Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Nikt nie powie o tobie więcej prawdy, niż przeciwnik. Tak się składa, że śledzę w miarę uważnie forum Rangers, a dzisiaj Legia u wielu kibiców The Gers urosła o ładnych kilka centymetrów. Powiem wam szczerze: spodziewali się łatwiejszego meczu. Raczej zwycięstwa, przynajmniej bramkowego remisu, a i to pechowego.

Jakie nastroje dominują aktualnie w obozie Rangers? Obawa.

Nie trzęsą portkami, ale rozumieją, że scenariusz, w którym Legia przechodzi dalej, to żadne science fiction. Jeszcze dziś rano większości w The Gers wydawało się, że skoro rozbili Midtjylland, to Legia nie będzie aż tak wielkim wyzwaniem. Teraz?

Legia to, zwyczajnie, dobry zespół.

Legia naprawdę nieźle ruszyła do ataku po przerwie.

Legia swoją lewą stroną przebijała się zdecydowanie za łatwo.

A nawet: „Nie wiem jak ktokolwiek mógł myśleć, że Midtjylland są lepsi od Legii” i „Legia na pewno strzeli bramkę na Ibrox„. W tym samym czasie gdzie indziej „Bramkowy remis i odpadamy. To tak proste. Nie wiem jak ktoś może żartować czy oczekiwać łatwego rewanżu. Legia spokojnie jest w stanie ugrać remis z golem”, względnie „Przypomnijcie sobie nasz rajd do finału Pucharu UEFA. Uwielbialiśmy 0:0 u siebie, bo wiedzieliśmy, że gol na wyjeździe to jak los na loterii. Legia zagra taki sam mecz, strzeli cokolwiek fartem i ma świetną sytuację”.

Będę z wami szczery: spodziewałem się po Legii spotkania niezłego, gry zadziornej, nieźle zorganizowanej w tyłach, ale jednak składającej się na klasyczną w naszych warunkach honorową porażkę, „na zero z przodu, a z tyłu coś wpadnie”. Ofensywę, powiedzmy, że jako tako przewidziałem, bo gola nie ma, ale w sumie i tak muszę wyśmiać sam siebie: Legia stwarzała dzisiaj sytuacje całkiem niezłe i to nie raz, nie dwa, a kilkukrotnie. Gdyby przyjął na początku Kulenović w polu karnym (lub od razu uderzył), gdyby Lewczuk trafił głową, gdyby Luquinhas do swoich świetnych rajdów dołożył trochę celności przy strzale, gdyby, gdyby, gdyby. Niemniej działało to skuteczniej niż z KuPS, a przecież rywal trudniejszy.

To jednak, co było największym zaskoczeniem, to jednak gra obronna. Widać było gołym okiem, że Legia w tej formacji robi spore postępy, ale nie sądziłem, że będzie dziś tak dobrze – Rangersi naprawdę w ostatnich tygodniach ostrzeliwywali rywali, mieli mnóstwo argumentów z przodu. Dzisiaj? Nie zgodzę się, że taki mieli plan na ten mecz, by się cofnąć głęboko. A jeśli nawet szukali kontr, to ile tych kontr faktycznie było? Oczywiście, że mieli ze dwie, trzy okazje, ale na pewno nie lepsze niż Legia, a już na pewno nie liczniejsze. Grając w Europie defensywa jest najistotniejsza, to tu wygrywa się kontrolę nad meczem, nigdzie więcej wyrachowania nie jest potrzebne niż w dwumeczu, gdzie o wszystkim może przesądzić jeden moment. Nie twierdzę, że było dziś bezbłędnie, ale było dostatecznie obiecująco by powiedzieć, że defensywa może być dla tej Legii fundamentem.

Nieźle wygląda też środek pola Cafu-Martins-Gwilia, każdy w tej formacji potrafi zrobić coś z piłką, nikomu nie przeszkadza wrócenie do obrony. Trochę uważam, że brakuje jej jeszcze zgrania, nie funkcjonuje na maksimum potencjału, ale jest obiecująco. Więcej niż obiecująco gra Luquinhas, bo to gracz, który faktycznie umie kiwnąć i się zerwać, a takich w Polsce nie sieją. Natomiast na pewno brakuje mu konkretów, niemniej pytanie jak często został już w tym sezonie z asyst okradziony.

Europejskie puchary ostatnich latach przyzwyczaiły nas do następujących po sobie katastrof. W tym kontekście nie umiem nie docenić faktu, że na Ibrox polski zespół będzie jechał mając – odważę się powiedzieć – pięćdziesiąt procent szans na fazę grupową.

Leszek Milewski

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (33)