To jest właśnie wejście z buta
Weszło

To jest właśnie wejście z buta

Pierwszy raz od początku meczu Patryk Szysz w PKO Ekstraklasie zagrał przy Łazienkowskiej. Legia Warszawa jeszcze łudząca się, że jest szansa na mistrzostwo Polski, Zagłębie Lubin już niemal na wakacjach. W składzie duże stężenie talentu: Oko, Jagiełło, Slisz, Poręba, no i wreszcie Patryk Szysz. Trochę patykowaty napastnik, który niespełna po godzinie gry rozpoczął swoje strzelanie w krajowej elicie. 

Myślę, że do strzelania jest potrzeba chłodna głowa. Tak samo starałem się panować nad sobą w drugiej lidze, w pierwszej i teraz w Ekstraklasie. Cieszę się z tego wejścia do ligi, ale może to trochę na wyrost, że „wszedłem do Ekstraklasy z buta”. Do Lubina przyszedłem pół roku temu, te miesiące były na zaadoptowanie się. Czekałem na swoją szansę i gdy ją dostałem, to ją wykorzystuję – mówi w rozmowie z nami Patryk, którego odwiedziliśmy podczas zgrupowania kadry U-21. Czuć tam cały czas atmosferę walki z największymi w Europie, czuć jeszcze zarówno dumę z meczów z Belgią czy Włochami, jak i ukłucie rozczarowania, że Igrzyska Olimpijskie przeszły koło nosa. Widzimy się przed meczem z Łotwą, na boisku treningowym Czesław Michniewicz pokrzykuje: „uważajcie, bo u nich z przodu gra szybki, trzy razy szybszy od Szyszki”.

Uśmiechy, żarty. Przecież od „Szyszki” nie ma szybszych.

Szybkość, w nowoczesnej piłce to bardzo ważny atut – bez wahania odpowiadał nam jakiś czas temu Veljko Nikitović, prezes Górnika Łęczna, zapytany o największe zalety piłkarza Zagłębia Lubin. – Do tego uniwersalność, w ofensywie może grać na kilku pozycjach, a to bardzo ważne. Przy jego szybkości i wydolności ktoś może się pokusić, by zrobić z niego nawet lewego obrońcę albo wahadłowego.

BELEK 22.01.2019 MECZ TOWARZYSKI: ZAGLEBIE LUBIN - UJPEST FC BUDAPESZT 2:0 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: ZAGLEBIE LUBIN - UJPEST FC BUDAPEST 2:0 PATRYK SZYSZ FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

To było jednak zanim Szysz stanął na szpicy Zagłębia Lubin, zanim wygrał rywalizacje z Patrykiem Tuszyńskim i zanim znalazł się wśród najlepszych młodzieżowców pierwszej fazy sezonu 2019/20. Dziś nikt nie myśli o przesuwaniu Szysza na bok czy do tyłu – z każdym kolejnym meczem Szysz dokłada przecież kolejne atuty charakterystyczne stricte dla napastnika. Wracamy do meczu z Jagiellonią, do pewnego wykończenia, ale też do kilku zagrań tyłem do bramki, do przytomnego przytrzymywania piłki, do fizycznej rywalizacji z przeciwnikami. Postępy widać niemalże gołym okiem – Szysz mężnieje, już na dobre pasuje do piłki seniorskiej. Albo inaczej: do piłki ekstraklasowej.

Tak naprawdę w dorosłej piłce jest już przecież czwarty sezon.

– Musimy sobie jasno powiedzieć, że bardzo dużo dało mu wypożyczenie do Motoru Lublin – przyznaje Nikitović. – Rok spędził pod okiem trenera Marcina Sasala i Piotra Zasady, a także prezesa Leszka Bartnickiego. Obserwowaliśmy go w każdym meczu, w którym miał okazję wystąpić. Wszyscy byliśmy zgodni, że bardzo dojrzał. Wyjechał chłopczyk, a wrócił mężczyzna. I chodzi mi tutaj o to, że dojrzał nie tylko pod względem piłkarskim, ale także życiowym… Trochę jest tak, że Patryk skorzystał na tym, iż Górnik spadł z ekstraklasy. Rok temu w I lidze graliśmy młodzieżą, ale on grał dlatego, że był dobry.

