Nie szukam kontrowersji. Skupiam się na swojej robocie
Weszło

Nie szukam kontrowersji. Skupiam się na swojej robocie

Vitezslav Lavicka to bez wątpienia trenerskie objawienie 2019 roku w lidze, choć ciężko mówić o objawieniu, skoro mamy do czynienia z topowym czeskim szkoleniowcem, który dopiero co pracował z kadrą U-21, a w swoim CV ma takie kluby jak Sparta Praga czy Sydney FC. Jak w ogóle znalazł się w Śląsku? Dlaczego nie szuka kontrowersji? Jak wygląda jego filozofia? Zapraszamy. 

Jest pan cierpliwym trenerem?

Myślę, że tak.

Gdyby pan bardziej cierpliwie podszedł do swojej kariery, mógłby pan liczyć na oferty z topowych drużyn czeskiej ligi? Wszyscy się zastanawiamy, jak to się stało, że trener z takim CV przyszedł do Ekstraklasy, do klubu, który w ostatnich latach nie był w czołówce.

Dlatego, że to dla mnie duże wyzwanie, a ja w swojej pracy kocham wyzwania. Zakończyłem w grudniu zeszłego roku pracę w reprezentacji młodzieżowej U-21. Przyszła oferta z Polski, dla mnie było to wyzwanie.

Wyzwaniem nie byłaby gra o puchary z czołowym czeskim zespołem?

Walczyłem już o nie wcześniej w Sparcie czy Slovanie Liberec, także w Australii. Teraz idę do drużyny, która nie jest w topie, ale ma możliwości, by zrobić progres. I dlatego poczułem to wyzwanie. Wszyscy wiemy, jak trudny był dla nas wszystkich poprzedni sezon. Wykonaliśmy dużo pracy, by utrzymać się Ekstraklasie. Ale teraz idzie lepiej. Pracujemy, zrobiliśmy zmiany w klubie, początek nowego sezonu to dobry impuls dla nas wszystkich w klubie, drużynie, w mieście.

Nie miałby pan problemu z podjęciem pracy w czołowym czeskim klubie, gdyby chciał pan w nim pracować?

Pracowałem w Sparcie, grałem w niej też jako zawodnik wiele lat w temu. Urodziłem się w Pilznie, więc jestem związany z tym miastem, ale moje serce jest w Sparcie, która ma dobrego trenera. Życzę jej wszystkiego dobrego, ale teraz moje wyzwanie jest tutaj w Polsce. Daję wszystko, by Śląsk szedł w górę.

Dlaczego nie poczuł pan tego wyzwania w Zagłębiu Lubin?

To wiecie? Ja jestem zadowolony, że przyszły dwie takie interesujące propozycje z Ekstraklasy. Wiem, że Zagłębie Lubin się mną interesowało. Udałem się zobaczyć miasto, akademię, stadion. Prowadziliśmy rozmowy. Większe wyzwanie poczułem w Śląsku.

Nie bał się pan, że trafia do klubu, który jest niestabilny? Jeszcze wtedy Śląsk Wrocław oznaczał ciągłą karuzelę trenerów, prezesów, dyrektorów sportowych.

Przed przyjęciem oferty zebrałem dużo informacji i wiedziałem oczywiście o tym wszystkim. Ale wiedziałem też, że nowi ludzie odpowiadający za Śląsk mają historię, zrobili w przeszłości dużo dla tego klubu. Informacje zbierałem od ludzi, którzy tu pracowali jak Stanislav Levy.

Legenda Śląska!

Legenda wrocławska, tak. Przekazał mi dużo informacji. Zebrałem wszystko w jedną mozaikę i widząc ją na koniec zdecydowałem, że chcę podpisać kontrakt ze Śląskiem.

Jak rekomendował Śląsk Stanislav Levy?

Mówił, że to dobry klub, który ma swoje problemy, ale ma i swoje ambicje na przyszłość.Konsultowałem się także z innym byłym trenerem Śląska, Lubosem Kubikiem – on również wypowiadał się pozytywnie o możliwości pracy we Wrocławiu. Oprócz tego dużo rozmawiałem z dyrektorem Sztylką oraz prezesami Waśniewskim i Bochnakiem. Powiedzieli mi o wszystkim, dzięki czemu decyzja była dużo łatwiejsza. 

