Eurowpierdol nie jest polskim wynalazkiem
Weszło

Eurowpierdol nie jest polskim wynalazkiem

„Wstyd, żenada, kompromitacja, hańba, frajerstwo – nie wracajcie do domu” w kierunku piłkarzy Realu Madryt. „Wypada tylko przeprosić kibiców” w ustach trenera Barcy. Manchester United uznający wyższość Szachtiora Koniec Świata? „Zabrakło szczęścia, trzeba wyciągnąć wnioski” jako retoryka włoskich gigantów w czasach, gdy calcio trzęsło światem.

Choć specjalizujemy się w eurowpierdolach, tak futbolowi bogowie obdarzali nimi również największych. Oczywiście eurowpierdol niejedno ma imię, jest jasne, że dla Barcelony zeszłosezonowy półfinał z Liverpoolem jest niewymownie boleśniejszy niż jakaś porażka we wczesnej fazie Pucharze UEFA, ale chcąc ustalić uniwersalną metodologię  będziemy dyskutować do świąt Bożego Narodzenia. My szukaliśmy przypadków jako tako nawiązujących do porażek polskich, czyli wpadek możliwie wczesnych i możliwie z rywalami, z którymi wpadki nikt się nie spodziewał.

***

JUVENTUS – WIENER SPORT-KLUB (3:1, 0:7), pierwsza runda Pucharu Europy 58/59

Wiemy, że lata pięćdziesiąte w piłce to czas, gdy na mecze w pucharach podróżowało się trzy tygodnie, po drodze przesiadając z karawany mułów na łódź podwodną a z łodzi podwodnej na zeppelina, co bywało bardziej wymagające niż sam rywal, ale jednak „siedem do zera, Wiener żegna frajera” w stosunku do Juventusu, ówczesnego mistrza Włoch, ma niezwykłą wymowę. No i Stara Dama nie podróżowała na drugi koniec Europy, z północy Włoch do Austrii daleko nie ma.

Co więcej, Wiener nie zgromadził wtedy jakiejś paczki, która lałaby wszystkich. Dwie rundy później Real Madryt odprawił ich w Madrycie – a jakże – również siódemką, pozwalając zaledwie na bramkę honorową.

***

CHELSEA – ATVIDABERGS (0:0, 1:1). Druga runda Pucharu Zdobywców Pucharów 71/72

Chelsea broniła tytułu, kilka miesięcy wcześniej pokonawszy sam Real Madryt. Po drugiej stronie Szwedzi, którzy postawili na klasyczną murarkę, broniąc się całym zespołem, a gdyby mogli, to wepchnęliby na linię również magazyniera i sprzątaczkę.

Tak wymęczyli 0:0 w Szwecji, ale rewanż miał być inny, miał być spotkaniem w jaskini lwa. Chelsea wyszła po przerwie na prowadzenie, wkrótce John Hollins miał karnego na 2:0. Zmarnował, Roland Sandberg wyrównał po jednej z nielicznych kontr i Szwedzi mogli się bronić do końca – udało się i dowieźli korzystny wynik.

***

NAPOLI – RADNICKI NIS (2:2, 0:0), pierwsza runda Pucharu UEFA 81/82

To było Napoli jeszcze przed czasami Maradony, na którego trzeba było poczekać jeszcze kilka lat, ale wciąż mówimy o topowej ekipie Serie A, w latach osiemdziesiątych najmocniejszej ligi na kontynencie.

W składzie Ruud Krool i wielu uznanych włoskich grajków. A jednak musieli uznać wyższość jugosławiańskiego Radnicki Nis. Radnicki nie poprzestał na jednorazowym, szokującym wyniku, tylko zaszedł wtedy bardzo daleko, bo aż do półfinału, bijąc po drodze Grasshoppers, Feyenoord, Dundee United, a zatrzymując się dopiero na HSV.

***

PORTO – WREXHAM (0:1, 4:3), pierwsza runda Pucharu Zdobywców Pucharów 84/85

Wrexham reprezentowało Walię, a występowało w angielskiej Fourth Division. Porto było finalistą poprzedniej edycji. Co więcej: Wrexham nawet nie wygrało Pucharu Walii sezon wcześniej, a było tylko finalistą – wygrało Shrewsbury, a nie mogło zagrać dlatego, że z punktu widzenia granic mieściło się już w Anglii (konkretnie dziewięć mil od granicy).

Mało: Wrexham było wtedy w totalnej rozsypce, w 1982 spadło z Second Division, w 1983 spadło z Third Division. Leciało na łeb na szyję, miało raptem kilkunastu zawodników w składzie, licząc z juniorami. A jednak 1:0 u siebie i trzy gole na wyjeździe pozwoliły zbić zespół z Paulo Futre w składzie.

