Idzie nam jak nie powiem komu w deszcz
Weszło

Idzie nam jak nie powiem komu w deszcz

Czy zwolnienie Gino Lettieriego wyjdzie na dobre obu stronom? Dlaczego Korona nie oddała w dwóch ostatnich meczach celnego strzału i z jakich powodów biega najmniej w lidze? Jak na Koronę wpłynęło odejście Sieja i Pawła Jańczyka? Jak coś zbudować, gdy co roku dochodzi do tylu zmian? Gościem Weszłopolskich był Jakub Żubrowski, z którym porozmawialiśmy o nieciekawej sytuacji kieleckiego klubu. Sam zresztą najlepiej ją zdiagnozował: – Idzie nam jak nie powiem komu w deszcz. 

Kiedy ostatnio wchodziłeś do szatni z uśmiechem na ustach?

W piątek przed meczem.

Uważasz, że zwolnienie Gino Lettieriego to coś, co wyjdzie na dobre obu stronom? Oczyści atmosferę? 

Nie wiem, pewnie takie rzeczy najrozsądniej się ocenia po czasie. Wszyscy wiemy, w jakiej jesteśmy aktualnie sytuacji. Była duża presja kieleckiego środowiska na prezesa, żeby podjąć taką decyzję i on pod tą presją się w jakiś sposób ugiął. Czy to będzie dobra decyzja? Pewnie się okaże, może i w najbliższym czasie.

Mieliście w sobie motywację, by powalczyć dla trenera?

Myślę, że ciężko rozpatrywać to w kategoriach “gramy dla trenera, ratujemy jego posadę”. Gramy przede wszystkim dla siebie, dla klubu. Mam nadzieję, że wszyscy patrzą na to w ten sposób. Przegraliśmy cztery mecze z rzędu i nikt nie chce być na dnie tabeli, nikomu taki stan rzeczy nie odpowiada. Nie wyobrażam sobie, by ktoś świadomie przegrywał mecze, żeby zwolnić trenera, bo coś się wypaliło, czy nie wypaliło. Nikomu nie sprawia przyjemności słuchanie, jak z trybun lecą wyzwiska. Niekoniecznie w naszą stronę, ale generalnie. Sposób, w jaki rozgrywaliśmy ostatnie mecze, nie dawał kibicom możliwości na reagowanie w inny sposób. Ciężko próbować siebie oceniać w takich kategoriach, że komuś nie chciało się umierać za trenera czy nie. Ostatecznie to my wychodzimy na boisko i trzeba dawać z siebie sto procent. Jesteśmy w takim momencie, że chcesz, ale coś nie funkcjonuje. Może ta zmiana pobudzi niektórych do działania, całą drużynę jako kolektyw.

W trakcie spotkań po nowych zawodnikach Korony Kielce nie widzimy jakości i nadziei, by to miało jakoś funkcjonować. Na treningach ci zawodnicy wyglądają konkretniej niż na boiskach Ekstraklasy?

Myślę, że tak, naprawdę. Tym bardziej, że przedsezonowe opinie kieleckiego środowiska i wewnątrz klubu były optymistyczne. Pierwszy raz od dłuższego czasu kadra była zmontowana odpowiednio szybko. Te ruchy na papierze wydawały się naprawdę sensowne. Część chłopaków ma przeszłość w niezłych klubach. Wiadomo, że do Korony zwykle trafiają zawodnicy, którzy są na zakręcie, bo nie jesteśmy klubem, który może pozwolić sobie na wyciąganie najlepszych zawodników z takiego Partizana Belgrad. Milan Radin grał tam swego czasu, a do nas przyszedł po półrocznych wakacjach w Kazachstanie. On i kilku innych potrzebują trochę czasu, ale nie tego mitycznego czasu na aklimatyzację, a na to, by dojść do odpowiedniej dyspozycji fizycznej. Nie ucierpieliśmy aż tak bardzo na jakości w stosunku do ostatniego sezonu. Jakość w szatni to nie tylko umiejętności piłkarskie, ale też charaktery.

