post Avatar

Opublikowane 31.08.2019 12:53 przez

redakcja

W roczniku 1997 Lecha Poznań były trzy perełki – Dawid Kownacki, Miłosz Kozak i Robert Janicki. Każdy poszedł inną drogą. Kownacki dziś gra w Bundeslidze, Kozak swego czasu czmychnął do Legii i dziś gra w Głogowie. A Janicki? Do rezerw Kolejorza nawet nie trafił. Z juniorów wyjechał do Hoffenheim, gdzie trenował na Footbonaucie, pracował pod okiem Juliana Nagelsmanna, zdobył wicemistrzostwo Niemiec U19. Dziś jest liderem Warty Poznań, jednej z rewelacji początku sezonu w I lidze.

Dlaczego odszedł z Lecha? Czy Hoffenheim można przejechać w trzy minuty rowerem? Komu wygrażał Nagelsmann? Jakimi maszynami rozwija się decyzyjność u młodych piłkarzy w akademii Hoffenheim? Dlaczego w pewnym momencie pił częściej kawę z menadżerami niż trenował? Jak wyglądało robienie z Wartą awansu za półdarmo? Gdzie jest jego sufit?

***

Jak dzisiaj patrzysz na ten wyjazd z Polski do Hoffenheim? Patrzysz na to z takiej perspektywy, że spróbowałeś czegoś innego i zobaczyłeś inny świat? Czy jednak żałujesz, bo może mogłeś iść drogą Kownackiego, Jóźwiaka czy Gumnego?

Wyjechałem i oczy mi się otworzyły. Opuszczałem topową akademię w Polsce, zaplecze szkoleniowe i infrastruktura było już we Wronkach na naprawdę wysokim poziomie. Ale gdy trafiłem do Niemiec, to złapałem się za głowę. Footbonaut, niesamowite zaplecze, poziom gry, podejście do szkolenia… Ośrodek treningowy nie jest w Hoffenheim, bo – tak pół żartem, pół serio – to nie wiem, czy by się w Hoffenheim zmieścił.

Jak tam to wyglądało?

W samym Hoffenheim jest tylko ośrodek dla U17 i U19. Zuzenhausen – tam mieści się cała baza szkoleniowa. Hoffe to malutkie miasteczko, rowerem przejeżdżasz w dwie minuty i na żadnych światłach się nie zatrzymujesz. I tam ta baza wrażenia nie robi. Ale oczy otwierają się szeroko, gdy zajeżdżasz do tego centrum treningowego. I z tego względu uważam, że to była świetna przygoda. Dzisiaj myślę, że to był dobry ruch. Jasne, mam gdzieś z tyłu głowy to, że być może dzisiaj miałbym występy w Ekstraklasie. Ale z drugiej strony – różnie to mogło wyglądać, mogłem się odbić od pierwszej drużyny i zostać na lata w rezerwach. Robię sobie czasami takie podsumowania i nie żałuję. Oczywiście, to nie potoczyło się tak, jak bym chciał. Bo gdybym zrealizował swoje plany i marzenia, to biegałbym dziś za Lewandowskim na dziesiątce. Niemniej dużo się nauczyłem. Trenowałem pod okiem Juliana Nagelsmanna, zagrałem w sparingu pierwszej drużyny z Demirbayem i Vargasem.

Eugen Polanski też wtedy grał?

Nie, Eugen miał wtedy jakiś trening wyrównawczy. Obok niego się przebierałem, ale to był tak właściwie jedyny kontakt z nim. Szybka gadka, „jestem z Polski”, „fajnie, fajnie”. Wcześniej miałem dobry kontakt z Leonem Jankowskim, bramkarzem, który pomagał mi z wieloma rzeczami na miejscu. On odszedł i zostałem sam.

Okej, ale odszedłeś z akademii we Wronkach, bo nie zaufałeś tym wizjom, które rysował przed tobą Lech. Jak wyglądała ta „ścieżka rozwoju”, którą pokazali ci w klubie?

