Kolejne Michniewicz-show w Stanie Futbolu!
Weszło

Kolejne Michniewicz-show w Stanie Futbolu!

„Stan Futbolu” z Czesławem Michniewiczem to zawsze jest lekcja futbolu. Szkoleniowiec reprezentacji Polski U-21 ma zdumiewającą łatwość, by w przystępny, dowcipny, a jednocześnie bardzo analityczny sposób opowiadać o futbolu. Dzisiaj było rzecz jasna podobnie. Krzysztof Stanowski gościł w swoim programie również Tomasza Muchińskiego, Wojtka Kowalczyka i Mateusza Rokuszewskiego, ale to Michniewicz ukradł show i zdominował pozostałych rozmówców.

Jeżeli ktoś z jakichś powodów nie mógł i w najbliższym czasie nie da rady obejrzeć ostatniego odcinka „Stanu Futbolu” – choć gorąco polecamy! – albo woli po prostu czytać niż słuchać, oto najciekawsze spostrzeżenia trenera Michniewicza. A po młodzieżowych mistrzostwach Europy szkoleniowiec sypał nimi jak z rękawa.

Michniewicz o wymówkach piłkarzy Legii:

Podchodzę do tych tematów z dużą pokorą. Byliśmy na Wyspach Owczych, też zremisowaliśmy na sztucznym boisku. Później się nie udało wygrać też na naturalnym… Nie chcę być ekspertem w tej sprawie. Wiem, jak to smakuje. Wiem, co czują zawodnicy. Pamiętam słowa Bartka Kapustki po remisie z Wyspami Owczymi 2:2. Wszedł do szatni i powiedział: „Panowie, teraz to naprawdę się skompromitowaliśmy”. Do teraz mi dźwięczą te słowa w uszach. Wiem, co czują piłkarze i trenerzy. Legia ma przed sobą rewanż, gra u siebie. Przejdzie dalej i będziemy o tym wspominali tylko w formie żartu.

Każdy sposób na reakcję po takim meczu jest dobry. Jeżeli potraktujesz spotkanie zremisowane z amatorami za łagodnie, to wszyscy powiedzą, że sobie żartujesz. Pamiętam jak z Jagiellonią przegraliśmy z Ruchem Zdzieszowice. Zawodnik wbiegał na boisko lekko spóźniony, przechodziłem obok niego i usłyszałem jak mówi: „Niepotrzebnie jeszcze zjadłem tę grochówkę, bo mi się odbija”. Piłka nożna zna dużo przypadków takich porażek. Najgorzej, jak to ciebie spotka. Nie wiem, co trener Vuković mówił w szatni przed meczem. Na pewno taki wynik potem rzutuje na ocenę pracy. Sezon się nie zaczął, a już jesteś na cenzurowanym.

O szansach Piasta Gliwice:

BATE to bardzo doświadczony zespół w rozgrywkach europejskich. Wyczytałem, że oni nie przegrali ostatnich dziesięciu meczów na wyjazdach. Bardzo bym się tego meczu Piasta obawiał na miejscu trenerów. Mniejsze obawy mam względem meczu Cracovii. Ona powinna sobie poradzić. BATE wie jak smakuje Liga Europy, Liga Mistrzów. Piast? Fantastyczna pierwsza połowa, druga słabsza. Pokazali swój potencjał. Superpuchar pozwoli się tej drużynie jeszcze lepiej wdrożyć w sezon. Dobre spotkanie z Lechią po dobrym meczu z BATE zapewni tej drużynie dobry nastrój. W przeciwieństwie do Legii.

O występie młodzieżówki na Euro:

Awansowaliśmy na turniej po 24 latach. Ktoś powie: „piłka juniorska”. Ja uważam, że nie należy tego traktować w ten sposób. Grasz, a na przeciwko ciebie wychodzi drużyna, która ma na koncie tysiąc meczów w lidze hiszpańskiej czy włoskiej. To nie są piłkarze z Centralnej Ligi Juniorów. Nikt mi nie powie, że Fabian Ruiz, Dani Ceballos albo Włosi to są juniorzy. Chiesa to jest dziś lider Fiorentiny. Zaraz odejdzie za potężne pieniądze. Ruiz dostał propozycję z Realu Madryt, Napoli żąda za niego 150 milionów euro. Kto płaci takie pieniądze za juniora? Varela, Zaniolo, kolejni się będą przemieszczać. To jest piłka młodzieżowa, ostatni etap, ale oparty już na piłce seniorskiej. Piłkarze z doświadczeniem w Lidze Mistrzów, Lidze Europy.

Oglądaliśmy mistrzostwa świata U-20, tę różnicę w poziomach było widać. Ci chłopcy nawet jeszcze w ekstraklasie nie grają. U nas nie było juniorów, grali seniorzy. Zderzyliśmy się z piłką na europejskim poziomie, piłka się zderzyła z nami. Jeśli się robi nam zarzut, że wygraliśmy  z Włochami – drużyną naszpikowaną gwiazdami – 1:0, bo Grabara kilka sytuacji wybronił… No po to jest bramkarz, żeby pomóc drużynie. Kto był najlepszym zawodnikiem w drużynie trenera Nawałki, gdy na Narodowym pokonaliśmy Niemców? Szczęsny w bramce.

