Mierzyć wysoko – to powinna być normalność
Weszło

Mierzyć wysoko – to powinna być normalność

Polski biznes coraz chętniej garnie się do futbolu. Rzeszowskie Fibrain to zatrudniający tysiąc ludzi międzynarodowy producent z branży światłowodowej, eksportujący 80% towarów za granicę, a dla którego po wejściu technologii 5G otworzą się jeszcze większe perspektywy.

Od 2018 rodzinna firma państwa Kaliszów weszła również w Stal Rzeszów. Czy z punktu widzenia historii rozwoju firmy można się dziwić, że prezes Rafał Kalisz otwarcie mówi o Ekstraklasie dla Stali w perspektywie kilku lat? Stal dziś to wielce ambitny, uporządkowany klub, mający też fundusze. Pozycja lidera II ligi to nie przypadek.

Screen Shot 08-24-19 at 10.01 AM

Źródło: 90minut.pl

***

Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje? (z Rafałem Kaliszem umówiliśmy się na wywiad o 8 rano – przyp. red.).

Jak się wzięło na siebie odpowiedzialność, to trzeba.

Co panem kierowało, gdy wchodził pan w Stal Rzeszów?

To troszkę dłuższa historia. W 1993 nasza rodzinna firma była niedużą hurtownią elektryczną. Przebranżowiliśmy się dość szybko, na początku stając się dystrybutorem rozwiązań światłowodowych i teleinformatycznych, a później mocno skupiliśmy się na otwieraniu zakładów produkcyjnych. Obecnie eksportujemy osiemdziesiąt procent swoich towarów, zatrudniamy ponad tysiąc ludzi, mamy swój oddział w Meksyku, bo poza Europą nasze wiodące rynki zbytu to Ameryka Łacińska. My się dużych wyzwań nie boimy, zarówno w swojej branży, jak i w piłce.

Od kilku lat, gdy firma się rozrastała, zaczęliśmy udzielać się społecznie. Chcemy zrobić coś dla Rzeszowa, dla Podkarpacia, jesteśmy lokalnymi patriotami. Wspieraliśmy siatkarski klub ASSECO, sponsorujemy sekcję tenisa stołowego, a także gale bokserskie, szczególnie Łukasza Różańskiego. Od kilku lat miasto nas namawiało, by wejść również w piłkę. To jest sport, który daje bardzo dużo emocji. Chcemy, żeby na Podkarpaciu ludzie mieli coś tak fajnego, jak w innych miejscach Polski. W czwartek oglądałem Legię – fajna gra, świetna atmosfera, wydarzenie. Na takie święta zasługuje również Rzeszów. Kibicuję, żeby Legia awansowała, a polska piłka się rozwijała.

Gdy wiosną 2018 weszliśmy w projekt piłkarski Stali, zaczęliśmy gromadzić wiedzę. Zweryfikowaliśmy choćby projekty Benfiki i Dynama Zagrzeb, sam polatałem trochę, byłem w Dynamie, nawiązałem kontakty. Ciekawe jest choćby to, że w tamtejszej akademii stawia się na okołopiłkarskie zajęcia, jak choćby taniec towarzyski czy akrobatykę. Mamy kolejne plany wyjazdowe, z tym, że chodzi o to, aby to był wyjazd faktycznie dający pogłębienie wiedzy, możliwość zajrzenia za kulisy.

Gdzie zamierza się pan wybrać?

Mamy aktualnie kontakt do Borussii Dortmund, to bardzo dobra akademia. Nie ukrywam, że chcielibyśmy też udać się do Ajaksu Amsterdam, a także do topowego pod względem szkolenia klubu w Wielkiej Brytanii, natomiast tu typ wyznaczy dyrektor sportowy z szefami skautingu.

