Kubica z punktem! 10 rzeczy, przez które na pewno zapamiętamy GP Niemiec 2019
Inne sporty

Kubica z punktem! 10 rzeczy, przez które na pewno zapamiętamy GP Niemiec 2019

Są takie wyścigi, o których zapominamy, gdy tylko zawodnicy je ukończą. W tym sezonie mieliśmy ich zresztą nadmiar. Są też jednak takie, o których pamiętamy nawet  kilkanaście lat później. Dzisiejsze Grand Prix Niemiec zdecydowanie zalicza się do tej drugiej kategorii. Działo się w nim tyle, że ani na chwilę nie można było oderwać oczu od ekranu, bo co minutę cała klasyfikacja wywracała się do góry nogami. Dla nas to jeden z najlepszych wyścigów w XXI wieku. O ile nie najlepszy. Co będziemy z niego pamiętać po latach?

1. Deszcz. Po prostu. Czekaliśmy od początku sezonu na wyścig, w którym solidnie by popadało, żeby zwiększyły się emocje. Bo dominacja Mercedesa – co prawda niedawno przerwana – nie za bardzo nam pasowała. Dziś ten deszcz się pojawił. A potem zniknął. A potem znowu się pojawił. I tak w kółko. Co zresztą tylko ubarwiło nam wyścig, bo tuż po tym, jak kierowcy zaczęli zmieniać opony, okazywało się, że pogoda płatała im psikusa. I trzeba było zjeżdżać jeszcze raz. A skoro o zjazdach mowa…

2. Ten pit stop Hamiltona. Lewis kilkukrotnie miał dziś na trasie spore problemy. Za pierwszym razem tylko fura szczęścia uratowała go przedwczesnego zakończenia wyścigu. A że wypadł tuż przy zjeździe do alei serwisowej, to postanowił się w niej od razu zameldować (zresztą zrobił to w nieprzepisowy sposób i dostał karę pięciu sekund). Tyle tylko że kompletnie pogubiła się jego ekipa, która nie była na to przygotowana. Wymiana kół i uszkodzonego przedniego skrzydła trwała 50(!) sekund, a Hamilton mógł tylko kląć pod nosem. Tym bardziej, że wszystko wydarzyło się, gdy liderował w wyścigu.

3. Rozmowy w radiu. Dawno nie było takiej dawki cenzury w trakcie wyścigu F1. I, żeby było ciekawiej, przez całe Grand Prix chyba nie mieliśmy okazji usłyszeć głosu Kimiego Raikkonena. A to po nim spodziewalibyśmy się przekleństw w pierwszej kolejności. Na trasie nie wytrzymywało naprawdę wielu zawodników, choć chyba naszym ulubionym komunikatem ze wszystkich, był ten, w którym Max Verstappen pytał swego zespołu: „dlaczego, do cholery, daliście mi takie opony?”. Choć  trzeba przyznać, że do końca rywalizował z nim Charles Leclers, krzyczący w rozpaczy proste, acz wyrażające bardzo wiele: „FUCKING NO!”.

4. Dramat Mercedesa. Wspomnieliśmy już o beznadziejnym pit stopie Hamiltona. Brytyjczyk ostatecznie wylądował na 11. miejscu. To oznaczało, że niemiecka ekipa nie zdobyła nawet punktu (ostatecznie, przez dyskwalifikację Alfy Romeo, sytuacja się jednak zmieniła – przyp. red.). A takie wyścigi należą do rzadkości i choćby przez to się je pamięta. Zapytacie, gdzie w tym czasie był Valtteri Bottas? Wypadł z toru i rozwalił bolid, gdy walczył o miejsce podium, kilka okrążeń przed końcem. Widok kompletnie wyprowadzonego tym z równowagi Toto Wolffa zostanie z nami na długo.

5. Wypadki. Okej, skoro wywołaliśmy Bottasa, to warto wspomnieć o innych kierowcach, którzy wyścigu nie ukończyli. Lando Norris i Daniel Ricciardo wylecieli przez awarie. Jednemu w bolidzie zabrakło mocy, drugiemu samochód się po prostu zajarał (widać było tylko dym, ale znacie przysłowie o tym, że bez ognia to go nie ma, prawda?). Reszta nie utrzymała się na mokrym torze. I byli to odpowiednio: Sergio Perez (wypadł już na trzecim kółku), Charles Leclerc (który mógłby nawet powalczyć o wygraną, ale wyleciał tuż po swoim pit stopie, zresztą bardzo udanym), wspomniany Bottas, Pierre Gasly i Nico Hulkenberg, który w pewnym momencie mógł nawet wierzyć, że wreszcie uda mu się stanąć na upragnionym podium. Nic z tego jednak nie wyszło, a Niemiec pozostał Syzyfem Formuły 1.

