W ekran telefonu patrzę 9 godzin dziennie. W stronę Krakowa cały czas
Weszło Extra

W ekran telefonu patrzę 9 godzin dziennie. W stronę Krakowa cały czas

Jarosław Królewski był gościem Hyde Parku ze słuchaczami Weszło FM. Wątków wiślackich i pozasportowych było bardzo dużo, spisaliśmy wam tę audycję – dla tych, którzy wolą taką formę. Czy niewidomi będą mogli prowadzić samochody? Dlaczego Jarosław Królewski zainstalował Snapchata? Czego nie akceptuje u coachów mentalnych? Dlaczego mecze Wisły najbardziej lubi oglądać wśród kibiców? Co aktualnie robi w Krakowie i czy będzie to jedyny klub, w który tak się zaangażuje? Zaprasza Samuel Szczygielski. 

Mamy więcej niż 7 minut?

Dziś oczywiście, tak się umówiliśmy. Mamy w pracy zasadę, oczywiście nie za każdym razem egzekwowaną, że po 7 minutach rozmowy weryfikujemy, czy dane spotkanie coś wniesie do naszej firmy, osobowości czy w ogóle do świata. 7 minut to dobry test, czy warto się spotykać.

Jak wygląda przerwanie rozmowy? Nie chcę się przekonywać w praktyce, więc nie wychodź, ale wytłumacz.

Ostatnio staram się tego unikać, ale w firmie zawsze można się z kimś wymienić na spotkaniu.

A można przenieść się w czasie?

Hipotetycznie, bardzo hipotetycznie… w laboratoriach próbuje się już pewne atomy przemieszczać. W tym aspekcie wiedzy jesteśmy akurat bardzo daleko od sukcesu. Musielibyśmy przejść sporą rewolucję. Komputery kwantowe musiałyby wyprzeć cały system dwójkowy  z naszego życia. To byłaby rewolucja na miarę wynalezienia pisma lub pierwszych tranzystorów. Nauka pokazuje nam jak wiele pokory powinniśmy mieć, ja w każdym razie nie jestem w stanie przeniesienia w czasie sfalsyfikować, czyli tak, dopuszczam taką możliwość.

Czujesz, że czas ci ucieka? Naprawdę masz tysiąc nieodczytanych wiadomości?

No tak, mogę ci zaraz pokazać. Tysiąc mam tylko na Twitterze, do tego Facebook, Linkedin, Messengery, maile i wszystko inne. Masakra.

Dopadł cię Snapchat, Tik Tok?

Pobrałem oczywiście wszystkie te aplikacje, natomiast to dla mnie za dużo. Instagram to maksimum, które mogę ogarnąć.

I marnujesz czy też poświęcasz czas na śledzenie Instastory?

Nie, mam popodpinane różnego rodzaju systemy automatyzujące i co jakiś czas, kiedy wyłapią mi one na przykład jakieś słowa kluczowe, potrafię bardzo szybko na coś odpisać, nawet jak siedzę na spotkaniu. Mam połączone ze sobą wszystkie urządzenia, to załatwia sprawę.

Ograniczasz czas spędzany przed ekranami laptopa, tabletu, telefonu czy nie walczysz z tym i traktujesz to już jako stały, całkiem normalny element dnia?

Na tę chwilę zaakceptowałem to, że tak musi być. Mogę zaraz sprawdzić, ile patrzę w ekran telefonu. Czekaj… średnia dzienna aktywność to 8-9 godzin.

Na pewno masz syndrom fantomowych wibracji. Powinno się z tego leczyć?

