post Avatar

Opublikowane 27.08.2019 07:18 przez

Sebastian Warzecha

Na jednym korcie Serena Williams demolowała Marię Szarapową (6:1, 6:1), na drugim półemeryt, Feliciano Lopez, niespodziewanie ogrywał Taylora Fritza, nadzieję amerykańskiego tenisa, a na trzecim Stan Wawrinka wygrywał swój mecz I rundy. Nas w tym czasie najbardziej interesowały jednak trzy inne spotkania US Open. Złożyło się bowiem tak, że równocześnie mogliśmy w akcji oglądać troje naszych reprezentantów. Niestety, wygrał tylko jeden z nich.

Jako pierwszy na kort wyszedł Hubert Hurkacz. No, pierwszy w nocy naszego czasu. Bo wcześniej swój mecz w ekspresowym tempie wygrała Iga Świątek. Hubert z jednej strony uskrzydlony był historycznym zwycięstwem w turnieju w Winston-Salem, z drugiej tamtymi zawodami z pewnością nieco przytłoczony i zmęczony. Bo nagle wszystkie oczy zwróciły się na niego, błyskały flesze, patrzyli dziennikarze, fani i eksperci. Wszyscy liczyli na to, że Polak znów zagra świetny mecz.

Hubert rozpoczął tak, jakby chciał spełnić ich oczekiwania. W pierwszym secie łatwo przełamał doświadczonego Jeremy’ego Chardy’ego z Francji i bez większych trudów wygrał tę partię. Usprawiedliwione było w tym momencie zastanawianie się nad tym, jak szybko Polak odprawi rywala. Gdybyśmy mieli wówczas cokolwiek w tej kwestii obstawiać, powiedzielibyśmy, że zajmie mu to mniej niż dwie godziny. Bo wyglądał świetnie, a Chardy zdawał się bliski poddania meczu.

Tyle tylko, że potem wszystko się zmieniło. Z każdym kolejnym gemem to Francuz grał lepiej, a Hubert miał coraz większe problemy. Wyrzucał proste piłki, nie wykorzystywał szans, nie potrafił też załapać się na grę przy serwisie rywala. A gdy już mu się to udawało, to zwykle kończyło się błędem. Albo winnerem Chardy’ego. Bo ten zaczął grać jak natchniony, a im dalej w mecz, tym bardziej zbliżał się do poziomu Novaka Djokovicia czy Rogera Federera. Serio, kąty jego zagrań, precyzja i siła kompletnie nas zaskakiwały. Huberta też.

Drugiego seta Polak przegrał łatwo. W trzecim – do tej pory nie wiemy jak – zdołał doprowadzić do tie-breaka, a potem rozstrzygnąć go na swoją korzyść. Liczyliśmy wówczas na to, że to poniesie go to do końcowego zwycięstwa. Tyle tylko, że zamiast dodać mu energii, wygrany set najwidoczniej ją odebrał. Bo w kolejnej partii Huberta równie dobrze mogłoby nie być na korcie. Przegrał ją szybko, ani przez moment nie było mowy o tym, by to on mógł zatriumfować. Pozostało liczyć na to, że wygra na dystansie pięciu setów. A dodajmy, że w głównym cyklu grał tak długi mecz po raz pierwszy. I to akurat wtedy, gdy był zmęczony.

Skończyło się więc tak, jak skończyć się musiało. Choć Hubert walczył do samego końca (obronił nawet piłkę meczową), to ostatecznie jedno przełamanie wystarczyło Chardy’emu do wygrania decydującego seta. Na pocieszenie dla fanów Hurkacza napiszemy jednak istotną rzecz – wygrana w Winston-Salem i porażka w pierwszej rundzie US Open wciąż jest warta więcej punktów rankingowych niż odpuszczenie pierwszego z tych turniejów i dojście do IV rundy (bo tam Polak spotkałby się najprawdopodobniej z Djokoviciem) drugiego z nich. Hubertowi życzymy więc jedynie, żeby z dzisiejszego meczu wyciągnął lekcję, a korzystając z chwili wolnego zdołał sobie solidnie odpocząć. Raz, że na to zasłużył, a dwa, że jeszcze trochę turniejów w tym roku zostało.

Jeszcze w trakcie trwania meczu Hurkacza swoje spotkanie rozpoczęła Magda Fręch. Dla niej sam awans do turnieju głównego był sukcesem. Nigdy wcześniej w Nowym Jorku w nim nie była, a po słabszych występach, jakie w ostatnim czasie notowała, taki wynik trzeba było uznać za rezultat przewyższający wszelkie oczekiwania.