Szysz obecnie pewnie jest jednym z beneficjentów przepisu o młodzieżowcu, wtedy z kolei skorzystał na dość oryginalnym krajobrazie lubelskiej piłki. Urodził się i wychował w małej miejscowości pod Łęczną, w górniczej rodzinie. Jak każdy w tym regionie był związany z kopalnią – poprzez pracę ojca – oraz klubem, w którym rozpoczął piłkarską karierę. Sytuacja wyglądała tak: mocniejszy i bogatszy Górnik Łęczna chwiał się gdzieś na granicy Ekstraklasy i I ligi, podczas gdy bardziej popularny i pochodzący z o wiele większego miasta Motor bezskutecznie próbował się wydostać z III-ligowej szarzyzny. Kibiców obu klubów łączy zgoda, a same kluby – możliwość tworzenia dość oryginalnych sojuszy, nie zawsze zresztą aprobowanych przez kibiców – by wspomnieć o meczach Górnika na Arenie Lublin w ich ostatnim sezonie w Ekstraklasie.

Poszedłem na wypożyczenie, zamieszkałem na stancji z dwoma innymi kolegami. Była taka nieprzyjemna sytuacja, nie dostawałem pieniędzy od klubu. Musiałem sobie z tym poradzić i to mnie napędzało, że muszą się zaprzeć. Że boisko kiedyś mi to odda – twierdzi Szysz. Nikitović podkreślał, że to była szkoła piłki, ale też szkoła życia. Szysz wchodził do szatni z Oziemczukiem czy Tadrowskim, a więc piłkarzami, z którymi swego czasu wiązano spore nadzieje. W Motorze nie brakowało też ekstraklasowego doświadczenia, by wspomnieć Kaczmarka czy Gieragę. 4 gole w 24 meczach III ligi (1077 minut grania) to nie jest szczyt marzeń, ale kto już wówczas obserwował mecze Motoru, widział potencjał. Tak zresztą było i z łęcznianami, którzy po przerwie między sezonami od razu postawili na Szysza.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Legia Warszawa - Zaglebie Lubin. 19.05.2019

Co przykuwa uwagę? Z jednej strony zaufanie drużyny do nastolatka, z drugiej jego pewność siebie. Młody napastnik już w drugiej kolejce wykonywał rzut karny, zdobywając zresztą tego dnia obie bramki dla Górnika w starciu z Zagłębiem Sosnowiec. Wykonywania jedenastek nie oddał już do końca sezonu, nawet po Pogoni Siedlce, z którą zmarnował „wapno” na dziesięć minut przed końcem przy wyniku 1:1.

Już wtedy stało się jasne, że Górnik ma w składzie gościa z papierami na duże granie.

– Musiałem cały czas udowadniać swoją wartość. Nawet podczas wypożyczeń, gdzie chciałem pozostawiać po swojej dobrą opinię. Patrzyłem też sobie na specyfikę poszczególnych lig. Bo dzisiaj mam już gole na koncie w każdej z trzech najwyższych lig w Polsce. Im wyżej, tym więcej taktyki – twierdzi „Szyszka”. Najważniejsze było utrzymywanie równej formy – 10 goli w I lidze, 11 goli jesienią, w II lidze. Zagłębie mogło na to spoglądać z zadowoleniem, ale i spokojem, transfer został dopięty już wcześniej.

To zasługa przede wszystkim dyrektora sportowego, Michała Żewłakowa – przyznawał Mateusz Dróżdż, prezes Zagłębia Lubin. Choć Szyszem interesowało się kilka klubów Ekstraklasy i właściwie cała I liga, to Miedziowi wygrali wyścig. Sprawnie, szybko, konkretnie – podkreślali to w rozmowach z nami i działacze Górnika Łęczna, i sam Patryk Szysz. Widać było po prostu, że to Zagłębie jest najbardziej zdeterminowane, a i sam Patryk chyba był zadowolony z przedstawionej wizji rozwoju.

– Zagłębie było konkretne w rozmowach z Górnikiem i ze mną. Zdecydowałem się na taki krok też pod kątem wizji, którą w Lubinie mi przedstawili. Dzisiaj też widzę, że ten plan na mnie jest realizowany, więc nie muszę panikować, że coś idzie nie po mojej myśli – analizuje Szysz. Jak charakteryzują go ludzie z Lubina? Skupiony na pracy. Ambitny. Skromny. Sporo mówi nawet jego miejsce na parkingu, na którym długo stała Toyota jeszcze z czasów II ligi. W Zagłębiu słyszymy, że to już dobry znak, bo wielu zawodników pierwsze dni po podpisaniu kontraktu poświęca właśnie na wybór nowego auta. Szysz zresztą nawet w rozmowie z nami wykazuje sporą pokorę. Zahaczamy o kopalnie – wszak do tej pory poza krótkim epizodem w Lublinie reprezentuje dwa górnicze zespoły.