Mam wyłączone w telefonie wibracje. Generalnie telefon mam zawsze wyciszony. Wyłączony dzwonek. Pan szef Amazona mówi, że życie zawodowe będzie inaczej wyglądało w przyszłości. Praca będzie towarzyszyć życiu. Work-life balance to nie będzie 8 godzin w pracy i do domu, tylko raczej to wszystko będzie się przenikało. Musimy się do tego przyzwyczaić. Ja sam powinienem wiele rzeczy eliminować, bo np. powiadomienia rozpraszają. Nie chcę być dobrym doradcą, bo moja rodzina uważa często moje działanie za skrajnie daleko idącą patologię, więc nie będę leczyć innych, bo sam jestem w dość dużym uzależnieniu. Nie mam sprawdzonego sposobu jak to ograniczać, w wielu aspektach życia jestem mało produktywny, więc nie będę się wymądrzał.

Mało produktywny? Ciekawe. Jak się rozwijasz na co dzień? Bo wielu trenerów mentalnych powtarza hasło: „Każdego następnego dnia stawaj się lepszą wersją samego siebie”. Moim zdaniem nie da się tak. Nie z dnia na dzień.

Stopniowanie ludzi… Nie bawmy się w to. Każdy ma swoje historie życiowe i musi się z nimi zmierzyć. Nie ma wyższości w byciu biznesmenem, czy kimkolwiek innym. Życie weryfikuje każdego w różnych aspektach i można być ekspertem w danej dziedzinie, ale w czymś innym, ważniejszym, totalną nogą. Jeśli będziemy skupiać się na tym, by stawać się tylko i wyłącznie lepszą wersją siebie, to będzie bardzo trudno doprowadzić się do takiego stanu, bo oznaczałoby to brak ofensywnego eksperymentowania. Na przykład w sztucznej inteligencji, nawet jak przygotujecie świetny, wielowarstwowy model, to jeśli nie doprowadzacie do testu na „żywym” organizmie, w realnym środowisku to ten model nie będzie się w stanie uczyć, np. popełniając błędy, przez doświadczenia. Nie będzie w stanie dostarczać wartości. Dlatego tak jak Ty nie uważam, że każdy nowy dzień powinien doprowadzać wyłącznie do lepszej wersji nas samych, bo powinniśmy poddawać się sytuacjom skrajnym, kiedy wychodzimy poza strefę komfortu, które czasami mogą skończyć się porażką. Wtedy jesteśmy w stanie się uczyć. Lepiej żebyśmy wychodzili np. do takiego Hyde Parku Weszło, stawiali czoło pojedynkom i wyzwaniom…

Tak odbierasz ten Hyde Park?

Tak, intelektualnie tak. Każdy może zadzwonić i zadać dowolne możliwe pytanie. Muszę pamiętać, że pracuję w Wiśle, wielkim klubie, który chcemy układać profesjonalnie. Mimo tego, uważam że trzeba się z tym zderzyć. Odpowiedzieć na pytania, na poziomie rodziny, pracy, dzieci.

Co z tego jest dla ciebie najważniejsze?

Postanowiłem sobie kiedyś tezę (to tyczy się mnie i mojego podejścia do życia), że chciałbym być gotowy na pewne tematy i się im poświęcać. Do pewnych spraw trzeba być w 100% przekonanym. Czy zawsze trafię z decyzjami? Pewnie nie. Ale wybierajmy rzeczy, do których jesteśmy przekonani. Mam pewien problem z coachami. Często widzę, oglądam moich zajmujących się tym przyjaciół, o których wiem, że wielu rzeczy, to oni w życiu nie doświadczyli. Natomiast biorą odpowiedzialność za naukę innych. Podczas pierwszego roku wykładania na uniwersytecie (10 lat temu), nie wiem, czy miałem którąś noc przed wykładem, którą przespałem. Byłem zestresowany. Nie wystąpieniem czy materiałem. Tak się bałem, że powiem coś złego czy wygłoszę opinię, która może nie teraz, ale w przyszłości spowoduje, że ktoś się nie rozwinie, bo zadecyduje, o czymś na podstawie słów jakiegoś tam Jarosława Królewskiego. To ogromna odpowiedzialność co wtłaczamy innym. Uważam, że coach ma o tyle słabą perspektywę, że tyle czasu poświęca szkoleniu innych, że nie ma go na tyle samemu aby tego świata doświadczać. Świat powinno się też tworzyć – wtedy można przekazywać wiedzę innym. A nie, kiedy tylko go odtwarzać, oglądać, obserwować.

