Panie Danielak, dlaczego dopiero teraz?
Weszło

Panie Danielak, dlaczego dopiero teraz?

Karol Danielak ma już 27 lat, a za sobą dwa nieudane podejścia do Ekstraklasy – najpierw w barwach Pogoni Szczecin, ostatnio w Gdyni. Arka praktycznie nie korzystała z jego usług – cztery mecze w Ekstraklasie, potem rezerwy, wreszcie transfer o poziom niżej, do Podbeskidzia Bielsko-Biała. Nie spodziewaliśmy się po Danielaku cudów – wydawało się, że skoro nie łapie się w słabiutkiej Arce, to właściwie można powoli zapominać jego nazwisko, wyżej nie podskoczy. 

A potem przyszła niedziela, jedenasty dzień sierpnia 2019 roku i nic już nigdy nie będzie dla Danielaka takie samo.

To był poziom… Kurczę, to był poziom, jakiego się nie spodziewaliśmy nie tylko po Danielaku, nie tylko po którymkolwiek zawodniku Podbeskidzia, ale generalnie po piłkarzu z I ligi. Trzy gole robią wrażenie w oczywisty sposób, nawet gdy Paul Scholes zdobywa je nogą, głową i ręką (do dziś pamiętamy…), jednak w tym wypadku szaloną robotę robi uroda dwóch z nich. Już to pierwsze uderzenie, bez przyjęcia, sprzed pola karnego, zawijas na długi róg, po którym Kiełpin wyjął piłkę z siatki to śliczny obrazek. Ale ostatnia bramka? Wolej, po którym piłka odchodziła od środka bramki, aż do momentu, gdy zmieściła się idealnie w tym kwadraciku, w którym pająk rozwiesza swoje sieci. Niemożliwe uderzenie, nakryte w ten idealny, elegancki sposób, który nam od razu przypomniał bramkę Pavarda na mundialu, gdy Francja grała z Argentyną.

Duże porównanie? No kurczę, obejrzyjcie sobie powtórkę, Polsat pewnie niedługo umieści ją w sieci. Wybacz, Karolu, ale nie uwierzymy, że trafiłbyś tak więcej niż raz na dziesięć prób, zresztą tak jak i Pavard. Kiedyś pisało się o takich: strzał jak z konsoli, ale odkąd FIFA nieco zwiększyła poziom trudności, takie bomby już nie wchodzą często.

Danielak dzisiaj ukradł show, lecz trzeba docenić cały zespół Podbeskidzia. Najpierw w duże kłopoty wpędził ich Polacek, który już na początku meczu fatalnie skiksował, co przytomnie wykorzystał Nowak. Przechwyt, potem dogranie do Paluchowskiego i wydawało się, że Stal Mielec idzie po to, co w ubiegłym sezonie odebrał im Raków i ŁKS. Potem jednak grali już niemal wyłącznie „Górale”. Druga bramka to przecież szalona szarża Modelskiego, który przypomniał sobie czasy, gdy uchodził za jednego z najbardziej perspektywicznych bocznych obrońców w Polsce. Łukasz Sierpina prostym zwodem pogubił TRZECH piłkarzy Stali Mielec. Tomasz Nowak stał się najlepszym Nowakiem na murawie, a każdy, kto widział Bartosza w ubiegłym sezonie I ligi miał świadomość, że Tomaszowi będzie o to trudno. Nawet Ivan Martin, który wszedł na trzy minut przed końcem, zdążył wygrać pojedynek biegowy i oryginalnym wślizgostrzałem zmieścić piłkę w krótkim rogu bramki mielczan.

Gospodarzom wychodziło dzisiaj naprawdę wszystko, co szczególnie boleśnie było widać właśnie w dryblingach. Piłkarze Stali, którzy przecież naprawdę nie wypadli sroce spod ogona, przegrywali większość pojedynków, przejść przez obrońcę nie potrafił ani Tomasiewicz, ani Janoszka, ani wprowadzeni w drugiej połowie Prokić czy Mak. Na drugą stronę? Wystarczającym komentarzem jest właśnie dryblowanie Modelskiego, a przecież to wierzchołek, bo momentami mieliśmy wrażenie, że i Osyrę ciągnie do ofensywnych fajerwerków.

4:1 to najniższy wymiar kary, bo i Podbeskidzie mogło być skuteczniejsze, i Kiełpin (z pomocą Soljicia) uchronili Stal od jeszcze wyższej porażki.

Weryfikacja faworyta do awansu? Bez przesady. Na razie poprzestańmy na tym, że Danielak chyba jednak coś tam umie, a Podbeskidzie może być cholernie groźne. Tak jak dziś.

Podbeskidzie – Stal Mielec 4:1 ( 1:1)

Danielak 35′, 62′, 72′, Martin 90′ – Paluchowski 11′

Wigry Suwałki – Warta Poznań 1:2 (o:1)

Żebrakowski 87′ – Długosz 19′, Jaroch 48′

 Fot.400mm.pl

KOMENTARZE (2)