Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Mam wrażenie, że o trójkącie Sandro Kulenović – Aleksandar Vuković – Carlitos napisał już każdy, kto w Polsce posiada klawiaturę, a że i ja klawiaturę posiadam, trzeba nadrobić zaległości. Telenowela, która ciągnie się przez cztery rundy europejskich pucharów oraz mecze ligowe pomiędzy nimi, zbliża się pewnie do końca, tak jak i do końca zmierza okienko transferowe, podczas którego Lopez może jeszcze wyfrunąć ku lepszej przyszłości. Czy telenowela czegoś nas nauczyła? Cóż, powinna.

Przede wszystkim: to jak wiadro zimnej wody na głowy wszystkich, którzy sądzą, że na futbolu zjedli zęby i są w stanie po pierwszych trzech ruchach i wypowiedziach odczytać intencje dowolnego trenera czy zawodnika. Otóż nie, sytuacja wokół obsady pozycji napastnika w Legii Warszawa jest jak jedna wielka przypominajka: koledzy, nie wiecie nic. Niby banał i truizm powtarzany przez każdego doświadczonego piłkarza, trenera, a nawet dziennikarza, ale jednak, warto to przypominać, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy wnioski na temat stosunków panujących w drużynie wysnuwa się na podstawie kont, które poszczególni piłkarze obserwują w portalach społecznościowych.

Jasne, w branży pracuje wielu wspaniałych „insajderów”, którzy wiedzą wszystko o szatni dowolnego klubu. Wiedzą, co drugi trener szepnął fizjoterapeucie i w jakich butach chodzi kierownik, ale czy to wystarcza, gdy rozmawiamy o tak złożonym problemie, jak ten z napadem Legii?

Obstaw mecz Legii w ETOTO.

Zrzut ekranu 2019-08-28 o 09.06.29

Przecież tutaj teorii było przynajmniej kilkanaście, a każda brzmiała dość prawdopodobnie, zważywszy na historię tego konkretnego trenera, tych konkretnych napastników i tego konkretnego klubu. Od razu uprzedzam – nie mam zamiaru tutaj włazić na ambonę i rozstrzygać, kto ma rację i czyja wersja była prawdziwa, zwłaszcza, że nie widziałem choćby jednego treningu Legii w tym sezonie. Ale czy naprawdę bylibyśmy zdziwieni, gdyby:

– Legia promowała słabszego, ale młodszego napastnika, ze względu na potencjalne korzyści finansowe?

No nie, nie bylibyśmy zdziwieni, bo to przecież nie jest żadna wiedza tajemna, ani tym bardziej ruch, który stanowiłby w Polsce nowość. Szeroko o takiej zagrywce rozpisywano się, gdy Marcin Robak musiał dzielić czas na murawie z Dawidem Kownackim, a przecież i Sebastian Szymański czy Radosław Majecki zdecydowanie skorzystali na galopujących cenach młodych piłkarzy. Kulenović, wokół którego kręcili się w tym okienku Anglicy z bardzo grubymi portfelami, zapewne byłby jeszcze cenniejszy, gdyby dorzucił parę trafień na europejskich boiskach.

– Carlitos stroił fochy?

Południowy temperament a przy tym historia transferu do Legii Warszawa z Wisły Kraków. W sumie tyle wystarczy, by stwierdzić, że teoria o rzekomej niesubordynacji Hiszpana może zawierać w sobie nieco więcej niż ziarnko prawdy. Czy pewny siebie, wiecznie wyluzowany i grający nieco w poprzek wizji trenera napastnik mógłby pokusić się o jakiś komentarz w stronę młodego szkoleniowca? Mógłby, zdecydowanie.

– Vuković naprawdę cenił pracowitość Kulenovicia?