W Fourth Division sezonu 84/85 Wrexham zajęło piętnaste miejsce, za takimi potęgami jak Aldershot i Hereford.

JS48286656

***

PARIS SAINT-GERMAIN – VIDEOTON (2:4, 0:1), druga runda Pucharu UEFA 84/85

Węgrzy w latach osiemdziesiątych zmuszeni byli raczej wspominać swoje złote lata, prawdziwych uniesień piłkarskich mieli niewiele. Ale ścieżka Videotonu do finału Pucharu UEFA na pewno taką była. Najpierw ograli Duklę Praga, w drugiej rundzie zmietli Paris Saint-Germain, potem Videoton pokonał Partizan, Manchester United, w półfinale Zeljeznicar i dopiero w finale przegrał dwumecz z Realem Madryt. Ich droga nabrała prawdziwego rozpędu właśnie w Paryżu.

***

B 1903 – BAYERN (6:2, 0:1), druga runda Pucharu UEFA 91/92

Jeśli nazwa niewiele wam mówi, nic dziwnego: ten klub dziś nie istnieje. A raczej istnieje i nie istnieje, bo w wyniku fuzji Boldklubben 1903 z Kjobenhavns w 1992 roku powstało FC Kopenhaga. Na swój sposób więc zdemolowanie Bayernu było ostatnim samodzielnym tangiem B 1903. Rezultat 6:2 w Danii był szokujący.

Inna sprawa, że był to sezon dla Bayernu katastrofalny. Bundesliga? Dziesiąte miejsce. DFB Pokal? Porażka w pierwszej rundzie z Homburgiem. Bayern miał jednak w zespole Briana Laudrupa, Mazinho, Bruno Labbadię, Thomasa Strunza, Olafa Thona, Christiana Ziege, Stefana Effenberga, Markusa Babbela, Thomasa Bertholda i Rolanda Wohlfartha.

***

REAL – ODENSE (3:2, 0:2), trzecia runda pucharu UEFA 94/95

Laudrup. Alkorta. Redondo. Luis Enrique. Amavisca. Butragueno. Nando. Oczywiście sama gra w Pucharze UEFA była dla Realu ujmą, ale skoro już grać, to tak, żeby wygrać. Zaczęli znakomicie, w pierwszej rundzie bijąc Sporting, w drugiej Dynamo Moskwa. Odense miało odrobinę łatwiejszą drogę: Linfield i Kaiserslautern. Pierwszy mecz w Danii – wygrana 3:2, rewanż formalnością. A jednak na Bernabeu szokujące 2:0, z golem Mortena Bisgaarda w 90 minucie.

Odense w kolejnej rundzie poległo z Parmą.

***

BRONDBY – LIVERPOOL (0:0, 1:0), druga runda Pucharu UEFA 95/96

Coś tam kopali ci Duńczycy w latach dziewięćdziesiątych, prawda? Wygrane Euro, na rozkładzie klubowym Real, Bayern i Liverpool.

W drugiej rundzie Pucharu UEFA 95/96 nie pozwolili Liverpoolowi na choć jedną bramkę, choć LFC miało wtedy supersnajpera Robbiego Fowlera (36 bramek), krocie wydali na Stana Collymore’a (19 bramek), grał jeszcze Ian Rush (siedem goli), a w pomocy byli Jamie Redknapp, Steve McManaman, John Barnes. Brondby przeszło po golu Dana Eggena na Anfield, a potem ograło nawet Romę, choć ta zdołała odrobić stratę.

Dlatego też wygrana Widzewa w następnym sezonie miała tak wielką wymowę: Brondby miało nieporównywalnie większą renomę i doświadczenie.

***

FC METZ – HJK (0:1, 1:1), druga runda eliminacji Ligi Mistrzów 98/99

Nie żebyśmy uważali FC Metz za potęgę, ale nikt im nie może odebrać wicemistrzostwa Francji sezonu 97/98, ba, wicemistrzostwa przegranego o włos, bo Lens miało tyle samo punktów. Mamy więc ówczesną drugą siłę Ligue 1, a po drugiej stronie HJK Helsinki.

Finowie, wyjąwszy Jariego Litmanena, do dziś stanowią piłkarskie peryferia, pozostając jedną z niewielu nacji, z którymi w pucharach nie mamy większych problemów. Wtedy jednak przeszli dalej, wtarabaniając się do pucharów. Był to, rzecz jasna, jedyny awans fińskiego zespołu do Ligi Mistrzów, a w niej wygrali i zremisowali z Benfiką, zremisowali też z Kaiserslautern.

