Panie Brożek, czasy się zmieniają, a pan zawsze strzela bramki
Weszło

Panie Brożek, czasy się zmieniają, a pan zawsze strzela bramki

No, tego się nie spodziewaliśmy. Ba! Jeszcze jakiś czas temu chyba prędzej uwierzylibyśmy w awans polskiej drużyny do fazy grupowej europejskich pucharów niż w to, że Paweł Brożek znów będzie rozstawiał po kątach ligowych obrońców dokładnie jak wtedy, gdy na jego głowie lądowała korona króla strzelców Ekstraklasy. Wydawało się, że skończy granie, przynajmniej to poważniejsze, po sezonie 2017/18, później można było mieć wątpliwości, czy aby na pewno dobrze zrobił wracając do kopania w Wiśle, ale dziś już nie ma żadnych. Brożek przeżywa którąś już młodość, bo na pewno nie mówimy dopiero o drugiej. 

Podczas meczu Wisły Kraków z ŁKS-em Łódź flashbacków generalnie mieliśmy więcej. Świetną zmianę dał także Jakub Błaszczykowski, który asystował przy drugim trafieniu Brożka, co siłą rzeczy przypomniało sezon 2006/07, kiedy panowie kapitalnie współpracowali na poziomie Pucharu UEFA (w fazie grupowej Brożek strzelił cztery bramki w trzech meczach, wszystkie po podaniach Kuby), o spotkaniu kadry z Czechami już nie wspominając.

Minęło prawie 13 lat, przybyło kilka siwych włosów, a ubyło trochę prędkości, ale teraz już nie zdziwmy się, jeśli za chwilę panowie powtórzą taką akcję w meczu ligowym. To bardzo wymowne, ale taką mamy Ekstraklasę – tu opierając się w dużej mierze na doświadczeniu, można spokojnie robić przeciwników w bambuko. Boleśnie przekonali się o tym obrońcy ŁKS-u, którzy od początku sezonu sprawiali całkiem niezłe wrażenie (Sobociński uchodzi nawet za naszą przyszłość na pozycji środkowego obrońcy), ale w starciu z weteranami byli bezradni.

Wracając do samego Brożka, w ten weekend strzelił dwie bramki i po prostu nam zaimponował, ale nie zapominajmy o tym, że wcześniej też zdradzał symptomy dobrej formy. A to asysta na wagę trzech punktów z Górnikiem, a to w spotkaniu z Pogonią Szczecin też mógł zaliczyć dwie kolejne, gdyby koledzy byli skuteczniejsi. Docierały do nas przed i już w trakcie sezonu słuchy, że 36-letni napastnik jest w zdecydowanie lepszej dyspozycji niż rok i dwa lata temu, że teraz straszył będzie nie tylko nazwiskiem i choć pierwsze mecze tego nie potwierdziły (wyglądał słabo jak cała drużyna), to aktualnie znów jest na poziomie, który oznacza, że będzie groźny dla każdego ligowego przeciwnika.

ekstraklasa-2019-08-20-12-08-33

Czapki z głów już teraz, ale musimy dorzucić jeszcze kilka statystyk i ciekawostek, które mocniej pokażą to, jakim wyczynem jest jego dublet…

– w meczu z ŁKS-em Łódź strzelił 143. i 144. bramkę na poziomie Ekstraklasy,
– w klasyfikacji wszech czasów w dalszym ciągu daje mu to 9. miejsce, ale do ósmego Jana Liberdy traci już tylko dwa gole, do siódmego Kazimierza Kmiecika – dziewięć, a do szóstego Włodzimierza Lubańskiego – jedenaście,
– gdy zdobywał pierwszą bramkę dla Wisły Kraków, jego kolegą z boiska był Kazimierz Moskal, który w piątek poległ jako trener rywali (prócz niego w ekipie Białej Gwiazdy grali m.in. Maciej Szczęsny, Bogdan Zając, Ryszard Czerwiec i Kamil Kosowski, a u rywali z Wodzisławia Dariusz Dudek, Jacek Berensztajn i Grzegorz Rasiak),
– to już szesnasty sezon na poziomie Ekstraklasy, w trakcie którego Brożek strzela choć jedną bramkę,
– to jego pierwszy dublet od meczu z Koroną rozegranego w końcówce kwietnia 2016.

Jedno słowo: KOZAK. Ale kozacka w tej kolejce była prawie cała Wisły, co ma swoje odzwierciedlenie w naszej jedenastce.

68742999_3165815260096033_3326091711326715904_n

W badziewiakach również doświadczeni polscy napastnicy, ale ich chcielibyśmy, w przeciwieństwie do Brożka, oglądać coraz rzadziej. Albo w ogóle. Z drugiej strony można w tej jedenastce zauważyć też trzech młodzieżowców, a kolejni w kolejce też byli, więc czasami warto uważać, o co się prosi. Największe kłopoty bogactwa mieliśmy wśród skrzydłowych, więc upiekło się między innymi Wdowiakowi, Makuszewskiemu, Młyńskiemu, Paixao czy Merebaszwilemu.68630955_3028437610564999_412514154033709056_n

KOMENTARZE (3)