Nie jest łatwo, ale walczymy: gdzie szukać optymizmu dla Arki?
Weszło

Nie jest łatwo, ale walczymy: gdzie szukać optymizmu dla Arki?

Powiedzieć, że Arka Gdynia nie przypomina w tym sezonie nowoczesnego okrętu, to w ogóle nie zabrać głosu. Żółto-niebiescy na początku rozgrywek przeciekają z każdej strony, załoga nie wie, co się dzieje, jeśli uznać, że statek jednak opuścił port, to zaraz zdążył utknąć na mieliźnie. Cóż, jeśli przed sezonem gdynianie znajdowali się w gronie kandydatów do spadku, to teraz urośli do jednego z faworytów tego nieszczęsnego wyścigu. Jest źle. Pytanie, czy może być lepiej?

Złośliwi stwierdziliby, że musi, skoro gorzej być już nie może, ale znacie nas: złośliwość jest nam obca. Widzimy, że wyniki Arki to pełzająca katastrofa, dwóch punktów w pięciu meczach przy bilansie 1:8 chwalić nie można, ale nie takie cuda historia widziała.

Rok temu Wisła Płock o tej porze też miała dwa oczka, a udało się jej utrzymać. Dwa lata temu taki sam dorobek miał… Piast Gliwice, zresztą również identyczny bilans bramkowy, -7, tyle że przy pięciu bramkach strzelonych i dwunastu straconych. Utrzymał się w ostatnim meczu, a co zrobił w następnym sezonie, wszyscy wiemy. Z kolei w sezonie 15/16 po pięciu kolejkach dwa punkty miało Podbeskidzie, a zero Górnik Zabrze…

… a nie, to złe przykłady. Obie drużyny spadły. W każdym razie z takich opałów można wyjść, tyle że Arka musi pamiętać: poziom trudności ze względu na trzech spadkowiczów wzrasta. Wspomniani gliwiczanie i płocczanie zajmowali czternaste miejsce, więc przy nowych zasadach po prostu by polecieli.

Ech, a mieliśmy Arkę trochę pocieszyć. Może więc warto wskazać na osobę trenera? Jacek Zieliński to doświadczony gość, utrzymał w zeszłym sezonie Arkę, która notowała kompromitującą serię bez zwycięstwa. Wcześniej nie pozwolił zlecieć Cracovii, a obejmował ją, gdy ta miała punkt przewagi nad strefą spadkową. Skończyło się na aż dwunastu oczkach zapasu. Zapisać Zielińskiemu można też utrzymanie Ruchu Chorzów, bo to w sumie nie jego wina, że Polonia Warszawa się rozpadła i w tamtym czasie do pierwszej ligi sportowo poleciał niżej tylko jeden zespół.

Gdyby więc za sterami żółto-niebieskich siedział ktoś mniej doświadczony, w typie – by nie szukać daleko – Zbigniewa Smółki, bylibyśmy na miejscu kibiców bardziej przerażeni. Ale też: trzeba dać Zielińskiemu komfort pracy i nie szukać zastępcy, nawet, jeśli sytuacja gdynian nie poprawi się znacząco do 10. kolejki. Pamiętamy, że po zwolnieniu Smółki trenerzy nie rzucali CV na biurka rządzących, tylko raczej grzecznie, ale jednak odmawiali. Trudno nam więc wierzyć, by za Zielińskiego miał przyjść ktoś konkretniejszy. A nawet więcej: to jest raczej niemożliwe, Arka na dziś nie jest wymarzonym miejscem pracy dla polskich trenerów. Można poszukać kogoś zagranicznego, ale taki ktoś już kiedyś gdynian spuszczał, konkretnie Frantisek Straka.

Poza tym, szukając dalej powodów do optymizmu, nie jest tak, że każdy piłkarz Arki gra beznadziejnie i nie ma na czym budować. Taki Michał Nalepa wygląda naprawdę przyzwoicie, za pierwsze pięć kolejek wykręcił u nas średnią punktów 5,40, co w drużynie bez zwycięstwa budzi wręcz podziw. Gdyby koledzy byli skuteczniejsi, Michał powinien mieć na swoim koncie już z trzy asysty, bo też udowadnia to, o czym mówił trener Zieliński na naszych łamach. Kiedyś przypięto Nalepie łatkę piłkarza defensywnego, przecinaka, a ten chłopak ma wizję gry i chce ciągnąć swój zespół do przodu.

