Słaba skuteczność Legii. Oskarżony: Kulenović. Ale czy winny?
Weszło

Słaba skuteczność Legii. Oskarżony: Kulenović. Ale czy winny?

Dużo wątpliwości narosło w ostatnim czasie wokół Legii i w sumie słowo „wątpliwość” jest tutaj dużym eufemizmem, bo momentami po prostu nie wiemy, jak drużyna Vukovicia chce grać. Co chce sobą przedstawiać na boisku, czy to mają być akcje skrzydłami, środkiem, gra z kontry, atak pozycyjny. Jak ktoś błyśnie, to jest fajnie, jak nikt nie błyśnie, to jest kłopot. No, ale dobrze: nazwijmy to wątpliwościami, a tych mamy sporo i jedną z nich jest obsada ataku. Do tej pory numerem jeden w talii Vukovicia był Sandro Kulenović. Pytanie, czy słusznie?

Na szpicy do dyspozycji serbskiego trenera są cztery ogniwa: wspomniany Kulenović, Carlitos, Niezgoda i Kante. Tego ostatniego trudno jednak traktować poważnie, gdyby był snajperem w filmie akcji, środowiska pacyfistyczne wręczyłyby reżyserowi jakąś statuetkę. 96 meczów w Ekstraklasie, 21 bramek. Nie ma zbytnio o czym gadać. Niezgoda? Jego historia to niekończącą się pogoń za zdrowiem, teraz Jarek jest niby do dyspozycji, ale od czerwca 2018 nie uzbierał nawet 300 minut. Nie mówimy też o młodzieniaszku, Niezgoda ma 24 lata, więc jeśli nie będzie przełomu, trudno wieszczyć mu choćby solidną karierę. Na dziś na przełom się nie zanosi.

Dla naszych rozważań zostawmy więc parę Kulenović-Carlitos jako tę, która rywalizuje o miejsce na szpicy. Na razie z przodu jest Chorwat, który dostał na boisku więcej minut: 496 do 409. Jeśli zaś chodzi tylko o europejskie rozgrywki, czyli te ważniejsze na początku sezonu, jest mniej więcej po równo: 355 minut do 354 dla Carlitosa, bo też Vuko umiał przez parę momentów znaleźć miejsce dla obu panów. Jednak gdy przyszło do meczu z Atromitosem, czyli pierwszym poważnym rywalem Legii w pucharach, spotkanie zaczął Chorwat, Carlitos dostał mniej niż pół godziny.

Wygrana Legii z Atromitosem? Zagraj w ETOTO, kurs wynosi 2,25!

I teraz: jak ten czas przekłada się na konkrety? W bramkach jest po równo, po dwa, tyle że Carlitos strzelał jedynie ogórkom z Europy FC, a Kulenović sieknął również Pogoni (zakładając optymistycznie, że Pogoń jest mocniejsza niż Europa).

Jednak wchodząc w szczegóły, co przemawia za Kulenoviciem?

– celniej podaje (75% skutecznych zagrań do 64%),

– traci minimalnie mniej piłek (siedem do ośmiu na mecz),

– wygrywa minimalnie więcej pojedynków (39% do 35%),

– jest zdecydowanie lepszy w powietrzu (39% do 18%).

Z kolei Carlitos:

– stwarza więcej okazji (w sumie pięć do dwóch),

– częściej wchodzi w drybling (2,8 do 1 na mecz),

– odzyskuje minimalnie więcej piłek (1,2 do 1 na spotkanie),

– częściej strzela celnie (1,60 do tylko 0,57 na mecz).

Ogólnie średnia z InStat Index wskazuje, że lepszy start ma Carlitos, 262 do 225 punktów, ale trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że Kulenović jest chorobą, a Carlitos lekiem Legii. Każdy ma swoje wady, każdy ma swoje zalety, natomiast ani jeden nie jest pokraką czy zajebistym kotem, ani drugi.

Wydaje się, że na zły odbiór Kulenovicia wpływa momentami jego – nazwijmy to – klockowatość. Tak jak przy tej okazji w meczu z Atromitosem, gdy Chorwat po prostu musiał ruszyć na piłkę od swojego rodaka, gdyż ta była naprawdę dobra. Nie ruszył, nie miał przekonania, gazu, przyspieszenia.

