Widać było, komu się chce, a komu nie. Chciało się Słowenii
Weszło

Widać było, komu się chce, a komu nie. Chciało się Słowenii

Ileż ja się nasłuchałem przed tym spotkaniem, że poważnie podchodzimy do Słowenii, bo awans wcale nie jest pewny, musimy być skoncentrowani, musimy walczyć, to jest futbol, to jest sport. Bla, bla, bla. Tyle to było warte, co obietnice przedwyborcze. Mieli rozdawać samochody, ale okazało się, że nie samochody, tylko rowery, i nie rozdają, tylko kradną. Jedyną reprezentacją, której zależało dzisiaj na zwycięstwie, była Słowenia.

Pewnie wielu z was uprawiało podśmiechujki na początku tego meczu, kiedy gospodarze ładowali się bez ceregieli w naszych. Tu łokieć w głowę, tam brzydki wślizg, gdzie indziej upierdliwe ciągnięcie za koszulkę. „Ha, nie potrafią grać, będą się bić.” Stawiam dolary przeciwko orzechom, że przy niejednym piwku w niejednym domu padło takie hasło. Cóż, okazało się, że był to tylko zwiastun tego, komu jak zależy na tym spotkaniu, a jeszcze przy okazji okazało się, że Słoweńcy coś tam kopać potrafią i skończyło się tak, jak się skończyło.

0:2 w dupę po meczu na podobnym poziomie do tego, co odstawiliśmy za Beenhakkera, kiedy Szpakowski jeszcze nie widział na boisku Piotra Lewandowskiego i Roberta Zielińskiego, tylko wygłaszał swój sławny monolog.

Nasza kadra w dupie miała ten mecz. Obiecywała, że będzie inaczej, ale jednak widzieliśmy wszyscy: polscy piłkarze poczuli się zbyt pewnie. Skoro nie walnęła nam bramki Austria, skoro nie walnął Izrael, to co mogliby zrobić Słoweńcy? No właśnie to. Wybiegać, wywalczyć, wyszarpać sobie nadzieje na awans. A my nie odpowiedzieliśmy niczym, bo przecież jesteśmy liderem, nie ma co nadstawiać kostek, skoro w klubach trzeba myśleć o miejscu w składzie, a kontuzja tego przecież nie ułatwi.

Gdyby druga linia metra w Warszawie była taką drugą linią, jaką mieliśmy my, nikt by nigdzie nie dojechał. Klich? Piach. Grosicki? Piach. Zieliński? Piach. Nie da się budować pomocy na tym ostatnim. Po prostu się nie da. On będzie miał swoje przebłyski, czasem kogoś przedrybluje, ale na samą myśl o liderowaniu po prostu się poci i ma dreszcze. Sam nie wiem jak do niego dotrzeć, jednak tak właściwie… to nie moja sprawa. Albo ten chłopak się zepnie i weźmie w garść, albo do końca kariery dojedzie na byciu perspektywicznym. Ludzie, on ma 25 lat! Poważni piłkarze w jego wieku potrafili zrobić już parę, jeśli nie paręnaście trofeów. A my się cieszymy i on się cieszy, że gra, w kurwa, Napoli.

Raz błyśnie w kadrze, raz nie i tak to się zapewne będzie toczyć.

Dalej – za dwie z trzech zmian chciałbym pochwalić Brzęczka. Mecz był przegrany, więc całkiem słusznie wrzucił w ten wir Bielika i Kownackiego, czyli przyszłość tej kadry. Ale po co Błaszczykowski? Czego nie wie o nim Brzęczek, że dał mu szansę akurat teraz? Bo jeśli wierzył, że Kuba odwróci losy tego meczu, to z całym szacunkiem, tu byłby potrzebny nie lekarz, a egzorcysta.

I na koniec słówko do kibiców reprezentacji Polski. Wróć – do pikników, którzy jeżdżą za kadrą, żeby wpieprzyć kiełbasę. Słuchajcie: hymnu się nie przerywa. Albo śpiewacie jedną zwrotkę, albo dwie, albo trzy, albo jedziecie od początku do końca. Tymczasem wy odpalacie Mazura Dąbrowskiego, gola strzela Słowenia i jest cisza. Czyli co, Polska jeszcze nie zginęła, chyba że Sporar strzeli bramkę?

A reprezentanci też niech coś sobie wbiją do głowy. Awansu jeszcze nie ma.

KOMENTARZE (36)