Miałem rozmowę z trenerem Ivanem Djurdjeviciem. Wtedy Patryka Kniata w rezerwach zastępował właśnie Djuka. Spotkaliśmy się z trenerem, moimi rodzicami i moim agentem. To było tak, że Djurdjević mówił – „mam na ciebie plan, zaczniesz w rezerwach, może za rok, może za dwa dostaniesz szansę w pierwszym zespole”. Namawiał mnie, ale dla mnie kluczowe było to, że sezon miałem zacząć z rezerwami. A chciałem zacząć z pierwszym zespołem. Nie mówię pod kątem tego, że chciałem od razu wchodzić za Darko Jevticia na zmianę od pierwszej kolejki. Nie, nie, kompletnie nie o to chodzi. Chciałem pojechać chociażby na obóz z pierwszą drużyną, bo wcześniej trener Maciej Skorża zapraszał mnie na treningi z „jedynką”. Ale skoro perspektywa była taka, że miałbym grać przez rok czy dwa w rezerwach, a pojawiła się opcja wyjazdu do Hoffenheim, to zdecydowałem się na ten zachód.

WARSZAWA 17.06.2015 PIERWSZY FINALOWY MECZ MISTRZOSTW POLSKI CENTRALNA LIGA JUNIOROW CLJ SEZON 2014/15 --- CENTRAL JUNIORS LEAGUE FIRST LEG POLISH CHAMPIONSHIP FINAL MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - LECH POZNAN RAFAL MAKOWSKI ROBERT JANICKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Czym się różni granie w Polsce i granie w Niemczech?

Szybkością podejmowania decyzji.

W Polsce zdecydowana większość piłkarzy jest technicznie wyszkolona na podobnym poziomie. Tak samo przyjmują piłkę, tak samo potrafią ją kopnąć. Różnicę robią te perełki…

Ramirez, Jevtić, Imaz…

Tak. Ale gdy oglądasz ligi zachodnie, to tam gra toczy się szybciej. Piłkarz potrzebuje mniej czasu na zagranie piłki, na pchnięcie akcji dalej.

Zgadza się. I ktokolwiek mnie pyta o to, czym się różni niemiecka piłka od naszej, to fakt, że tam się wszystko dzieje zdecydowanie szybciej.

Uderzyło cię to na pierwszym treningu?

Pierwszym treningu? Ja przez pierwszy miesiąc chowałem się za kolegami na treningach. Uciekałem od piłki, bo co dostałem podanie, to miałem na plecach dwóch gości. Albo nie miałem, bo leżałem już na ziemi. Wiesz, ja wyjeżdżałem z przeświadczeniem, że potrafię grać w piłkę. Wyróżniałem się w juniorach młodszych i starszych, zajmowaliśmy najwyższe miejsca w Polsce, strzelałem gole i asystowałem w meczach z najlepszymi. W finale CLJ przed wyjazdem zdobyłem dwie bramki. A tu… miesiąc bez piłki. Niby wychodziłem na pozycję, a stałem za chłopem. Za długo trzymałem piłkę. Potrzebowałem czasu, żeby się do tego zaadoptować. I w debiucie strzeliłem trzy gole. Ale dzisiaj jak patrzę sobie na Serie A, Bundesligę czy Premier League, to tam nie ma niepotrzebnych ruchów.

Niemcy po nieudanym mundialu w Rosji zorganizowali konferencję z udziałem Joachima Loewa i Oliviera Bierhoffa. Jako jedną z przyczyn tej klęski wskazywali na to, że właśnie zbyt wolno podejmowali decyzje. Na MŚ 2014 decyzję o podaniu podejmowali w ciągu 1,19 sekundy, w Rosji potrzebowali na to 1,5 sekundy.

No właśnie. W Lechu zwracał mi na to uwagę jeden z analityków. On pokazywał z kolei przykład angielskich akademii i porównywał to z tym, jak graliśmy w Kolejorzu. I też wyszło, że zdecydowanie za dużo czasu potrzebujemy na podjęcie decyzji i wykonanie ruchu. Takie granie, że jeden bierze piłkę i idzie w drybling z dwoma rywalami, to można uskuteczniać na orliku. Jasne, na skrzydle musisz czasami zrobić przewagę, pójść w drybling, wygrać pojedynek. Ale akcje budujesz tym, że grasz jak najdokładniej w możliwie jak najkrótszym czasie. W Hoffenheim w U19 zdobyliśmy wicemistrzostwo, przegraliśmy z Borussią Dortmund, w U23 czwarte czy piąte miejsce. Więc mówimy o topie. Ale jeśli obejrzałbyś te nasze mecze, to zauważyłbyś, że cała przewaga brała się z tego, że graliśmy szybko.

I właśnie tę decyzyjność trenuje się na Footbonaucie?

