Dani i Darko. Pojedynek prawdziwych playmakerów?
Weszło

Dani i Darko. Pojedynek prawdziwych playmakerów?

Gdyby wskazać dwa pozytywne zaskoczenia pierwszych dwóch kolejek – pewnie byliby to Dani Ramirez oraz Darko Jevtić. Pierwszy z nich zdołał przełożyć fantastyczną grę na zapleczu Ekstraklasy na równie udane występy w krajowej elicie. Drugi, mimo że wielu już stawiało na nim krzyżyk, firmuje odnowienie Lecha Poznań, który powoli przestaje swoich kibiców irytować, a zaczyna zachwycać. 

Dziś bezpośredni pojedynek dwóch techników, dwóch zawodników z olbrzymim potencjałem, a jednocześnie dwóch liderów, od których dyspozycji będą zależeć wyniki ich zespołów w tym sezonie. Kto ma więcej do udowodnienia? Jaką pełnią rolę w swoich drużynach? Czego możemy się po nich spodziewać? Spróbowaliśmy porównać obu pomocników.

START W TYM SEZONIE

Dani Ramirez miał wyjątkowo łatwe zadanie – jako zawodnik beniaminka, w dodatku skazywanego przez wszystkich ekspertów na pożarcie przez ekstraklasowych wyjadaczy, musiał tylko dwa czy trzy razy kopnąć prosto piłkę, by wprawić tzw. opinię publiczną w szczery zachwyt. Oczekiwania wobec ŁKS-u były na tak niskim poziomie, że pojawienie się w jego barwach dryblera, któremu żadnych trudności nie sprawia ani nieszablonowe podanie, ale przejście zawodnika zwodem, przyjęto niemal jak cud.

LECH GÓRĄ W MECZU Z ŁKS-EM? KURS 2,80 W ETOTO! 

A przecież cudów nie ma. Wysadzenie całej klasyfikacji kanadyjskiej i absurdalna liczba 15 asyst w ubiegłym sezonie to nie jest dowód na słabość zaplecza Ekstraklasy – to po prostu dowód na to, że mamy do czynienia z zawodnikiem na tym poziomie spotykanym rzadko. Ramirez od pierwszego sparingu udowadniał, że w ogóle nie czuje zwiększonych wymagań w stosunku do I-ligowego grania, po równo ogrywając zawodników i z I-ligowej Warty czy GKS-u, i ekstraklasowych Korony i Wisły Płock.

Pierwszy sparing, rywalem właśnie Wisła, która przyjechała dość mocnym składem. Nie minęło pół godziny, a Ramirez gubi przyjęciem obrońcę, po czym doskonałym zawijasem na długi słupek pokonuje Bartłomieja Żynela. Wynik? 4:0. Próba generalna z Koroną Kielce? Ramirez daje identyczną prostopadłą piłkę jak dwa tygodnie później w Krakowie. ŁKS ogrywa kielczan 3:0 na tydzień przed startem ligi. Ramirez po drodze dorzuca też asystę w meczu z Wartą Poznań i dwie kolejne przeciw Kotwicy, ogółem zaś gra tak, jakby nadal trwał zwycięski wiosenny marsz ełkaesiaków.

Żadnym zaskoczeniem nie jest, że z Lechią Gdańsk właściwie zagarnia widowisko dla siebie. Leszek Milewski żartuje, że w kwestii posiadania piłki ŁKS prowadzi z Lechią 28% – 27%, a pozostałe 45% to czas z piłką przy nodze Ramireza. O ile w pierwszym meczu – pewnie w głównej mierze z racji taktyki Piotra Stokowca – skupiał się na dryblowaniu, o tyle w drugim wskoczył już w to, co lubi najbardziej. Nieszablonowe napędzanie akcji podaniami. Piłką do Sekulskiego, która dała ŁKS-owi prowadzenie, przedstawił się na dobre piłkarskiej Polsce.

–  To piłkarz, który swoim sposobem gry jest w stanie błyskawicznie pozbyć się „plastra” i sprawić, że ŁKS od razu zyska przewagę z lewej czy prawej strony. Trudno go przypisać do jednego miejsca na boisku – zachwycał się w radiowym programie Canal+ Tomek Ćwiąkała, który wcześniej, na swoim kanale, również poświęcił Daniemu kilka ciepłych słów. – Będzie nam dostarczał wielu fajerwerków i wrażeń artystycznych. Gdyby nie to, że to zawodnik lewonożny, można byłoby go, oczywiście przy zachowaniu gigantycznych proporcji, porównać do Daniego Ceballosa. 

