Grad goli i sensacja na koniec. Co za dzień w Premier League!
Anglia

Grad goli i sensacja na koniec. Co za dzień w Premier League!

Zaczęło się ciekawie, ale jednak zgodnie z planem. Liverpool uporał się przed własną publicznością z Newcastle. Nie bez kłopotów, ale jednak dość pewnie. Potem jednak wydarzenia w Premier League zdecydowanie nabrały temat – zaszalała Chelsea, zaszalał Tottenham, a przede wszystkim mega-sensację zrobiło Norwich, która w meczu zamykającym piłkarską sobotę na angielskich boiskach pokonało obrońców tytułu. Manchester City na łopatkach w starciu z beniaminkiem, który na wzmocnienia przedsezonowe nie wydał nawet pięciu milionów euro. Co za historia.

Musimy to szybkie podsumowanie wydarzeń w angielskiej ekstraklasie zacząć właśnie od końca. Bo Norwich to pod wieloma względami klub po prostu z innej planety niż The Citizens. Wystarczy spojrzeć na zawodników. W pierwszym składzie „Kanarków” Marco Stiepermann, ściągnięty z 2. Bundesligi. Obok niego Emiliano Buendia, wypatrzony na poziomie hiszpańskiej Segunda Division. Jest też Samuel Byram, bez żalu odpalony z West Hamu United. 21-letni Todd Cantwell, debiutujący w Premier League. No i rzecz jasna nieokiełznany Teemu Pukki, który przed laty kompletnie się nie sprawdził w Sevilli czy Schalke. Jak w ogóle można porównywać tak skomponowaną ekipę z Manchesterem City? Pep Guardiola odrabiając straty oddelegował na boisko z ławki (!) Kevina De Bruyne, Gabriela Jesusa i Riyada Mahreza. Kosmos. Futbol to jedyny sport, który pozwala uczestnikom widowiska na znalezienie sposobu, by zatrzeć tak gigantyczną dysproporcję sił.

Jasne, że o wyniku zadecydowały przede wszystkim karygodne, indywidualne błędy gości. Jasne, że gdyby „Obywatele” zagrali na Carrow Road w optymalnym zestawieniu, jeżeli chodzi o defensywę, to pewnie by tego spotkania nie przegrali. Ale umniejszanie sukcesu „Kanarków” w jakikolwiek sposób jest po prostu nie na miejscu.

Podopieczni Daniela Farke mają trzy razy większe kłopoty z kontuzjami niż Manchester, to raz. A dwa – ich zwycięstwa w żaden sposób nie można przedstawić jako fartownego, wynikającego z murowania dostępu do własnej bramki. O sukcesie zadecydowała świetnie dobrana i zrealizowana taktyka, która nie sprowadzała się bynajmniej do kopania rywali po kostkach i wybijania każdej spornej piłki w aut. To zresztą kwestia filozofii, jaką już na poziomie Championship obrał manager klubu: – Niektórzy mówią: „Nie kombinuj. Oddaj piłkę rywalowi, potem skontruj. Nie utrudniaj sobie życia”. Ja mam inne spojrzenie na futbol. Wolę skoncentrować się na kontrolowaniu gry, tworzeniu odpowiedniej struktury posiadania i utrzymywania kontroli nad piłką. Co nie oznacza, że nie chcę rozwijać szybkiej gry po odbiorze – dodał Farke. – Ciągle słyszę, że w Anglii gra się inaczej. Zwłaszcza w Championship. To samo gada się w Niemczech. „Nie filozofuj, tu trzeba walczyć, wygrywać główki i grać na wślizgu”. Tak, trzeba. Ale kiedy wszyscy to robią i wszyscy to potrafią, musisz się czymś wyróżnić. Naszą wartość stanowią właśnie te różnice. Gdy cały czas gonisz przeciwnika, padasz z wycieńczenia. Naszą ideą jest zamęczać rywali.

Oczywiście na osobny akapit zasługuje największa gwiazda „Kanarków”, Teemu Pukki. 29-letni Fin wjechał do Premier League nie tylko z drzwiami, nie tylko z futryną, ale w ogóle z całą ścianą. Strzela, asystuje. Rozbija obrońców, napędza ataki. Napastnik-instytucja. Z jednej strony szalenie bramkostrzelny, a z drugiej – skoncentrowany na drużynie, nie śrubowaniu indywidualnych wyników. Ilu rasowych snajperów zdecydowałoby się na podanie do kolegi w takiej sytuacji, jak przy golu na 2:0 dla gospodarzy?

