Niespodziewany pewniak. Kędziora zweryfikowany na poziomie kadry
Weszło

Niespodziewany pewniak. Kędziora zweryfikowany na poziomie kadry

Tylko trzech piłkarzy reprezentacji Polski rozegrało w tych eliminacjach komplet minut. Dwóch wytypować dość łatwo – to Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak. Trzeci? Nie Piotr Zieliński, nie Łukasz Fabiański, a… Tomasz Kędziora, który dość nieoczekiwanie stał się solidnym punktem kadry. Po tych pięciu meczach raczej nie będziemy wiwatować i twierdzić, że może to i dobrze, że Piszczek przeszedł na emeryturę. Ale wiemy przynajmniej, że mamy w kadrze solidnego obrońcę, który nie będzie zawalał meczów.

Po rezygnacji Łukasza Piszczka z gry w kadrze na prawej obronie pojawił się wakat, który trzeba było uzupełnić. Hierarchia wydawała się dość klarowna: nominalnym zastępcą zawodnika BVB będzie Bartosz Bereszyński, co do którego mieliśmy przekonanie, że sobie poradzi. Oglądamy go w miarę regularnie w barwach Sampdorii, wiemy na co go stać, słyszeliśmy o klubach, które wykazywały nim zainteresowanie. Solidny ligowiec z włoskiego średniaka, wyszkolony taktycznie pod okiem taktycznego świra Marco Giampaolo, prawie 30 meczów w europejskich pucharach…

No, wiedzieliśmy, że „Bereś” to pewniak do kadry.

Ale już z drugim miejscem w kolejce był problem. Bo z jednej strony obiecujący Robert Gumny, który – gdyby nie pokiereszowane kolano – to pewnie miałby za sobą już występy w Bundeslidze. Z drugiej – Tomasz Kędziora z mistrzostwem Polski w CV, regularnie grający w Dynamie Kijów, które regularnie pyka w Lidze Europy. Obaj jednak na poziomie kadry nie byli do tej pory zweryfikowani.

Faworytem do bycia zmiennikiem Bereszyńskiego był rzecz jasna Kędziora – bo starszy, bardziej doświadczony, zwłaszcza na poziomie europejskim. Sęk w tym, że nie bardzo wiedzieliśmy czego się po nim spodziewać. Nie będziemy was czarować – nie śledziliśmy ligi ukraińskiej, nie siadaliśmy do meczów Dynama Kijów z Karpatami Lwów przy niedzielnym obiedzie, nie analizowaliśmy siły skrzydeł Zorii Ługańsk. Kędziorę widzieliśmy tyle, ile w Lidze Europy. I w pamięci zapadł nam dwumecz z Chelsea, gdy był bezlitośnie objeżdżany przez Williana i Pedro. Ale dopóki grał Bereszyński, to o prawą stronę defensywy nie musieliśmy się martwić – był przecież pewniak Bereszyński, Kędziora nie musiał właściwie podnosić się z ławki.

Problemy ze zdrowiem Macieja Rybusa sprawiły jednak, że piłkarz Sampdorii przeszedł na lewą stronę, a na prawej musiał grać Kędziora. I co? I pozytywne zaskoczenie. Wychowanek Lecha nie pęka. W eliminacjach nie schodzi z boiska nawet na minutę i – co najważniejsze – nie odstawia chały. W pięciu dotychczasowych meczach dostał u nas średnią ocen na poziomie 4,6. A i tak zaniża ją (i to wyraźnie) występ z Łotwą. Przelećmy przez te mecze po kolei:

Austria, ocena 5 – grał na Alabę, nie pękł, wygrał sporo pojedynków, nabiegał się, nawalczył. Miewał problemy, gdy do skrzydła schodził Arnautović, ale z jego flanki gospodarze nie stworzyli jakiegoś wielkiego zagrożenia. Ponadto miał swój udział przy golu Piątka, bo to jego uderzenie dobijał napastnik wówczas jeszcze Genoi.

Łotwa, ocena 2 – najgorszy dotychczasowy występ w kadrze, Karasauskas kilkukrotnie urwał się defensywie Polaków, a konkretnie – właśnie Kędziorze. Zawodnik Dynama starał się grać ofensywnie, ale żadnego pożytku z tego nie było, za to za plecami zostawiał hektary wolnej przestrzeni, z czego skrzętnie korzystali rywale.

