Wilczek będzie legendą w swoim klubie, nawet jeśli nie przejdzie Lechii
Weszło

Wilczek będzie legendą w swoim klubie, nawet jeśli nie przejdzie Lechii

Broendby może przejdzie Lechię Gdańsk, może nie przejdzie. Kamil Wilczek w rewanżu może strzeli gola, może nie strzeli. Bez względu na to, jak potoczą się losy drużyny z Kopenhagi w dwumeczu z biało-zielonym walcem, polski napastnik konsekwentnie robi wszystko, żeby zostać legendą swojego klubu i być dobrze wspominanym nawet wiele dekad później. Dość niespodziewanie ma on wielką szansę osiągnąć status, jaki za granicą uzyskują tylko nieliczni nasi rodacy zawodowo kopiący piłkę. 

Zaczął się nowy sezon i już widzimy, że Wilczek nic nie stracił z formy, którą imponuje niemal bez przerwy od półtora roku! Co prawda w Gdańsku sobie nie pograł, za to w niedzielnym spotkaniu z Odense zdobył dwie kluczowe bramki, zmieniające losy rywalizacji z 1:2 na 3:2. Przy pierwszym trafieniu pokazał dużą klasę, idealnie strzelając bez przyjęcia mimo bliskiej obecności obrońcy gości. Potem świetnie uciekł spod krycia i będąc w zasadzie samemu w polu karnym, spokojnie wykorzystał dośrodkowanie z lewej strony. Ważne trzy punkty dopisane.

Tym samym mający 57 goli ligowych goli Wilczek stał się już trzecim najlepszym strzelcem Broendby w historii założonej w 1991 roku Superligaen.

A zagłębiając się w szczegóły i precyzując: trzecim najlepszym licząc zawodników, którzy nie trafiali w barwach innego klubu, bo o takie kryteria chodzi (nie wiemy, dlaczego, nie pytajcie). I najlepszym obcokrajowcem, gdyż właśnie wyprzedził Teemu Pukkiego, mającego 55 bramek. Przed nim są już tylko Ruben Bagger (64 gole) i Ebbe Sand (69 goli).

W klasyfikacji ogólnej spośród snajperów grających kiedyś dla Broendby, nasz rodak zajmuje siódme miejsce. Strata do Mortena „Duncana” Rasmussena jest znacząca, bo snajper, który pod koniec kariery nie sprawdził się w Pogoni Szczecin, to generalnie najlepszy strzelec w dziejach tej ligi ze 145 bramkami na koncie. Nie wygląda jednak na to, żeby Polak gdzieś się wybierał. W grudniu przedłużył kontrakt, pełni teraz funkcję kapitana, jego pozycja w zespole jest niepodważalna, więc kto wie, czy kiedyś Rasmussena nie przegoni.

Zarejestruj konto w ETOTO i odbierz freebet 20 zł za darmo!

A jeśli nawet mu się to nie uda i tak prawdopodobnie zostanie legendą klubu. Odkąd zimą 2016 roku przyszedł do Kopenhagi, łącznie w 143 meczach strzelił 77 goli i zaliczył 22 asysty. Od kilkunastu miesięcy znajduje się w wybornej dyspozycji. Przeżywał kryzys jesienią 2017, gdy przez całą rundę zdobył jedynie trzy ligowe bramki i jedną w krajowym pucharze. Złośliwy los chciał, że właśnie w tamtym czasie otrzymał najpoważniejszą szansę w reprezentacji, rozgrywając ponad godzinę z towarzyskim starciu z Urugwajem. Na początku ubiegłego roku nastąpił przełom, Wilczek strzelał jak szalony. W rundzie poprzedzającej mundial w Rosji, na wszystkich frontach zdobył 17 bramek w dwudziestu występach. Znalazł się nawet w szerokiej kadrze Adama Nawałki, ale od początku było jasne, że szanse na wyjazd do Rosji miał minimalne. Z jego punktu widzenia, pech. Obrodziło nam wspaniałymi napastnikami jak chyba nigdy wcześniej. W „normalnych” okolicznościach byłby pewniakiem do powołań.

Jak tak dalej pójdzie, Wilczek dołączy do wąskiego grona zawodników z Polski, którzy za granicą są uwielbiani. Statusu Roberta Lewandowskiego, Zbigniewa Bońka, Łukasza Piszczka, Jakuba Błaszczykowskiego, Jerzego Dudka lub Józefa Młynarczyka nigdy nie osiągnie, ale lokalnie może być tak samo ważną postacią jak Marcin Wasilewski w Anderlechcie, Kamil Glik w Torino, Krzysztof Warzycha w Panathinaikosie, Artur Boruc w Celtiku, Wojciech Kowalewski w Spartaku Moskwa czy chociażby Bartosz Białkowski w Ipswich.

Wpłać po raz pierwszy i graj w ETOTO za 3 razy więcej! Bonus 200% aż do 100 zł!

Niesamowity scenariusz, gdy uświadomimy sobie, że piłkarz ten bardzo późno zaczął się wybijać ponad przeciętność i do 26. roku życia nawet na polskich boiskach zbytnio się nie wyróżniał. Zaczęło się to dopiero po zdefiniowaniu swojej pozycji jako wysuniętego napastnika, co dało snajperskie berło w Ekstraklasie za sezon 2014/15. Wilczek stanowi też dobitny przykład, że jeden nieudany epizod zagraniczny nie musi oznaczać, iż trzeba od razu wracać do kraju z podkulonym ogonem. Od włoskiego Carpi się odbił, poprzestał na trzech meczach w Serie A, ale nie przeszkodziło mu to zostać idolem w Danii.

Do pełni szczęścia brakuje jeszcze większego sukcesu klubowego. Broendby z Wilczkiem w składzie na razie wywalczyło tylko Puchar Danii. Kibice od 2005 roku nie świętowali mistrzostwa, wtedy też po raz ostatni ich drużyna dotarła do fazy grupowej w europejskich rozgrywkach (Puchar UEFA). Kolejnych dziesięć podejść zawsze w najlepszym razie kończyło się na ostatniej rundzie eliminacji. W tym wypadku musimy trzymać kciuki, by jedenasta próba również zakończyła się fiaskiem i to już w tym tygodniu, ale od przyszłego roku życzymy wszystkiego najlepszego.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (6)