Tak. Może niektórzy nie wiedzą, ale to taka maszyna, w której zamykają cię w takim dużym kwadracie, z różnych miejsc w ścianie wypada piłka i masz jak najszybciej zagrać ją w określone miejsce. Opcji masz multum, serio, kosmiczna liczba wariantów. Czy ma być sygnał dźwiękowy, jaki kolor podświetleń, na jakieś wysokości bramki, czy ma być dźwięk kibiców lecący z głośników… Ja tam wchodziłem jak do Disneylandu. Kojarzysz te opcje treningowe w FIFIE?

Tak, arena i gry treningowe.

No to tak to wyglądało. Dostajesz do ręki tablet, ustawiasz sobie te wszystkie opcje i trenujesz, ale nie z padem w ręce, tylko na serio. Nawet po naprawdę wymagającym treningu chodziliśmy tam, by śrubować swoje rekordy. Bo po treningu dostajesz wykaz skuteczności, szybkości i kilku innych czynników.

Pilka nozna. Fortuna I liga. Garbarnia Krakow - Warta Poznan. 17.11.2018

W Hoffenheim jest dużo takich ćwiczeń pod percepcje, czas reakcji, decyzyjność?

Tak, kładą na to nacisk normalnie w grach i treningach, ale same te umiejętności możesz szlifować na tych maszynach. Było jeszcze takie urządzenie do trenowania spostrzegawczości i podzielności uwagi. Sadzali cię przed takim dużym zaokrąglonym ekranem, na nim pokazują się piłkarze na czerwono i na żółto. Załóżmy, że jest ich dwunastu. Podświetlają ci dwóch z nich, na początku z numerami, no i masz ich zapamiętać i obserwować. Numery znikają, a oni się przemieszczają po całym ekranie, przesuwają się za przeciwnikami, od lewej do prawej, jak w tej grze, gdzie chowasz kulkę pod kubkiem i masz zapamiętać który to. Nagle wszystko się zatrzymuje i masz wskazać tych, których na początku ci podświetlili. Pamiętam, że na to myślenie byłem dobry. Gorzej, że później mnie na boisko wypuścili. (śmiech)

Coś jeszcze trenowaliście w takich warunkach?

Nie pamiętam dokładnie jak to przebiegało, ale były też takie zajęcia na refleks z ruchomą kropką. Ale to była nauka i praca przez zabawę. Przypominało trochę to Centrum Nauki Kopernika w Warszawie.

A nacisk na indywidualizację w treningów? Bo mówi się, że u nas to kuleje.

Oj, tam jest bardzo wyraźny. Jest nawet osobny trener typowo pod trening indywidualny. Jak potrzebowałeś coś podszlifować, to szedłeś w poniedziałek do trenera i pytałeś kiedy jest wolny Romero. Dostawałeś wolne terminy, wpisywałeś się i miałeś wtedy trening indywidualny. I każdy z chłopaków się zapisywał, więc roboty miał mnóstwo. Z napastnikami pracował nad wykończeniem z pierwszej piłki, z obrońcami katowali przerzuty… Mi na każdej rozgrzewce kazał grać takie cięte podania lewą nogą.

A wyjeżdżałeś jako gość, który gdy miał zagrać lewą, to szukał „krzyżaka” albo zagrania zewniakiem z prawej nogi.

No tak było. Trochę to potrwało, ale dzisiaj mogę zagrać taką piłkę w punkt z lewej nogi. A tak jak mówisz – było z tym słabo. Mieli dużo indywidualizacji czysto piłkarskiej, ale też dzielili nas na grupy cztero-pięcioosobowe przy wyjściach na siłownie. Dzielili nas na grupy pod względem zapotrzebowania, deficytów siłowych, obciążeń.

W Lechu już też tak pracują.

Tak, tak, już za mojego czasu w akademii było coś takiego. Nie chcę też, żeby to zabrzmiało tak, że Janicki wyjechał do Hoffenheim i mówi, że w Polsce to wszystko źle i nikt się nie zna. Nie, zupełnie nie. Wiele się w Lechu nauczyłem. Natomiast nie ma co ukrywać – w Niemczech szkolenie jest na wyższym poziomie i pod wieloma względami oczy mi się otworzyły, gdy zobaczyłem jak trenowaliśmy, jak podchodzi się do rozumienia gry, do świadomości piłkarzy.

A było widać już wtedy, że Julian Naglesmann to taki trenerski kozak, że będzie w stanie odrzucić ofertę Realu Madryt?