Macedonia Północna, ocena 4 – w defensywnie relatywnie spokojny i pewny, dał się dwukrotnie przedryblować, ale na jego szczęście przeciwnicy nic groźnego z tego nie wykreowali. Tym razem w ataku grał z zaciągniętym hamulcem, ale wydaje się, że i Bereszyński miał takie zalecenia, bo obaj z rzadka przekraczali połowę boiska. Przyćmieni przez Alioskiego i Ristovskiego.

Izrael, ocena 7 – być może najlepszy jego dotychczasowy występ w kadrze, najwyższa nota w zespole obok Bednarka i Zielińskiego. Świetnie współpracował z piłkarzem Napoli, zaliczył asystę przy bramce na 1:0, do tego miał też kluczowe podanie przy golu na 3:0. W obronie bezbłędny, w przodzie obok asysty i kluczowego podania zaliczył dwie naprawdę niezłe centry – raz do Lewandowskiego, raz do Piątka.

Słowenia, 5 – najwyższa nota (obok rezerwowego Bielika) w zespole. Jeśli mielibyśmy wybrać najbardziej kędziorowy występ z tych dotychczasowych, to byłby to właśnie mecz ze Słowenią. Nie daje pohasać skrzydłowemu rywali na swojej stronie, podłącza się do ataku, ale w dograniach brakuje nieco jakości.

WARSZAWA 10.06.2019 MECZ ELIMINACJE DO MISTRZOSTW EUROPY 2020 GRUPA G: POLSKA - IZRAEL  --- QUALIFICATION FOR UEFA EURO 2020 MATCH GROUP G: POLAND - ISRAEL KRZYSZTOF PIATEK RADOSC TOMASZ KEDZIORA FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Liczby potwierdzają też nasze obserwacje. Kędziora wygrywa większość pojedynków, bardzo celnie zagrywa na własnej połowie (87%), ale ma już problem z utrzymaniem tej skuteczności na połowie rywala (69%), nie daje się przedryblować (0,2/mecz), nie prokuruje smrodu pod własną bramką (zero błędów prowadzących do strzału przeciwnika), nie drybluje (zero dryblingów w eliminacjach).

Kędziora nie dorzuci piłki jak Piszczek, nie podłączy się do akcji ofensywnej jak on, może nie rozgrywa też tak jak Bereszyński, ale jeśli trzeba zabezpieczyć tę prawą flankę, to zrobi wszystko, żeby nikt tam mu się nie przedarł. Oczywiście nie robimy z niego lubuskiego Cafu, natomiast nie sposób zauważyć tego, w jak błyskawicznym tempie dobił do poziomu reprezentacyjnego. Sprzyjające okoliczności (uraz Rybusa) sprawiły, że dostał szansę i tę szansę wykorzystał. Przeszedł z półki „gra na Ukrainie, w Dynamie, więc chyba nie jest źle, ale z tą kadrą spokojnie” na tę z podpisem „zweryfikowany pozytywnie, w eliminacjach da radę”. Choć mamy gdzieś z tyłu głowy cały czas te mecze naprzeciw Pedro i Williana. Na szczęście żaden z nich w tych eliminacjach z nam nie zagra.

Pytanie – co dalej z Kędziorą?

Coraz wyraźniej jest widoczny brak lewonożnego obrońcy na lewej stronie obrony (któż by się spodziewał?), a co za tym idzie – coraz bliżej powrotu na prawą flankę jest Bereszyński. Kwestią czasu jest zapewne, aż coraz mocniej rozpychać się łokciami będzie Gumny. Zresztą rozmawialiśmy jakiś czas temu z Jasminem Buriciem, jeszcze przed odejściem z Lecha, który grał z Gumnym i Kędziorą. Bośniak stwierdził wprost – Gumny będzie lepszy, bo jest wszechstronniejszy. Kędziora lepiej radzi sobie w defensywie, ale jego młodszy kolega ma więcej atutów, potrafi podłączyć się do ataku, celnie wrzucić, nie jest tak wyraźnie przyklejony do linii, potrafi dryblować.

Zatem na miejscu Tomka cieszylibyśmy się chwilą, ale i starali się maksymalnie wykorzystać ten czas, bo kto wie, może Bereszyński po powrocie na prawą stronę defensywy wcale nie będzie wyglądał dużo lepiej niż na lewej flance? A wtedy Brzęczek może wrócić do poprzedniego rozwiązania, które – póki co – sprawdza mu się w eliminacjach.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (5)