Powiedziałeś, że w Hyde Parku może paść każde możliwe pytanie i musisz się z tym zmierzyć. Jeden z słuchaczy wysłał naprawdę poważne, życiowe. Jesteś gotowy doradzić?

Tak, no dobrze.

„Panie Jarku, mam 50 tysięcy oszczędności. Mam kobietę, ale nie mamy wspólnego domu. Ona odłożyła za to jakieś 70 tysięcy. Co zrobić? Jak inwestować i w co? Wziąć kredyt na mieszkanie, kupić dom?”

Jejku… Ciężko mi odpowiedzieć wprost. Musielibyście się państwo złożyć na to mieszkanie, jeszcze w proporcji, gdzie ta Pani ma więcej. Jest to w jakiś tam sposób, hm, specyficzna sytuacja. Na pewno bym chwilę poczekał, idą recesje w niektórych branżach. Sprawdzałem ostatnio na giełdzie – np. u gigantów technologicznych, ale przeważnie to od nich się zaczyna. Nigdy nie inwestowałem dużo w nieruchomości. Myślę, że trzeba znaleźć państwu rozwiązanie bezpieczne, jeśli chodzi o sferę komfortu własnej współpracy partnerskiej… Myślę, że… No, zagiął mnie pan tym tematem. Ale brakuje mi danych. Kontekst, miasto, województwo, kraj, wiek małżonki. Przepraszam! Partnerki. Wiek pana. Pomogłoby to odpowiedzieć na pytanie, co się finansowo opłaca. To, co można zrobić, to beauty contest. Pójść do 3-4 doradców, którzy przygotują inicjalną ofertę. Myślę, że oni są inteligentniejsi od nas. Można też zapytać Google’a, co on by zrobił, ale odpowiedź może być niejednoznaczna i wprowadzać w błąd. Aktualnie mam trochę za mało danych, żeby państwu odpowiedzieć. Ale gratuluję zaoszczędzonych środków!

Pytanie interesujące wielu Polaków. A jak nie wielu, to chociaż jednego, bo słuchacz zadał takie pytanie: co Królewski mówi fryzjerce, gdy idzie ściąć włosy?

Nie mam swojej. „Byle gdzie” chodzę. Chociaż ostatnio jeden z kibiców mówił, że wchodzi i mówi „grzywkę na Królewskiego” i fryzjerzy wiedzą. Ja proszę, żeby wszystko było równo na całej głowie i żebym nie był wystrzyżony na łyso. To mi wystarcza.

Nasz dziennikarz Marcin Ryszka pyta, kiedy w końcu pojawią się zapowiadane przez ciebie samochody dla niewidomych.

Postęp w tej dziedzinie jest przeogromny. Dlatego, że – jak to bywa w ekonomii – za Teslą poszły inne marki i samochody autonomiczne są coraz poważniejszym przedmiotem dyskusji. Problemy są z homologacjami, ale takie technologie już istnieją, by niewidomi mogli jeżdzić samochodami. Wszystko rozbija się o kwestie legislacyjne – to wszystko trzeba jeszcze zbadać. Ale dzisiaj nie ma przeszkód, by osoby niewidome mogły podróżować samochodami, z punktu widzenia techniologii. Problem tyczy się zaufania społecznego wobec takich samochodów.

A jak żadnych podróży nie ma w planach na wieczór, to kupujesz sobie butelkę piwa?

Raczej rzadko sięgam po piwo. Byłem dziś z moją drużyną programistów na krótkim spotkaniu i oni testowali różne smaki whiskey i rumu. Nie robię z siebie wielkiego abstynenta, natomiast cykl pracy nie pozwala mi na to, by sobie wypić coś wieczorem. Za dużo zajęć, za dużo pracy. Powiedziałbym, że nie mam takiego nawyku, by wieczorem usiąść i wypić piwo. Nie mam takiego rytuału. Może kiedyś będę miał więcej czasu na to, by usiąść wieczorem ze złocistym trunkiem.