Mega kozak. Pod względem charakteru i zaangażowania był niesamowity. Podczas trenowania w U19 potrafił wejść na boisko i grozić sędziemu palcem, bo był tak wkręcony. W szatni miał taki posłuch, że to był jakiś kosmos. Ja na początku wszystko nie rozumiałem, ale jak przemawiał, to była taka pompka dla wszystkich, że graliśmy na 120%. Niesamowita charyzma. Była taka sytuacja, gdy graliśmy w U19 z Mainz. Nagelsmann miał konflikt z trenerem pierwszej drużyny Mainz. I ten szkoleniowiec siedział na trybunach, tam było z 40-50 osób. Julian wiedział, że on tam jest. Mecz na styku, wygraliśmy jedną bramką i strzeliliśmy ją w samej końcówce. Nagelsmann oszalał, wygrażał tam w kierunku tego trenera, prawie jak Diego Simeone po meczu z Juventusem.

Okej, spodobało ci się w Niemczech, trenowałeś u świetnego trenera, ale ostatecznie ci nie wyszło. W U19 grałeś, zdobyliście wicemistrzostwo, a w U23 było już gorzej. Ostatecznie wróciłeś po 1,5 roku.

Z czasem już się źle tam czułem. Początki było świetnie – gole, asysty, czułem się świetnie u Nagelsmanna. Później przyszła zmiana trenera – Julian poszedł do pierwszej drużyny, przejął to drugi trener. Matthias Kaltenbach, teraz jest asystentem w pierwszym zespole Hoffe. I od tego momentu widziałem, że on podchodzi do mnie zgoła inaczej. Rzadziej na mnie stawiał. W końcówce sezonu kilka razy musiałem wyjechać do Polski, bo zdawałem maturę. W Niemczech siedziałem na Skype, uczyłem się indywidualnie. Duży szacunek dla nauczycielek z ZSMS-u z Poznania, bo zdałem bez większych problemów, bardzo mi pomogli. Ale wracając do wątku – w maju tak się to zbiegło, że przyjeżdżałem tu na matury, a w Niemczech gra się jak u nas w CLJ. Czyli półfinały, finały. Kaltenbach uważał, że nie nadaję się do gry przez to, że tu przyjeżdżam do Poznania. Odstawił mnie, to mocno zabolało. W finale usiadłem na trybunach.

I wtedy zdecydowałeś, że wracasz?

Może zbyt pochopnie, bo to był tylko jeden trener, który za mną nie przepadał. Może źle zrobiłem. Ale nie czułem też tego, że mógłbym awansować do pierwszej drużyny. Wiedziałem, że to mogą być za wysokie progi wówczas. Powiedziałem swojemu agentowi, że chciałbym zmienić klub. Czyli w połowie dwuletniego wypożyczenia zdecydowałem, że wracam do Polski. Mój menadżer stwierdził, że mogą być problemy, że raczej nie damy rady. Ja byłem zdesperowany, nie chciałem tam wracać. Pojechałem na wakacje do Grecji, odbieram telefon, a tu trener. „Robert, gdzie jesteś, zaczynamy przygotowania do sezonu?”. A ja na to, że mój agent miał z wami rozmawiać i że zmieniam klub. Już wiedziałem, że będzie słabo. Wróciłem do Niemiec i do dziś nie wiem, czemu nie udało się odejść wtedy z Hoffe. Moi menadżerowie widocznie nie podjęli odpowiednich kroków. Wróciłem spóźniony pięć dni, czułem postawioną na mnie krechę. Pograłem jesienią jeszcze w Hoffenheim, zimą powiedzieli mi wprost – jak chcesz, to możesz wrócić do Polski.

Pilka nozna. Puchar Polski. Swit Nowy Dwor Mazowiecki - Olimpia Grudziadz. 22.07.2017

Myślałeś, żeby wrócić w ogóle do Lecha?

Ze strony Lecha wyglądało to tak, jakbym odszedł na transfer definitywny.

Chwila, chwila. Przecież podpisałeś z Lechem trzyletni kontrakt, a później odszedłeś do Hoffenheim na dwuletnie wypożyczenie. Ostatecznie na półtora roku. Więc w Poznaniu miałeś jeszcze połowę z podpisanego kontraktu.

Zero odzewu. W trakcie wyjazdu do Niemiec też nie dostawałem żadnego kontaktu Lechem. Po bramkach, po asystach – nic, jakby nie było chłopa.

