Liga pacyfistów. W Ekstraklasie nie ma napastników
Blogi i felietony

Liga pacyfistów. W Ekstraklasie nie ma napastników

Pamiętam, jak cała liga szukała lewych obrońców i wszyscy prezesi czy trenerzy rozkładali ręce, że nie da się takiego gościa znaleźć, proszę nam dać spokój, tacy ludzie nie istnieją na ziemi, a przynajmniej nie dla polskich klubów. No, ale w końcu jednak się udało, objawili się goście tacy jak Mladenović, Kirkeskov, Guilherme, Stiglec czy Nunes. Niestety, budowanie kadry ekstraklasowego zespołu przypomina uszczelnianie zardzewiałej rury, jak nie pieprznie w jednym miejscu, to zaraz pieprznie w drugim. I trzeba powiedzieć, że pieprznęło, bo skoro już mamy znośnych lewych obrońców, to teraz zabrakło napastników.

Przejrzałem sobie kadry wszystkich zespołów i doszedłem do smutnego wniosku, że prawdziwych snajperów można policzyć na palcach jednej ręki. I to niestety takiej, której właściciel po pijaku odpalał fajerwerki w Sylwestra. Ma kim straszyć Górnik, Lech, Pogoń, kiedyś powiedziałbym, że Legia, ale teraz gra głównie Kulenović, więc przestraszeni są jedynie kibice Legii.

Reszta? Dysponuje kimś na szpicy, ale nie słyszę o strzeleckich nosach, tylko o innych atutach. Brown Forbes umie się przepchnąć, zupełnie jakby w futbolu chodziło o przestawianie szafek. Klimala jest szybki, jednak nie oglądamy przez weekend biegu na 100 metrów, lecz futbol (podobno). Zawada jest jeszcze dość młody, ale to przecież nie „Od Przedszkola Do Opola”. Parzyszek jest sympatyczny. Flavio nosi opaskę kapitańską.

No, cholera, ale kto ma strzelać?! Doszło do tego, że po czterech kolejkach na szczycie klasyfikacji strzelców mamy prawego obrońcę, Brozia. Startują teraz najpoważniejsze ligi w Europie i gwarantuje wam, że tam takich cudów w takim momencie sezonu nie będzie.

Mam wrażenie, że w kolejnych sezonach będziemy zmierzać ku lidze, jaką znamy z tytułu króla strzelców dla Demjana. Paręnaście bramek wystarczy. Powodów jest parę. Po pierwsze już w zeszłym sezonie najlepsi pod bramką przeciwnika byli dziadkowie, którzy młodsi nie będą, a taki Robak ewakuował się do drugiej ligi. Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że przyjdą następni z trzeciej ligi hiszpańskiej, ale moim zdaniem to nie jest studnia bez dna. Parę razy polskim klubom wyszedł taki transfer, natomiast nie będzie wychodził co sezon.

Po drugie, jeśli błyśnie ktoś młodszy, istnieje ogromna szansa, że nawet nie dokończy sezonu. Tak było ze Świderskim czy Świerczokiem. Nieźle grali i cóż, zimą zostali wyjęci. To już nie te czasy, że będący w przyzwoitym wieku Żurawski mógł strzelać i strzelać, a wyjechał dopiero po kilku sezonach. Inni są bogatsi, a my jesteśmy biedniejsi, kolejnego Cupiała w naszym futbolu nie widać.

Po trzecie, nie bardzo widać też bezpośrednie zaplecze. Wystarczy spojrzeć na cuda, jakie wyprawiały się w poprzednim sezonie pierwszej ligi. Skoro pierwszy był Sabala z 12 golami, a drugi 36-letni Lech z jednym trafieniem mniej, to sorry, może w tym sezonie wystarczy hattrick w jednym meczu i trzy gole przez kolejne dziewięć miesięcy.

Po czwarte, nie widać ciągłości w szkoleniu. Nie zdarza się, by po jednej perełce w ataku, do składu dobijała się druga i potrafiła coś pokazać. No, bo ten wspomniany Świderski. Był, ale go już nie ma, jest Klimala i to wystarczy za komentarz.

Niestety czekają nas ubogie strzelecko czasy. Napastników nie ma, bo też nie ma ich kto kreować, skoro drugie linie wielu zespołów są po prostu słabe, pozbawione kreatywności. Pewnie, za jakiś czas i ten problem zniknie, ale wtedy pojawi się kolejny. Nie będzie na przykład prawych obrońców. I tak będziemy kręcić się w kółko.

Jedno się nie zmieni: wyniki w pucharach. Nie przypominam sobie, by nawet najlepsi ekstraklasowi snajperzy strzelali w Europie zbyt wiele bramek. Wyszedł Angulo na Słowaków i raczej nie pierdnął. Paixao z Broendby zmarnował ze trzy okazje, statystyki podbudował mu karny. Carlitos? Strzelał tylko z Europą. Parzyszek nie pomagał z Łotyszami.

Tyle to jest wszystko warte. A nawet i takich piłkarzy zaczyna brakować.

***

Wyjazdowe zwycięstwo nad Atromitosem pozwoliło Legii awansować do IV rundy eliminacji Ligi Europy i zachować honor polskich klubów w pucharach. Dobry mecz wicemistrzów Polski był głównym tematem pierwszej w tym sezonie audycji „Czarna eLka”. Gośćmi nowego prowadzącego Wojciecha Pieli byli Roman Kosecki i Piotr Wesołowicz („Gazeta Wyborcza”). Zapraszamy do odsłuchu. 

KOMENTARZE (13)