Są przecież tacy trenerzy, prawda? Czterech obrońców, pięciu pomocników, z czego trzech to tak naprawdę kolejni obrońcy. A na szpicy on. Defensywny napastnik, pierwsza linia obrony, najbardziej wysunięty stoper. Biorąc pod uwagę dość lekkie podejście Carlitosa na przykład do kwestii odpowiedzialności za piłkę (prościej: straty wynikające z nieudanych, zbyt odważnych dryblingów), może faktycznie Vuković uważa Chorwata za bardziej przydatnego do jego filozofii gry? Legia nie gra może szczególnie pięknie, nie strzela tysięcy goli, ale jej defensywna gra i przede wszystkim czysty licznik w pucharach musza robić wrażenie. Wcześniej mogliśmy narzekać, że przeciwnicy to cyrkowcy i listonosze, ale sztycha na Legii nie zrobiło nawet Glasgow Rangers, które przecież rundę wcześniej rozstrzelało Duńczyków. Może więc ten trochę antyfutbolowy styl Vuko potrzebuje trochę antyfutbolowego napastnika i właśnie dlatego z przodu biega Sandro a nie Carlos?

A przecież tu można dopisywać dalej, były przebąkiwania o potrzebie wypracowania pokory u Carlitosa, były jakieś plotki sugerujące, że Legia chce go wypchnąć, bo wierzy w fortunę od Arabów, część osób twierdziła, że Kulenović na treningach jest tylko odrobinę gorszy od Davora Sukera, inna część, że to Carlitos wszystkim działa na nerwy.

W idealnym świecie każdy człowiek wypowiadający się na temat tej sytuacji osobiście wysłuchałby szczerej spowiedzi Vukovicia, Carlitosa oraz wszystkich osób, które mogą w Legii mieć choćby minimalny wpływ na skład. Niestety, z tego co wiem w szczere spowiedzi nie bawi się żaden z zainteresowanych, a nawet jeśli – przecież może się okazać, że również ich perspektywa jest niepełna. Jesteśmy więc skazani na strzępki informacji, łączenie drobnych sygnałów i domysłów, zgadywanki oraz typowania. A za pięć lat może ukazać się biografia któregoś z bohaterów tej telenoweli, która wywróci nasz pogląd na sytuację.

Obstaw awans Legii w ETOTO!

Zrzut ekranu 2019-08-28 o 09.05.56

Przypomnijmy: mowa o obsadzie JEDNEJ pozycji w JEDNYM klubie. Mamy tu ze dwadzieścia różnych teorii, scenariuszy i wytłumaczeń, z których żadnego nie jesteśmy pewni.

Tu chciałem przejść do szerszego, choć niezbyt wesołego wniosku. Skoro mamy problem z odgadnięciem faktycznych motywów i szeroko rozumianego tła działań Vukovicia/Carlitosa, to jak możemy oceniać na przykład wyniki notowane przez Legię? Może wizjonerskie odsunięcie od składu Carlitosa poskutkowało skonsolidowaniem grupy i świetną grą z Rangersami? A może wręcz przeciwnie, zbzikowany trener uwziął się na swoją największą gwiazdę, z którą rozniósłby Szkotów 4:0?

Zgadywanki. Jedne oparte na doświadczeniu, na zebranych informacjach i podsłuchanych rozmowach, inne wyłącznie na rzucie monetą, ale nadal: zostają nam tylko zgadywanki. Co gorsza – to nie jest tak, że Legia jest jakimś wyjątkowo tajemniczym i szczelnym klubem. Wręcz przeciwnie, im dłużej mam okazję obserwować życie szatni i klubu, nawet i naszego malutkiego KTS-u Weszło, tym bardziej widzę, jak wiele rzeczy dzieje się za zamkniętymi drzwiami, za które przejść może ledwie kilka osób. Ile konfliktów bulgocze gdzieś pod dywanami, ile strun jest napiętych do granic wytrzymałości i tylko czeka, by strzelić w najmniej odpowiednim momencie. Ile różnych przyczyn, absolutnie nie do odczytania przez osobę spoza drużyny, może mieć słabszy występ pomocnika, gorszy dzień bramkarza, niespodziewana absencja rozgrywającego.

Nie wiem jak u innych, ale u mnie telenowela z warszawskim atakiem sprawiła, że jeszcze częściej zamiast wykrzykników będę korzystał ze znaków zapytania.

KOMENTARZE (19)