Gdy wracałeś z wypożyczenia to miałeś 20 lat, więc taki stary to też znowu nie byłeś…

Chciałbym ci coś powiedzieć na ten temat, ale nie wiem, jak to wyglądało ze strony Lecha. Gdybym dostał jasną wiadomość – nie chcemy cię, chcemy, wypożyczymy cię gdzieś z znowu, pograsz w rezerwach, to okej, wiedziałbym na czym stoję. A nie miałem żadnych wiadomości z klubu na temat mojej przyszłości. Może też mój agent nie miał na tyle dobrych kontaktów z zarządem. Trudno powiedzieć. Skończyło się źle, bo znalazłem się na pół roku w Siedlcach.

Niezły przeskok. Z Hoffenheim do Siedlec.

W pewnym momencie więcej piłem kaw z agentami, którzy proponowali jakiś klub, niż trenowałem. Poszła w świat informacja, że szukam klubu. Zrobiła się totalna karuzela, ale brakowało konkretów. Wreszcie jeden z nich zaproponował, bym potrenował w Pogoni Siedlce, a on będzie szukał klubu. No i tak wyszło, że pojechałem do Siedlec, zagrał w sparingu, oni na to, że bardzo mnie chcą, agent innego klubu nie szuka. Wyglądało to tak, jakbym od początku miał tam zostać. No i zostałem. Stracone pół roku. Sześć miesięcy później byłem już w Olimpii Grudziądz. Zaczęło się dobrze, świetnie się czułem u trenera Jacka Paszulewicza i – trach – złamałem śródstopie. Gdy wróciłem, to był już inny trener, pan Kubicki. Straciłem miejsce w składzie, nie stawiał na mnie. Byłem podłamany, chciałem odejść.

I trafiła się Warta.

Fajnie, że się trafiła. To znaczy „fajnie”… Z dzisiejszej perspektywy, to wyszło zajebiście. Miałem obawy, bo Warta grała wówczas w II lidze i bałem się trochę, że jak coś nie wyjdzie, to już kompletnie zakopię się w niższych ligach. Że jeśli nie pójdzie mi tu, to zaraz wyląduję w III lidze. Po tym poprzednim roku moja pewność siebie spadła. Ale cieszyłem się na ten powrót. Rodzinne miasto, ponadto miałem tu trenera od przygotowania fizycznego, z którym współpracuję od dawna i z którym mogłem teraz się częściej spotykać na treningi. Ułożyłem sobie w głowie nowy start, zacząłem ten etap  z nową energią.

Niemniej w ciągu roku przeniosłeś się z ultranowoczesnego centrum Hoffenheim do Warty, w której przeciekał sufit w budynku klubowym.

Wiesz, ja nie do końca miałem świadomość tego, co w Warcie się dzieje. Gdy trenowałem w Lechu, to z Wartą mierzyliśmy się tylko na początku, gdy miałem te 13-14 lat. Później w juniorach młodszych czy starszych, to Warty na tym poziomie nie było. Więc faktycznie lekki szok przeżyłem, tutaj Footbonauty raczej nie znajdziesz. (śmiech) Ale architektura nie gra.

Awans do I ligi zrobiliście za półdarmo.

I to pokazuje, że mieliśmy i mamy naprawdę fajną ekipę. Może takie trudne momenty potrafią jednoczyć? Były zaległości finansowe, tego nikt nie kryje. Zresztą siedziałeś tu z nami rok temu, gdy trwały rozmowy między państwem Pyżalskich i panem Farjaszewskim, który ostatecznie przejął klub. Ja nie byłem w dramatycznej sytuacji, bo miałem mniej więcej płacone na czas. Były zaległości, ale nie takie, jak mieli inni chłopacy. No i też nie dziwiłem się chłopakom, którzy byli wtedy strasznie zdenerwowani.

Adrian Lis miał łzy w oczach, gdy weszliście do pokoju, gdzie toczyły się rozmowy o przejęciu klubu.

Tak, ale on chyba z pół roku nie widział wypłaty. Starsi zawodnicy mają na głowie rodziny, dzieci, kredyty, mieszkania. Ja byłem na innym etapie w życiu. Inaczej to przyjmowałem. Ale dobrze, że wszystko tak się potoczyło, że klub staje na nogi, że wyglądamy coraz lepiej.

