Mało istotne jest to, co Lech obieca. Ważniejsze jest to, co zrobi
Weszło

Mało istotne jest to, co Lech obieca. Ważniejsze jest to, co zrobi

Lech Poznań ma wszystko, by być czarnym koniem tego sezonu. Odmienioną i odmłodzoną kadrę, kilka nieoczywistych transferów i trenera z jasną wizją tego, jak jego zespół ma grać.

Lech Poznań ma też wszystko, by być największym rozczarowaniem sezonu. Z całym karbem ostatnich lat trudnych doświadczeń. I dlatego, że jest Lechem Poznań, czyli klubem, który najlepiej wypada w kreowaniu wizji, a najgorzej w jej realizacji.

Nie chcę znęcać się już nad rozwlekaniem tego, że władze Kolejorza jak ognia unikają deklaracji o mistrzostwie Polski. W gruncie rzeczy to, czy prezes Klimczak wykrzyczy w wywiadach „idziemy na majstra!”, ma kompletnie marginalne znaczenie. Ani poznaniacy nie sprzedadzą tym więcej karnetów, ani to nie wpłynie na to, że Jevtić będzie lepiej dryblował, ani na to, że Muhar okaże się kozakiem czy brutalem. To jedynie puste zaklęcie, deklaracja bez żadnej stopy zwrotu. Być może dla części kibiców to jest istotne, natomiast mam wrażenie, że to istotniejsze jedynie do katowania Kolejorza w wypadku, gdy ten sezonu znów lechitom by nie wyszedł. Wygodny argument do kręcenia bata na i tak pochlastane w ostatnich latach plecy władz klubu.

To nie ma najmniejszego sensu. Po stokroć istotniejsze pytanie od „co obiecali ludzie Lecha?” jest „co zrobili ludzie Lecha, by nie powtórzyć ostatnich sezonów?”.

Czy zrobili wystarczająco wiele, by znów nie wstydzić się swojego projektu? Czy rewolucja przeszła właśnie tak, jak oczekiwano w Wielkopolsce? Czy doszło do zmian, które zwiastują poprawę? Czy doprowadzono do tego, że Dariusz Żuraw będzie miał z czego lepić obiekt nadziei dla połowy Poznania?

przedmeczowka-piast-lech-20190720

Sparingi mówią, że tak. W tych meczach kontrolnych zobaczyliśmy Lecha obiecującego. Tysiąckroć słyszałem z ust polskich trenerów o tym, że „chcą grać piłką”. I zawsze w takich momentach rodziło się pytanie „a czym chciałby pan grać w piłkę nożną, jak nie piłką?”. Natomiast po tym nowym Lechu widać było zalążki planu, a ruchy transferowe wpasowywały się w to, co deklarował Żuraw. Bramkarzy, których nogami grali na poziomie żenującym, zastąpił golkiper, który technicznie nie odstaje od wielu pomocników Ekstraklasy. O Mickeyem van der Harcie słyszę, że spokojnie poradziłby sobie na „szóstce” w niektórych klubach, a że i z refleksem u niego bardzo dobrze, gorzej natomiast z grą na przedpolu. Djorde Crnomarković? Szybki, dobrze przygotowany fizycznie, nieźle rozgrywający piłkę. Lubomir Satka? W Lechu nad nim cmokają, na pierwszą kolejkę jeszcze nie dotrze, ale ponoć w wyprowadzaniu piłki jest znakomity. Muhar? Nawet w drużynie śmieją się, że po jesieni będzie miał dwanaście żółtych, ale Kolejorz chciał takiego ochroniarza dla Tiby. Do tego odbudowujący się Jevtić, póki co Gumny, wschodząca gwiazdka Marchwiński, potrafiący grać w piłkę Amaral, Jóźwiak miewający mecze, w których zalicza więcej dryblingów niż strat… Wygląda to optymistycznie. Niemal tak optymistycznie, że można uwierzyć – tak, to się uda.

Natomiast przypomina mi się w tym miejscu rozmowa Stefana z „Małpą” w Poranku Kojota:

– Opowiadałem ci o romansie mojej żony?

– Nie.

– Aaaaa, to było jakoś rok temu, kręcił się przy niej taki przylizany frajerzyna, literat czy coś. Gołodupiec w każdym razie.

