Ballada o zbyt młodym i zbyt bogatym człowieku
Hiszpania

Ballada o zbyt młodym i zbyt bogatym człowieku

Życie Ousmane Dembele naznaczają olbrzymie pieniądze. Są wszędzie wokół niego. Zagwarantowane w jego wysokim kontrakcie. W zapisach księgowych przy jego transferze do Dumy Katalonii. W jego luksusowym mieszkaniu w Barcelonie. W portfelu, na koncie, na boisku. Gdzie się nie spojrzy, tam już są i niosą za sobą olbrzymie wymagania środowiska. A on, młody, niedojrzały, wcześnie wchodzący w świat milionerów, nie może im sprostać.

Chronologia najnowszych zdarzeń z życia Francuza dosyć dobrze oddaje szerszy kontekst jego kłopotów:

16 sierpnia – wybiega w pierwszym składzie na mecz z Athletic Bilbao. Kończy go z wyraźnymi problemami zdrowotnymi. Coś go boli, coś go uwiera, co chwile łapie się za nogę, na jego twarzy widoczny jest grymas, ale przy tym komunikuje sztabowi szkoleniowemu, że wszystko jest w porządku. Nie jest.

17 sierpnia – klub uznaje, że Dembele powinien przejść badania lekarskie. Piłkarz uspokaja, mówi, że nic go nie boli i że jeśli coś się w tej materii zmieni, to na pewno odezwie się do właściwych osób. Telefon milczy.

19 sierpnia – młody gwiazdor Barcelony przyjeżdża na trening, nie widząc potrzeby zakomunikowania komukolwiek, że dalej odczuwał ból z piątkowego meczu. Drużyna ustawia ,,dziadka’’. Mija kilka minut, a on już nie jest w stanie kontynuować zajęć. Klubowi lekarze reagują natychmiastowo. Przeprowadzają badania. Diagnoza? Zerwanie włókien mięśniowych i co najmniej pięć tygodni absencji.

Do tego pojawiło się w tej sprawie dużo – mniej lub bardziej wiarygodnych – plotek. Początkowo powstały głosy, że w weekend 22-letni zawodnik miał polecieć do Senegalu. Później, że do matki do francuskiego Rennes, a na końcu stanęło na tym, iż spędził pięć godzin spać na lotniskowym terminalu w oczekiwaniu na swojego brata.

I taki właśnie jest. Trochę jak kot. Chadzający własnymi ścieżkami. Problem tylko, że w jego przypadku jest to raczej porównanie negatywne. To kot młody, rozpieszczony i całkowicie nieodgadniony w swoich życiowych wyborach.

– Otacza się ludźmi, którzy doskonale wiedzą, że będą krytykowani niezależnie od tego, co się wydarzy, ale wprawdzie jest im to wszystko obojętne. Dla nich nie liczy się opinia innych. Są bogaci i mają ten komfort, że nie muszą się przejmować swoim zewnętrznym odbiorem. Na tyle, na ile go znam, wnioskuję, że Ousmane to dobry chłopak, ale nie ma kontroli nad swoim życiem. Całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością. Żyje z wujkiem i najlepszym przyjacielem, którzy nie ośmielają się nic mu powiedzieć – opowiadał w Le Parisien Mickael Naya, były prywatny kucharz gracza.

W konsekwencji reprezentant Tricolores, który dwa lata temu kosztował Barcelonę, wraz ze wszystkimi bonusami, około sto pięćdziesiąt milionów euro, nie może odnaleźć swojego rytmu. Miota się. Gubi. Błądzi. Sprawia mnóstwo problemów dyscyplinarnych. Spóźniał się na zbiórki, kontestował podstawowe zasady funkcjonowania klubu, nie przykładał się do treningów, przedkładał grę wieczorną na PlayStation ponad przygotowanie do porannych zajęć i regenerację. To wszystko frustrowało Ernesto Valverde, który kilka razy karał go finansowo za niesubordynację.

Czy metoda pieniężnego karania go za niedojrzałe zachowanie zadziała?

Oczywiście, że nie. Przecież jest bogaty. Bardzo bogaty.

Najzabawniejsze jest to, że kiedy jest zdrowy i wybiega na boisko naprawdę potrafi dać od siebie bardzo dużo. Przebojowy, niekonwencjonalny, wyśmienicie wyszkolony technicznie, potrafiący podać, strzelić, przyspieszyć, zrobić przewagę na skrzydle. I zapełnia statystyczne rubryki:

2017/18: siedemnaście spotkań w La Liga, trzy gole, siedem asyst.

2018/19: dwadzieścia dziewięć spotkań w La Liga, osiem goli, pięć asyst.

Niestety, bardzo rzadko jest w pełni zdrowy. W czasie dwuletniej przygody w Katalonii pauzował 230 dni z powodu sześciu różnych kontuzji, teraz dojdzie mu jeszcze kolejnych 40 dni absencji, rozegrał zaledwie 66 ze 120 możliwych do rozegrania meczów, a na boisku znajdował się tylko przez trzydzieści pięć procent możliwego czasu. Taki bilans wygląda druzgocąco.

– W mojej opinii on znajduje się obecnie na wyższym poziomie niż Neymar. Mimo tego co się mówi, to pełen profesjonalista. Trzeba było wziąć pod uwagę fakt, że kiedy do nas przychodził był jeszcze bardzo młody i przeszedł do wielkiego klubu. To niełatwa sytuacja, ale już się zaadaptował. Jest dużo lepszym piłkarzem niż Neymar – przekonywał w połowie kwietnia Josep Maria Bartomeu.

Dziś jego słowa wypadają co najmniej nieprzekonująco. Francuz w duecie z Philippe Coutinho przychodził do Barcelony w celu zacerowania dziury po sprzedaniu Neymara do PSG. Obaj zawiedli. Tego drugiego nie ma już nawet w Hiszpanii. Bez żalu został oddany na wypożyczenie do Bayernu, a o tym pierwszym też mówi się we wszystkich plotkach transferowych dotyczących potencjalnego powrotu samozwańczego Księcia Paryża na Camp Nou.

Dembele miałby być elementem rozliczenia między mistrzami Hiszpanii i Francji. I choć jego agent temu zaprzecza, deklarując, że jego klient na tysiąc procent zostanie na północy Półwyspu Iberyjskiego, to nie da się ukryć, że w Barcelonie nikt nie płakałby na taką wymianą. Nawet jeśli trzeba byłoby do niej dopłacić.

Z całości tej historii powstaje patologiczny obraz bardzo młodego człowieka, który nie zdążył przygotować się do bogactwa i możliwości, które zyskał dzięki swojemu niewątpliwemu talentowi. Na razie jego głowa nie dogania nóg, bo te mimo tego, że potrafią dać wspaniały koncert swojego potencjału, są największym przekleństwem niedojrzałego człowieka. Jego karierę uratować może tylko reformowalność. Jeśli dorośnie, w porę się ogarnie, a dalej będzie grał, tak jak potrafi zagrać, może być jednym z najlepszych piłkarzy świata.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (25)