Latem byłem sceptyczny wobec rozstania się z Petrem Nemcem, bo osiągaliście z nim zakładane cele. Ale zmiana trenera i wymiana części zespołu sprawiła, że te mecze Warty wreszcie da się oglądać.

To masz takie same zdanie jak ja, bo moim zdaniem mamy lepszy zespół i teraz jesteśmy lepszym zespołem. Mamy teraz zawodników z większym doświadczeniem. Pokazujemy, że możemy atakować i grać kreatywnie, a nie, że prowadzimy do przerwy 1:0, to zaciągamy hamulec ręczny i okopujemy się w polu karnym.

Powiedziałbym, że przy 1:0 to był nie tylko hamulec ręczny, ale i hamulec awaryjny jak w pociągach.

Pewnie coś w tym jest. Nie chcę też mówić, że za trenera Nemca wszystko było źle, bo przecież utrzymaliśmy się i to bez większej nerwówki. Ale nie ukrywam, że teraz to wygląda znacznie lepiej i to widać też po wynikach. Ja też się czuję lepiej w takiej grze.

Wreszcie nie czujesz się jak siatka na korcie tenisowym, gdy piłka fruwa ci nad głową w jedną i druga stronę.

Już sam fakt, że zostałem najlepszym strzelcem zespołu z pięcioma golami na koncie, klarownie określał nasz styl gry. Przyniosło to swój efekt, zrealizowaliśmy cel. Ale teraz nie gramy już tylko o utrzymanie, gramy ofensywnie, jest z kim pograć w piłkę. Za plecami mam Łukasza Trałkę i Mateusza Kupczaka. Nie jest tak, że nie musimy harować z tyłu, ale czuć zmianę jakościową.

Spodziewałeś się, że tak potoczą się losy tych trzech perełek Lecha z rocznika 1997? Dawid Kownacki gra w Bundeslidze, Miłosz Kozak odbił się od Legii i teraz trafił do Chrobrego Głogów, a ty grasz w Warcie.

Zawsze rywalizowaliśmy bardzo mocno ze sobą w akademii. Między mną i Kownasiem była duża rywalizacja, wymienialiśmy się tytułami króla strzelców. Ale od zawsze wszyscy wiedzieliśmy, że Dawid zajdzie daleko. On najszybciej trafiał do starszych roczników. Ja to rozumiałem, że muszę poczekać, że później tam trafię. Później dojrzewałem fizycznie, byłem zawsze tym najmniejszym. Gdy Dawid grał w pierwszym zespole, to ja miałem jeden występ w rezerwach. I to w Pucharze Polski. Kownaś zrobił karierę i ja też wierzę, że trafię gdzieś wysoko.

To gdzie jest twój sufit?

Mam swój plan na przyszłość. Staram się sobie układać to wszystko w głowie, planować, realizować cele. I może niektórzy popukają się w czoło, ale w perspektywie czterech-pięciu lat widzę się w Serie A.

DAMIAN SMYK

fot. 400mm.pl

Opublikowane 31.08.2019 12:53 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
04.08.2020

Wojciech Szczęsny, czyli najlepszy bramkarz we Włoszech. A może i na świecie?

Wojciech Szczęsny wybrany najlepszym golkiperem w Serie A. Jeśli zastanawiacie się, jak duży postęp zrobiła polska piłka w ostatnich latach, to podpowiedzieć może wam to, że taka wiadomość dziś w zasadzie jest przyjmowana z oczywistością. Że „Tek” jest gwiazdą Juventusu i całej włoskiej ligi? Wiadomo, od kiedy wskoczył między słupki za Gianluigiego Buffona. Pozostaje więc […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Magazyn Lig Egzotycznych – Luksemburg

Ach, jak my lubimy ten program. Ponad godzinka całkowitego oderwania od codzienności. I tym razem nie było inaczej. Czy Legia Warszawa zlekceważyła zespół Dudelange w eliminacjach Ligi Europy w 2018 roku? Czy ŁKS Łódź w obecnej formie miałby szansę na zdobycie mistrzostwa Luksemburga? Adam Kotleszka zaprasza na Magazyn Lig Egzotycznych na Kanale Sportowym, w którym […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Koronawirus tym razem w Lechii. Brak logiki i rozsądku również