– Mamy mnóstwo jakości. To dla mnie przyjemność, grać z tymi chłopakami – zachwycał się po meczu Fin. Trener Farke dodawał: – Szatnia buzuje. Carrow Road buzuje. Zwycięstwo przeciwko jednej z najlepszych drużyn świata, przy naszych problemach z kontuzjami? Niesamowite.

NORWICH 3:2 MANCHESTER CITY

K. McLean 18′, T. Cantwell 28′, T. Pukki 50′ – S. Aguero 45′, Rodri 88′

Z porażki obrońców tytułu najmocniej cieszą się oczywiście zawodnicy Liverpoolu, którzy po dublecie Sadio Mane i trafieniu Mohameda Salaha zdołali uporać się z Newcastle United. Jednak niech pozory nikogo nie zmylą – to nie strzelcy bramek odegrali kluczową rolę w tym zwycięstwie The Reds. Dopóki na boisku nie było Roberto Firmino, ofensywa podopiecznych Juergena Kloppa kompletnie się nie kleiła. Dopiero wejście Brazylijczyka na trwałe odmieniło obraz gry na korzyść ekipy z Anfield Road.

W tej chwili tylko Liverpool ma komplet punktów po pięciu kolejkach ligowych zmagań. The Reds mogą być pewni, że tę kolejkę zakończą na fotelu lidera Premier League. Jednak to nie jest jeszcze moment na lizanie się po fiutach, jak mawiał klasyk. Triumfatorzy Ligi Mistrzów grają nieźle, ale na pewno nie doskonale. Inna sprawa, że dzisiaj przeciwnik oddał jeden celny strzał na bramę i akurat z tego uderzenia wyszedł gol a 0:1.

LIVERPOOL 3:1 NEWCASTLE UNITED

S. Mane 28′ 40′, M. Salah 72′ – J. Willems 7′

Jeżeli chodzi o pozostałe spotkania – zaimponowały przede wszystkim dwaj mocarze ze stolicy. Chelsea w niezwykle efektownym stylu rozprawiła się na wyjeździe z mocnymi przecież „Wilkami”, pokonując Wolverhampton aż 5:2. Szalony mecz zagrały przede wszystkim młode – nomen omen – wilczki, które dostały kredyt zaufania od Franka Lamparda. 21- letni Fikayo Tomori – bum, bramka. 21-letni Tammy Abraham – bum, bum, bum. Hattrick. Anglik tak się rozochocił, że dołożył nawet do dorobku trafienie samobójcze. Nie pozwolił też o sobie zapomnieć 20-letni Mason Mount, który ustalił wynik meczu w doliczonym czasie gry.

I pomyśleć, że gdyby nie zatrudnienie Lamparda połączone z zakazem transferowym, to wielce prawdopodobne, że tych chłopaków w ogóle by w tej chwili na Stamford Bridge nie było, ponieważ błąkaliby się na jakimś wypożyczeniu.

Zaszalał również Tottenham – Spurs zastosowali taktykę wojny błyskawicznej i już po pierwszej połowie pozamiatali Crystal Palace 4:0.

Nie można również nie wspomnieć o zwycięstwie Manchesteru United w starciu z Leicester City. To cenny triumf, choć „Czerwone Diabły” nie zachwyciły szczególnie imponującym stylem gry. Szybkie prowadzenie ustawiło mecz pod ekipę Ole Gunnara Solskjaera i skromne zwycięstwo wyraźnie zadowoliło podopiecznych Norwega. Manchester nie naciskał, nie forsował tempa, pozwalał przeciwnikowi utrzymywać optyczną przewagę. A z ataków Leicester wynikało w sumie raczej niewiele, więc i całe spotkanie nie załapie się nawet na listę pięciu najciekawszych spotkań dnia.

WOLVERHAMPTON 2:5 CHELSEA

T. Abraham (sam.) 69′ , 85′ P. Cutrone – F. Tomori 31′, T. Abraham 34′ 41′ 55′, M. Mount 90+6′

TOTTENHAM 4:0 CRYSTAL PALACE

Son Heung-Min 10′ 23′, P. van Aanhol 21′ (sam.), E. Lamela 42′

MANCHESTER UNITED 1:0 LEICESTER

M. Rashford 8′

BRIGHTON 1:1 BURNLEY

N. Maupay 51′ – J. Hendrick 90+1′

SHEFFIELD UNITED 0:1 SOUTHAMPTON

M. Djenepo 66′

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (1)