Glik nie zagra? Przed mundialem w Rosji brzmiało to groźniej
Weszło

Glik nie zagra? Przed mundialem w Rosji brzmiało to groźniej

Cztery mecze eliminacyjne, zero straconych goli. Gra reprezentacji Polski w ofensywie wyglądała ostatnimi czasy różnie, czasem po prostu nędznie, ale jeżeli chodzi o postawę środkowych obrońców, nie można było zgłaszać zbyt wielu zastrzeżeń do biało-czerwonych. Fundamentem skutecznej gry w defensywie był rzecz jasna Kamil Glik. Dziś jednak prawdopodobnie zabraknie stopera Monaco w układance Jerzego Brzęczka z powodu urazu mięśniowego. Zanosi się zatem na powrót Michała Pazdana do wyjściowej jedenastki. Jak wiele kadra straci bez swojego lidera?

Jeżeli spojrzeć na najnowszą historię meczów reprezentacji Polski bez Glika w składzie – straci sporo. Dużo.

Za kadencji Brzęczka właściwie tylko raz zdarzyło się biało-czerwonym walczyć o punkty bez Glika na pokładzie. Jesienią 2018 roku na mecz z Portugalią w Lidze Narodów selekcjoner oddelegował duet Bednarek – Thiago Cionek. Udało się wtedy podnieść z boiska remis, który zapewnił reprezentacji pierwszy koszyk w losowaniu grup eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Niby zatem cenny wynik, który wypada uszanować, ale należy również pamiętać o okolicznościach – Portugalczykom w tamtym starciu ewidentnie nie zależało na narzucaniu tempa. Wyszli rezerwowym składem i w stu procentach zadowolili się jednym punktem. Niemniej – Cionek dostał u nas za tamten mecz szóstkę, a Bednarek piątkę. Abstrahując od boiskowej opieszałości rywala, to był solidny występ defensywy biało-czerwonych.

Glika zabrakło też na boisku pięć dni wcześniej, gdy towarzysko zmierzyliśmy się z Czechami. Spotkanie zakończyło się wstydliwą porażką 0:1, a Bednarek w parze z Marcinem Kamińskim spisał się naprawdę kiepsko. Choć to chyba jednak zbyt eufemistycznie powiedziane. Obaj stoperzy, na czele z zawodnikiem VfB Stuttgart, zagrali wręcz beznadziejne zawody. Bednarek dostał u nas tróję, Kamiński dwóję.

W jaki sposób nieobecność Glika podczas mundialowego meczu z Senegalem w 2018 roku odbiła się na postawie reprezentacji, nie trzeba chyba nikomu przypominać. To była absolutna katastrofa. Nie bez kozery tamto spotkanie zajęło pierwsze miejsce w naszym RANKINGU meczów wstydu.

Z drugiej strony – jeżeli już grać bez Glika, to chyba trudno o lepszy moment niż ten obecny. 31-letni stoper naprawdę kiepściutko zaczął sezon w barwach AS Monaco. I już nawet nie chodzi o to, że generalnie klub z Księstwa od niepokojąco długiego czasu flirtuje ze spadkiem do Ligue 2. Glik w ostatnich tygodniach bardzo źle wypadał indywidualnie – do tego stopnia, że we Francji okrzyknięto go jednym z głównych winowajców fatalnej postawy całej drużyny, padły nawet takie określenia jak „kula u nogi”. Dopiero w czwartej kolejce ligowych zmagań Kamil rozegrał mecz, po którym można było z czystym sumieniem napisać, że niczego poważnego nie zawalił, a nawet spisał się dobrze. Monaco wprawdzie tylko zremisowało ze Strasbourgiem 2:2, lecz żadna z bramek zdobytych przez rywali nie obciąża konta Polaka. Glik miał nawet trochę pecha, bo prawie udało mu się heroicznym wślizgiem zahamować jedną z bramkowych akcji rywala.