Chcemy szukać niuansów, kruczków, dlaczego najlepsi są – cóż – najlepsi. Nawet jak poznajemy wzorce akademii zagranicznych czy sposób działania klubów, to nie robimy „kopiuj wklej”, tylko wybieramy to, co nas interesuje, by nadać Stali swój charakter, oparty też na naszej tradycji i historii. Chcemy mieć własne DNA. Swój system gry, polegający na ofensywnej piłce. Na razie się udaje, w III lidze strzeliliśmy – wspólnie z Podhalem Nowy Targ – najwięcej bramek, tracąc najmniej. Teraz też to wygląda dobrze, mamy jedenaście goli, gramy ładnie dla oka i stwarzamy dużo sytuacji, co jest zasługą trenera Janusza Niedźwiedzia i jego sztabu.

Nie boi się pan, że na polskiej piłce już niejeden sprawny biznesmen połamał sobie zęby, zbyt ufając metodom, które sprawdzały się w biznesie?

Nie będę udawał, że wiem o piłce wszystko. Dlatego, po pierwsze, dokształcam się. A po drugie, moją maksymą jest zatrudnianie ludzi w danych dziedzinach bardziej kompetentnych ode mnie. To jest klucz. Samemu przecież ani wszystkiemu się nie podoła, ani na wszystkim nie da się znać. Z każdym spotykam się osobiście, chce się poznać, wiedzieć czy te osoby pasują na nasz pokład, a by to wiedzieć warto też wiedzieć jaki jest ktoś na stopie prywatnej.

Bardzo zależało mi, żeby przenieść zasady biznesowe na klub. Wdrożyliśmy system Comarch ERP XL, program księgowo-finansowy, który pomaga w planowaniu finansów, analizować przychody – podejrzewam, że to nie jest na porządku dziennym w niższych ligach. Zatrudniliśmy też pion administracyjny, który usprawnił obieg dokumentów. W projekt zaangażowaliśmy dziesięć osób z grupy Fibrain, bez których nie dałbym rady.

Nie działamy też sami, chcemy integrować środowisko biznesowe na Podkarpaciu i ta symbioza powoli przynosi efekty. Projekt wspiera już ponad 40 firm nie tylko z Podkarpacia czy Polski ale także z Francji, Austrii, Węgier. Budujemy relacje i staramy się dla każdego zarobić tak aby wkład w rozwój klubu sprawiał przyjemność i przynosił wzajemne korzyści. Do najważniejszych firm wspierających nasz klub możemy zaliczyć Grupę Fibrain, JPBE Systeme (Francja), ML System, Hartbex, BorgWarner, Styrobud, Watkem, Greinplast, Toyota Dakar czy na przykład Garden One, firma, która odpowiada za pomoc w utrzymaniu boiska na wysokim poziomie.

Mamy umowę z prywatną kliniką Pro-Familia, która jest naszym kluczowym Partnerem medycznym, a która dba naszych o zawodników pod kątem medycznym oraz realizuje zabiegi, regenerację. Natomiast w hotelu Blue Diamond mamy zapewnioną odnowę biologiczną. Mamy też kontakt z jedną z bardziej liczących się firm na rynku polskim pod względem suplementacji, czyli  firmą Weron Dental, która pomaga przy dobrym prowadzeniu rozwoju zawodników. Wprowadziliśmy kwestie podpatrzone na Zachodzie, a więc sposób analizy meczowej, czy też taki wymowny detal jak śniadanie w klubie. Myślę, że pod względem sztabu i organizacji pracy wokół drużyny jest to bardzo profesjonalnie zorganizowane.

37848467_10156500375172889_1429866317317406720_n

Podczas podpisania umowy z dyrektorem rzeszowskiego szpitala, Radosławem Skibą

Trenerzy w akademii są zatrudnieni na pełnych etatach. Teraz akademia pracowała w godzinach popołudniowych, to był problem, ja chciałbym, żeby dzięki naszej szkole i profesjonalizacji ten dzień zorganizowany był trochę inaczej, a trener o siedemnastej był wolny, dostępny dla rodziny, żeby cieszył się tym życiem poza pracą.