A kiedy znajdzie się wolny wieczór na piwo i książkę, to jaką polecasz?

Z tych, co ostatnio czytałem – „Who Owns the Future?” od Jarona Laniera i „Superintelligence”, którą napisał Nick Bostrom. Jakieś za łatwe te pytania… Zadajcie coś niemiłego, trudnego.

O, to z Twittera jest dobre – czy Synerise bankrutuje?

Bardzo dużo kosztowało dojście do miejsca, w którym obecnie jestem. Setki nieprzespanych nocy, wyrzeczeń i łez. Sytuacje jak te po derbach Krakowa sprawiły, że moja skóra i psychika jest odporna na wiele rzeczy. Co do firmy, regularnie informowałem na jakim jesteśmy etapie i jaką mamy strategie – w dziesiątkach wywiadów po 13 stycznia. Warto się do tego odnieść. Jako Synerise 26 sierpnia organizujemy otwarty event w Złotych Tarasach. Zainteresowanych jest już 1000 osób. Zapraszamy wszystkich (klientów, pasjonatów AI, developerow, startupowcow, kibiców, konkurencje), którzy chcą zapytać nas o dowolną rzecz na temat Synerise, począwszy od finansowania, księgowości, produktu, struktury zatrudnienia, struktury kosztów i przychodów na dzień eventu, pensji, relacji inwestorskich, rozwoju międzynarodowego i innych „pikantnych” szczegółów naszej działalności. Takie publiczne Due Dilligence. Jeśli natomiast ktoś jest ciekawy teraz, to wystarczy mnie zapytać – wymaga tego rzetelność dziennikarska i przyzwoitość ludzka. Ostatnio pojawił się w sieci tekst, napisana na bazie wpisu Pana reprezentującego naszą konkurencję. Szukającego prawdy. W tekście tym myli się nazwę mojej firmy, moje nazwisko, nazywając mnie Królewiczem, cytuje słowa konkurencji, insynuuje nieprawdziwe spostrzeżenia czy wydaje wyroki, nie posiadając ani skrawka ekonomicznych wyjaśnień. Jak można napisać artykuł o firmie, nie pytając spółki o oficjalne stanowisko, nie pytając o nic, bazując na wpisie jednej osoby i nazwać to burzą w branży (post miał 20 like”ów). Pomija się opinie naszych klientów pod wpisem, zapomina dodać, że spółka pozyskała 42 mln finansowania. Bez konsekwencji, można napisać, że Synerise traci pieniądze, zgarnąć kilkalność, bo Pan Królewski jest osobą publiczną obecnie. Dodatkowo robi się to w dniu gdy z Synerise odbieram nagrodę od Microsoft w Las Vegas. Tak wielka zazdrość, złość, niechęć jest w naszych sercach? A wszystko to na portalu, którego redaktorem naczelnym jest kibic Legii. Czy nie można, być bardziej skrupulatnym? Tylko w Polsce może krytykować Synerise przedstawiciel spółki, która na giełdzie ma po 1 kwartale stratę i zatrudnia 6 osób, podczas gdy my zatrudniamy 224. To jest pokaz męstwa? Ale okej, mówiąc szczerze – byłem na to przygotowany, spodziewałem się tego. Nasi prawnicy również byli na to przygotowani. Zobaczymy, czy w innym miejscy ta odwaga będzie taka jak w mediach społecznościowych. Poza tym, tydzień po artykule i wypowiedzi na Linkedin Pana Jakuba, który ową burze spowodował, mieliśmy największą liczbę kontraktów podpisanych w historii, cieszy mnie to, że wygrała merytoryka i nikt nie zawiesił z nami współpracy. Lekcja na przyszłość – przekaz mediowy jest mocno spłycony, czasami warto odpuścić. Firma ma się bardzo dobrze, jest ambitna i będzie realizowała swoją strategie zgodnie z tym jak zachowuje się rynek, nawet jeśli oznacza to pivotowanie. Tak też sobie myślę, że warto kibicować każdej polskiej firmie, która ma szanse na sukces światowy, nasz kraj to wciąż mały rynek, mamy cały świat pomieścimy się. Nie rozumiem ludzi, którzy skupiają się na szukaniu wad innych. Szkoda życia. Mam 32 lata, będę popełniał błędy, starał się poprawiać, ale hiperbolizacja wad innych to nie jest coś na co warto przeznaczać czas.

