkowy element dramaturgii do konkursu jedenastek.

Na podwórku byłeś gościem z kategorii „pierwszy na wszystko”?

Na podwórku byłem raczej kolesiem, który ładował bramki nożycami, żeby w kolejnej akcji nie trafić do pustaka. Zawsze zachowywałem równowagę między zagraniami genialnymi i żenującymi.

rozmawiał Michał Kołkowski

MECZ CHARYTATYWNY RAPERZY KONTRA KOMICY JUŻ W NIEDZIELĘ O 12:00

GDYNIA, NARODOWY STADION RUGBY

Opublikowane 14.09.2019 16:12 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Bukmacherka
29.05.2020

Lucky Loser na Ekstraklasę – zakład do 25 PLN bez ryzyka w Totolotku!

Zakład bez ryzyka? Znamy, lubimy, szanujemy. Zakład bez ryzyka na Ekstraklasę? A czy ideały istnieją? Tak. W Totolotku, który oferuje nam kolejną odsłonę jednej z ulubionych promocji graczy – „Lucky Loser”. Tym razem bez ryzyka obstawimy mecze naszej ukochanej, najlepszej ligi świata!  Jak działa promocja „Lucky Loser”? Nie jest to fizyka kwantowa. Gracze ją lubią, […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Pułapka przeciętności. Trzynaście lat od mistrzostwa dla Zagłębia

26 maja 2007 roku Zagłębie Lubin zatriumfowało nad Legią przy Łazienkowskiej w Warszawie i w aurze niespodzianki sięgnęło po mistrzostwo Polski. Trzy dni minęły zatem od trzynastej rocznicy tego niewątpliwego sukcesu. Jaki jest jednak ciąg dalszy tej historii? No cóż, w sumie niezbyt imponujący. Zwłaszcza biorąc pod uwagę suche wyniki. Degradacja za udział w aferze […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Nie ma Kozulja, nie będzie Spiridonovicia? Pogoń bez szczęścia do gwiazd

Dział skautingu Pogoni Szczecin zbiera ostatnio sporo gratulacji. Żeby nie było wątpliwości – z reguły zasłużonych, bo Portowcy wskoczyli na poziom skuteczności transferów, który Antoniemu Łukasiewiczowi nawet się nie śnił (przypomnijmy – według dyrektora sportowego Arki 2-3 udane transfery na 10 to porządny wynik). Ale tak jak Pogoń znajduje dobrych piłkarzy, tak nie do końca […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Dziś możemy być naprawdę dumni!

Jose z Portugalii, John spod Liverpoolu, a nawet Jonatan na południu Jerozolimy. Dziś za sprawą sprzedaży praw telewizyjnych aż do siedemnastu różnych państw, Ekstraklasa może podbić serca setek tysięcy fanów w całej Europie, a nawet poza jej geograficznymi granicami. Jako jedna z pierwszych lig na kontynencie, na długo przed Anglikami czy Hiszpanami, polska elita wraca […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

„Wzrośnie intensywność”, „więcej kontuzji”. Jaka będzie Ekstraklasa w nowej rzeczywistości?

Wraca Ekstraklasa, więc wracają próby przewidzenia tego, co się będzie w niej działo. Zwyczajowo powinniśmy pytać ekspertów o mistrza kraju, spadkowiczów czy króla strzelców, ale w tej wyjątkowej sytuacji zajmujemy się nową rzeczywistością, w której się znaleźliśmy i wszystkimi aspektami, które się z nią wiążą. Kamil Kosowski, Paweł Golański, Leszek Ojrzyński i Czesław Michniewicz zmierzyli […]
29.05.2020
Weszło Extra
29.05.2020

Balić: „Czasami już w chwili wyjścia z szatni dostaję żółtą kartkę”

Sasza Balić to – takie mamy wrażenie – postać do tej pory nie do końca odkryta. Każdy kojarzy groźnie wyglądającego, mocno zbudowanego lewego obrońcę Zagłębia, ale niewiele było do tej pory materiałów z nim w roli głównej. Tu jakiś komentarz pomeczowy, tam krótka rozmowa do gazety. A przecież jeśli przyłożyć ucho tu i tam, to […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Trener Lavicka nie stawia na bezsensowne bieganie, a pracę z piłką

– Trener Lavicka nie jest z tych, którzy stawiają na fizykę, bezsensowne bieganie. Jest dużo pracy z piłką, taktyki. Ja jestem z tego zadowolony, bo jak miałem 18 lat, mogłem biegać nie wiadomo ile, a teraz to trzeba przyhamować, żeby dograć ten sezon – mówił Krzysztof Mączyński w rozmowie z Kanałem Sportowym.  Udało się biegać […]
29.05.2020
Weszło Extra
29.05.2020

Puste trybuny rozmontowują bombę, którą piłkarze zbroją w szatni

– Choćby nie wiem jak piłkarze próbowali się samodzielnie pompować, puste echo rozbraja wszystko – uważa Tomasz Łapiński o rozgrywaniu meczów bez kibiców. Z legendą Widzewa, a ostatnio między innymi literatem i ekspertem Polsatu Sport, rozmawiamy o tym, jak będzie wyglądać piłka po odmrożeniu. Co piłkarz czuje, gdy widzi puste trybuny? Z jakich powodów nie […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Zespół przy Darku odetchnął. Żuraw nie ma chorego ego

