Pierwsza głowa w Formule 1 poleciała. Wcale nie Roberta Kubicy
Inne sporty

Pierwsza głowa w Formule 1 poleciała. Wcale nie Roberta Kubicy

Co tu dużo gadać, jesteśmy narodem malkontentów i fatalistów. Mało kto potrafi się cieszyć z małych sukcesów polskich sportowców, z samego faktu awansu na dużą imprezę, czy wygranego meczu w poważnym turnieju. Albo jesteś mistrzem świata, albo zerem. Nikogo więc nie mogło dziwić, że już po pierwszym wyścigu nowego sezonu Formuły 1 z wielu stron słychać było głosy, że powrót Kubicy do królowej motosportu to było nieporozumienie i tylko kwestią czasu jest, kiedy szefowie Williamsa się zorientują i Polakowi najzwyczajniej w świecie podziękują. Cóż, ponad połowa sezonu za nami i Kubica ma się dobrze. A pierwsza głowa w F1 właśnie poleciała. Pierre Gasly został zdegradowany z Red Bulla do ekipy Toro Rosso.

Różni eksperci mają różne zdania. Na pytanie o największe rozczarowanie sezonu także padają zróżnicowane odpowiedzi. Jedni wskazują Williamsa, który zbudował bolid ledwie nadający się do jazdy i tracący nawet po kilka sekund na okrążeniu. Inni twierdzą, że zawodem jest Kubica, który wrócił po latach, ale zdaniem niektórych nie odnajduje się we współczesnej Formule 1. Jeszcze inni typują zespół Haas i jego dwóch kierowców Romaina Grosjeana i Kevina Magnussena, którzy nie dość, że jeżdżą poniżej oczekiwań, to jeszcze aż trzykrotnie nawzajem wyeliminowali się z wyścigów (Hiszpania, Wielka Brytania i Niemcy). Zawodzi Renault, poniżej oczekiwań jeździ Ferrari (wciąż bez zwycięstwa w sezonie), pasmo rozczarowań ciągnie Daniel Ricciardo. Wysoką pozycję na liście rozczarowań zajmuje oczywiście Antonio Giovinazzi, który w całkiem przyzwoitym bolidzie Alfy Romeo zdobył raptem jeden punkcik, czyli tyle samo, co Kubica w szrocie pod marką Williamsa. Co gorsze dla Włocha, jego partner z zespołu, Kimi Raikkonen, który lada dzień skończy 40 lat, tym samym autem wyjeździł już 31 punktów!

Giovinazzi zawodzi, to jasne. Ale na pewno nie w takim stopniu, jak Pierre Gasly. Francuz ma 23 lata i ten sezon miał być dla niego spełnieniem marzeń. W 2017 zastąpił Daniiła Kwiata na pięć ostatnich wyścigów sezonu w Toro Rosso. W ubiegłym roku przejeździł cały sezon w barwach drugiej ekipy Red Bulla, kilka razy prezentując się z naprawdę świetnej strony. Przeciętnym bolidem wykręcił czwarte miejsce w Bahrajnie, szóste na Węgrzech i siódme w Monako. Kiedy Daniel Ricciardo ogłosił swój transfer z Red Bulla do Renault, szefowie stajni podjęli decyzję, że to Gasly zastąpi Australijczyka.

Miało być pięknie, a wyszło – mocno średnio. Gasly zaliczył kilka przyzwoitych wyścigów, ale bardzo wyraźnie odstawał od kolegi z zespołu, Maxa Verstappena. Jak wyraźnie? Cóż, w kwalifikacjach pokonał go raz na 12 prób, w wyścigach – podobnie. Najczęściej jednak różnice nie wynosiły 1-2 miejsc, tylko dużo więcej. Podczas, gdy młody Holender był w stanie wygrać dwa wyścigi, a w trzech pozostałych meldować się na podium, jego francuski kolega raz był czwarty, raz piąty, a trzy razy szósty. W sumie w 12 wyścigach zebrał 63 punkty. Oczywiście, patrząc na dorobek  choćby Roberta Kubicy, to szalona zdobycz. Problem w tym, że w tym samym czasie Verstappen uzbierał 181, czyli niemal trzy razy więcej. Rok temu na tym etapie sezonu różnica pomiędzy kierowcami Red Bulla wynosiła 13 oczek… Na domiar złego, Francuzowi zdarzyło się soczyście rozbić bolid, co kosztowało zespół grube miliony.

Po wyścigu o Grand Prix Węgier, gdzie Gasly zajął szóste miejsce, a Verstappen był o włos od zwycięstwa, szef Red Bulla, Christian Horner, zapewniał, że nie szykuje żadnych zmian. – Nasz plan jest taki, żeby Gasly pozostał w zespole do końca sezonu – mówił. Cóż, plan najwyraźniej się zmienił. Dziś zespół poinformował, że Francuz został zdegradowany do Toro Rosso, a w drugą stronę podąży Alex Albon. Młodszy od Gasly’ego o nieco ponad miesiąc tegoroczny debiutant jest reprezentantem Tajlandii (matka jest Tajką, ale Albon całe życie spędził w Wielkiej Brytanii). W ubiegłym roku był trzeci w Formule 2 i dostał szansę od Toro Rosso. Pięć razy dojechał do mety na punktowanych miejscach, najwyżej na szóstym.

Red Bull jest w fantastycznej sytuacji, bo posiada czterech utalentowanych kierowców, którzy mogą być zamieniani między głównym zespołem, a Toro Rosso. Zespół wykorzysta najbliższe dziewięć wyścigów na zbadanie osiągów Alexa Albona, by podjąć odpowiednią decyzję kto będzie jeździł z Maxem Verstappenem w Red Bullu w 2020 roku – brzmi oficjalne oświadczenie.

Takie ruchy Red Bulla to nic nowego. Nie tak dawno na przykład Daniił Kwiat został przesunięty z głównej stajni do Toro Rosso. W medialnych spekulacjach na temat sytuacji Gasly’ego, to właśnie Rosjanin wydawał się być faworytem do powrotu do Red Bulla. Faktem jest, że zdobył więcej punktów od Albona (27-16) oraz wywalczył sensacyjne podium w Grand Prix Niemiec.

Tak czy inaczej, choć w czasie wakacyjnej przerwy plotki hulają w najlepsze, na razie jedyne ruchy personalne w Formule 1 zostały dokonane na linii Red Bull – Toro Rosso. U Kubicy – póki co – cisza, a sam polski kierowca wolne dni spędza w ulubiony sposób: na rowerze.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (1)