W poszukiwaniu bohatera wieczoru – Gliwa, Wolsztyński czy ktoś nowy?
Weszło

W poszukiwaniu bohatera wieczoru – Gliwa, Wolsztyński czy ktoś nowy?

Poniedziałek, godzina 18. Piątek, godzina 18. Poniedziałek, godzina 18. Kibice Górnika Zabrze, którzy już w poprzednim sezonie narzekali na terminy spotkań swojej drużyny, na początku nowych rozgrywek mogli się poczuć tak, jakby ktoś dał im w pysk, ale dzisiaj spotkanie zabrzan z Rakowem Częstochowa jest daniem głównym w ekstraklasowym menu. Jeśli mamy być szczerzy, nie jest to pozycja, na którą czekamy jak na kolejny odcinek ulubionego serialu, logiczniej byłoby w tym terminie zagrać mecz Jagi z Lechią, ale z drugiej strony – mamy nadzieję, że ekipa Brosza pokaże, iż też zasługuje na prime time. 

A kilku ciekawych wątków da się w dzisiejszym spotkaniu doszukać, dlatego pochyliliśmy się nad nimi, odpowiadając na szalenie ważne pytania.

Czy Michał Gliwa skazany jest na tyrkę? 

Na to wygląda. Raków na poziomie Ekstraklasy zdecydowanie nie jest polską odpowiedzią na defensywę wielkiego Milanu, w której prym wiedli Nesta z Maldinim. O ile jesienią w pierwszej lidze było bailando i ekipa Papszuna traciła bardzo mało goli, o tyle teraz beniaminek na razie broni tak, jakby za swoim bramkarzem za bardzo nie przepadał. Rzućcie okiem na statystykę celnych strzałów, do których po trzech kolejkach dopuściły poszczególne zespoły.

20 – Raków Częstochowa
18 – Cracovia, Piast Gliwice
16 – Jagiellonia Białystok, ŁKS Łódź, Pogoń Szczecin
15 – Śląsk Wrocław, Zagłębie Lubin

Dla porównania – Martin Chudy z Górnika musiał zmierzyć się z tylko siedmioma celnymi uderzeniami. Na razie Gliwa wychodzi z tego obronną ręką, bo tak należy patrzeć na puszczenie tylko czterech goli, ale strach pomyśleć, co będzie, jak zdarzy mu się gorszy dzień. A wiemy doskonale, że takie miewa – już zdecydowanie rzadziej niż w czasach Zagłębia Lubin, ale jednak. W robocie, którą wykonuje w Rakowie, pewnie przydaje mu się doświadczenie z Sandecji. Dwa sezony temu też doskonale wiedział, co to znaczy być pod ostrzałem – w 35 meczach meczach miał 171 strzałów do obrony. I niestety pamiętamy, jak to się skończyło dla drużyny z Nowego Sącza. 

REMIS W ZABRZU? KURS W ETOTO WYNOSI 3,35!

Czy któraś z nowych twarzy stanie się warta zapamiętana? 

Najwyższa pora! Oba kluby nazwoziły do Ekstraklasy w tym okienku trochę zagranicznych wynalazków, ale na razie wygląda to nieciekawie. Wyczuwamy wręcz pierwsze drgania na naszym szrotomierzu. Wszyscy dostali już swoje szanse, żeby się wykazać, ale do tej pory nie zrobili na polskich boiskach nic, co byłoby warte zapamiętania. Nazwiska?

Filip Bainović, Juan Bauza, Erik Janza, Alasana Manneh w Górniku.
Emir Azemović, Rusłan Babenko, Andrija Luković, Bryan Nouvier w Rakowie.

To nie są właściciele najgorszych CV spośród wszystkich sprowadzonych do ligi graczy, niektórzy z nich mają ciekawą przeszłość, ale same życiorysy nie wyjdą na boisko i nie zaliczą kilku udanych podań. Mamy nadzieję, że to te przypadki, w których potrzeba tylko trochę czasu, by pokazać się z przyzwoitej strony.

Zapomnieliśmy, że jest jeszcze Felicio Brown Forbes, ale celowo, bo tego gracza znamy z Korony Kielce. I on jest tutaj dobrym przykładem, bo wejście do Rakowa ma dobre – szybko wywalczył sobie pierwszy skład i już nawet strzelił gola – a jego początki na polskich boiskach też były bardzo mizerne.

Czy to czas Łukasza Wolsztyńskiego? 

Tak i nie ukrywamy, że to fajna sprawa. Dlaczego? Ano dlatego, że długą drogę przebył ten piłkarz, by można było tak powiedzieć. Wejście do ligi miał bardzo dobre, świetnie współpracował z Igorem Angulo, strzelał bramki i notował asysty, ale później przytrafiła się kontuzja. Przez zerwane więzadło stracił kluczową część sezonu, w trakcie której Górnik bił się o podium i finał Pucharu Polski. Leczył się też na początku kolejnych rozgrywek, a po powrocie miał zdecydowanie mniej animuszu i zaufania ze strony trenera. Liczby? 22 występy, 1 gol, 1 asysta. Słabiutkie.

GOL WOLSZTYŃSKIEGO Z RAKOWEM? ZAGRAJ W ETOTO PO KURSIE 3,40! 

Przez to wszystko napastnik Górnika stanął na rozdrożu – poszukać szczęścia gdzieś indziej (czyli niżej, bo mówiło się głównie o pierwszoligowym Podbeskidziu Bielsko-Biała) czy zostać w ukochanym Górniku i powalczyć, choć szanse na pierwszy skład były niewielkie? Wybrał bramkę numer dwa i już teraz można powiedzieć, że coś udowodnił – zarówno sobie, jak i niedowiarkom.

Pierwszy mecz: wszedł na boisko po przerwie i zrobił różnicę, po jego asyście gola na wagę remisu z Wisłą Płock strzelił Angulo.
Drugi mecz: wszedł na boisko po przerwie i zrobił różnicę, miał udział przy jedynym golu z Zagłębiem, w dodatku Angulo zmarnował jego świetne podanie.
Trzeci: wyszedł w pierwszym składzie i był najlepszym graczem zabrzan na murawie.

Przeciwko Wiśle Kraków miał sporo pecha, bo sędziowie nie uznali mu prawidłowej bramki (ogólnie dwóch, ale raz był na spalonym), w dodatku koledzy znów okazali się złodziejami asyst. Ale wyróżnia się zdecydowanie i pozostaje tylko czekać na więcej.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-207-2019-08-09-22_35_07

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)