A jak to wyglądało wcześniej? Analizowaliśmy wnikliwie w TYM tekście. Co najmniej jedna zawalona bramka z Lyonem, kolejna z Metz, jeszcze jedna z Nimes. Błąd za błędem.

Inna sprawa, że przekładanie formy klubowej Glika na kadrę to trochę chybiony pomysł. Ostatecznie Kamil w Monaco już od dłuższego czasu nie prezentuje swojej najwyższej dyspozycji, za którą sklasyfikowano go przed laty w jedenastce sezonu Ligue 1. Tymczasem do gry reprezentacji Polski mocarny stoper niezmiennie wnosi spokój, twardość, świetną grę w powietrzu. Do tego umiejętnie kieruje poczynaniami kolegów. Jest po prostu liderem z prawdziwego zdarzenia. Kadra broni inaczej niż Monaco, gdzie Glik znacznie częściej jest zmuszony ścigać się z dynamicznymi rywalami, co boleśnie obnaża jego brak zwrotności i przyspieszenia. Z Orłem na piersi Kamil zwykle może grać w sposób, jaki najbardziej mu odpowiada. Po prostu królować w szesnastce.

Nieco innymi atutami dysponuje Michał Pazdan, któremu przyjdzie Glika zastąpić. Stoper Ankaragücü za kadencji Adama Nawałki był pewniakiem do gry w wyjściowym składzie kadry, ale zmiana selekcjonera i kłopoty z regularną grą w klubie mocno osłabiły pozycję Michała w drużynie narodowej. Poza tym – nawet dzięki solidnym występom w tureckiej Super Lidze trudno jest wygryźć ze składu podstawowego stopera Southampton czy Monaco, a takich dzisiaj konkurentów do gry ma Pazdan.

Po mundialu w Rosji, były zawodnik Legii Warszawa zanotował w narodowych barwach tylko dwa występy, w tym jeden minutowy epizodzik. W marcu Pazdan rozegrał 90 minut przeciwko Łotwie, u boku Glika zresztą. Daliśmy mu wtedy czwórkę, aż dwa stopnie mniej niż drugiemu ze stoperów. To nie był udany występ Pazdana, który raził nerwowością i kilka razy dał się dość łatwo oszukać, prokurując zagrożenie pod polską bramką. Aczkolwiek Glikowi ocenę mocno zawyżyła zdobyta bramka, bo środkowy obrońca Monaco także się tamtego dnia mylił. Między innymi w ustawieniu, przy zakładaniu pułapki ofsajdowej. Ale notował też kluczowe interwencje, które uratowały biało-czerwonym mecz.

Inna sprawa, że w klubie – w przeciwieństwie do Glika – Pazdan akurat imponuje spokojem. Po trzech ligowych kolejkach w Turcji jego zespół ma tylko jednego straconego gola na koncie, a Polak zbiera świetne noty za swoje występy. Na zgrupowanie przyjeżdża w świetnej formie. Być może nawet lepszej niż Bednarek, Bielik czy Jędrzejczyk.

Krótko mówiąc – nieobecność Glika oczywiście boli i na pewno będzie odczuwalna, ale nie aż tak jak przed mundialem w 2018 roku, gdy kontuzja Kamila wysadziła polską defensywę w powietrze. Wtedy Adam Nawałka miał do dyspozycji kompletnie nieopierzonego Jana Bednarka. Dziś Brzęczek dysponuje Bednarkiem otrzaskanym w realiach Premier League i ogranym w kadrze. Wtedy – przynajmniej przed turniejem – wątpliwości budziła forma Pazdana w Ekstraklasie. Dzisiaj nie budzi żadnych zastrzeżeń dyspozycja Michała w tureckiej Super Lidze. Wtedy nie było w odwodzie Bielika, dzisiaj jest. Selekcjonerowi wypada bardzo ważny zawodnik, to nigdy nie jest komfortowa sytuacja, ale naprawdę nie ma powodów, by załamywać ręce.

 fot. FotoPyk

KOMENTARZE (2)