Zaraz połowa września, a oni ciągle na bezrobociu
Weszło

Zaraz połowa września, a oni ciągle na bezrobociu

Za chwilę miną dwa tygodnie po zakończeniu letniego okna transferowego. Jeżeli piłkarz nadal jest bez klubu, to na pewno coś mocno poszło nie tak. Trudno zakładać, aby ktoś od lipca będący do wzięcia z premedytacją zaplanował, że będzie jawił się jako koło ratunkowe dla drużyn pogrążonych w kryzysie i zmagających się z brakami kadrowymi. Wśród polskich zawodników takich nazwisk jest całkiem sporo, rzadko jednak mogą kusić.

Zdecydowanie najbardziej zaskakujący przypadek to Paweł Wszołek. Już w połowie maja było wiadomo, że QPR nie przedłuży z nim kontraktu. Wielu kibiców londyńskiej ekipy nie przyjęło tej wiadomości z uśmiechem. Wszołek co prawda w tym roku stracił formę, mimo regularnej gry w zasadzie nie notował liczb w ofensywie, ale swoją charakterystyką po prostu pasował do wyspiarskiego grania poniżej poziomu Premier League. Mimo wszystko wydawało się, że bez problemu znajdzie nowego pracodawcę. Tymczasem w lipcu i sierpniu było zupełnie cicho na jego temat, nie licząc newsów o zainteresowaniu Lechii Gdańsk. Podobno gdzieś tam jeszcze w tle przewijał się wątek turecki i to tyle z tematów, które wypłynęły. Zastanawiająca sprawa, bo mówimy o 27-latku, który nie wraca po poważnej kontuzji czy innych problemach. Czyżby sam zainteresowany przeszacował swoją wartość na rynku?

Na rynku ekstraklasowym ciekawym wariantem dla kilku klubów stał się Dawid Kort, który 31 sierpnia rozwiązał kontrakt z Atromitosem, więc jego historia trochę różni się od pozostałych. W Grecji zwyczajnie się nie przebił, co nie wystawia mu najlepszego świadectwa gdy przypomnimy sobie, jak jego koledzy wypadli w dwumeczu z Legią. Tak czy siak wzbudza zainteresowanie. Parę nazw w jego kontekście już się przewijało, m.in. Raków Częstochowa i Wisła Płock. Wszystko jednak wskazuje, iż lada chwila zmieni swój status, wiążąc się z Miedzią Legnica, o czym poinformował Daniel Trzepacz z Pogonsportnet.pl.

Jeżeli ktoś chce pozostać piłkarskim patriotą, to poza tą dwójką ma już do wyboru głównie weteranów lub zawodników od dawna zawodzących. Ktoś do ataku? No to może 34-letni Arkadiusz Piech, który w ubiegłym sezonie zdobył zaledwie dwie bramki dla Śląska Wrocław. Do wzięcia jest też Bartosz Śpiączka, najpierw spadający z Termaliką z Ekstraklasy do I ligi, a potem z GKS-em Katowice z I do II ligi. W obu przypadkach regularnie zawodził (trzy i cztery ligowe gole). Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w sporej mierze przez nieskuteczność Śpiączki jego drużyny lądowały szczebel niżej.

Wśród pomocników nie ma w zasadzie nikogo, bo musielibyśmy się zagłębiać w postaci typu Łukasz Jegliński. W obronie do wyboru już tylko weterani od dawna będący na równi pochyłej: Jakub Wawrzyniak (spadek do II ligi z GKS-em Katowice), Marek Wasiluk (niedawno rozstał się z Chrobrym Głogów), Adam Kokoszka (nie odbudował się w Zagłębiu Sosnowiec po straconym przez kontuzję sezonie 2017/18, od kwietnia jest bez klubu), szukający klubu przez internet Damien Perquis czy Łukasz Szukała, o którym słuch zaginął, gdy w styczniu rozstał się z Ankarugucu. Z każdym miesiącem staje się on mniej atrakcyjnym towarem, zwłaszcza że ma już 35 lat, a na dobrą sprawę normalne granie w piłkę zakończył w 2016 roku.

Największy wybór jest wśród bramkarzy. Dariusz Trela nie dobił jeszcze do trzydziestki, ale odkąd latem 2014 zamienił Piasta Gliwice na Lechię Gdańsk, jego akcje systematycznie spadają. Ostatnio bronił w Termalice, gdzie jesienią miał miejsce w składzie, za to wiosną nie wystąpił ani razu. Bez pracy pozostaje także Michał Miśkiewicz, który w minionym sezonie rozegrał osiem meczów ligowych w Koronie. Mimo kilku tematów (Wisła Płock, Miedź Legnica) po odejściu z Legii przystani nie znalazł również Arkadiusz Malarz, choć on raczej nie znajduje się już pod większą presją i bez problemu mógłby zawiesić buty na kołku. Piotr Leciejewski przez lata uchodził za czołowego bramkarza ligi norweskiej. Trudno było to zweryfikować, nikt tamtejszej ekstraklasy u nas nie ogląda, ale gdy wreszcie zimą 2018 wrócił do Polski i zakotwiczył w Zagłębiu Lubin, maska szybko została zerwana. W debiucie nie popisał się w meczu z Legią, trafił na ławkę i przez następne półtora roku zaliczył jeszcze tylko jeden ligowy występ, wchodząc na 20 minut z Cracovią po czerwonej kartce Dominika Hładuna. Trudno się więc dziwić, że obecnie nie jest rozchwytywany.

Kariery nie chce kończyć 37-letni Tomasz Kuszczak. Niedawno w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” nie wykluczył, że mógłby teraz zagrać w Polsce. Ale jak widać, nie rzucono się na niego, bo mimo wszystko za frytki pewnie nie przyjdzie, a argumentów sportowych za wiele nie znajdziemy. Po raz ostatni na boisku pojawił się 22 listopada 2017 roku. W razie czego jednak Kuszczak też ma co robić. Prowadzi swoje biznesy, zrobił licencjat z dziennikarstwa sportowego, nudzić się nie będzie.

Generalnie poza Wszołkiem i ewentualnie Kortem, wśród bezrobotnych Polaków ciekawszych kandydatów do zatrudnienia już nie widać. Trudno się jednak dziwić. Wracając do wstępu: jeśli kończy się pierwsza w sezonie przerwa reprezentacyjna, a ktoś ciągle jest do wzięcia, trudno mówić o niefortunnym zbiegu okoliczności. Przeważnie coś z czegoś wynika.

Fot. FotoPyk

Jeśli wpłacisz 50 złotych, dostaniesz dodatkową stówkę i na grę będziesz miał 150 złociszy. Jeśli wpłacisz stówkę, otrzymasz 200 złotych i grać będziesz mógł za 300. Bonus 200% od pierwszego depozytu, aż do 200 złotych w ETOTO! 

etoto

KOMENTARZE (14)