Jarosław Królewski to człowiek binarny?

Pamiętam dokładnie Stan Futbolu, program pana Stanowskiego. Wtedy powiedziałem dokładnie: „Staram się być człowiekiem binarnym, ale świat jest probabilistyczny”. Bo kiedy zbuduje się taki sposób myślenia i postrzegania świata, łatwiej podejmować decyzje. Mam kilka warstw. W tej technicznej, biznesowej, staram się być binarny i konsekwentny. Natomiast kompletnie nie jestem binarny w warstwie moralizatorskiej i tym podobnych. Tu mam wiele przemyśleń i dużo przeżywam. Odpowiadając wprost – chciałbym być całkowicie binarny, bo żyłoby się po prostu łatwiej, także w kontekście ludzkich odczuć. W biznesie zazwyczaj podejmuje szybkie decyzje, nie zwlekam.

Z czego to się bierze? Aby mógł Pan cokolwiek przetłumaczyć maszynie, nawet pewnego rodzaju definicje warunkowe, to musi Pan operować w świecie zer i jedynek. W systemie zerojedynkowym. Tak naprawdę cały świat opisujemy w tym systemie. Nawet jeśli pan produkuje zdjęcie, to jego zapis w internecie jest binarny, czyli  zerojedynkowy. To także figura semantyczna – metafora, natomiast w informatyce to podstawa myślenia, podejmowania następnych decyzji. Aby program mógł się wykonać – musi być binarny.

W jaki sposób długofalowo zamierzasz rozwijać Wisłę binarnie? 

Nie oszukujmy się, w świecie piłkarskim bardzo trudno będzie mi to zaaplikować. W klubach ważne jest planowanie. Plan powstał na początku naszej drogi, którą kroczymy wspólnie z wami, kibicami. Rafał, Tomasz, Piotr, Kuba, Dawid ludzie w klubie działali wtedy binarnie. Gdy zostały ustalone budżety – nie przekraczaliśmy danych kwot. Tak samo przy negocjacjach. Tak powinno to wyglądać w codziennym realizowaniu zadań i rozwiązywania problemów. Potraktujmy to jako dwubiegunowość. Starajmy się, żeby poziom utrzymywał się zawsze blisko tego, co sobie wcześniej założymy. Wypracowaliśmy sobie w Wiśle dobrą metodę – brak plotkowania o sprawach, które nie są radykalnie pewne. Przykładowo, ja nie odpowiadam za sport i transfery, rzeczywiście mamy swoje komitety, głosujemy w nich, ale jest w klubie dużo mądrzejszych osób ode mnie. W aspekcie transferów Piotr czy Tomasz są lepszym źródłem kontaktu. W ciągu 24 godzin w klubie potrafi się bardzo wiele zmienić, zaskoczyła mnie już wielokrotnie piłka, zaskakiwali mnie partnerzy i kibice, cieszę się, że pozytywnie.

Jedna ze słuchaczek pyta, co czuje człowiek, który pomógł uratować klub, gdy widzi euforię na stadionie?