W I rundzie Magda trafiła na Laurę Siegemund, Niemkę, która była już nawet 27. na świecie i wygrywała turnieje rangi WTA. Potrafiła też odprawiać takie zawodniczki jak Simona Halep czy Karolina Pliskova. Gdyby nie kontuzja, której doznała w 2017 roku, być może byłaby dziś zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu. Do meczu z Fręch przystępowała jednak w pełni zdrowa i wiadomo było, że będzie bardzo trudnym wyzwaniem dla młodej Polki (wie coś o tym Agnieszka Radwańska, której z Niemką zdarzyło się przegrać). Tym bardziej, że Siegemund potrafi grać potężnie, a wobec warunków fizycznych i stylu gry Magdy – cierpliwego, spokojnego przebijania piłki – tak mocne uderzenia to zabójcza broń.

Tyle tylko, że u Niemki początkowo nie funkcjonował serwis. To wykorzystywała, biegająca i uwijająca się przy pracy jak mrówka, Magda Fręch. Serio, Polka była na tym korcie dosłownie wszędzie. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby po odpowiednich obliczeniach okazało się, że przebiegła ze dwa razy większy dystans od rywalki. Nie bała się wchodzić w długie wymiany, często skutecznie odpowiadała, sama potrafiła zaatakować. Przede wszystkim jednak: sprawiała, że Siegemund musiała grać idealnie, by wygrywać wymiany. A tej precyzji Niemce brakowało. Podobnie jak wspomnianego serwisu. W pierwszym secie aż trzykrotnie skorzystała z tego Magda Fręch. Musiała tyle razy, bo dopiero przy trzeciej szansie udało jej się nie dopuścić do przełamania powrotnego. Zamiast tego wygrała swojego gema serwisowego i seta, 7:5.

W kolejnych partiach zmienił się jednak obraz gry. Siegemund dostosowała się do warunków narzuconych jej przez Polkę. I zaczęła przeważać. O ile ona miała plan B, a nawet C, o tyle Magdzie chyba nieco go zabrakło. Wciąż trzymała się swojego stylu, który, owszem, pozwalał jej utrzymać się w meczu i walczyć do ostatniej piłki, ale nie zagwarantował zwycięstwa. Choć co jakiś czas pojawiały się szanse na jej korzyść – w trzecim secie wykorzystała nawet break pointa i zaliczyła przełamanie powrotne – to jednak to Niemka stale wydawała się bliższa triumfu. I ostatecznie po taki sięgnęła, ale za występ na nowojorskich kortach, można Magdzie tylko bić brawo. Bo to obecnie przecież zawodniczka z trzeciej setki rankingu. Nie pierwszy raz udowodniła jednak, że potencjał, jaki w niej drzemie, plasuje się w tym notowaniu o wiele wyżej.

Podobnie jak Hubert Hurkacz, tak i Kamil Majchrzak zaliczył pięciosetowe spotkanie. Tyle tylko, że on robił to po raz drugi w swej wielkoszlemowej karierze. Na Australian Open, kilka miesięcy temu, poważnie zagroził Kei Nishikoriemu, ale ostatecznie nie wytrzymał obciążenia i musiał skreczować. Dziś rywalizował z Nicolasem Jarrym i o brakach kondycyjnych nie było już mowy (niech to świadczy o rozwoju Kamila). Chilijczyk to wnuk jednej z tamtejszych gwiazd tenisa, mierzy niemal 2 metry i potężnie serwuje, ale potrafi też pograć z głębi kortu czy przy siatce. Wygrał w tym sezonie turniej w Bastad, a w rankingu bywał już w najlepszej „40”.

Majchrzak niespecjalnie wiele sobie z tych osiągnięć rywala jednak robił i po prostu grał swoje. Nie miał nic do stracenia, bo wcześniej już… nie było go w turnieju. Przegrał w decydującej rundzie kwalifikacji, w drabince głównej znalazł się tylko dlatego, że wycofali się Kevin Anderson i Milos Raonić. Polak wskoczył na miejsce drugiego z nich i walczył o pierwsze zwycięstwo w imprezie tej rangi. Szansę miał ku temu zdecydowanie większą niż przy dwóch poprzednich okazjach (wspomniany Nishikori w Australii i Fernando Verdasco na Wimbledonie).