Słuchajcie, my mamy tak małe oczekiwania względem polskiej piłki, że czasami wszystko czego chcemy, to logika. Niech jedni z drugimi robią coś logicznie, jak nie wyjdzie, to nie wyjdzie, ale przynajmniej próbowali działać z sensem. Nie po omacku, nie na hurra. Z sensem. Niestety te oczekiwania są chyba na wyrost. Najnowszy dowód? Koronawirus. Zaczęło się […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Korona wraca w ręce miasta, czyli przeżyje

To nie było wcale oczywiste, to nie było wcale łatwe. Korona Kielce przystąpi do rozgrywek I ligi, ba, prawdopodobnie przystąpi do nich z trenerem, kilkunastoma zawodnikami, przy dobrych wiatrach nawet z kibicami na trybunach oraz jakimś logicznym człowiekiem w zarządzie. Dzisiaj zamyka się kwestia dokapitalizowania spółki, ale co ważniejsze – dzisiaj Korona wreszcie uwalnia się […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Stefański: Nikt nie powinien puścić na boisko zawodnika niezbadanego

– Jeśli chodzi o wcześniejsze, a więc obecnie obowiązujące regulacje – tam od początku dużo wytycznych wskazywało na odpowiedzialność lekarzy klubowych. Wprost było powiedziane, że najlepsze procedury nie zwolnią klubu z opracowania własnych. Zadaniem komisji jest przygotowanie wersji – tak, ale to nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności za własne postępowanie. Tak samo w przypadku Wisły […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Ekstraklasa jak zwykle traci indywidualności. Felix na testach medycznych w Sivassporze

Zawsze to jakaś radość, gdy wyróżniające się postacie z Ekstraklasy zostają w tym naszym grajdole, bo indywidualności mamy tyle, co kot napłakał. A jak jeszcze wyciągają nam je kluby z trzeciej europejskiej ligi, pokazując, że my jesteśmy w czwartej, można się załamać. Dlatego transfery wewnątrz rozgrywek Ramireza, Mladenovicia czy Lopesa były dobrą wiadomością nie tylko […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Finał last minute, koronawirus i walkowery – unikalny finisz ligi rumuńskiej

Przyzwyczailiśmy się już, że w lidze rumuńskiej nic nie jest proste. Może to kwestia wieloletniej działalności takich asów jak Gigi Becali, może to po prostu kwestia biedy w poszczególnych klubach, która przekłada się też na zachowanie władz ligi. Fakty są takie, że raz na jakiś czas dobiegają z tamtego regionu wieści o rzeczach absolutnie niewytłumaczalnych. […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Sitek, Bielica, Benedyczak – jedenastka najlepszych młodzieżowców w I lidze

Przemysław Płacheta, Radosław Majecki, Jakub Łabojko, Jakub Moder, Grzegorz Szymusik… W ostatnich latach wyliczanka młodzieżowców, którzy pokazali się na zapleczu Ekstraklasy była całkiem okazała. Wielu z nich w mniejszym lub większym stopniu zaistniało w najwyższej lidze, dlatego warto przyjrzeć się ich następcom. Którzy przedstawiciele zdolnej młodzieży najlepiej spisywali się w minionym sezonie pierwszej ligi? Przygotowaliśmy […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

Tymczasem w Holandii. Czy będzie otwarcie męskich lig dla piłkarek?

Ma dziewiętnaście lat, nazywa się Ellen Fokkema, jest utalentowaną piłkarką. I za chwilę może pograć w męskiej drużynie VV Foarut. KNVB dała zielone światło. Istotny jest tutaj kontekst. Generalnie w Holandii dozwolone są mieszane drużynki do U19. Historię mają długą – do U12 były dozwolone już w 1986. Po dziesięciu latach podwyższono ten limit wiekowy. […]
04.08.2020
Weszło
04.08.2020

PRASA. Stokowiec odpowiada na zarzuty: „Nie chcę taplać się w szambie”

– Rzeczywiście była w drużynie duża sielanka i spore rozpuszczenie. Myślę, że kibice mieli dosyć takiej bardzo aroganckiej drużyny. […] Mówiąc wprost, nie chciałbym wchodzić do tego szamba i się w nim taplać. Myślę, że nie mam się czego wstydzić, odbudowałem kilku doświadczonych piłkarzy, wprowadziłem wielu młodych – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Piotr Stokowiec, który odpowiada na […]
04.08.2020
Weszło
03.08.2020