kule

kule2

Bywa też irytująco nieskuteczny, jak tutaj:

carl3

Czy tutaj:

carl4

Natomiast odpowiedzmy sobie na pytanie – czy z Carlitosem w kwestii skuteczności jest dużo lepiej? Nie, to nie jest pojedynek wagi ciężkiej, raczej piórkowej z objawami anemii. Szkoda, że Hiszpanowi tak niechętnie wypomina się takie sytuacje (wybaczcie za jakość dwóch pierwszych, ale pamiętacie czym był kręcony pierwszy mecz i dlaczego mikrofalówką):

carl1 carl2 carl5 carl6

Wydaje się, że boiskowe poczynania Carlitosa są wspominane z większym optymizmem, bo Hiszpana po prostu jest więcej. Wyjdzie po piłkę, wejdzie w drybling, będzie uderzał z każdej sytuacji z dystansu, ale jeśli wycisnąć te wszystkie akcje jak gąbkę, to konkretów nie ma tam wcale dużo więcej niż u krytykowanego Kulenovicia. Obaj panowie na początku sezonu mają problemy z pokonywaniem kolejnych bramkarzy i trudno przekonywać, że sprawy mają się inaczej, skoro Łukasz Broź ma jedną bramkę mniej niż oni dwaj w sumie.

Co na temat rywalizacji Kulenović – Carlitos mówią byli ofensywni piłkarze Legii?

Sylwester Czereszewski: – „Z tego, co wiem, Vuković jest pokłócony z Carlitosem. Hiszpan jest zawodnikiem robiącym różnicę, bardziej kreatywnym, umiejącym zagrać z głębi, dać dośrodkowanie. Pamiętam, że gdy Legia jakimś cudem straciła mistrzostwo, Carlitos był w formie, a kompletnie bez sensu był sadzany na ławce. Zaistniała sprzeczka, ale uważam, że takie rzeczy trzeba załatwiać, pójść na kawę czy piwo we dwóch, porozmawiać ze sobą i zakopać topory. Można się nie lubić, ale ostatecznie wynik jest dobrem zespołu.

Obie drużyny strzelą bramkę? Kurs 2,10 w ETOTO!

A Kulenović? Byli lepsi, byli gorsi. Ciężko mi się go czepiać. Carlitos też nie jest aniołkiem w wykorzystywaniu sytuacji. Natomiast Kulenović to typowy zawodnik pola karnego, nie rozwinie się bardziej, jego zawsze będzie ratować wykorzystywanie okazji, jeśli będzie umiał to robić. Carlitos ma tu przewagę, że potrafi zaliczać asysty, stwarzać sytuacje. Hiszpan ma też coś takiego, że nawet jak mu nie idzie, to i tak bierze się do rzutów wolnych, rożnych. To też jest dobre. Jest mocny psychicznie, ponieważ większość zawodników myśli: „skoro to nie mój dzień, niech to załatwi ktoś inny.”

Jacek Cyzio: – „Widocznie trenerowi odpowiada Kulenović ze względu na warunki fizyczne. Jest wielu szkoleniowców, którzy chcą mieć zawodnika wysuniętego, który przytrzyma piłkę. Zresztą za moich czasów też tak było, ja grałem na tej pozycji i może wielu było przeciwnych, że występuje ja, a nie ktoś niższy. Kulenović jest wysoki, dobrze gra głową, ale na razie ten wzrost nie jest do końca wykorzystywany. Mam nadzieję, że z czasem to przyjdzie. Jednak Chorwat na pewno musi się rozwijać. Bywa tak, że nie ma komu zgrać piłki na boisku, trzeba umieć się przy niej utrzymać, czasem dać sfaulować. Takie walory powinien mieć dobry napastnik. Tego ode mnie też wymagano. Jak tego nie robiłem, miałem problemy.

– Ja nie byłem wielkim zwolennikiem Carlitosa, jest to na pewno dobry piłkarz, ale momentami podchodzi do tego wszystkiego za luźno. Takie miałem odczucie. Być może trener też widzi coś takiego, że Carlitos nie jest w stu procentach skoncentrowany. Poza tym wydaje mi się, że Carlitos tak naprawdę nie jest napastnikiem. To jest bardzo ofensywny gość, który lepiej czuje się, atakując z głębi pola jako dziesiątką”.

I cóż, może tu jest pies pogrzebany? Może nie powinniśmy szukać w składzie jednego albo drugiego, ale po prostu wymagać, by Legia, która we wstępnych rundach, a w Polsce zawsze będzie prowadzić grę, nie bała się korzystać z obu strzelb? Tymczasem w naszej lidze taka sytuacja miała miejsce tylko przez 22 minuty meczu z Pogonią. W europejskich pucharach było lepiej, ale znów nie różowo:

– 45 minut z Europą,

– 63 minuty w rewanżu,

– 90 z KuPSem,

– 61 w rewanżu,

– zero z Atromitosem.