Projektujemy swoje laboratorium badań, odnowy i rozwoju, co ma pomóc w prewencji urazów jak i regeneracji. Wdrożyliśmy system Catapult do weryfikacji codziennego wysiłku zawodników – to system badający wydolność, skoczność, szybkość, kwestie zmęczeniowe. Chcielibyśmy, żeby to było obecne również w akademii, teraz przynajmniej w jakimś wymiarze, na przykład raz na jakiś czas dla każdej z grup.

Od pierwszego września rusza nasza szkoła prywatna działająca przy akademii piłkarskiej. Chcemy, by dzieciaki, których dziś mamy w akademii ponad pięćset, kończąc ją były przede wszystkim mądrymi, uczciwymi i pracowitymi ludźmi, zarówno ze względu na to, że wszyscy w piłce się przecież nie odnajdą, jak i z uwagi na fakt, że w piłce trzeba być mądrym człowiekiem, to nieustanna analiza sytuacji i ułamki sekund na reakcję, w tym kontekście nawet podświadomie pomaga tak wydawałoby się odległa dziedzina jak matematyka czy fizyka. Do tego celu stworzyliśmy kodeks dobrych wartości co to jest Stal. Sam zaangażowałem się w rekrutację nauczycieli, chciałem, by większość była u nas na pełny etat, by nie skakali między placówkami, a mogli cały czas poświęcić się nam. Co ważne, wspiera nas już blisko czterdzieści firm, które również uwierzyły w nasz projekt. Każda klasa będzie miała swój własny patronat. Dzieciaki będą też miały też możliwość praktyk w firmach, choćby w naszym laboratorium – wierzymy, że to pomoże im szybciej dojrzeć.

Uważam, że kwestie fizyczności są mocno rozwinięte w dzisiejszej piłce, ale widzę możliwości poprawy poprzez udział w sportach ogólnorozwojowych, czyli mocnych sekcjach zapasów, akrobatyki, boksu, tenisa. Jeśli dołożymy również takie kilka godzin do grafiku, zwiększa się elastyczność, motoryka, wykształcają się zupełnie inne, a także przydatne w piłce atuty – to widzieliśmy we wspomnianym Dinamie. Niemniej bardzo wierzymy, że wiedza na temat psychologii w futbolu jest mniej zgłębiona niż wiedza na temat rozwoju fizyczności. Tutaj są wielkie pokłady do rozwoju i dlatego zatrudniamy aktualnie czterech psychologów/specjalistów od treningu mentalnego. Chcemy uczyć odpowiedzialności, celnego autooceniania, ale też pracowitości i uczciwości. Można mieć super talent, ale jak nie jest on poparty uczciwością i pracowitością, to wiadomo jak się kończy. Myślimy też o tematach typowo science w temacie akademii, ale o nich nie do końca chcę teraz mówić.

Chociaż jeden?

Badania genetyczne, mające wskazać przyszłe predyspozycje zawodnika, przez co można lepiej wymierzyć obciążenia dla juniora. Przykładowo, jeśli ktoś będzie szybkościowcem, to nie zabijać tej szybkości.

Mogę jeszcze powiedzieć o czymś ze styku naszej branży i futbolu. Zajmujemy się dziś również produkcją innowacyjnego szkła, wykorzystywanego w ogniwach fotowoltaicznych, ale również w szklarniach – to szkło ma inną strukturę chemiczną i lepszą przezierność, przez co lepiej rozprasza światło, a w konsekwencji powodując, że nasłonecznienie jest takie samo u dołu i góry szklarni. Tworzymy przy Stali projekt badawczy, na początku boisko 30×60 pod takim szkłem, być może uda nam się w ten sposób mieć całoroczne boisko z naturalną trawą. Wiadomo, że nie będzie ona mogła być używana tak intensywnie jak sztuczna, ale i tak uważam, że byłoby to zbliżenie nas do Europy Zachodniej.

A jakie są bolączki Stali?