Polska wygra ze Słowenią? Zagraj w ETOTO po kursie 2,35 (kliknij, aby zarejestrować się i odebrać bonus 200% od pierwszego depozytu, aż do 200 złotych)

Uderzało w was zamieszanie poza drużyną? Mamy na myśli chociażby odejście Michała Siejaka czy Pawła Jańczyka, z którymi żyliście dobrze, KoronaTV robiła mega robotę. Dziś tweety Sieja pokazują, że niekoniecznie jest dobrze. Radość Pawła Jańczyka z odejścia Lettieriego też była bardzo wymowna.

Mnie osobiście jako wychowankowi Korony, człowiekowi z Kielc, ciężko przechodzić nad takimi rzeczami do porządku dziennego, bo jednak odchodzą z klubu ludzie, którzy niepodważalnie mieli dobro Korony na pierwszym miejscu. Z takich czy innych powodów nie mogli się dogadać z prezesem, trenerem, z kimś innym. Coś zaważyło na tym, że po długim okresie musieli zakończyć pracę. Większość kibiców młodszego pokolenia się wychowała na tym, że Siejo kręcił znakomite filmy czy Paweł był jednym z najlepszych spikerów na meczach Ekstraklasy. Jeśli odchodzą tacy ludzie z klubu, którzy nie są do tej pory zastąpieni, to na pewno kamyczek do naszego ogródka i jasny sygnał, że dzieje się coś niedobrego. To niepokojące, a takie małe rzeczy wpływają też na funkcjonowanie całej drużyny. Z drugiej strony mamy tak wymienioną kadrę, że większość chłopaków nie miała nawet czasu złapać super kontaktu z wymienionymi panami, by się z nimi utożsamiać.

Nie masz wrażenia, że w Koronie generalnie brakuje postaci, z którymi można się utożsamiać? Z kim ty jako potencjalny 15-letni kibic mógłbyś się utożsamiać?

Na pewno jest z tym problem. Roszady, wiadomo, z jednej strony zmiany w klubie są potrzebne i nie jest to przypisane tylko do Korony, bo zmian w ekstraklasowych drużynach generalnie jest bardzo dużo. Na plakacie jesień 2017, gdy dołączałem do klubu, z 28-osobowej kadry i sztabu szkoleniowego-medycznego zostały może cztery osoby. To naprawdę duże roszady. Kiedy kończyliśmy tamten sezon na piątym miejscu, drużyna była konsekwentnie… Nie wiem, czy osłabiana, choć wyniki pokazują, że tak. Na pewno była wymieniana co rok. Ciężko budować coś konkretnego, jeśli co chwilę musisz zaczynać od nowa. Utożsamianie się z zawodnikami? Myślę, że najważniejszym czynnikiem są wyniki i określony styl gry. Aktualnie, od jakiegoś czasu, brakuje jednego i drugiego.

Czujesz, że trochę marnujesz się w Koronie Kielce? Nie miałeś nadziei podczas okienka transferowego, że może coś się wydarzy?

Ciężko mówić. Były rozmowy w tym okienku, poprzednim, jeszcze poprzednim. Nadal jestem w Koronie, mam kontrakt jeszcze rok i zobaczymy, co się wydarzy później, czy to zimą, czy po zakończeniu sezonu. Aktualnie skupiam się na tym, żeby zrobić co w mojej mocy, by podnieść drużynę i wyjść z kryzysu. Nadzieja umiera ostatnia – tak się mówi, ale w Ekstraklasie to się potęguje, bo gra się seriami. Złapiesz określoną formę i nie potrzebujesz grać nie wiadomo jakiej piłki, tylko konsekwentnie bronić, zapierdzielać ile się da i przy odrobinie szczęścia na początek możesz zdobywać punkty.

Wierzę w chłopaków, których mamy, potencjał niewątpliwie jest. Statystyka jest miażdżąca: w dwóch ostatnich meczach nie potrafiliśmy oddać celnego strzału. Nikt mi nie powie, że ofensywni zawodnicy – nie mówię o samych napastnikach, ja też mogę uderzyć na bramkę jako defensywny pomocnik – tego nie potrafią. Problem jest w pewności siebie. Zdarzają nam się takie mecze, jak ten ostatni z Jagiellonią – przez pierwsze 45 minut, umówmy się, nie było to wielkie spotkanie, gra toczyła się głównie w okolicach środkowego koła, nie było sytuacji i nagle dostajemy ze stałego fragmentu, a uczulamy się przed meczem, że stały fragment to w ostatnich tygodniach groźna broń Jagiellonii, szczególnie w wykonaniu Ivana Runje. Dostajesz taką szpilkę w twój balonik, wychodzisz na drugą połowę, dostajesz drugą bramkę, powietrze ucieka. Jesteśmy w takim momencie, że idzie nam jak nie powiem komu w deszcz.

