JAK CO TYDZIEŃ… ELDO. Tym razem o NBA
Blogi i felietony

JAK CO TYDZIEŃ… ELDO. Tym razem o NBA

Free Agency to ciekawy okres w NBA. Gracze, którym skończyły się kontrakty mogą rozmawiać z innymi klubami w sprawie zatrudnienia. Niektórzy mogą całkowicie w sposób nieograniczony wybierać rozmówców, inni mają ograniczające ten system zapisy w kontraktach. Niektóre zespoły mogą zachować prawa do zawodnika, jeśli wyrównają ofertę zainteresowanych klubów. Razem z podpisywaniem kontraktów zespoły dokonują również wymian zawodników. Tegoroczne lato co prawda przez kilka dni jedynie, ale było bardzo gorące dla drużyn NBA. Na wolnym rynku było kilkunastu znaczących graczy.

W ostatnich latach ważnym dla zmian w zawodowej lidze koszykarskiej był okres Free Agency w 2016 roku. Liczba klasowych graczy, którzy byli dostępni na rynku spowodowała prawdziwe szaleństwo finansowe. Po podpisaniu najgłośniejszych nazwisk takich jak Kevin Durant (z Oklahomy do Golden State, dwa lata, 55 milionów) czy Dwayne Wade (Chicago, dwa lata, 48 milionów) inne zespoły sięgnęły głęboko do kieszeni, żeby zabezpieczyć sobie dalsze usługi swoich najlepszych zawodników. Efektem tego kilka mocno przepłaconych ofert, które wywindowały zarobki i spowodowały długofalowe kłopoty drużyn.

Kilka przykładów. Po niezłym sezonie w Toronto Raptors i obiecującej grze w play-off Bismack Biyombo podpisał czteroletni kontrakt z Orlando Magic na 72 miliony dolarów. Chandler Parsons w cztery lata zarobił 94 miliony dolarów od Memphis, taki sam kontakt dostał w Dallas Harrison Barnes. Ogromne sumy skasowali Nicolas Batum (pięć lat – 120 milionów w Charlotte), Andre Drummond (130 milionów, pięć lat, Detroit) czy Mike Conley (Memphis, pięć lat, 153 miliony).

Liczba transakcji i pieniądze, które trafiły na rynek na dwa lata spowodowały zastój w lidze. W przypadku wielu zawodników okazało się, że inwestycje były nietrafione.

Co jednak spowodowało to finansowe szaleństwo? Liga zarabiała coraz więcej, nowy kontrakt telewizyjny miał wpływ na tzw. salary cap. Kluby dostały zastrzyk finansowy, który mogły wykorzystać na wzmocnienie składu. Stąd gigantyczne propozycje dla zawodników nie będących gwiazdami, którzy doskonale wyczuli swój moment i wykorzystali go w negocjacjach.

W następnych latach kluby nie chciały ryzykować i oferowały krótsze umowy. Gracze również niechętnie podpisywali długoletnie kontrakty wiedząc, że taki moment jak lato 2016 roku będzie cyklicznie się powtarzać. Powodem jest progresywne podnoszenie kwot, które mają drużyny na kontrakty zawodników. Wystarczy poczekać aż dużo klubów w lidze będzie miało miejsce w salary cap.

Taki okres nadszedł w tym roku. Ponad dwadzieścia zespołów z trzydziestozespołowej ligi dysponowało sumami ponad 20 milionów w swoich budżetach na przyszły sezon i to spowodowało, że karuzela rozkręciła się na nowo i mocno zmieniła krajobraz ligi.

***

Zachód.

Po przeprowadzce LeBrona Jamesa do Los Angeles Lakers wiadomo było, że ten najbardziej utytułowany klub ligi podpisze wkrótce kilku kolejnych zawodników żeby pomóc „Królowi Jamesowi” w zbudowaniu kolejnej dynastii w Mieście Aniołów. Po dwuletniej telenoweli związanej z transferem Anthony Davisa z Nowego Orleanu, który został w końcu zrealizowany do Jeziorowców, trafili jako wolni agenci Dany Green (mistrz Nba z Raptorami), „Boogie” Cousins i Avery Bradley. Wszyscy fani LeBrona jak i drużyny z LA już zacierają ręce przed kolejnym sezonem.

Niespodziewanie doskonałe ruchy  wykonał lokalny rywal Lakersów. Dzielący tę samą arenę, w której odbywają się mecze, traktowani przez długie lata z lekceważeniem Clippers. Najlepszy zawodnik mistrzowskiej drużyny poprzedniego sezonu Kawhi Leonard wielokrotnie podkreślał, że chciałby wrócić do swojej rodzinnej Californii. Skomplikowane negocjacje, które są aktualnie pod lupa władz ligi, doprowadziły do manewru, który stawia Clippers jako jednego z pretendentów do tytułu. Do drużyny trafił Paul George z OKC i razem z tym transferem kontrakt podpisał Kawhi Leonard (103 miliony, 3 lata). Dodając do tego świetnych zawodników, którzy doprowadzili Clippers do play-off, Lou Williamsa, Patricka Beverley i Montrezla Harrella walka o prymat nie tylko w konferencji, ale i w samym mieście zapowiada się arcyciekawie.