Od początku meczu było wiadomo, że wielkie znaczenie będzie miała dyspozycja serwisowa Jarry’ego. I Chilijczyk zagrywał bardzo dobrze. Tyle tylko, że Majchrzak niespecjalnie mu ustępował. Może nie notował tylu asów, ale serwisem potrafił ustawiać całe wymiany, bardzo się zresztą ostatnio w tym elemencie poprawił. Obaj doszli więc do tie-breaka pierwszego seta i to dopiero tam załamał się na krótki moment serwis Polaka. Dwa stracone punkty przy własnym podaniu wystarczyły, Jarry zgarnął pierwszą partię. W drugiej szybko Kamila przełamał, ale ostatecznie sam stracił serwis, ku zaskoczeniu wszystkich obecnych. Znów doszło do tie-breaka, ale tym razem swoje szanse wykorzystał Polak. Zrobiło się 1:1 w setach.

Trzeci set zakończył się… trzecim tie-breakiem. W nim Majchrzak rozpoczął świetnie, od prowadzenia 3:0, ale potem przegrał sześć punktów z rzędu. Jarry nie wykorzystał jednak żadnej z trzech piłek setowych, a po chwili nie obronił też tej, którą miał Polak. Zrobiło się 2:1 i nagle z Majchrzakiem stało się dokładnie to samo, co z Hurkaczem przy takim samym wyniku. Jego gra kompletnie się zacięła, nie wychodziło mu nic. Gdyby był robotem, to w jego oczach widzielibyśmy raport o błędach systemu. Rywal skrzętnie to wykorzystał i szybko wygrał seta.

Druga polska pięciosetówka tego dnia – a trzeci mecz rozstrzygający się w decydującym secie – zakończyła się jednak po naszej myśli. Obaj zawodnicy mieli co prawda swoje szanse, ale tę decydującą wykorzystał Majchrzak w dziewiątym gemie. To wtedy przełamał Chilijczyka, wyszedł na prowadzenie 5:4, a po chwili zamknął mecz. Wybuch jego radości – a na co dzień jest raczej spokojnym gościem – najlepiej pokazuje, jak ważne było to dla niego zwycięstwo.

W środę Kamil Majchrzak zmierzy się z Pablo Cuevasem. Doświadczonym tenisistą, niegdyś 19. w rankingu ATP, który jednak nigdy w Nowym Jorku nie wyszedł poza drugą rundę. A skoro to już tradycja, to warto by ją podtrzymać.

Wyniki:

Hubert Hurkacz 6:3, 3:6, 7:6 (8:6), 1:6, 4:6 Jeremy Chardy

Magda Fręch 7:5, 3:6, 4:6 Laura Siegemund

Kamil Majchrzak 6:7 (2:7), 7:6 (7:5), 7:6 (8:6), 1:6, 6:4 Nicolas Jarry

PS. Jedną rzecz warto tu jeszcze dodać. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy na korcie tak zirytowanego swoimi zagraniami Huberta Hurkacza, który rzadko przecież okazuje w trakcie meczu jakiekolwiek emocje. Dziś było inaczej, co pokazuje, jak wielkim wysiłkiem psychicznym było dla niego to spotkanie. A porażka z pewnością jest sporym rozczarowaniem. Hubert miał więc pełne prawo czuć się zły i smutny. Mimo tego nie poszedł od razu do szatni, a przez jakieś 15 minut po zakończeniu meczu rozdawał kibicom autografy i robił sobie z nimi zdjęcia.

I my to szanujemy.

Fot. Newspix

Opublikowane 27.08.2019 07:18 przez

Sebastian Warzecha

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Włochy
05.07.2020

Rzym stracił tożsamość, teraz traci nadzieję. Co czeka amerykańską AS Romę?