***

CELTIC GLASGOW – ARTMEDIA PETRZAŁKA (0:5, 4:0). Druga runda eliminacji Ligi Mistrzów 05/06

Pamiętamy to aż za dobrze, bo ta porażka Szkotów miała mocne polskie akcenty. Boruc, szczęśliwie, w laniu 5:0 przesiedział na ławie, ale Maciej Żurawski zagrał sześćdziesiąt minut. Żuraw właśnie tamtego lata, przed eliminacjami, zameldował się w Glasgow i liczono, że będzie to początek jego europejskich podbojów, wszak Celtic znaczył wtedy w Europie znacznie więcej niż dziś – klęska na Słowacji była obuchem w głowę, od razu sygnalizującym, że tak różowo nie będzie.

Celtic odrabiał straty u siebie, ale nie dał rady. Artmedia przeszła później jeszcze Partizan i awansowała do Ligi Mistrzów.

***

MANCHESTER UNITED – ROTOR (0:0, 2:2), druga runda Pucharu UEFA 95/96

Dwumecz pamiętany między innymi przez bramkę Petera Schmeichela, ale którego trafienie nic nie dało: dalej przeszli Rosjanie, z którymi wkrótce – choć nie w tym sezonie – mierzyła się Odra Wodzisław.

Jak widać wielkie pucharowe triumfy Sir Alexa Fergusona rodziły się w bólach – zespół, który poległ z Rosjanami, miał w składzie Giggsa, Beckhama, Keane’a, Butta, Cole’a, Scholesa, a jednak nie dał rady.

 ***

NEMEZIS BARCELONY? DUNDEE UNITED

Bilans Barcelony z Manchesterem United? Sześć zwycięstw, cztery remisy, trzy porażki. Bilans z Liverpoolem? Trzy zwycięstwa, trzy remisy, cztery porażki. Z większością drużyn Europy Barca ma bilans korzystny, a nawet jak gdzieś mają gorszy, to nieznacznie.

No, chyba, że sprawdzić bilans z Dundee United, nemezis Blaugrany. Szkoci prali Katalończyków za każdym razem pucharowych potyczek.

Oczywiście można powiedzieć, że Puchar Miast Targowych – sezon 66/67 – jest, by tak rzec, niekanoniczny, ale już do dwóch porażek w ćwierćfinale Pucharu UEFA sezonu 86/87 nie ma się jak przyczepić. Swoją drogą, pary półfinałowe w tamtej edycji z dzisiejszej perspektywy osobliwe: Dundee United, IFK Goteborg (zwycięzca), Swarovski Tirol i Borussia Monchengladbach.

***

INTER… PO PROSTU INTER

Inter jest klubem wielce dla pucharowych rozgrywek zasłużonym, Inter to najlepsza ekipa kontynentu za Helenio Herrery i w pamiętnym sezonie potrójnej korony za Mourinho. Ale też trzeba przyznać, że jak mało kto wśród wielkich Inter miał tendencję do pisania wielkich historii, ale dla rywali.

72/73: trzecia runda Pucharu UEFA, lepsza Vitoria Setubal
73/74: pierwsza runda Pucharu UEFA, lepsza Admira Wacker
74/75: druga runda Pucharu UEFA, lepsze FC Amsterdam
75/76: pierwsza runda Pucharu UEFA, lepszy Honved
77/78: pierwsza runda Pucharu UEFA, lepsze Dinamo Tbilisi
81/82: druga runda pucharu UEFA, lepsze Dinamo Bukareszt
89/90: pierwsza runda Pucharu Europy, lepsze Malmo FF
91/92: pierwsza runda Pucharu UEFA, lepsza Boavista
95/96: pierwsza runda pucharu UEFA, lepsze Lugano
00/01: trzecia runda eliminacji Ligi Mistrzów, lepszy Helsinborgs
Nie wspominając o Alaves, Aston Villi, czy IFK Goteborg w ćwierćfinale Pucharu UEFA 86/87.

***

Europejskie granie to dziesiątki meczów rocznie, nie jesteśmy w stanie wymienić wszystkich szokujących rezultatów, nawet nasza zawężona lista miała kilkadziesiąt typów, a przecież mogłaby bez trudu mieć i sto pozycji. Być może przyjdzie czas, że uraczymy was i takim tekstem.

Natomiast warto podkreślić, że my w swojej historii mamy dość wiele przypadków, gdy udanie boksowaliśmy znacznie powyżej swojej wagi. Mecze Widzewa w końcówce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych? Ogranie Juventusu, Manchesteru United i Manchesteru City to były sensacje nad sensacje. Legia idąca do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, GKS Katowice ogrywający Auxerre, triumfy Groclinu, które zarówno w Manchesterze jak i Berlinie nie mieściły się w głowie, niezwykły scenariusz dwumeczu Wisła – Zaragoza, o Schalke i Parmie nie wspominając. Godnych uwagi spotkań, które zapadły w pamięć rywalom, jest sporo i szkoda, że patrzymy na nie raczej przez pryzmat coraz bardziej odległej historii.

KOMENTARZE (17)