Na zachodzie bardzo ciekawie przed nowym sezonem zapowiadają się także zespoły Utah Jazz (Donovan Michell powinien dostać solidne wsparcie w osobie Mike’a Conleya), Portland Trail Blazers czy Denver Nuggets. Natomiast najwięcej uwagi przykuwało będzie Houston Rockets z ich gwiazdorską parą Westbrook-Harden. Emocje również pozaboiskowe gwarantowane. Wiele osób pokłada ogromną nadzieję z powtórnym połączeniem tych dwóch zawodników. Niestety równie wielu uważa, że to bomba, która w końcu odpali wysadzając drużynę z Houston od środka.

***

Wschód.

Kibice nowojorskich Knicks karmieni byli od wielu miesięcy wiadomościami o przeprowadzce do koszykarskiej Mekki dwóch wielkich gwiazd ligi. Kevin Durant (164 miliony, cztery lata) i Kyrie Irving (136 milionów) ostatecznie wylądowali w Wielkim Jabłku. Niestety jakieś czterdzieści minut jazdy od Madison Square Garden na Brooklynie w drużynie Nets. Dlaczego wspominam o zespole, który nie zdobył mistrzostwa od 1973 roku i sportowo od wielu lat nie liczy się w lidze? Bo to ciągle najbardziej wartościowa franczyza w NBA, jej wartość ocenia się na 4 miliardy dolarów. Wizytówka Nowego Jorku rozsławiona w setkach filmów i utworów muzycznych.

To jednak przeszłość. Przyszłość gra w Barkclays Center w drużynie, która zdążyła zostać wyśmiana tyle razy przez ostatnie lata, że wydawało się, że już nikt nie traktuje jej poważnie. Bezzębni Knick nie będą jednak stanowić żadnej konkurencji dla Nets i wydaję się, że nad rzeka Hudson może dojść do zmiany władzy. Durant w związku z kontuzją nie zagra w nowym sezonie, jednak drużyna, do której dodatkowo trafili DeAndre Jordan i Garett Temple, powinna mocno zaznaczyć swoją obecność w konferencji.

W Filadelfii na dobre chyba zdano już sobie sprawę z tego, że liczenie tylko na talenty w drafcie nie przynosi spodziewanych efektów. Po bardzo udanym sezonie ekipa Sixers podpisała Ala Horforda z Bostonu (110 milionów, cztery lata), który może stanowić solidne wsparcie dla Joela Embiida. Długoletni kontrakt podpisał Tobias Harris (pięć lat, 180 milionów) a w wielodrużynowym transferze oddano co prawda Jimmie Butlera, ale pozyskano solidnego obrońcę Josha Richardsona, który może okazać się niespodzianką.

Ciekawie zapowiada się zespół Bostonu do którego trafił jeden z niedocenianych graczy rozgrywający Kemba Walker, który dowodził będzie  młodą drużyna. Uważnie przyglądał się będę (głównie przez sympatię) Detroit Pistons, do których trafił Derrick Rose. Sportowo mocna będzie drużyna Indiana Pacers do których trafił Rookie of the Year sprzed kilku sezonów Malcolm Brogdon i dobrze rzucający obrońca Jeremy Lamb. Interesująco jak zwykle będzie na South Beach gdzie w końcu swoją drużynę dostał Jimmy Butler. Jeśli tylko pozostali zawodnicy Heat dostosują się do reżimu treningowego Jimmiego.

Najbardziej wartościowy zawodnik poprzedniego sezonu to Giannis Antetokounmpo z Milwaukee Bucks. Po wielu suchych latach zespół ze stanu Wisconsin wyrósł w ostatnich latach na rozdającego karty na wschodzie. Właściciele kilka lat temu rozważali nawet przenosiny zespołu do innego miasta. Nikt o tym na pewno teraz nie myśli. Drużyna wygrała w zeszłym sezonie sześćdziesiąt z osiemdziesięciu dwóch spotkań. W fazie play-off dotarli do finału konferencji gdzie przegrali z późniejszymi mistrzami Toronto Raptors. Ich lider z każdym sezonem dokonuje niewiarygodnych postępów, każąc specjalistom zastanawiać się gdzie jest dla niego sufit. Dodatkowo Giannis ma dopiero dwadzieścia cztery lata. Wydaje się, że przed drużyną z Milwaukee przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Przed nimi jedno, ale dość duże wyzwaniem – w przyszłym roku kończy się kontrakt Antetokounmpo. Szacuje się, że proponowana umowa zbliży się do ćwierć miliarda dolarów…

***

Co w takim razie z mistrzami z Toronto i finalistami znad zatoki San Francisco?

Raptory poza stratą Kawhiego Leonarda zachowały kręgosłup zespołu, jednak nie sądzę, że poza awansem do fazy play-off cokolwiek więcej czeka tę drużynę w nowym sezonie.

Warriors z kolei zaczną sezon bez kontuzjowanego Klaya Thompsona za to z nowym rozgrywającym D’Angelo Russellem. Strata Kevina Duranta i Andre Igoudali może okazać się jednak nie do zastąpienia i myślę, że Wojowników czekają teraz trudne czasy.

***

Sezon zaczyna się w październiku. Miłośnicy na pewno zacierają ręce.

Jest jeden gracz, który „oberwał” przy okazji przed sezonowej gorączki. Chris Paul wylądował w Oklahomie. W drużynie, która po oddaniu Westbrooka zacznie wieloletni okres przebudowy. Mówi się, że długo w  Thunder nie zostanie… Tylko czy ktokolwiek w lidze ma jeszcze pieniądze na jego kontrakt (cztery lata, 160 milionów)?

***

PS Stop zwolnieniom z WF’u

KOMENTARZE (8)