Nie za wcześnie na te pochwały? No kurczę, raczej nie za wcześnie. Zanim Ramirez oczarował swoją techniką ekspertów i kibiców w meczach z Lechią i Cracovią, potwierdzał klasę przez okrągłe 12 miesięcy – w I lidze i w okresie przygotowawczym.

A Jevtić? Zastanawiamy się, czy aby kluczowym momentem tego sezonu dla nie był czasem ani żaden ze sparingów, ani żaden z meczów dla tego sezonu, ale demokratyczne wybory wewnątrz drużyny na kapitana zespołu. Być może to tylko nasze dopisywanie tezy pod fakty, natomiast coś nam podpowiada, że taki gest ze strony kolegów z drużyny jest pewnym wotum zaufania, który buduje pewność siebie Szwajcara.

Bo to taki gość, który musi poczuć zaufanie. Sam zresztą to przyznaje. Jeśli nie ma w głowie tysiąca myśli, jeśli skupia się na graniu w piłkę i nie boi się, że w okolicach 60. minuty sędzia podniesie tablicę z jego numerem, to jest jednym z najlepszych piłkarzy tej ligi. I – stuk, puk, odpukać – póki co wygląda naprawdę dobrze. Symptomy dobrej formy zdradzał już w sparingach – to był ten wyluzowany Darko, który może i czasami snuje się po boisku, ale cały czas jest pod grą. Tu perfekcyjne skleił piłkę przy trudnym podaniu, tam obsłużył kolegę fantastycznym dograniem. W skrócie – czuł przestrzeń, piłkę i kolegów. Z poznańskiego obozu docierało sporo głosów, że i na treningach Jevtić nie ma sobie równych – Kto sprawia największe wrażenie na zajęciach? Darko, zdecydowanie. Duża jakość – mówił u nas Miłosz Mleczko.

I początek sezonu ma naprawdę przyzwoity. W dwóch meczach strzelił gola i zaliczył dwie asysty, natomiast same cyfry nie oddają tego, jak kozackie był to podania.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-183-2019-07-29-10_42_02 Bez tytułu

Stawiamy, że taką powtarzalność podobnych podań w Ekstraklasie ma maksymalnie ze czterech zawodników. Ale Darko wreszcie się też chce. I to chce naprawdę, a nie tak, że po kwadransie można zarzucać mu wędkę, bo widać, że z tego występu i tak nic nie będzie. W pamięci utkwił nam fragment ze starcia z Wisłą Płock, gdy lechici stracili piłkę gdzieś w okolicach koła środkowego, piłka trafiła przed pole karne, a tam na wślizgu jechał już Jevtić. Jeszcze w zeszłym roku pomyślelibyśmy, że ten denaturat z czasów licealnych zaatakował z opóźnionym zapłonem i że nasze oczy plotą nam figle. A tutaj, proszę, jednak można usiąść na dupie i ubrudzić sobie getry.

DYSPOZYCJA W UBIEGŁYM SEZONIE

„Skąd wy go wytrzasnęliście”? Gdyby policzyć ile razy tego typu słowa padały w lożach trybuny przy al. Unii 2 po kolejnych meczach I ligi, pewnie uzbierałaby się trzycyfrowa liczba. Każdy, kto oglądał Ramireza w którymś z jego 31 występów dla ŁKS-u w I lidze, widział w nim gigantyczny potencjał. Oczywiście, najprościej byłoby spojrzeć w liczby, zobaczyć, że do wielu pięknych goli dokłada po 0,5 asysty na mecz, a przecież gdyby jego koledzy odrobinę celniej strzelali przy kolejnych centrach ze stałych fragmentów – ten dorobek mógłby wyglądać jeszcze okazalej.