Przeciętny człowiek ma mało możliwości w życiu, uczestniczenia w takich projektach. Na poziomie człowieka i wszystkiego, co w życiu będzie mi w stanie przeżyć – to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które dane było mi doświadczyć. To była trudna walka wszystkich osób wokół i w klubie. Czuję się bardzo dumny z tego, że nam się udało i z uczestnictwa w wiślackiej społeczności. Ta społeczność też może być dumna, w szczególności, w kontekście pielęgnacji tego, co tworzono tu przez pokolenia. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że będę mógł uczestniczyć w tym nowym początku. Wielokrotnie byłem tym wzruszony, zrobiłbym to jeszcze raz. Nawet jeśli straciłbym te pieniądze, to zyskałem jako człowiek bardzo wiele. Ta akcja pokazała, że czyny, a nie słowa, mają znaczenie. Sukces został dowieziony. 12 stycznia po emisji programu u Krzyśka Stanowskiego wróciłem do domu, poczytałem te komentarze – o Cyber Marianie, że na pewno się nie uda, że nic z tym nie zrobimy. A po trzech tygodnia widziałem, że udało się zdobyć 14 milionów dla klubu, udało się zrobić coś nieracjonalnego. Gdy dzisiaj patrzę na te analizy, to 98% polskiego społeczeństwa bardzo to docenia. Nie hejtuje, a wspiera. Jestem z tego mega dumny. To jedna z piękniejszych rzeczy w polskim sporcie, która wydarzyła się w ostatniej dekadzie. Będę to pamiętał przez całe życie. Pamiętajcie, realiza ja mało ambitnych projektów zawsze jest racjonalna.

Inna pyta, czy będą do nabycia leki na uspokojenie w okolicach stadionu?

Jakbym miał porównać zestaw stresów, które mam w życiu – a zdarza mi się mieć bardzo duże – to Wisła zajmuje aktualnie 70% z nich. To, co dzieje się w klubie i wokół niego to raz, a do tego mecze Wisły są radykalnie przewrotne. Myślę, że dlatego są często transmitowane w telewizji. A też dlatego, że ta drużyna gra… postmodernistycznie. Czasem klapa, ale w wielu momentach drużyna gwarantuje oglądanie wspaniałej gry zespołowej i akcji jak ta z Górnikiem w 94. minucie. Wpisało się to w DNA Wisły, nie spodziewam się, że dramaturgia w kolejnych meczach się zmieni. Każdy chciałby zdobyć swoją pierwszą bramkę w takich okolicznościach jak Chuca. Nie chcę już nigdy oglądać meczów w loży. Wolę oglądać mecze z kibicami, wtedy czuję jakby to ciśnienie meczowe rozpraszało się po całej trybunie, a nie gnieździło w mojej głowie. Uważam że musimy być pokorni w każdym temacie. Nie narzucać całej presji na jednego zawodnika/kogokolwiek podczas meczu. Ta akcja wykończona golem Chuki była piękna, z udziałem kilku osób.

Poza boiskiem też czuć zespół. Byli piłkarze Wisły jak Marcelo czy Rafał Pietrzak dołączyli do socios. To budujące. 

To pokazuje, jak wielka jest istota tego miejsca. Jak dużo to daje piłkarzom. Jak wiele daje na poziomie człowieczeństwa i przywiązania do tej społeczności. To pokazuje, jak bardzo piłkarze doceniają i szanują kibiców. Kult klubu jest ogromny w sercach fanów. Bardzo trudno znaleźć klub, do którego piłkarze chcą wracać i który tak dopingują. Wisła jest ewenementem pod tym względem nie tylko w Polsce, ale w ogóle w Europie czy na świecie.

Mathieu Flamini zostanie socios Wisły?

To autentyczny gość. Jego serce bije dla Arsenalu. Nie będziemy go do tego zmuszać. Ale często pyta co tam w Wiśle, ogląda i czasami pisze, gdy przegrywamy, żebyśmy się nie przejmowali. Dużo rozmawialiśmy, gdy rozpoczynała się akcja ratowania Wisły. Pod względem etycznym, moralnym, dopytywał co i jak oraz wspierał w realizacji. Ciesze się, że wtedy trzymał za nas publicznie kciuki.

Czym zajmujesz się w klubie, za co teraz odpowiadasz w grupie ratunkowej?