KIELCE 28.07.2019 MECZ 2. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20: KORONA KIELCE - LEGIA WARSZAWA --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: KORONA KIELCE - LEGIA WARSAW JAKUB ZUBROWSKI DOMAGOJ ANTOLIC FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Siłą Korony zawsze była dobra atmosfera. Wszyscy was stawiali jako głównego kandydata do spadku, a wy sprzeciwialiście się tłumowi. Teraz nie widać tej atmosfery. Sam mówiłeś u Izy Koprowiak, że nie ma zbyt wielu Polaków, patrzysz na prawo i lewo i nie masz z kimś wyjść na kawę czy obiad.

Trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy – nie muszę chodzić z dziesięcioma chłopakami na kawę, żebyśmy na boisku dobrze wyglądali. To też działa w drugą stronę – jak będziemy chodzić na tę kawę, nie będzie to znaczyło, że będziemy super grać. Liczy się to, co się pokazuje na boisku. Trzeba wyjść i zapieprzać. Wiadomo, że to w jakiś sposób pomaga, cementuje drużynę i staramy się to robić. Jesteśmy w takiej sytuacji, że trzeba próbować wszystkiego. Nie mówię, że nagle od trzech tygodni zaczęliśmy chodzić na kawę, jak już obracamy się cały czas wokół tej kofeiny…

Może być coś mocniejszego.

To też na pewno się przyda, szczególnie po takich czterech występach. Mamy teraz nowy rozdział do otworzenia pod wodzą nowego trenera. Na tę chwilę jest to trener Grzesik, który dobrze zna klub, zawodników, był wcześniej w sztabie Gino Lettieriego. Fajny gość z określonym warsztatem. Awansował z IV do III ligi z drużyną rezerw, co nigdy nie jest łatwe. Na tę chwilę to dobra decyzja i zobaczymy, kogo zarząd szykuje na miejsce trenera Lettieriego. Jakiś impuls na pewno był tej drużynie potrzebny i mam nadzieję, że z tego dołka będziemy potrafili się wykopać.

Czym najbardziej przegrał trener Lettieri?

Ciężko mi powiedzieć. Można wrzucać dużo rzeczy do ogródka trenerowi, ale wychodziłoby wtedy na to, że ja jako zawodnik próbowałbym się wybielić. Nie przejdzie mi coś takiego przez gardło. Ostatecznie to my wychodzimy na zielone boisko i musimy robić maksa, a myślę, że nie dawaliśmy maksa w ostatnich meczach. Wiele czynników się na to składało, też błędów, które popełniał trener. Odpowiedzialność rozkłada się równomiernie na cały zespół. Trzeba na klatę wziąć to, co trzeba wziąć i uderzyć się w pierś. Każdy z nas w całej kadrze ma swoje za uszami, a trener zapłacił za to głową, no bo tak to zazwyczaj stety niestety wygląda. Na podsumowania i kategoryczne opinie przyjdzie jeszcze czas.

Kręcąc się wokół atmosfery, uwierało cię to, że trener i obcokrajowcy niechętnie uczyli się języka polskiego?

Na pewno by to pomogło w jakimś stopniu. Nie mówię, że każdy musi mówić płynnie w języku polskim, ale żyjąc trzy lata zagranicą, powinieneś łapać jakieś proste słowa, które pomogą ci w życiu codziennym, nawet w restauracji. Zawsze wywołuje to uśmiech u pań, które cię obsługują, u ludzi, których spotkasz na ulicy, z którymi jesteś w stanie wymienić zwyczajne, kurtuazyjne zwroty. W szatni przy takiej wielonarodowości dominującym językiem i tak jest język angielski, zwłaszcza gdy nie masz przymusu z klubu, by zawodnicy uczyli się języka. Nie mam osobiście problemów z komunikacją z chłopakami w drużynie, bo praktycznie wszyscy mówią po angielsku, nowi łapią coś po polsku. Wiadomo, że zawodnicy z Bałkanów mają troszeczkę łatwiej przez dźwięczność języka, reszta – może wyłączając Rodrigo, który porozumiewa się tylko po hiszpańsku – dają radę się porozumiewać.