Osiem porażek w 2020 roku – a w zasadzie dziewięć, bo remis w derbach to jak porażka – to bilans AS Romy, która przeżywa największy kryzys od lat. Zamiast powrotu na szczyt, Giallorossi muszą się martwić, czy nie wypadną nawet z Ligi Europy. Kibice nie krytykują już pod nosem. Rzymskie uliczki huczą od obelg kierowanych głównie pod […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Na papierze lepszy Piast. Ale z papieru Lavicka robi samolociki

Śląsk rozegra dziś bardzo ważny w kontekście walki o wicemistrzostwo Polski mecz z Piastem. Wiemy, że drużyna z Wrocławia ciągle kręciła się w tym sezonie po górnej połówce tabeli, ale musimy przyznać, że dość długo nie spodziewaliśmy się, że dalej będzie w grze o taki wynik. Dlaczego? Główny powód jest taki, że gdy patrzymy na […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Benedikt Zech – jeden z największych wiosennych zjazdów w Ekstraklasie

Nie napiszemy, że to największy wiosenny spadek formy piłkarza w Ekstraklasie, bo kilku mocnych konkurentów by się znalazło. Na przykład dołujący Jesus Imaz w Jagiellonii. Na pewno jednak Benedikt Zech z Pogoni Szczecin to jeden z tych, którzy w tym roku najbardziej obniżyli loty w porównaniu do rundy jesiennej. Austriak z czołowego stopera stał się […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bruno Fernandes – klucz Manchesteru United do bram Ligi Mistrzów

2 listopada 2019 roku Manchester United przegrał wyjazdowe spotkanie z Bournemouth i osunął się na dziesiąte miejsce w tabeli Premier League. Sporo się wówczas mówiło o konieczności wymiany trenera na Old Trafford, a szanse „Czerwonych Diabłów” na zajęcie w tabeli miejsca gwarantującego udział w Lidze Mistrzów wyglądały naprawdę marnie. Ale sytuacja się zmieniła. Wczoraj podopieczni […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Czy właśnie poznaliśmy mistrza Włoch?

Podobno Milan od dawna nie siada przy jednym stole z tymi, którzy rozdają karty w świecie calcio. Podobno, jednak dziś było inaczej. Dziś każdy, kto tak sądził, dostał od Rossonerich pstryczka w nos. Bo całkiem możliwe, że to właśnie Milan wygrywając na Stadio Olimpico z Lazio jako pierwszy zespół w tym sezonie Serie A, rozstrzygnął losy mistrzowskiego […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Festiwal błędów w wykonaniu Lechii. Gra o puchary będzie ciekawsza

Wiele kart w lidze do rozdania już nie ma, ale walka o puchary – i owszem, ten serial może potrwać do końca. Po części dlatego, że kluczowy w tej układance jest Puchar Polski. Po części dlatego, że o czwarte miejsce, które może być premiowane grą w Europie, walczy wciąż całkiem spora stawka. Wygrana w Gdańsku […]
05.07.2020
Niemcy
04.07.2020

Klasa Lewego, klasa Bayernu. Bayer dodatkiem do finału Pucharu Niemiec

To miał być przyjemny wieczór i dla Bayernu, i dla Roberta Lewandowskiego. Tak też się stało, wszystko poszło zgodnie z planem. Monachijczycy pewnie pokonali Bayer Leverkusen w finale Pucharu Niemiec. W swojej historii sięgnęli po to trofeum po raz dwudziesty. „Lewy” przyczynił się do tego dwoma golami, dzięki czemu pobił życiowy rekord strzelecki w jednym […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Takich skrzydłowych lubimy. Czas zacmokać nad Kamińskim

Trzy gole, jedna asysta i jedno kluczowe podanie – może nie jest to oszołamiający dorobek dla skrzydłowego. Ale jeśli skrzydłowym jest osiemnastolatek, który tak naprawdę regularnie zaczął grać dopiero od wiosny, a jeszcze przez początek rundy grał na boku obrony – wówczas wygląda to już przyzwoicie. Na Jakuba Kamińskiego po prostu aż miło popatrzeć. To […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Warta wysycha, dziś pomogli jej w tym sędziowie

Warta Poznań, choćby chciała, z barażów o Ekstraklasę się nie wypisze. Ma za dużą przewagę, poza pierwszą szóstkę już nie wypadnie. Drużyna z Wielkopolski jednak konsekwentnie oddala się od bezpośredniego awansu. Na domiar złego, dziś została ofiarą chwilowego zaćmienia sędziów, których błędy niestety stają się normą w I lidze po koronawirusowej przerwie. Doliczony czas pierwszej […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Prawa obrona, czyli dziura w legijnej konstrukcji

Legii nie udało się dzisiaj przyklepać mistrzostwa, ale chyba nikt nie ma większych wątpliwości, że tak się stanie. Wojskowi musieliby przegrać wszystko do końca, reszta wygrywać, no, bez szans. Dlatego już teraz trzeba myśleć o eliminacjach do Ligi Mistrzów. I wydaje się nam, że dostrzegamy w tej konstrukcji sporą lukę: mianowicie chodzi nam o prawą […]
04.07.2020
Włochy
04.07.2020