Na tę chwilę skład decyzyjny państwo znają, jestem w tym składzie i głosuję, biorę udział w tym. Merytorycznie jedną z najważniejszych osób w Wiśle jest Tomasz Jażdżyński, który swoim doświadczeniem i arytmią tego, co się w biznesie powinno robić, odgrywa rolę kluczową. Oczywiście Piotr Obidziński, również zajmuje się sprawami decyzyjnymi, ważnymi ruchami strukturalnymi. Mało się mówi o człowieku, który nie jest medialny i nie wypowiada się na łamach mediów, to Dawid Błaszczykowski. Jest delegatem Kuby, jako pożyczkodawcy, ale to jedna z najbardziej doświadczonych osób pracujących nad Wisłą. Kocha piłkę, miał styczność z europejskim futbolem, zna niuanse. Warto to docenić, jest to kluczowe dla całej akcji od początku.

Moja rola w tym momencie jest w zasadzie głównie konsultacyjna. Z tej grupy najmniej jestem w stanie wpływać na Wisłę w takim krótkoterminowym okresie. Jasne, wspólnie decydujemy, komunikujemy się. Ale w klubie są ważniejsze osoby ode mnie. Mi została rola „fejsowania” temu. Dowiaduję się, jak funkcjonują inne kluby, by pozyskać wiedzę dla Wisły. Pewnie kiedyś opowiem jakie postacie dowiedziały się o tym, jak Wisła stawała na nogi.

Są dziś w klubie ważniejsze osoby. Ja jestem tym kosmitą, co rzuca dziwne pomysły, a koledzy świetnie wszystko egzekwują.

Jak dużą czujecie odpowiedzialność za Wisłę?

Żadne pieniądze nie oddadzą odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa. Grupa osób, która jest w Wiśle i którą łączą umowy nierozwiązywalne, czuje tę odpowiedzialność na każdym możliwym polu. Sportowym, finansowym, historycznym… Właśnie dlatego weryfikujemy każdy aspekt działania klubu. Dlatego nie chcemy oddawać go w ręce byle kogo. Bo nie damy gwarancji kibicom, że to będzie w pełni profesjonalne zarządzanie. Chcemy najpierw, by Wisła przeszła pełną renowację. A nie wziąć stłamszony klub i oferować go komukolwiek. Wisła wygląda coraz lepiej, coraz sprawniej, dziś jej wartość wzrasta. Nie będzie zgody na to, by zdeprecjonować wartość klubu. Nie oddamy go do czasu, gdy będziemy pewni, że właściciel będzie na tyle mocny, by profesjonalnie zarządzać Wisłą. Nie ma w tym żadnych partykularnych interesów – moich, Tomka czy Kuby. Zwłaszcza, że na klubie wiszą długi, taka narracja nie powinna mieć miejsca.

Macie możliwość przeprowadzenia emisji nowych akcji Wisły?

Nie jest możliwa dodatkowa emisja w crowdfundingu w polskim systemie prawnym. Emisja do miliona euro została wypełniona w 24 godziny, co było wielkim sukcesem. Jest możliwa emisja giełdowa, są różnego rodzaju inne instrumenty, ale ona są trudniejsze w wykonaniu i mogą wywoływać problemy w przekonaniu inwestorów. Myślę, że znamy wszystkie możliwości, oraz instrumenty pozyskiwania środków i bacznie się im przyglądamy.

A nowi sponsorzy?

W Wiśle zastaliśmy pewne tematy. Trzeba zdawać sobie sprawę, że niektóre umowy zostały podpisane jeszcze przez poprzednich właścicieli i zarząd na bardzo długie okresy. To wyłączyło nam sporo możliwości działania.  Co do sponsorów – czasem warto poczekać. W ciągu miesiąca w piłce może się tyle stać, że nawet po krótkim okresie wzrośnie cena np. miejsca na koszulce. Ostatnie mecze to pokazują, Wisła jest klubem, w który warto inwestować, jeśli chodzi o sponsoring, na pewno.