Utarło się u nas, że trener musi mieć wielką charyzmę. Niektórzy twierdzą, że charyzma to krzyk, tak zwana twarda ręka. Zgadza się pan z tą stereotypową opinią polskiego kibica?

Nie zgadzam. Charyzma to nie jest krzyk. Jestem trenerem, który jest wymagający dla wszystkich pracowników, zawodników. Ale nie jestem trenerem, który tylko krzykiem będzie pracował na autorytet. Wolę robić to swoimi poczynaniami na boisku, na treningu, podczas analizy. To jest moja filozofia. W profesjonalnej piłce jako trener jestem już 20 lat. Gdy przychodziłem do Śląska, przedstawiłem swoją filozofię pracy w podstawowych punktach, których chcę przestrzegać, by nasza droga była sprawna. W budynku klubowym wisi plansza, na której wypisane są wszystkie punkty mojej wizji.

Znajduje się tam między innymi “radość”, w Śląsku w ostatnich latach było jej bardzo mało. Klubem męczyli się i piłkarze, i kibice.

Sytuacja była bardzo trudna, także w końcówce poprzedniego sezonu, gdy przetrwaliśmy to wszystko razem. Dostawałem bardzo dużo wsparcia od prezesa, wiceprezesa, ludzi z akademii. Jeden drugiego wspierał i pomagał. Przetrwaliśmy punkt załamania i nie poszliśmy jeszcze bardziej w dół, a krok po kroku pniemy się wyżej.

Poczuł pan w którymkolwiek momencie poprzedniego sezonu, że pańska posada jest zagrożona? Wielu prezesów w momencie spadku na piętnastą pozycję dzwoniłoby po nowego trenera.

To ryzyko mojej pracy. Brakuje wyników, trener jest zagrożony. Normalne. Ale nie miałem w Śląsku takiego poczucia. Skupiłem się na pracy, by przygotować drużynę na następny mecz, zrobić dobry wynik, mały krok w górę.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-270-2019-08-23-18_39_24

Jakich sposobów używał pan, by podnieść drużynę? Podobno piłkarze bardzo dobrze zareagowali na film motywacyjny, jaki został nagrany przez ich partnerki i rodzinę.

To był bardzo ważny moment dla nas wszystkich w klubie. Rodziny zawodników, dzieci, żony, zrobiły krótkie wideo dając wsparcie wszystkim chłopakom. Filmik puściliśmy przed meczem w końcówce odprawy. Pozytywna chwila, bardzo dobrze na to zareagowali. Mieliśmy też przed najważniejszymi wiosennymi meczami jeden trening mentalny ze specjalistą. Było to pozytywne. Dostaliśmy wsparcie od akademii, trenerzy i młodzi zawodnicy pomogli pierwszemu zespołowi w trudnych chwilach.

Pan chyba lubi niekonwencjonalne sposoby motywacyjne. W Australii obiecał pan podczas serii bez zwycięstwa, że po wygranej przełamie pan lęk wysokości i wejdzie na Sydney Harbour Bridge, 130-metrowy most.

To nie był mój pomysł, a ludzi z klubu Sydney FC. W pierwszym sezonie wygraliśmy wszystko, ale w drugim doszło do wielu zmian w drużynie i mieliśmy słaby początek. Nie mogliśmy wygrać na wyjeździe. Wymyśliliśmy więc, że jak wygramy na wyjeździe to wejdę na Sydney Harbour Bridge. Impuls dla wszystkich, że jak wygramy, to Lavicka wejdzie na most. W końcu wygraliśmy w Perth, na drugim końcu Australii.

Jak piłkarze zareagowali?

Pozytywnie, ale największy show był dla kibiców i dziennikarzy.

Może w przypadku gorszej serii wejdzie pan na Sky Tower?

Jeszcze tam nie byłem!

Czym jest dla pana charyzma?

Każdy trener musi ją mieć. Moim zdaniem trener ma charyzmę, gdy zachowuje się i pracuje tak, aby zawodnicy i wszyscy ludzie w klubie mieli do niego szacunek. Jednocześnie on jako trener musi oddawać szacunek zawodnikom, sztabowi trenerskiemu, pracownikom, kibicom.