Obok niego może występować Budziński, który znośnie wszedł do drużyny (noty pięć i cztery). Z pewnością nie jest to piłkarz na pierwszą ligę, mimo że ostatnio znajdował się na zakręcie swojej kariery. Czas pracy z Zielińskim wspomina jednak wspaniale, bo pod wodzą szkoleniowca sieknął 13 bramek i dorzucił dziewięć asyst. Żaden inny trener nie wyciągnął z niego podobnych liczb. Oczywiście: to było już jakiś czas temu i trudno wierzyć, by Budziński kręcił teraz aż takie osiągi, natomiast obecność Zielińskiego wyraźnie mu sprzyja.

Trójkę w środku może zamknąć Adam Deja i też biedy nie ma. Nie łudzimy się: gość nie będzie kopał jak z Koroną codziennie, ale w polskich warunkach to naprawdę przyzwoity piłkarz.

Wyróżniając zawodników nie można naturalnie zapominać o Pavelsie Steinborsie, który jest, jeśli nie najlepszym bramkarzem ligi, to na pewno czołowym. W tym sezonie obronił już 19 strzałów, a z Lechem po prostu przechodził samego siebie. Umówmy się: Arka powinna tamten mecz przegrać, ale przy życiu utrzymywał ją właśnie Łotysz. Przy walce o pozostanie w lidze taki golkiper może być bezcenny, bo skoro ścierają się na przykład dwie słabe linie obrony, ratować dupę musi bramkarz. Spójrzcie na innych kandydatów do spadku: Korona ma przeciętnego Sokoła, Wisła Płock przeciętnego Daehne, czternasty ŁKS też nie ma między słupkami lepszego fachowca. Na tym Arka może wygrać.

Zielińskiego musi też cieszyć powrót do składu Macieja Jankowskiego. Wszyscy znamy jego ograniczenia, ale skoro gość w zeszłym sezonie walnął 10 bramek i dorzucił sześć asyst, nie ma co wybrzydzać. Tym bardziej Arka nie jest w położeniu, które uprawnia do kręcenia nosem. Jankowski się po prostu przyda.

Cóż, staramy się być mili i wlać trochę optymizmu w ten bezkres rozpaczy, natomiast gdzieś trzeba powiedzieć „stop” i stwierdzić, że będzie ciężko. Cholernie ciężko. I też Arka jest trochę sama sobie winna. Znamy jej ograniczenia budżetowe, ale trudno nie zauważyć, że kadrę zbudowała trochę bez sensu. Na pięciu wartościowych piłkarzy, wymieniliśmy trzech ze środka pola. A do tego Arka ściągnęła tam jeszcze Busuladzicia, Kopczyńskiego, miała Cvijanovicia (który grać potrafi, ale w Gdyni tego nie pokazuje).

I teraz pytanie: a gdzie skrzydłowi? Jest Jankowski i… co dalej? Samanes nie gra, Antonik niestety gra, Młyński miał kiedyś swoje pięć minut, ale na razie leci tylko na tym, mając średnią not za początek sezonu na poziomie 3,60. Dodajcie do tego fatalną formę bocznych obrońców, Marciniaka i Zbozienia, których zastępcami okazali się ostatnio Olczyk (Janusz Kupcewicz nie nazywa go piłkarzem) i przesunięty ze środka Helstrup. Jak ta drużyna, która siłą rzeczy będzie grać z kontry, ma być niesiona? Środkiem wszystkiego się nie ugra, jeśli skrzydła nie dojeżdżają, a ewidentnie nie dojeżdżają.

O napastniku już nawet nie wspominamy, bo takiego szuka pół ligi, ale też ściąganie Serrarensa, który jawi się jako kopia 1:1 dla Kolewa, też nie wygląda na zbyt przemyślany ruch.

Można więc narzekać, że odeszło legendarne wręcz już trio, w kasie klubu nie ma środków i tak dalej, natomiast jeśli Arka spadnie, nie wolno szukać winy tylko w tych aspektach. Latem można było zrobić więcej, by Zieliński miał lepszy komfort pracy. Ale lato mija. Teraz można już trzymać kciuki, by z tych paru plusików trener cokolwiek sklecił.

Cel optymistyczny przed zimą? Wyjść z grupy spadkowej.

Cel realistyczny? Nie mieć zbyt dużej straty do bezpiecznego miejsca.

KOMENTARZE (3)