Problemem na pewno jest w tym momencie infrastruktura. Miasto nas wspiera, stadion na pierwszą ligę spokojnie wystarczy, natomiast tak, marzy nam się obiekt na 14-16 tysięcy osób, który żyje przez cały tydzień, ma restaurację, siłownię, dobre zaplecze, loże VIP, lepszą infrastrukturę dla piłkarzy i pracowników klubu i akademii. Takie rozmowy są i miasto jest przygotowane na to, żeby w przyszłości realizować cele, ale za tym muszą iść wyniki sportowe. Natomiast zapewniam: miasto jest otwarte, tylko wszystko musi iść w parze.

Jak jest z boiskami?

Radzimy sobie korzystając z boisk rozsianym po całym Rzeszowie, a jeszcze w gminie Trzebowisko i obiektów Izolatora Boguchwała, ale oczywiście potrzebna jest swoja baza i to aktualnie nasza największa bolączka. Niemniej mamy swoje sposoby: szkoła umiejscowiona jest na rynku, co jest korzystne, bo gdzie kto nie mieszka ma w miarę blisko, ale infrastruktura jest o wiele dalej, więc przyjęliśmy do klubu kierowców i zakupiliśmy autobusy, które będą dzieci wozić. Bolączki są, jak w każdej firmie, natomiast cały czas to poprawiamy. Mamy fajne środowisko ludzi, którzy sami się napędzają. Widzę, że każdy dzień to burza mózgów.

Nie boimy się marzyć. Przyznam, że marzy nam się, aby za dziesięć, dwanaście lat nawiązać do pucharowych tradycji Stali Rzeszów, która grała w Pucharze Zdobywców Pucharu sezonu 75/76. To mocne słowa, zdaję sobie z tego sprawę, pewnie przez niektórych mogą być odbierane krytycznie, ale nasza firma na początku wchodzenia na zagraniczne rynki była kilkanaście tysięcy mniejsza od rywali. Teraz ten dystans znacząco się zmniejszył i choć wciąż jesteśmy mniejsi od innych, to nie w takim stosunku, a my jesteśmy konkurencyjni nawet dla znacznie większych od siebie. Biznes na pewno pozbawił mnie kompleksów w stosunku do zagranicznych podmiotów, nie widzę potrzeby, by nie podchodzić tak również do piłki nożnej. Mierzyć wysoko – to powinna być normalność.

Nie jest też zarazem tak, że bujamy w obłokach – zapewniam, skupiamy się na każdym kroku, który jest przed nami. Mamy plany, mamy – uważam – know how, ale jestem przekonany, że popełnimy też błędy, to nieuniknione. Postaramy się na nich uczyć i być wobec nich, wobec siebie, cierpliwymi. Choć w piłce działam od niedawna, to przecież interesuję się nią od zawsze, w dzieciństwie nawet chodziłem do klasy sportowej, a i do teraz gram w piłkę – wynajmujemy halę, gramy raz w tygodniu z pracownikami. Znam więc element losowości piłki, wiem, że można być lepszym, a jednak przegrać. Można zrobić super organizację, zebrać najlepszych ludzi, ale na boisku nie zawsze może dać to efekty. Natomiast jestem pewien, że na długą metę takie podejście przynosi także konkretny efekt sportowy.

Widzę zagrożenia. Jak zrobić sukces – to tylko jedno wyzwanie. Ale jak zatrzymać zawodników? Jak nie zostać Ziliną, która robi jednorazowo wynik, a potem jest jej trudno wejść na podobny poziom sportowy? Uważam, że pomoże nam czas. Jesteśmy w II lidze. Możemy spokojnie budować. Myślę, że gdybyśmy byli w Ekstraklasie, byłoby dużo większe parcie na wynik, co nie musiałoby okazać się dobre, nie pomogłoby w kładzeniu organizacyjnych fundamentów. Dlatego uważam, że jesteśmy na ten moment naszego rozwoju w optymalnym miejscu.

W biznesie nauczyłem się, że trzeba dążyć krok po kroku. Jak się wymyśli za dużo na raz, to się tematy rozmywają. Pomysły więc są liczne, ale zapewniam: będziemy się na nich skupiać po kolei i szczegółowo. Dlatego ten czas nam sprzyja, bo chcemy zmienić wiele, ale porządnie, na spokojnie.

Czeka pan na derby z Resovią?