Czuje pan, że kibice na trybunach pana szanują?

Myślę, że tak.

A piłkarzy?

Trzeba popytać piłkarzy. Myślę, że tak.

Jak pan zareagował w sytuacji, gdy kibice pod koniec sezonu obrażali piłkarzy i zabronili jednemu z nich grać w barwach Śląska? Był pan zaskoczony? W Czechach dzieją się też takie rzeczy?

Nie było łatwo, to ekstremalne sytuacje. Wiemy, że kibice nie mogli być zadowoleni z naszych wyników, ale wszystko musi mieć swoje granice. Rozmawiamy się z naszymi kibicami i myślę, że po próbie komunikacji w ostatniej części sezonu wszystko się trochę odwróciło na pozytywną stronę. Trenowałem Spartę, gdzie kibice także są bardzo wymagający.

Ich rozkazy miały wpływ na pana decyzję o odsunięciu Tarasovsa?

Tak nie było. Igors po prostu miał kontuzję. Ale doszły mnie oczywiście słuchy, że kibice nie byli zadowoleni z tego, jak gra. Kończył mu się kontrakt, nie grał w ostatniej części sezonu, lecz głównym powodem była kontuzja.

Kibice zastanawiają się, czemu nie ściągnie pan do Wrocławia jakiegoś uznanego piłkarza z Czech. Rynek czeski odjechał nam już tak daleko, że to nierealne?

Tak nie jest. Śląsk ma określoną politykę i nie chce płacić za dużo pieniędzy za kwotę odstępnego. Mamy bardzo dobry dział skautingu i obserwujemy zawodników w czeskiej lidze. Zawodnik, któremu kończy się kontrakt w czeskiej lidze i oceniamy go pozytywnie, byłby dla nas interesujący. Tak jak z Diego Zivuliciem – nie jest to Czech, ale grał w czeskiej lidze w FC Zlin i Viktorii Pilzno, więc go dobrze znam.

Wielokrotnie podkreślał pan, że przyszedł do Śląska nie po to by od razu zrobić wynik, ale nauczyć systemu, wdrożyć długofalową wizję. Kiedy będzie można powiedzieć, że ten system dobrze funkcjonuje?

Każdy jeden dzień w klubie, każde spotkanie, jest kolejnym krokiem na tej drodze. Chcemy, by zawodnicy i ludzie w klubu czuli filozofię, którą chcemy podążać. To never ending story. Dziś rozumieją ją już w większym stopniu niż na początku mojej pracy, ale sprawa jest otwarta. Ciągle przychodzą przecież nowi zawodnicy.

Na boisku zaczął pan od defensywy. Takie było założenie, by Śląsk dobrze wyglądał przede wszystkim w obronie?

Dla mnie podstawową rzeczą jest organizacja gry. Aktywność w obronie, dobre ustawienie, Świadomość, kiedy atakujemy wysoko, kiedy średnio, kiedy nisko. Aktywność i atak, by bronić, ale nie być biernym. Zawodnicy muszą ze sobą dobrze współpracować. W chwili, gdy przechwycimy piłkę, musimy wiedzieć, kiedy gramy szybkie przejście do kontry, a kiedy spokojnie trzymamy piłkę i budujemy atak. Musimy mieć balans między obroną i atakiem.

Śląsk ma ten balans? O ile defensywa wygląda super, o tyle w dłuższej perspektywie może zabraknąć trochę z przodu.

Tak jest. Dlatego mówimy, że to jest proces. Stale mamy przestrzeń, by wyglądać lepiej w obronie i jeszcze więcej przestrzeni, by lepiej w ataku.

Gdy z klubu odchodzili Robak i Piech, powiedział pan w “Przeglądzie Sportowym”, że wystarczy panu tylko jeden nowy napastnik, bo przecież jest jeszcze Daniel Szczepan, który w zeszłym sezonie prawie nie grał. Podtrzymuje pan ten pogląd czy widziałby pan w kadrze jeszcze jednego napastnika?

To była trudna chwila. Wiedzieliśmy, że Marcin Robak strzela dużo bramek. Nie dogadał się na nowy kontrakt, ale mój pomysł był taki, by go utrzymać jeszcze jeden sezon. Szukaliśmy nowych napastników, skupiliśmy się na kierunku hiszpańskim. Erik Exposito to młody napastnik, ma dobry wzrost, dobrą lewą nogę. Musi się zaadaptować. Nie będzie tak, że przychodzi w jednym tygodniu, a w drugim będzie wielką gwiazdą Ekstraklasy. To proces.