6. Kolejne spięcie kierowców Haaasa. Serio, ktoś w tej ekipie musi zostać zwolniony. Dziś, już na sam koniec wyścigu, gdy obaj jechali po punkty, niemal nie wyeliminowali się wzajemnie z rywalizacji. Gdyby tak się stało, prawdopodobnie by tego nie przeżyli, bo rozszarpałby ich wściekły Guenter Steiner. A tak co najwyżej jeden z nich wyleci. I raczej będzie to Romain Grosjean, a nie Kevin Magnussen.

7. Niesamowity Sebastian Vettel. Niemiec startował z 20. miejsca i już na samym początku zyskał kilka pozycji. Większą część wyścigu spędził gdzieś pomiędzy piątą a dziesiątą lokatą, w zależności od tego, kto akurat zjechał do pit stopu i kiedy pojawił się safety car (a ten miał dziś sporo do roboty). To zmieniło się na koniec – po kolejnym wyjeździe samochodu bezpieczeństwa. Niemiec, gdy safety car zjechał, szybko zyskał kilka lokat i do mety dojechał na drugiej pozycji. Na „własnym” torze, podkreślmy. Vettel jechał dziś po prostu świetnie i choć na chwilę pozwolił wszystkim zapomnieć o kompromitacjach Ferrari.

8. Daniił Kwiat tworzący historię. Rosjanin dojechał dziś na trzecim miejscu. Dla niego to trzecie podium w karierze, ale – co ważniejsze – drugie dla ekipy Toro Rosso. Poprzednie? Rok 2008, za kierownicą bolidu Sebastian Vettel. Zresztą Niemiec wtedy wygrał. Kwiatowi się to nie udało, ale po ponad dekadzie oczekiwania na to, by stanąć na pudle, nikt we włoskiej ekipie chyba na to nie będzie narzekać.

9. Max profesor. Verstappen jechał dziś fantastycznie. Poza jednym problematycznym momentem – o którym wspominaliśmy przy okazji radiowych pogadanek – gdy obróciło mu nieco bolid, był po prostu znakomitym kierowcą. Zasłużenie wygrał ten wyścig i zasłużenie napił się po nim szampana. Nie przeszkodziły mu liczne interwencje samochodu bezpieczeństwa czy cholernie trudne warunki. Po prostu robił swoje, dostosowując się do prostego komunikatu, jaki kilkukrotnie powtarzano mu przez radio: „Max, spokojnie”. Holender spokojny faktycznie był i dojechał na pierwszym miejscu. Ten gość to przyszły mistrz, bezapelacyjnie

10. Wreszcie jakieś emocje ze strony Williamsa. Siedmiu kierowców musiało wypaść, żebyśmy mogli emocjonować się tym, co robi Robert Kubica. Polak skończył dzisiejszy wyścig na 12. pozycji (za nim znalazł się jeszcze George Russell). Jechał tak zresztą przez kilka okrążeń, a po wypadku Gasly’ego był nawet o lokatę wyżej, ale po chwili wyprzedził go Hamilton. To oznaczało, że gdyby z przodu zderzyli się dwaj zawodnicy, Kubica zdobyłby punkt. I jasne, nikomu tego nie życzyliśmy, ale skoro obok siebie przez moment jechali wówczas obaj kierowcy Haasa, to nadzieja była. Skończyło się tylko na nadziei, ale ten wyścig pokazał nam jedno – ze słabym bolidem, w trudnych warunkach, ale Kubica dojechał do mety. Możliwości więc są.

AKTUALIZACJA (21:00):

Obaj kierowcy Alfy Romeo zostali ukarani 30 sekundami kary za niezgodność bolidu z regulaminem. To oznacza, że Robert Kubica zajął 10. miejsce i zdobył pierwszy punkt w klasyfikacji kierowców po powrocie do Formuły 1! To oznacza również, że Mercedes ostatecznie zdobył punkty, o dwie pozycje podskoczył też bowiem Lewis Hamilton, który zajął 9. pozycję.

Fot. Newspix 

KOMENTARZE (7)