Taśmowo wygrywał wszystkie możliwe plebiscyty. W Pierwszoligowcu Weszło FM, gdy piłkarze sami wybierali najlepszego spośród nich, absolutnie zdystansował konkurencję. Ciepło wypowiadali się o nim wszyscy eksperci telewizyjni, rywale, koledzy z drużyny. Ale jak inaczej wypowiadać się o gościu, który niemal w pojedynkę wygrywa mecze. Równa forma przez cały sezon. Mnóstwo namacalnych efektów w postaci goli i asyst, ale też od groma niewidocznej pracy w postaci „przedostatniego podania” – czy to prostopadłej piłki, czy rozciągnięcia do skrzydłowych. Jedyny minus? Cóż, to było w I lidze. Nie da się określić, na ile ten fantastyczny sezon to wynik szalonych umiejętności Hiszpana, a na ile słabości ligowej konkurencji.

GOL JEVTICIA? KURS 3,75 w ETOTO. TRAFI RAMIREZ? KURS TEN SAM

Jevtić? Trudno o bardziej wyraźną definicję „gry w kratkę” niż jego poprzedni sezon. I tak jesteśmy pod wrażeniem, że grając tak nieregularnie był w stanie strzelić trzy gole i pięciokrotnie asystować. Jesienią dostał trochę wolnego przez problemy osobiste (miał trudną sytuację rodzinną), później przytrafiły mu się drobne problemy zdrowotne, wiosną bolał go mięsień dwugłowy. U nas uzbierał średnią 4,26 ocen za cały sezon, zdarzyło mu się wyłapać „jedynkę”, czterokrotnie zasłużył na „dwójkę”, ledwie raz dostał notę wyższą niż sześć. Wymownym niech jest fakt, że wyższą średnią not uzyskali chociażby Mateusz Szczepaniak, Marcin Cebula, Adam Marciniak czy Mateusz Wdowiak.

Słaba forma powodowała, że plotki w internecie nakręcały się same. Ktoś rzucił, że widział naprutego Jevticia na mieście. Inny twierdził, że Szwajcar został umieszczony w ośrodku leczenia uzależnień. Hitowa była opowieść o tym, że Jevtić w alkoholowym ciągu wzywa Jasmina Buricia poprzez… uderzanie w kaloryfer. Doprawdy nie wiemy, czym w ten kaloryfer musiałby walić, by Bośniak go usłyszał, bo obaj mieszkali kilkaset metrów od siebie.

–  Oczywiście, mam w sobie dużo luzu, ale niektórzy mylnie to odbierają. Zawsze uważam na to co robię, a w tym wypadku trudno było o reakcję, która zamknie temat. Uwierało mnie to strasznie. I choć dziś podchodzę do całej historii spokojniej, to nie ma co ukrywać, że to było bardzo stresujące przeżycie i miało wpływ na moją formę na początku sezonu. Potem dotarło do mnie, że to nie ma sensu. Człowiek wariuje. Trzeba te rzeczy odrzucić na bok i skupić się na tym, żeby udowodnić, że „oni wszyscy” nie mają racji. Chcę, żeby wszyscy byli z nas dumni i szczęśliwi. Po prostu – mówił sam Jevtić na stronie oficjalnej Kolejorza.

Czy sobie poradził, czy nie – to już nie ma takiego znaczenia. Fakty są takie, że poprzedni sezon było dla niego jednym wielkim rozczarowaniem. Być może największym w jego karierze od momentu, gdy okazało się, że w Basel to on raczej miejsca nie zagrzeje.

fjVzvnI

ROLA W ZESPOLE I STYL GRY

– Ramirez? Kto? – żartobliwie dopytywał Maksymilian Rozwandowicz, gdy zapytaliśmy go o jego ocenę kolegi z szatni. Ełkaesiacy bowiem pytania o hiszpańskiego czarodzieja otrzymują w dosłownie każdej rozmowie. Poważnie, wiemy po sobie. Bartka Kalinkowskiego pytaliśmy, czy nie boją się, że ktoś w końcu wytnie Ramireza.

– Na pewno Dani jest takim typem zawodnika, który jest bardzo często faulowany. Drużyny będą robić coraz więcej, żeby go zneutralizować – notabene Cracovia po lewej stronie, na Daniego, grała dwoma obrońcami, myślę nieprzypadkowo. Niemniej to działo się też w pierwszej lidze. Jest obawa o jego zdrowie, ale Dani ma na tyle szybkie nogi, że na szczęście nic mu nie jest. Powiem więcej: to jest pewnego rodzaju fenomen, bo nie widziałem go nigdy na leżance w sztabie medycznym, ma końskie zdrowie – przekonywał Kalinkowski.