– To żadna konkurencja dla pana, szefie.

– No, niezupełnie, bo moja żona zawsze miała skłonności romantyczne.

I kibice Lecha też te skłonności romantyczne w ostatnich latach mieli, natomiast tylekroć słyszeli od władz Lecha o różnych planach, zapowiedziach i pięknych wizjach, że wcale nie dziwie się temu, że na wskroś logiczna wizja „odmładzamy skład, stawiamy na to, co robić potrafimy (akademia), uzupełniamy to garścią wyskautowanych obcokrajowców i dajemy czas trenerowi” przez wielu fanów jest traktowana z pewną dozą ostrożności. Ta pewna doza ostrożności częściej urasta nawet do pesymizmu i braku nadziei. Bo lepiej założyć porażkę i się pozytywnie zaskoczyć, niż po raz kolejny zacząć sezon z uśmiechem na gębie, a później przeżyć po raz wtóry ten sam najgorszy dzień w życiu – jak w „Dniu Świstaka”. Lech w swoich zapowiedziach po prostu nie jest wiarygodny – TUTAJ robiliśmy analizę planu „Lech 2020”, TUTAJ na Twitterze hula profil z losowymi wypowiedziami Piotra Rutkowskiego, które zweryfikowała rzeczywistość.

ekstraklasa-2019-07-20-07-07-40

Dariusz Żuraw lekko oburzał się, gdy na spotkaniu z dziennikarzami wątpiliśmy w to, czy Darko Jevtić okaże się dobrym kapitanem. Albo w to, czy kompletnie niewzmocniona ofensywa da radę tym razem pociągnąć Lecha chociażby do europejskich pucharów. – Nie żyję przeszłością – odpowiadał trener. Natomiast w kontekście Kolejorza trudno nie żyć tym, co było. Nie da się przekreślić ostatnich lat grubą krechą i uznać „szanowni państwo, tego nie było”. Wiara lub nie w nowym pomysł na zespół nieodłącznie wiąże się ze stopniem rozczarowań z przegranych Pucharu Polski, z wywalaniem się przed finiszem ligi, z odpadaniem europejskich pucharów. Jeśli kibic Lecha wątpi dziś w ten zespół Żurawia, to raczej nie przez to, że nie pasuje mu Jevtić, Kostewycz czy van der Hart. Wątpi, bo nauczyły go tego poprzednie sezony.

Na co stać Kolejorza? Jak to ładnie ktoś ujął – na miejsca od 1. do 16. Natomiast realnym celem poznaniaków powinny być europejskie puchary. Zwłaszcza w kontekście pieniędzy i współczynnika w rankingu klubowym UEFA. Drugi sezon bez chociażby eliminacji do europejskich pucharów to kolejny stos kasy, który przechodzi Lechowi koło nosa, a przecież już poprzedni rok był pod tym względem niezwykle trudny. Dyrektor Tomasz Kacprzycki, człowiek odpowiedzialny za finanse klubu, mówił wprost – gdyby nie poduszka finansowa w postaci ponad 20 milionów zysku z transferów, to Lech miałby niezwykle trudny, wręcz kryzysowy sezon. A ranking? Lech na przestrzeni ostatnich sezonów koncertowo schrzanił wypracowaną wcześniej zaliczkę. Za rok odpadają jeszcze poznaniakom 4.000 punktów uzbieranych z fazy grupowej Ligi Europy z sezonu 2015/16. Jeśli w przyszłym sezonie tego nie odpracują, to w kolejnych eliminacjach rozstawieni będą jedynie z Drużyną Przyjaciół Michała Milowicza z reprezentacją Polskiego Związku Wędkarstwa.

W świecie idealnym Lechowi powinno to wszystko się spiąć – przecież sami na tych łamach wielokrotnie domagaliśmy się stawiania na wychowanków, dawania zaufania trenerowi (prezesi zapowiadają, że Żuraw dokończy sezon choćby nie wiem co), ściągania obcokrajowców na dorobku z perspektywą rozwoju, pracy organicznej a nie pustych haseł. Problem w tym, że Kolejorz ostatnio był dobry tylko w wizjach. A kończyło się przeważnie tak dobrze, jak dobra jest grafika główna tego tekstu.

Damian Smyk

grafika: Twitter – @GNamorzyn

KOMENTARZE (7)