Młode wilki na gigancie. Wspomnienie Warty lat dziewięćdziesiątych

Brakowało na proszek do prania, grali na dożynkowym pięćdziesięciotysięczniku. Wychowywali talenty Tomasza Iwana i Macieja Żurawskiego, mieli kapitana z przeszłością w Fenerbahce, a przy tym skład z łapanki, który po zwycięskim debiucie w ekstraklasie krytykował sam trener. Krótki, dwuletni lot Warty wśród najlepszych ćwierć wieku temu to wciąż jednak sporo wniosków także dla dzisiejszych „Zielonych”. […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

I ligę pozamiatał, czas na Ekstraklasę. Bartosz Nowak w Górniku Zabrze

Wiecie, jak to z transferami z pierwszej ligi do Ekstraklasy bywało. Często kogoś chwaliliśmy, często wpychaliśmy go na wyższy szczebel, a okazywało się, że nie do końca tam pasował. Nie zawsze ktoś, kto błyszczał na zapleczu, okazał się równie dużym wzmocnieniem w najwyższej lidze. Ale Bartosz Nowak ze Stali Mielec pozamiatał pierwszą ligę tak, że […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Stal w trzeciej lidze, sprawa Skry w prokuraturze

Jak wiemy, Stal Stalowa Wola bardzo pragnęła pozostać w drugiej lidze, mimo tego, że spadła do trzeciej. Ale sami rozumiecie, jakie mamy czasy – dość pokręcone i różne regulaminowe cuda już widzieliśmy, więc swoich sił spróbowała również Stal, która zaapelowała do PZPN-u o poszerzenie drugiej ligi do dwudziestu zespołów (teraz jest ich dziewiętnaście przez awanse […]
03.08.2020
Włochy
03.08.2020

Znakomity Szczęsny, rozczarowujący Teodorczyk… Jak poszło Polakom w Serie A?

Jak doskonale wiadomo, nie brakowało Polaków w minionym sezonie Serie A. Jest wśród nich mistrz kraju, są zdobywcy Pucharu Włoch, ale są również spadkowicze. Kto zachwycił, kto spełnił oczekiwania, a kto rozczarował i ma za sobą stracony rok? Pokusiliśmy się o małe podsumowanie. Nie braliśmy pod uwagę piłkarzy, którzy w trakcie rozgrywek zmienili ligę, jak […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Biznes po płocku. Nie ma ani 20 tysięcy złotych, ani drużyny

Jak wiadomo, Wisła Płock nie pojechała na zgrupowanie, ponieważ u jednego z zawodników wykryto koronawirusa. To zdarzenie zapoczątkowało medialną ofensywę nowego prezesa płocczan, Tomasza Marca – i nie do końca wiadomo, czy on się chwali, czy żali. Na początek zacytujmy fragment wywiadu z „Przeglądu Sportowego”: – Wybraliśmy więc droższe testy wymazowe głównie dlatego, żeby mieć […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Punkt za Juventusem. Conte zdecydowanie ma na czym budować!

Jeden punkt. Tak niewielkiej różnicy na szczycie Serie A nie było od dawna, więc Inter Mediolan ma powody do radości. Owszem, dorobek całego peletonu potwierdza, że to nie gonitwa była wyjątkowo mocna, ale Stara Dama wyjątkowo słaba. W erze dominacji Juve – czyli w erze trwającej już prawie dekadę – nigdy mistrz nie miał tak lichego […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Marzec: Po rozstaniu ze Stalą Mielec mam bliznę. Ale ona się zagoi

– Przychodząc do Stali mieliśmy jasno określony cel i udało się go zrealizować. Później była euforia, radość. Nie rozmawialiśmy wcześniej o klauzuli zakładającej przedłużenie umowy w przypadku awansu, bo na etapie, gdy trafiałem do Mielca, była fajna atmosfera i zaufałem ludziom. Uznałem, że nie ma o czym rozmawiać, że to normalne w takich relacjach – […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Kowalewski oddaje się do dyspozycji Rady Nadzorczej, ale jest ładnie ubrany

Słyszeliśmy o dziennikarzach śledczych, słyszeliśmy o dziennikarzach modowych, ale nie słyszeliśmy jeszcze o dziennikarzach śledczo-modowych. Dziwne to by było, gdyby Bob Woodward i Carl Bernstein z jednej strony ujawniali niecne działania Nixona, a z drugiej dyskutowali, czy czarny to nowy różowy, czy jednak różowy to nowy czarny. Ale jednak jest taka profesja! Do takich wniosków […]
03.08.2020