Sensacyjne odkrycie Vukovicia: bez napastnika gra się gorzej
Blogi i felietony

Sensacyjne odkrycie Vukovicia: bez napastnika gra się gorzej

Gdyby Legia awansowała do fazy grupowej Ligi Europy, Aleksandar Vuković odleciałby tak daleko, że odkryłby życie na Marsie. Przecież Serb udowodniłby wszystkim: ha, można grać bez napastnika i wejść do Europy, co nie udawało się wielu poprzednikom. Niestety – sensacja! – gra bez napastnika jest dość nieskuteczna i teraz Vuković może cudować co najwyżej w lidze czy Pucharze Polski. Na poziomie poważniejszej piłki drużyny wykorzystują swoje dziewiątki. Nieprawdopodobne, a jednak.

Wszedł Niezgoda i dał Legii życie z przodu. Wziął piłkę, poszedł pole karne, wywalczył rzut rożny. Nie było z tego wszystkiego bramki, ale Legia przeniosła ciężar gry na połowę Rangersów i trwało to parę dłuższych chwil, bo Szkoci nie potrafili wybić piłki. Pierdoła, ale jednak mająca znaczenie. Potem Niezgoda dał się sfaulować, znów wypracował sobie dobrą sytuację i zmusił McGregora do jakiegokolwiek wysiłku.

A Kulenović zmuszał swój zespół do szukania kwadratowych jaj. Ludzie, ci piłkarze to mimo wszystko nie są debile i wiedzą, że gdy mają z przodu kogoś słabszego, to lepiej konstruować akcje bez niego. Lepiej się cofnąć, grać bardziej asekurancko i szukać swojego szczęścia rzadziej. Idę o zakład, że z Niezgodą w pierwszym składzie, którego zmieniłby potem Carlitos, Legia byłaby odważniejsza. Czy by trafiła, czy nie – nie wiem. Różnie to w piłce bywa. Ale dałaby sobie szansę.

Z Kulenoviciem dała sobie szanse na frajerską bramkę. I ją dostała.

Co tak naprawdę przyniosły Legii te czyste konta? Sorry, ale gówno. Nikt o tym nie będzie pamiętał, może statystycy będą się tym jarać. Europa po przerwie reprezentacyjnej zacznie rozgrywki grupowe, a Vuković z Legią zostanie z tym rekordem jak łysy z grzebieniem. W piłce trzeba strzelać bramki i tyle. Vuković swoją drużynę tej możliwości może nie pozbawił, ale znacznie utrudnił jej robotę.

Poza tym – dlaczego choćby na te pięć minut nie wszedł Carlitos? Była zadyma na boisku, była cieszynka Morelosa. Był więc czas, żeby Hiszpana wpuścić. Znów: cholera wie, czy facet by coś strzelił. Pewnie nie, Legia nawet nie podeszła pod pole karne przeciwnika. Ale może Carlitos wyszedłby dryblingiem, dał się sfaulować? Nie dowiemy się. Vuković się uparł, chciał być najmądrzejszy nawet wtedy, gdy wyszedł na kompletnego głupka.

Poza tym tyle się mówiło o idealnej defensywie ekipy Vukovicia… Zwróćcie uwagę na jedną rzecz: Morelos miał dokładnie takie same sytuacje na początku meczu, jak i na końcu. To gdzie była ta znakomita defensywa? Który blok obronny nie wyciągnąłby wniosków i pozwolił dać się zaskoczyć w identyczny sposób dwa razy? Przecież to jest komedia. Z błędów Legii nie potrafili skorzystać Gibraltarczycy, Finowie i Grecy, bo po prostu nie umieli. Przyszedł pierwszy poważniejszy przeciwnik i cóż, udało się.

Trzeba było strzelać u siebie. Trzeba było grać odważniej. Nie szukać kwadratowych jaj, nie wystawiać piłkarza, który do występów na tym poziomie się po prostu nie nadaje. Może za rok Legia wyciągnie wnioski? Chociaż miała to zrobić i po wylocie dwa lata temu, i po wylocie sprzed roku. Więc trudno mi szukać optymizmu, wybaczcie.

Aha, Dudelange gra w pucharach drugi sezon z rzędu.

Pozdrawiam.

KOMENTARZE (51)