Trzy bramki przez 259 minut to nie są Himalaje futbolu, ale też faktem jest, że Legia strzelała w Europie tylko wtedy, gdy obaj panowie przebywali na boisku. Dlatego kompletnie niezrozumiałe może być to, dlaczego na pierwszy mecz z Grekami Vuković nie powtórzył tego manewru. U siebie trzeba było strzelić cokolwiek, skoro wszyscy wiemy, że w Atenach będzie dużo ciężej niż w Warszawie. 33 stopnie, tacy a nie inni kibice. Poza tym Legia w pucharach na wyjeździe nie strzeliła jeszcze ani jednej bramki. Być może więc Serbowi opłaciłoby się ryzyko w postaci pozostawienia absolutnie defensywnego Antolicia na ławce, a wpuszczenie w jego miejsca Carlitosa? Ktoś powie, że Antolić też wypracował Kulenoviciowi sytuację, natomiast Carlitos mógłby tę liczbę pomnożyć.

Poza tym ta para, Carlitos-Kulenović, nie gra znowu ze sobą tak często, by mówić o świetnym zgraniu. Nie mogą się panowie rozumieć ze sobą jak kiedyś przykładowi Rasiak z Niedzielanem, absolutnie.

Natomiast pisaliśmy do tej pory o aspektach czysto sportowych, ale wiadomo, że piłka nie kończy się i nie zaczyna na boisku. Bardzo prawdopodobne, że rola Carlitosa była w ostatnim czasie nieco marginalizowana, ponieważ Hiszpanowi nie jest po drodze z Vukoviciem. Sami widzicie, jak wygląda i zachowuje się Hiszpan. Widzieliście, jak wygląda i jak zachowywał się Vuković jako piłkarz i trener. To nie są ludzie z tej samej bajki.

Do tego dochodzi kwestia ekonomiczna. Wojtek Kowalczyk jest przekonany, że Kulenović grał, bo Legia chciała na nim zarobić.

– Nie mam wątpliwości, że granie dla Kulenovicia w tak dużym wymiarze czasowym już się skończyło. Legia chciała go opchnąć do Anglii za jak największe pieniądze, dlatego Chorwat tyle grał i dlatego strzelał karnego w Finlandii. Nie udało się, Anglicy się nie nabrali, a teraz okno jest tam zamknięte. Nie bardzo widzę go w innych ligach. Na Włochy, Hiszpanię i Niemcy jest zbyt drewniany. W Turcji teraz chyba aż tak dużo za niego nie zapłacą, zostaje w gruncie rzeczy Rosja. Tyle, że jeśli tam pójdzie, to przepadnie, raz na cztery miesiące przeczytamy na 90minut, że akurat coś trafił. Według mnie z czwórki Carlitos-on-Niezgoda-Kante, to Kulenović jest najmniej uzdolniony technicznie. Jest wysoki, nieźle gra głową i to tyle.

Ta teoria ma jeden feler – oferta za Kulenovicia wcale nie była niska w polskich warunkach, trochę ponad dwie bańki w europejskiej walucie to niezły pieniądz. Natomiast przy Łazienkowskiej czują, że za Chorwata po prostu można zarobić jeszcze więcej i nieważne, czy strzelił karnego w Finlandii, czy też nie. To jest reprezentant Chorwacji do lat 21. Chłopak, który ma w CV jakiś staż w Juventusie. Poza tym on już w zeszłym sezonie strzelił cztery bramki dla Legii i to nie takie na 4:0, tylko takie dające punkty. W grudniu skończy ledwie 20 lat.

Sandro Kulenović wypali przeciwko Grekom? Zagraj w ETOTO po kursie 2,90. Trafienie Carltiosa? Kurs 2,85!

Dlatego nie ma co porównywać jego przypadku do tego Niezgody, ponieważ Polak ani nie był w Juventusie, ani nie gra w młodzieżówce, ani nie cieszy się równie dobrym zdrowiem co Kulenović. Można założyć, że nikt już nie przebije oferty Duńczyków za Niezgodę, natomiast oferta Anglików za Kulenovicia jest co najmniej do wyrównania.

W każdym razie: czy Kulenović grał ze względu na zimne stosunki Vukovicia z Carlitosem, czy chodziło o promocję, czy po prostu o pomysł trenera, nie ma co robić z Chorwata głównego problemu Legii. Owszem, nie jest to napastnik pozbawiony wielu wad, nie jest to gość obdarzony dzisiaj zbyt dużym snajperskim nosem, ale wymiana tego jednego ogniwa na choćby Carlitosa nie uleczy Legii. Lepsi muszą być skrzydłowi (Novikovas!), Gwilia musi bardziej przypominać siebie z Górnika, cała Legia powinna mieć ofensywny plan na mecz, a często go nie ma.

Leo Beenhakker powiedział kiedyś, żeby kibice i dziennikarze nie robili z niego ani gówna, ani Boga, bo nie jest ani jednym, ani drugim. Podobnie jest z Carlitosem i Kulenoviciem.

PAWEŁ PACZUL

Fot. FotoPyk

etoto

KOMENTARZE (12)