– Miałem przyjemność zjechać kiedyś pod ziemię i cieszę, że życie tak się potoczyło, że pewnie na tym zjeździe się skończy. Chyba nie dałbym rady codziennie wstawać, wskakiwać w górniczy rynsztunek i tak codziennie przez 25 lat. Byliśmy wtedy na takiej wizycie z klubem, pojechaliśmy całą drużyną, chodziliśmy tam z sześć godzin. Powiedziałem tylko do taty „tato, duży szacunek do ciebie, że jesteś w stanie to robić tak długo”. Ja chyba nie dałbym rady. I staram się robić wszystko, by codziennie wychodzić na boisko, a nie zjeżdżać pod ziemię – uśmiecha się. Motywacja jest, miejsce do rozwoju – również. Znamy przecież jednego młodego napastnika, który trafił do Zagłębia Lubin oraz kadry U-21. Jego koszulka wisi w Lubinie, zresztą obok tych Jagiełły czy Zielińskiego.

 Czasami spojrzy się na te koszulki. Można sobie pomyśleć – chłopaku, jesteś w dobrym miejscu, masz dobre przykłady na to, że w Zagłębiu można się rozwinąć. Możesz podążać tą drogę i celować wysoko. Faktycznie widać w naszych początkach pewne podobieństwa. Też wchodziliśmy do Zagłębia po tym, jak wychowywaliśmy się w innych drużynach. Kariera Piątka na pewno jest dobrym przykładem, ale ja jestem dopiero gdzieś na jej samym początku. 

Z Szyszem spotykamy się najpierw przy… hotelowym stole ping-pongowym. Załatwiamy paletki do gry, uśmiech politowania budzi jedynie piłeczka, którą mamy zagrać. – Nie no, za miękka, nie damy rady – śmieje się Szysz. Ale ostatnie rozgrywamy krótką partyjkę, która kończy się nokautem dla nas. – Nowym Lucjanem Błaszczykiem bym nie został, nie przesadzajmy. Ale lubiłem grać i w sumie lubię do dziś. W domu mam stół, jak jest czas i rywal, to lubię poodbijać piłeczkę. Jeździłem na zawody szkolne, ale od zawsze piłka była priorytetem. Kto w Zagłębiu dawał radę? Bartek Pawłowski. Bywało, że przegrywałem. Mateusz Kucha też daje radę – opowiada.

Pilka nozna. PKO Ekstraklasa. Legia Warszawa - Zaglebie Lubin. 18.08.2019

Na zgrupowaniu kadry młodzieżowej nie miał jeszcze okazji rozpoznać umiejętności rówieśników, ale za to wpadł w oko Czesławowi Michniewiczowi. – Szyszka, ruch, ruch. Którą nogą ty grasz? Na pewno lewą? – krzyczy do młodziaka podczas treningu. – Obserwujemy go od dłuższego czasu. Półtora roku temu robiliśmy konsultacje w Bydgoszczy, zagraliśmy grę wewnętrzną z reprezentacją U20. On grał wtedy w Łęcznej, jego trenerem był tam Tomek Kafarski, rozmawialiśmy o nim. Chcieliśmy go powołać, ale ostatecznie za późno podjęliśmy decyzję – wspomina selekcjoner młodzieżówki: – W poprzedniej kadrze nie miał szans na rywalizację z Kownackim czy Świderskim, ale dzisiaj jest jednym z nielicznych napastników z roczników 1998 i młodszych, którzy regularnie grają w Ekstraklasie. Będziemy na niego bardzo liczyć w kontekście przyszłości. Dopiero co go poznałem, sympatyczny chłopak, niezłe umiejętności. Bardzo dobrze przygotowany motorycznie. W żartach nazywam go Arkiem Klimkiem, który też grał w Zagłębiu, też był lewonożny i nawet biegał w podobnym stylu. Fajny czas przed Patrykiem. Liczę, że nowy trener w Lubinie dalej będzie na niego stawiał.

Obecnie Patryk Szysz walczy o tytuł młodzieżowca miesiąca PKO Bank Polski Ekstraklasy, strzela gole, bierze na siebie ciężar gry, poznaje specyfikę pracy również u Czesława Michniewicza. Najważniejsze jest jednak to, że bezustannie się rozwija, i to o sporą chwilę wcześniej, niż się od niego oczekuje. Czy w Górniku wierzyli, że stanie się filarem bezpośrednio po powrocie z Lublina? Czy w Zagłębiu liczyli, że będzie trzeba skrócić wypożyczenie, bo dłuższy pobyt w II lidze nie dałby już Szyszowi żadnego bodźca do rozwoju? Czy wreszcie wierzono, że Szysz tak szybko przeskoczy w hierarchii i starych, i nowych napastników?

Ręce na kołdrę, to „tylko i aż” niezły początek sezonu. Ale już teraz widać, że Szysz ma wszystko, by wykonywać kolejne skoki do przodu. Już niekoniecznie na nogę Jędrzejczyka.

JAKUB OLKIEWICZ i DAMIAN SMYK

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (0)