Również Łukasza Sekulskiego podpytaliśmy o gwiazdę ŁKS-u – jak to jest mieć Daniego za plecami? – Fajnie, nawet przyjemnie! To dobry zawodnik, nawet powiedziałbym: bardzo dobry. Czujemy się na pewno bardziej bezpiecznie jak Dani jest z nami na boisku. Jeśli dalej będziemy tak obsługiwani podaniami jak ja zostałem wczoraj, to nie będzie żadnych wymówek dla napastników. Dani to zawodnik, który widzi więcej.

I w I lidze, i teraz, po awansie, Dani jest centralną postacią drużyny. Kazimierz Moskal jednak nie zgadza się z zarzutami czy może po prostu opiniami, że skład jest zbudowany wokół Daniego. Już u nas, tuż po promocji do Ekstraklasy, cierpliwie tłumaczył, że to symbioza – ŁKS gra ładnie i miło dla oka, bo ma zawodników nie tylko jak Dani, ale też Bryła, Kalinkowski, Wolski czy Łuczak. Z drugiej strony – oni grają tak efektownie i widowiskowo, bo styl gry ŁKS-u stwarza im możliwość błyśnięcia własnymi umiejętnościami.

Po dwóch pierwszych meczach można oczywiście odnieść wrażenie, że ŁKS wisi na plecach jednego, niezbyt rosłego Hiszpana, ale kto oglądał mecze łodzian w I lidze, ten dostrzega więcej. Sam fakt, że w klasyfikacji kanadyjskiej Ramireza ścigać próbował Patryk Bryła (ostatecznie 17 punktów w tej klasyfikacji) oraz obaj napastnicy, dorzucający i gole, i asysty, sporo mówi o stylu gry Moskala. Gdy Ramirez był podwajany, mocny, bardzo dobrze wyszukujący wolne przestrzenie tercet środkowych pomocników wykorzystywał czy to bocznych obrońców, czy równoważącego Daniego na drugiej flance Bryłę. Oni zazwyczaj nie zawodzili i nie brakowało akcji, w których Ramirez w ogóle nie brał udziału, a w których mimo to nie brakowało piętek, klepek i dryblingów.

Czy uda się to przełożyć na Ekstraklasę? Cóż, to jest chyba najtrudniejsze pytanie z perspektywy ŁKS-u. Bryła, Sekulski czy Kujawa w pierwszych dwóch spotkaniach nie pokazali się od tak dobrej strony jak na zapleczu. W środku próbował kombinacyjnej gry Kalinkowski, ale mimo wszystko – gra była o wiele mniej równa niż w ubiegłym sezonie, gdy Dani był jednym z kilku liderów, a nie pojedynczym koniem pociągowym. Sezon jednak jest długi, a rywale coraz bardziej świadomi zagrożenia. Niewykluczone, że już dziś Lech poczuje, co znaczy podwoić Daniego, a odpuścić na przykład obiegającego go Grzesika.

ekstraklasa-2019-08-03-12-08-25

Tu kolejna sprawa, czyli pewna elastyczność Daniego. Przy meczu z Lechią – głównie dryblował. Przy większych przestrzeniach i wyższym pressingu Cracovii – nie bał się nieszablonowych, czasem nawet nieco dłuższych podań. Piłkarz idealny? Cóż, nie wypada nie dodać. Nie przypominamy sobie, by kiedykolwiek wygrał jakiś pojedynek główkowy. Inna sprawa, że Dani potrafi przytomnie poczekać aż rywal wygra głowę, by po chwili doskoczyć pressingiem. Generalnie jednak do obrony bramki w ŁKS-ie jest wyznaczonych paru innych piłkarzy, czarodziej z Hiszpanii może się skupić na magii.

Co do Jevticia – jego bierzesz takiego, jakim jest. Ściągając to puste hasełko z tablic fejsbukowych blondynek – jeżeli nie potrafisz go znieść wtedy, gdy jest najgorszy, to na pewno nie zasługujesz na niego wtedy, gdy jest najlepszy. Oczywiście każdy chciałby tego, że Szwajcar był w swoim sztosie jak najczęściej – może poza rywalami Kolejorza. Ale dla dobra Lecha i po prostu dla dobra ligi, która potrzebuje świetnych piłkarzy, częściej chcielibyśmy oglądać go z wypiętą klatą i pasją wypisaną na twarzy niż zgarbionego i przygaszonego.