Co jest problemem?

Zawodnik przyszedł z innego kraju, z innego stylu gry. Inaczej się gra w Hiszpanii i w Polsce. Każdy zawodnik potrzebuje czasu na adaptację do nowego zespołu. Pokazał w meczach, w których grał, że się adaptuje. Gdy przychodził, brakowało mu trochę przygotowania fizycznego, ale idzie w górę. Pokazał z Piastem, że potrafi strzelać i potem już zapracował na miejsce w pierwszym składzie. W ataku mamy jeszcze przestrzeń, by robić to lepiej.

KADRIYE 25.01.2019 ZGRUPOWANIE SLASKA WROCLAW W TURCJI - TRENING --- SLASK WROCLAW TRAINING CAMP IN TURKEY VITEZSLAV LAVICKA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jak ważna dla pana jako trenera jest dyplomacja?

To jest mój styl pracy. Mam szacunek i podam rękę drugiemu. Nie jestem tym, który będzie szukał kontrowersji u przeciwnika, sędziów, kibiców. Skupiam się tylko na swojej robocie. To, co mogę zmienić, to tylko moja praca i drużyna Śląska.

Żałował pan kiedykolwiek jakichś słów w mediach?

Czasami trzeba dać mocny przekaz, gdy zawodnik źle wykonuje swoją pracę albo jakieś rzeczy w kubie nie są załatwione tak, jak było to umówione. Wtedy jestem bardzo zły.

Bardziej w codziennej pracy czy w mediach?

W mediach też. Gdy w codziennej pracy coś nie funkcjonuje profesjonalnie, interweniuję.

W którym momencie w Śląsku była najbardziej potrzebna interwencja?

Jedynie, gdy się na coś umówiliśmy, że będzie tak, a na koniec było inaczej. Ale to jest proces i chcemy współpracować coraz lepiej. Jeden przykład – chcę, by wszyscy byli w jednym stroju na treningu. Nie może być tak, że jeden jeden jest w czerwonej koszulce, drugi w zielonej. Niby detal, ale gramy w profesjonalną piłkę, a Ekstraklasa to topowy poziom w Polsce, Śląsk to klub z tradycjami. Każdy z nas reprezentuje klub, miasto i cały Dolny Śląsk. Dlatego musi pracować godnie.

Co pan myśli o trenerach, którzy na konferencjach atakują sędziów albo szukają wymówek?

Nie chcę oceniać innych trenerów. To jest trudna robota. Gdy się wygrywa, wszystko jest kolorowo. Gdy brakuje wyników, nie jest łatwo.

Ile procent trenera Lavicki znamy z wypowiedzi medialnych?

Nie różnie się. Może minimalnie. Musicie się spytać ludzi w klubie, zawodników, moich kolegów. Ja myślę, że się nie różnię.

Cel na ten sezon to po prostu wejście do pierwszej ósemki czy po dobrym początku pojawił się apetyt na coś więcej?

Nasze rozczarowanie z poprzedniego sezonu jest wielkie. Nie chcemy tego więcej. Nie chcę mówić za dużo wielkich rzeczy do mediów. Chcemy grać tak, by z każdym kolejnym meczem iść do góry. Mamy w szatni swój wewnętrzny cel, o którym nie chcemy mówić otwarcie. Chcemy robić tak, by nasza drużyna szła w górę, mecz po meczu. By kibice byli zadowoleni i ludzie w mieście. Reprezentujemy kibiców, klub i region.

Podpisał pan kontrakt na 1,5 roku z opcją przedłużenia. Co musi się stać, by się przedłużył? 1,5 roku z opcją przedłużenia. Co musi się stać, by się przedłużył?

Musimy odnieść sukces. To dobra motywacja dla mnie.

Czym będzie ten sukces?

Im wyżej, tym lepiej.

A co ma pan zapisane w kontrakcie? Pierwsza ósemka?

To już mówicie wy, dziennikarze. Kontrakt to nasza wewnętrzna sprawa.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

lavicka 1

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (2)