Jeśli chciałoby się nie tyle rozliczyć trenera, bo to nie moje zadanie, od tego jest zarząd, to jest jedna rzecz. Mieliśmy kadrę zbudowaną dość wcześnie, przy czym trener miał całkowitą władzę nad tym. Na koniec okresu transferowego okazuje się, że potrzebuje jeszcze trzech zawodników. Ci którzy przyszli, a to liczna grupa, odbierają jasny sygnał: trener przeszacował ich umiejętności, może ich nie docenia. Myślę, że tutaj jest też jeden z problemów. Posklejanie tej grupy ludzi w całość to trudne zadanie, które stoi nie tylko przed nami wewnętrznie, lecz także przed nowym trenerem.

Był kiedyś taki wiralowy film, w którym starszy kibic zaczepia Gino Lettieriego i go chwali. Jakby dziś podszedł do ciebie taki kibic i zapytał “Kuba, gdzie upatrywać nadziei?”, co byś odpowiedział?

Że nie z takiej dupy już wychodziliśmy. W sezonie, w którym wracałem do Korony, był zażegnany jeszcze większy kryzys. Korona zaliczyła serię sześciu porażek z rzędu, przegrywała 0:6 z Cracovią, 0:4 z Ruchem czy Górnikiem Łęczna. Ciężki moment, a udało się to dźwignąć. Myślę, że teraz też uda nam się tę sytuację odwrócić. Jak mówiłem – Ekstraklasa to liga, w której wygrywasz 2-3 mecze z rzędu i karta się odwraca. Żadna z drużyn nie punktuje regularnie, każdy je gubi. Jak złapiesz serię, możesz się bardzo szybko wygrzebać z dołka. A później jest próba charakteru.

Z czego wynika kryzys przebiegniętych kilometrów na mecz? Pokonujecie średnio 105,5 km na spotkanie, to najgorszy wynik w lidze. Pierwszy ŁKS przebiega 118 km, choć też za dużo mu to nie daje.

Jest jedną pozycję nad nami i ma tyle samo punktów. W zeszłym sezonie 30% drużyn, które przebiegały więcej, wygrywało mecze. Samo bieganie nie wygrywa spotkań. Nie tutaj jest nasz główny problem, ale na pewno jeden z problemów. To, że ktoś przebiegnie mniej od przeciwnika to nie jest najistotniejsze, duży wpływ ma na to przebieg meczu, posiadanie piłki, prowadzenie gry. Problem pojawia się wtedy, gdy wynik kręci się koło 100 km na mecz. Wtedy przypada na 8-9 km na zawodnika, zaczyna się już zapalać lampka i trzeba szukać przyczyn. Nie wiem czy błąd został gdzieś popełniony w przygotowaniach. Nie raz jest to podnoszone i głupio o tym gadać, bo każdy z nas jest zdrowym chłopem, dostaje pieniądze za to by biegać, więc ma do tego określone predyspozycje. Poziom ligi nie jest może najwyższy, ale kilometry nie odbiegają od topowych lig, przynajmniej jeśli chodzi o dystans, bo wiadomo, że w najlepszych ligach różnicę robią sprinty i intensywność. Za dużo w naszej piłce się mówi o tym mitycznym przygotowaniu. Zawsze jak jakaś drużyna jest w dołku mówi się o tym, że jest źle przygotowana, a nie to jest solą piłki.

Rozmawiali WESZŁOPOLSCY

Fot. FotoPyK / 400mm.pl

Jeśli wpłacisz 50 złotych, dostaniesz dodatkową stówkę i na grę będziesz miał 150 złociszy. Jeśli wpłacisz stówkę, otrzymasz 200 złotych i grać będziesz mógł za 300. Bonus 200% od pierwszego depozytu, aż do 200 złotych w ETOTO! 

etoto

KOMENTARZE (7)