– Darek robił to bardzo dobrze już jako asystent w Lechu, kiedy współpracował z Marcinem Kamińskim czy Tomkiem Kędziorą. Wiele godzin poświęcił na trening indywidualny i przygotowanie do wyzwań. Już wtedy było u niego widać pasję w tym, żeby tych młodych wprowadzać. Fundamentalne jednak jest to, czy trener potrafi rozwijać zespół, a co za tym […]
29.05.2020
Weszło
28.05.2020

Coraz mniej jest typowych „dziesiątek”. Ta pozycja chyba wymiera

– Większość „dziesiątek” przenosi się do boku, przeważająca liczba zespołów gra z jednym defensywnym pomocnikiem i dwiema „ósemkami”. Wszystko idzie w tym kierunku, że w środku pola grają piłkarze box-to-box. Dużo biegający, podłączający się i z przodu, i z tyłu. A rozegranie przenosi się na boki – mówi w rozmowie z kwartetem „Kanału Sportowego”: Żewłakow, Smokowski, Borek, Stanowski […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Animucki: Teraz wszyscy jesteśmy zdrowi i chcemy, by tak pozostało też na koniec sezonu

Gościem dzisiejszego programu Ekstra Back na Kanale Sportowym był Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy SA. Prowadzący program Mateusz Borek, Tomasz Smokowski, Michał Żewłakow oraz Krzysztof Stanowski przepytali prezesa pod kątem powrotu ligi – zwłaszcza wyników badań, które spływały jeszcze kilkadziesiąt minut temu oraz sprzedaży praw telewizyjnych do Portugalii czy Anglii.  Ostatnie godziny dość nerwowe, ostatnie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Bartoszek: Ci, którzy odeszli z Korony, sami odłożyli rękawicę

Utrzymanie Korony Kielce? Cóż, widzieliśmy kilka łatwiejszych zadań do wykonania. Maciej Bartoszek zapewne też, a jednak jeszcze przed pandemią podjął się tej wyjątkowo trudnej misji. Po przymusowej przerwie w rozgrywkach wygląda ona na… jeszcze trudniejszą. Stan kadrowy Korony jest taki, że na stoperze testowany jest Michal Papadopoulos. Co słychać w Kielcach? Jaki jest plan na […]
28.05.2020
Inne sporty
28.05.2020

Ostatni trening za nami. Od jutra w ORLEN Stay&Play ruszają finały

Emocje rosły z każdym kolejnym treningiem. Drużyny analizowały grę potencjalnych rywali, próbując doszukać się słabości. W ruch poszły komputery, programy nagrywające i własne oczy. Jutro okaże się, kto najlepiej odrobił pracę domową – rozpocznie się faza grupowa turnieju ORLEN Stay&Play w Rocket League. Dziś jednak mieliśmy okazję obejrzeć jeszcze jeden, ostatni trening. Tym razem swoich […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Oficjalnie: Włosi też wracają do gry. Najpierw puchar, potem Serie A

Piękny to jest dzień dla kibiców futbolu, mimo że zbyt wielu hitów dzisiaj nie zobaczą. Piękny dlatego, że spływają do nas same dobre informacje. Najpierw oficjalne daty powrotu na boiska ustalili Anglicy. Teraz dokładamy do tego potwierdzenie od włoskiego rządu, który pozwolił na powrót Serie A, Serie B oraz Pucharu Włoch. Po dzisiejszej konferencji ministra […]
28.05.2020

Live od 21:00 – Ekstra Back – Borek, Stanowski, Smokowski, Żewłakow

Może uznacie nas za wariatów, dziwaków, popaprańców, ale my naprawdę czekaliśmy na powrót PKO Bank Polski Ekstraklasy. I nareszcie, w końcu, doczekaliśmy się – w piątek wraca polska liga. Dlatego też dzisiaj wieczorem czas na specjalny program na Kanale Sportowym w całości poświęcony Ekstraklasie – Ekstra Back. Nazwa mówi sama za siebie, nic dodawać nie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miasto kupuje akcje Ruchu. W czym rzecz?

„Niebiescy”, przez przedwczesne zakończenie sezonu, na stulecie klubu utknęli w III lidze. Dzisiaj przyszły dla Ruchu  ciut lepsze wiadomości, bowiem poprzez wykup akcji Urząd Miasta przekazał klubowi zauważalną kwotę. Na czym faktycznie polega ten manewr? Z jakimi wiąże się konsekwencjami? Wiadomo jak drzewiej bywało w Ruchu, ile było znaków zapytania wokół zarządzania finansami tego klubu. […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miłość do Wisły Kraków mam w genach

Popołudnie przed meczem Wisły z Panathinaikosem. Węgrzcanka Węgrzce Wielkie. Mały podkrakowski klubik, w którym swoje pierwsze kroki stawiał Kazimierz Kmiecik. Artur Kawula, syn innej legendy Wisły, Władysława, zabiera na trening swoją córkę. Karolina staje między słupki, jej koledzy uderzają rzuty karne. Piłka trafia w rękę. Okropny ból. Dochodzi do złamania. Trzeba jechać do szpitala, ale… […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Wygląda, że to koniec czekania. Premier League ma wrócić 17 czerwca!

Powrót Bundesligi był dla wielu strasznie radosną informacją, powrót Ekstraklasy, to dla nas, nie ukrywajmy, dziwaków, kapitalna wiadomość, ale restart Premier League to już news globalny. Najbardziej popularna liga, z pewnością najbogatsza, czy najlepsza, kwestia sporna, na pewno w TOP2. Dlatego wiadomość, którą podało dzisiaj BBC, jest tak elektryzująca. Jej Wysokość ma wrócić do grania […]
28.05.2020