Zawsze, gdy o nim wspominamy, przypomina nam się historia o tym, jak Lech go skautował. Generalnie w Kolejorzu od kilku lat funkcjonuje taka praktyka, że skauci w miarę szybko starają się spotkać z obserwowanym piłkarzem. By przetrzeć szlaki, pogadać twarzą w twarz, dać znać zawodnikowi, że nie jest dla nich jednym z tysiąca i po to, by zasygnalizować zainteresowanie. No i skauci z Poznania jeździli za tym Jevticiem, bo wiedzieli już, że Basel mogłoby go nawet odstąpić – chociażby na wypożyczenie. Pechowo jednak Darko błysnął w meczu szwajcarskiej młodzieżówki. Pozmiatał na boisku, strzelił bodaj dwa gole (albo miał gola i asystę). Trafił do dosłownie każdego notesu, a skautów na trybunie było sporo. Ale gdy po meczu zaczął się wyścig wysłańców po numer telefonu Jevticia, wówczas Lech był już przygotowany – skaut z Kolejorza po prostu mu pomachał, ten podszedł, puścił krótki komunikat „wiem, że mnie chcecie i obserwowaliście mnie nie tylko wtedy, gdy błyszczałem, jesteście dla mnie pierwszym wyborem, no, może drugim – po Bazylei”. I niedługo później trafił do Poznania.

PRZYNAJMNIEJ TRZY GOLE W ŁODZI? ZAGRAJ W ETOTO PO KURSIE 2,05! 

Wspominamy tę historyjkę, bo to trochę pokazuje z jakim piłkarzem ma do czynienia Lech. Zawodnikiem, który może i odbił się od Basel, ale wciąż jest ulepiony z gliny, którą wyróżnia się w Ekstraklasie. – Darko w formie jest najlepszym piłkarzem tej ligi. Najlepszym, nie mam wątpliwości – mówił Nenad Bjelica, któremu zarzucano, że Jevticia traktuje jak swojego synka.

Szwajcar w porównaniu z Ramirezem na pewno jest zawodnikiem mniej mobilnym. Nie porusza się tak intensywnie, rzadziej wyskakuje do wysokie pressingu, w pełnym biegu też raczej miałby problemy z pomocnikiem ŁKS-u. Niemniej mamy wrażenie, że w kwestiach czysto piłkarskich stoi jednak ponad Ramirezem. Być może to przez to, że po prostu mieliśmy okazje oglądać go zdecydowanie częściej, bo przecież w Polsce jest o dwa lata dłużej od Daniego. Ale i z tego względu nie powinniśmy dać zachwycić się powiewem świeżości nad jakością pokazywaną przez dłuższy okres. Być może ŁKS to dla Hiszpana dopiero podłoga, a sufitem nie będą kluby klasy Lecha. Nie wykluczamy. Ale nie możemy zapomnieć, że Jevtić w swoim prime-time był kozakiem i pokazywał poziom, jakiego Ramirez pokazać w Ekstraklasie jeszcze nie miał kiedy.

Kapitalne no-look passy, przekładanki piłki podeszwą (pamiętacie tego pięknego gola na Arce?), cięte wrzutki między linię obrony i bramkarza rywali, bezczelnie zakładane siatki – wcale nie dziwimy się, że Lech nie chciał sprzedać latem swojego asa do Izraela. Bo niewielu piłkarzom w tej lidze przypisalibyśmy choćby połowę z tych atutów.

***

Podobny wiek, podobny zakres zagrań, duży potencjał, niezłe wejście w ten sezon. Trudno wyrokować, kto w tym sezonie wysadzi ligę, a kto utonie w przeciętności i chimeryczności. Jedno jest pewne – mecze z udziałem Ramireza bądź Jevticia warto śledzić, nawet jeśli długimi fragmentami znikają z radarów, są w stanie w pojedynczej akcji pokazać coś, czego na polskich boiskach często nie oglądamy – techniczny błysk, nieszablonowe podanie, umiejętny drybling. Dziś pierwsza z dwóch bądź trzech okazji w sezonie, by obejrzeć ich jednocześnie.

Naszym zdaniem: pozycja obowiązkowa. I tak, zdajemy sobie sprawę, że według klątwy Weszło skończy się nudnym 0:0 z jednym celnym strzałem z 34. metrów.

KOMENTARZE (1)