Receptę widzieli wszyscy, dziś spojrzał na nią też lekarz
Weszło

Receptę widzieli wszyscy, dziś spojrzał na nią też lekarz

Tak, wiemy, w Polsce mamy 40 milionów trenerów i każdy zna się na piłce nożnej lepiej niż połączone siły Jurgena Kloppa i Pepa Guardioli. Jesteśmy świadomi, że po końcowym gwizdku można dopisać do meczowych zachowań dowolną teorię i przy odpowiednio umiejętnym przedstawieniu faktów – potwierdzić każdą tezę. Mamy jednak wrażenie, że dzisiaj tzw. opinia publiczna może się uśmiechnąć, a może nawet unieść ręce w geście triumfu.

Aleksandar Vuković, trochę z konieczności, trochę w wyniku własnej obserwacji, wykonał dzisiaj 2/3 ruchów, o które zabiegała niemal cała piłkarska Polska.

Po pierwsze – Domagoj Antolić, który do tej pory zagrał w Legii pół niezłego meczu (a prawdę powiedziawszy to i tę połówkę średnio), opuścił mecz z Atromitosem ze względu na uraz. Do składu wskoczył za niego Cafu, o którego nie mogli się doprosić kibice sfrustrowani dość niewysokim tempem proponowanym przez Antolicia.

Po drugie – Arvydas Novikovas, którego również zatrzymał lekki uraza, a na murawie pojawił się w jego miejscu Marko Vesović. Ale nawet gdyby był zdrowy, nie zdziwilibyśmy się, jeśli poniósłby karę za swoją samolubną, ale i po prostu nieskuteczną grę,

Może zabrakło tego trzeciego posunięcia, które nasuwało się każdemu widzowi meczów Legii – i podmianki Sandro Kulenovicia Carlosem Lopezem, ale też nie jest tak, że Kulenović był jedynym winnym słabej skuteczności Legii, co udowodniliśmy dzisiaj w tym miejscu i na pewno musiał usiąść na ławce. Ale nawet jeśli, to uznajmy, że zrealizowanie dwóch spośród trzech żądań kibiców/ekspertów/dziennikarzy to i tak sporo.

Zwłaszcza, że oba ruchy okazały się strzałem w dziesiątkę. Najbardziej oczywiste byłoby po prostu odtworzenie obu goli. Cafu przed bramką Stolarskiego wykonał w samym narożniku boiska drybling, którego Antolić z różnych względów wykonać by nie mógł. Po pierwsze dlatego, że to strasznie daleko od koła środkowego i nie wiadomo, czy dałby radę tam pobiec, po drugie dlatego, że do tej pory nigdy podobnych zagrań u niego nie widzieliśmy. Naturalnie, nie ma co się znęcać nad Antoliciem, ale fakty są takie, że wprowadzony za niego Cafu jako pierwszy w pełni przełamał obronę Greków, robiąc przewagę przy golu na 1:0. Natomiast trzeba też spojrzeć na grę Cafu nieco szerzej. Mamy wrażenie, że przy jego defensywnej harówce, głębiej odetchnął odciążony Gwilia. Nawet zakładając, że siła ofensywna Atromitosu nie wymagała wielkich nakładów energii od defensywnego pomocnika – Cafu po prostu wyglądał na pewniejszego niż jego chorwacki kolega.

Podobnie i z drugą zmianą. Podczas gdy Novikovas po ośmiu przekładankach nad piłką wbiegał w obrońcę i tracił piłkę, Vesović o wiele mniej efektownie, nieomal przewracając się o własne nogi, wykonał rajd i podanie, po którym Gwilia podwyższył na 2:0. Znów jednak sama akcja bramkowa, bez szerszego kontekstu, nie mówi wiele. A przecież brak Novikovasa był naprawdę widoczny – już nie było tak, że gdy piłka leci na prawą stronę, już do środka nie wraca. O wiele mniej bezsensownych szarż, o wiele mniej prób przesądzenia o wyniku własnym, pojedynczym zagraniem, o wiele więcej zespołowości. Vesović pracował sumiennie na obu połówkach boiska, ale jego największą zaletą było to, że po prostu nie irytował. W przeciwieństwie do Litwina nie miewał decyzji, zaburzających płynność całego zespołu. Podczas gdy w kolejnych meczach koledzy wściekali się na dryblującego i strzelającego Novikovasa – dziś prawy skrzydłowy grał z nimi w tę samą grę.

Nikt co prawda nie powinien skreślać byłej gwiazdy Jagiellonii, to wciąż ogromny potencjał i gość, który może zrobić różnicę. Mamy jednak wrażenie, że trochę za bardzo wierzył w to, że już od pierwszego meczu w Legii będzie samodzielnie rozstrzygał losy spotkania. Obejrzenie w grze Vesovicia powinny mu uzmysłowić, że naprawdę da się grać inaczej, zwłaszcza, że przecież towarzystwo ma naprawdę fajne – z Gwilią czy wprowadzonym później Carlitosem da się pograć w piłkę.

Zastanawiamy się jedynie nad tym Kulenoviciem – mamy wrażenie, że gdyby Vuko wykonał też tę trzecią forsowaną przez wszystkich zmianę, gra Legii mogłaby wyglądać jeszcze okazalej.

Z drugiej strony – może to też sukces serbskiego trenera Legii? Mecze, w których uparcie stawiał na Antolicia czy Novikovasa ostatecznie nie skończyły się żadną tragedią, Legia jest w IV rundzie eliminacji Ligi Europy, w lidze nie ma jakiejś ogromnej straty do czołówki. Teraz powoli zaczyna dokładać do wyników również grę. Poczekalibyśmy jeszcze z robieniem z Vukovicia genialnego stratega, zwłaszcza że tego Cafu wepchnął mu dziś do składu po części pech Antolicia. Ale dziś wreszcie obejrzeliśmy dobry mecz Legii. To już sporo.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (18)