Krótka kołdra na Ekstraklasę wystarczy, na dwa fronty niekoniecznie
Weszło

Krótka kołdra na Ekstraklasę wystarczy, na dwa fronty niekoniecznie

Wydawało się, że Piast Gliwice jest całkiem nieźle przygotowany do nowego sezonu. Oczywiście, nie udało się uniknąć pewnych strat – do najbardziej bolesnych należy zapewne powrót Tomasza Jodłowca do Legii i odejście Aleksandra Sedlara – ale i tak na tle innych pucharowiczów z ostatnich lat, sytuacja wyglądała przyzwoicie. 

No a potem trzeba było zacząć wpuszczać na boisko rezerwowych.

Od pierwszych dni sezonu aż do wczorajszej porażki ze Śląskiem Wrocław, Piast Gliwice kroczy przez boiska w identyczny sposób: mocno przez godzinę, fatalnie w ostatnich minutach. I niestety, nie da się nie powiązać tej niemocy w końcówkach z sytuacją kadrową.

Mecz po meczu, spotkanie po spotkaniu – wszystko się sypie, gdy pierwszy garnitur jest zmęczony, a wymiana kluczowych ogniw na nowe wypada rozczarowująco:

– 1:0 z BATE Borysów po godzinie, utracone prowadzenie w 64. minucie (zmiany w 61., 85. i 90. minucie)

– 1:0 z BATE Borysów po 80 minutach, przegrana po golach w 82. i 87. minucie (tylko dwie zmiany, w 83. i 87. minucie)

– 1:0 z Lechem Poznań po 80 minutach, remis po golu w 82. minucie (zmiany w 67., 73. i 79. minucie)

– 1:0 ze Śląskiem Wrocław po 80 minutach, porażka po golach w 84. i 88. minucie (zmiany w 58., 74. i 79. minucie)

Aż czterokrotnie Piast Gliwice strzelał pierwszy bramkę i kończył mecz bez zwycięstwa, ponadto gdyby gra trwała zaledwie 10 minut krócej, trzy z tych meczów gliwiczanie by wygrali.

To już nie może być przypadek, a patrząc na powtarzalność tych samych błędów – trudno uniknąć niepokoju. Przecież w Piaście już po pierwszym meczu z BATE wszyscy powtarzali, że trzeba było utrzymać koncentrację z pierwszej fazy spotkania, że zabrakło konsekwencji, że ta końcówka nie wyglądała dobrze. Potem dokładnie te same spostrzeżenia mogły być formułowane po rewanżu z Białorusinami, po meczu przeciw Lechowi Poznań, no i dzisiaj, gdy mistrz Polski analizuje wczorajszą wtopę we Wrocławiu.

Naturalnie, część błędów trudno wytłumaczyć, by wspomnieć choćby o beznadziejnych interwencjach Placha, zmęczonego prawdopodobnie najmniej ze wszystkich zawodników na murawie, zwłaszcza w meczu z BATE. Inne? Hm, chyba najwięcej o Piaście mówi sytuacja Damian Byrtka. Gość przyszedł do Gliwic niemal rok temu, czekał na ekstraklasowy debiut prawie 11 miesięcy, a gdy już pojawił się na murawie – jego zespół trzy minuty później wypuścił z rąk prowadzenie nad Lechem Poznań. Oczywiście, tu również nie popisał się Plach, trudno z Byrtka robić twarz porażki, ale niegrającego od miesięcy obrońcę ściągnąć chcą do siebie nie kluby Serie A, ale Miedź Legnica czy Podbeskidzie Bielsko-Biała.

Taka jest rzeczywista siła zmienników niemal na każdej pozycji. Tomas Huk przywitał się z Ekstraklasą z hukiem (nie mogliśmy się powstrzymać) i wyleciał z czerwoną kartką. Holubek w 11 minut gry ze Śląskiem w pełni zasłużył na notę 2, podobnie zresztą jak rozczarowujący Steczyk. Zresztą, przejdźmy faktycznie po pozycjach:

– w bramce jest okej, za Placha wjeżdża Szmatuła i braku jakości nie powinno być widać.
– na bokach obrony pewniaków w postaci Kirkeskova i Pietrowskiego muszą zastępować piłkarze o zdecydowanie niższym potencjale, przynajmniej na ten moment – Mokwa oraz Holubek. Nadzieję na lepszą przyszłość daje Rymaniak, ale trzeba pamiętać, że przecież okienko jeszcze trochę potrwa…
– podstawową parę stoperów, Czerwińskiego i Koruna, zabezpieczają wspomniani Huk i Byrtek, co chyba nie wymaga komentarza.
– w środku pola Piast ma czterech zawodników, którzy mniej więcej dojeżdżają poziomem – to Hateley, Dziczek, Badia oraz Sokołowski. Biorąc pod uwagę kartki, kontuzje oraz prawdopodobny transfer Dziczka – jest słabo.
– ofensywni pomocnicy to podobna sytuacja jak w środku pola – są Valencia, Felix oraz Konczkowski, z czego transfer Valencii wydaje się bardzo prawdopodobny. Sami nie do końca mamy pomysł, jak tu można rotować – jest wprawdzie Jagiełło, ale na razie jeszcze nie podniósł się z ławki, nawet we wczorajszym spotkaniu, w którym Valencia nie znalazł się w kadrze meczowej. Wiele wskazuje na to, że szczytem ofensywnego komfortu może być sytuacja, w której środek obsadzają Hateley, Dziczek i Sokołowski, a wówczas Badia daje oddech z przodu.
– w napadzie jest Parzyszek, a za niego wjeżdża Steczyk. Może chłopak jeszcze nas oczaruje, ale na razie jesteśmy bardzo rozczarowani, zwłaszcza dwiema zmarnowanymi wczoraj patelniami. Z Aquino pewnie wyglądałoby to odrobinę lepiej, ale niestety, ten przywitał się z Ekstraklasą kontuzją.

W Piaście kołdra jest bardzo krótka i tak naprawdę już jedna żółta kartka we wczesnej fazie meczu może wysypać Fornalikowi koncepcję – bo wymiana środkowego pomocnika zagrożonego czerwienią to jednocześnie przycinanie możliwości rotacji w ofensywie. Trudno też sobie wyobrazić sytuację, w której Piast miałby się pozbyć kolejnego podstawowego zawodnika – czy to będzie Kirkeskov, Valencia czy Dziczek, wyrwa, jaka wówczas się stworzy, będzie cholernie trudna do załatania.

Być może na samą Ekstraklasę czternastu piłkarzy by wystarczyło. Na grę na dwóch frontach – jak widać – nie wystarcza.

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (14)