Jakie macie relacje z prezydentem Majchrowskim i co z ewentualnym wykupem stadionu od miasta?

Ważna z naszego punktu widzenia jest weryfikacja, co jest naszym priorytetem, a co nam utrudnia funkcjonowanie. Chciałbym, by relacja z miastem była oparta na partnerstwie. Nie chciałbym twardego przeciągania liny. Z jednej strony – jasne – mamy nowe rozdanie, chcielibyśmy nowego początku, ale z drugiej strony miasto ma też wieloletnie doświadczenie z Wisłą. Trzeba tu znaleźć złoty środek. Nie da się pewnych rzeczy zrobić na siłę – także w kontekście wykupu stadionu. Klub to nieodzowna część tego miejsca, kibice są przywiązani do tego adresu. Liczę na kontynuację dialogu z prezydentem.

Pada sporo pytań, czy klub oficjalnie poprze akcję „Wisła LGBT”.

Uważamy, że stadion to jest miejsce, na którym nie powinniśmy prezentować swoich poglądów. Staramy się nie wchodzić na tematy polityczne czy religijne. Na tę chwilę mamy inne sprawy w Wiśle, które są priorytetowe.

Kupiłeś akcje Ruchu Chorzów?

Wisła będzie jedynym klubem, w jaki się zaangażuję. Teraz tak… Jest mi przykro, że taki klub jak Ruch, tak zasłużony dla polskiej piłki, nie może odetchnąć i znaleźć grupy osób, które powalczą o niego. Wyrażam pełne wsparcie na każdym poziomie w kwestii pomocy mu. Jestem z nimi, chcę ich wesprzeć. Akcje Ruchu nie są drogie. Jeszcze nie dokonałem tej transakcji, bo moi doradcy twitterowi polecili mi, żebym się wstrzymał, żeby te pieniądze trafiły w dobre miejsce. Ale jeśli znajdzie się osoba, która dostanie legitymizację środowiskową, to dokonam wsparcia tego klubu. Zobaczymy w jaki sposób.

Po Wiśle znajdziesz kolejny klub, w który wejdziesz?

Szczerze odpowiem…  Nie. Jeśli chodzi o kluby piłkarskie na tym poziomie – bo drużyny amatorskie to drobne inwestycje i staramy się im pomagać…

Tu ci przerwę. Niedawno odbyłeś testy w KTS Weszło. Niewiele dłuższe niż te wspomniane na początku 7 minut, bo skończyłeś je na jednym treningu. Czemu bez kontynuacji?

Byłem zobowiązany do kolejnego treningu, ale niestety poleciałem do Las Vegas i trochę się nie udało. Totalnie szczerze – wielkie gratulacje dla chłopaków grających w tej drużynie. Po 50 minutach czułem się dojechany treningiem. Patrząc na samą gierkę – wielkie chapeau bas za to, jak chłopaki podchodzą do treningu, ciężko i profesjonalnie pracują. To nie był trening old-boyów, tylko przemyślana w każdym calu organizacja czasu. Jeśli chodzi o moją osobę… Jak to mi wytknął pan Kowalczyk, zmarnowałem dwie 100% sytuacje, raz trafiłem w jakieś okno, ale nie to bramkowe. Potem trafiłem do bramki, ale do poziomu drużyny w moim stanie kondycyjnym jest mi bardzo daleko. Chociaż szybkościowo dawałem radę, został mi gaz z lat trenowania lekkoatletyki.

A wracając do Wisły…

…to uważam, że Wisła jest pierwszym i ostatnim moim klubem.

To nie słowa pod publiczkę?

Nie da się zmieniać tożsamości. To nie projekt, który można wykonywać bez udziału serca, umysłu i tym podobnych. Z mojej perspektywy nie wyobrażam sobie teraz oddać innemu klubowi tak dużą część siebie jaką włożyłem w Wisłę. W stronę Krakowa patrzę cały czas.

Samuel Szczygielski

KOMENTARZE (1)