Juventus wygrywa derby. Ronaldo przełamuje się z wolnego

Tyle prób, tyle niepowodzeń, tyle okrzyków frustracji, że kibice Juventusu już chyba przestali wierzyć, że kiedyś to będzie miało swój kres. Odkąd Cristiano Ronaldo przyszedł do Turynu, w Padzie przepłynęły już hektolitry wody, a genialny Portugalczyk wciąż pozostawał bez bramki z rzutu wolnego, choć przecież swojego czasu był uznawany za jednego z najwybitniejszych egzekutorów tego […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Koronacja przełożona. Lech oddaje głos do Gliwic

W ostatnich dniach ludzie związani z Lechem Poznań często wracali do poprzednich spotkań z Legią Warszawa. Narracja była prosta – może i oba przegraliśmy, ale zarówno w październiku, jak i w maju, gorsi od rywala nie byliśmy. Jeśli była to zorganizowana akcja, mająca na celu zbudowanie pewności siebie przed trzecim starciem z liderem Ekstraklasy, trzeba […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Raków tym razem nie dojechał na pierwszą połowę

Jeśli oglądaliście poprzednie mecze Zagłębia i Rakowa w grupie spadkowej, to doskonale wiecie, że chwytając za piloty nie musicie obawiać się o plażowanie. Szczególnie może podobać się Raków i to on był faworytem. Raz, że grał u siebie, dwa – w Zagłębiu brakowało Białka, Żivca i Drazicia (uraz wykluczył go z końcówki sezonu, wrócił  się […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Stal Mielec – Robin Hood I ligi. Ogrywa czołówkę, traci z dołem tabeli

Jak powinien grać lider tabeli w meczach z ekipami, które walczą o utrzymanie? Pewnie, konkretnie, efektownie. I właśnie takich przymiotników nie użyjemy, żeby opisać postawę Stali Mielec, która znów potknęła się w spotkaniu, w którym była zdecydowanym faworytem. Punkt z Mielca wywozi dziś Odra Opole, choć – szczerze mówiąc – drużyna Dietmara Brehmera może być […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Status quo zachowane, Miedź remisuje z Tyskimi

Bardzo fajnie ogląda się w ostatnich tygodniach I ligę, serio. Nie ma w tym krzty ironii, nawet jeśli momentami brakuje defensywnego ogarnięcia czy technicznej dokładności – atrakcyjność zupełnie to rekompensuje. Dzisiaj w Legnicy znów za nami bardzo przyjemne 90 minut: cztery gole, sporo okazji, wymiana ciosów i wynik, który nie daje nam żadnych odpowiedzi przed […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

LIVE: Lechia może zaatakować podium, ale woli spacerować

W Warszawie pewnie czuć już przyjemne podniecenie przed wieczorem. Legia nawet w przypadku remisu przyklepie dziś mistrzostwo Polski. Ale zanim przeniesiemy się do Poznania, to najpierw przystaweczka – starcie Rakowa z Zagłębiem, czyli największych przegranych (?) rundy zasadniczej. A po klasku w Poznaniu jeszcze przeniesiemy się do Gdańska, żeby zerknąć na to, czy Lechia z […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Drugi spadek z rzędu? Zagłębie Sosnowiec pomyliło kierunki

Trzy mecze bez zwycięstwa, trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Zagłębie Sosnowiec zmieniało trenera i skrycie marzyło o wskoczeniu do grupy, która powalczy o awans w barażach. Marzenia zweryfikowało jednak życie, bo nawet mimo płaskiej tabeli, sosnowiczanom bliżej dziś do gry o utrzymanie niż o promocję. Co dzieje się w Sosnowcu i czy faktycznie kibice […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Lech Poznań, czyli tęsknota za byciem Miauczyńskimi

Czy komuś się to podoba, czy nie – czas duopolu legijno-lechowego był najciekawszym okresem w Ekstraklasie ostatniego dziesięciolecia. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Podbieranie sobie piłkarzy, wyścigi na szpileczki, Leśnodorski wytykający palcami błędy Lecha, Klimczak śmiejący się z podklejaniem gumą stołu przez Leśnodorskiego. Ale duopolu już nie ma. Jest monopol. I nawet […]
04.07.2020