Na pewno będzie to ciekawy mecz, ale jak mam patrzeć z punktu widzenia sportowego, to bardziej czekam na spotkanie z Pogonią Szczecin w Pucharze Polski. Bardzo się cieszę na takie losowanie, Pogoń gra świetnie, to będzie okazja sprawdzić się z topową drużyną. A derby z Resovią będą fajnym wydarzeniem dla miasta Rzeszów, dla nas też duże wyzwanie by zapewnić porządek i spokój na meczu, natomiast jest to rywalizacja sportowa. Uważam, że to dobrze dla Rzeszowa, że Resovia fajnie się rozwija, na pewno jest niejedno pole, na którym mielibyśmy wspólne tematy i wspólne stanowisko. Skupiamy się jednak przede wszystkim na sobie.

Ile pan daje Stali na awans do Ekstraklasy?

Powiem tak: trzecia liga była wyzwaniem, bo wchodził wyżej tylko jeden zespół. My byliśmy w całkowitej przebudowie, zmieniliśmy skład, ale też taktykę. Daliśmy sobie więcej czasu na awans, natomiast udało się to w pierwszym roku, po horrorze, ale z happy endem: 2:1 w ostatnim meczu z Podhalem, które wyprzedziliśmy na finiszu. Mecz oglądało siedem tysięcy widzów, co pokazuje jaki jest głód piłki na Podkarpaciu. Kto wie, może więc i plan wejścia do Ekstraklasy uda się zrealizować szybciej, niż zakładamy, niemniej uważam, że różnica między Ekstraklasą a pierwszą ligą jest duża. Trzeba być na to przygotowanym i mieć dużo pokory.

Podoba się panu w piłce?

Tak, poznaje się wielu świetnych ludzi, to też wielkie emocje. Generalnie jestem osobą, która jak za długo się nudzi, to wymyśla sobie jakiś nowy biznes czy przejęcie firmy. Był taki moment, kiedy tego wolnego czasu było może za dużo i ta piłka jest fajnym wyzwaniem.

Ale nie znudzi się panu Stal?

Chcę podkreślić: nie działamy na rok, dwa tylko na dziesięć, dwanaście. Te mniejsze efekty, czyli choćby Ekstraklasa, powinny przyjść w przeciągu czterech, pięciu lat. Nawet jeśli kiedyś przyjdzie zmiana, bo życie może się różnie potoczyć, to tylko wtedy, gdy zbudowany zostanie tutaj mocny klub oparty o prawdziwe wartości jak uczciwość, społeczność, pracowitość czy szacunek do drugiej osoby, służący rzeszowskiej społeczności.

Powiedział pan, że grał w piłkę, a nawet wciąż grywa. Jakim jest pan zawodnikiem?

Pomocnik. Lubię rozegrać, podać, prowadzić szybką piłkę. Raz w tygodniu mamy halę i gramy z pracownikami.

Nie boją się wjechać wślizgiem?

Nie. Staramy się z bratem i siostrą, a także rodzicami zapewnić rodzinną atmosferę w firmie, podstawą jest otwartość i uczciwość. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, dzięki ludziom, którzy tworzą firmę. Niezależnie jakie posiada się możliwości to najważniejszym kapitałem każdej firmy, organizacji zawsze będą dla nas ludzie.

Co pan robi w wolnym czasie?

Tyle spółek na głowie, że tego czasu nie ma dużo, natomiast na pewno lubię rodzinnie spędzać czas. Syn ma 2.5 roku, mamy liczną rodzinę zarówno po mojej jak i żony stronie, więc staramy się spędzać czas bardzo często z w gronie rodzinnym. Pasja to podróżowanie, ale nie bierne, z leżeniem na plaży, tylko wypożyczeniem samochodu i zwiedzaniem na własną rękę. Wiadomo, jak się prowadzi biznes, to lata się po świecie, ale to zupełnie co innego niż wyjazd z rodziną.

Rozmawiał Leszek Milewski

Fot. StalRzeszow.pl

KOMENTARZE (6)