Sposób, jaki obraliśmy sobie na na ten turniej był odpowiedni. W eliminacjach graliśmy również w określonym stylu. Przeszliśmy baraże, gdzie strzeliliśmy Portugalii trzy bramki na wyjeździe! Właściwie w ogóle nie mieliśmy wyników bezbramkowych. Na piętnaście meczów o stawkę, tylko dwa przegraliśmy. Nie byliśmy Hiszpanią, Włochami. O tym wiemy. Anglicy mówią o naszej obronie „defending art”. Trener Belgów chwalił nas za fantastyczną organizację, trener Włochów to samo. Tylko u nas znalazło się kilku takich, którzy zawsze mówią, że coś jest źle, coś trzeba zrobić lepiej i inaczej. Oczywiście, zawsze można zrobić coś lepiej. Ale od czegoś trzeba zacząć. To były pierwsze mistrzostwa od 24 lat.

O analizie gry Dawida Kownackiego:

Dawida rywale się trochę obawiali. Patrząc na GPS-y zauważyłem, że miał on najwięcej startów i hamowań spośród ofensywnych zawodników. Wykonał swoją pracę. Nie strzelał bramek z każdej sytuacji, zabrakło nam kogoś takiego. W pierwszej reprezentacji jest Lewandowski. Jak nie Lewandowski, to Piątek. Jak nie Piątek, to Milik. U nas są duże dysproporcje. Kownacki był królem strzelców eliminacji, Tomczyk to zawodnik jedynie na kontrę, Buksa u nas nie strzelił bramki. Gdyby nie kontuzja „Kownasia”… On też miał świadomość, że nie był w idealnej formie. Sam zdecydował, że nie zagra w meczu z Hiszpanią. Nie był gotowy na sto procent. Ale mam do niego duży szacunek za to, jak walczył.

O problemie polskiej piłki:

Problem polskiego futbolu polega na kłopotach z regeneracją po meczach rozegranych na dużych prędkościach, gdy trzeba trochę pobiegać za piłką. To widać po drużynach, które grają w środku tygodnia europejskie puchary. My mieliśmy trzy takie mecze do zagrania w ciągu sześciu dni. Ci chłopcy nigdy wcześniej się z czymś takim nie zetknęli. To nas zabiło. My nie jesteśmy w stanie na dłuższym odcinku utrzymać intensywności. Jeden mecz, jeszcze na świeżości, możemy wygrać. Drugi – na euforii po zwycięstwie, troszkę szczęścia, trochę mądrości. Wygrywamy. Ale potem jest mecz prawdy. Traciliśmy bramki po sytuacjach, o których doskonale wiedzieliśmy. Jednak Hiszpanie grali to tak szybko, że nie byliśmy w stanie ich powstrzymać.

Hiszpania średnio zdobywała bramki w eliminacjach po dziewiętnastu wymienionych podaniach. My po czterech. Oni nie grają szablonowo jak Włosi. Rozegranie, piłka do boku, Chiesa atakuje. Dlaczego nam się grało fajnie z Włochami? Bo Chiesa zawsze wchodził w grę jeden na jeden z obrońcą. Hiszpanie w ogóle nie kiwali jeden na jeden. Szukali podania prostopadłego, wycofania, kombinacji. To był dla nas problem. Tak nas ganiali z prawej do lewej, z prawej do lewej. Oni mieli piłkę i dyktowali warunki. My nie możemy takiego tempa wytrzymać, nie mając piłki. A dlaczego nie mamy piłki? Bo nie gramy tak w lidze. Akcje w ekstraklasie są bardzo krótkie.

Kamil Grabara łapał piłkę po nieudanej akcji Hiszpanów, chciał krótko ją rozgrywać. A chłopcy, którzy ganiali za Hiszpanami przez cztery minuty bez piłki nie chcieli od niego podania, bo byli po prostu zmęczeni. Dlatego to tak źle wyglądało. Nie cofnęliśmy się z premedytacją. Dlaczego Karol Fila grał w bloku pomocy? Bo miał ograniczać Ceballosa. Ale dla Ceballosa to nie sprawiło najmniejszego problemu. Dwa razy został zablokowany, szukał innych rozwiązań, poszedł na drugą stroną boiska. Gdyby w piłce nie trzeba było strzelać na bramkę, Hiszpanie potrafiliby utrzymać piłkę przez pół godziny. Jak w piłce ręcznej, lewo-prawo, prawo-lewo.

O tym, co było najfajniejsze w przygodzie z eliminacjami i mistrzostwami:

Dzisiaj Joao Felix odchodzi za 120 milionów euro. Grał na Pestkę, czasem na Gumnego. Oni mogli zobaczyć, jaki poziom prezentują ich rówieśnicy z innych zakątków Europy. To jest w tym wszystkim najfajniejsze. Nasi chłopcy zobaczyli, jak wiele jeszcze muszą się nauczyć. To jest coś innego, jeśli zetkniesz się z tym, stanąć koło kogoś. Wtedy naprawdę widzisz, jaka jest między wami różnica. Takie zderzenie dla naszej piłki jest bardzo cenne. Chłopcy zdobyli doświadczenie, ale trzon tej reprezentacji zostaje. Byliśmy jedną z najmłodszych drużyn na turnieju. Grabara, Gumny, Fila, Dziczek, Szymański, Bielik… W sumie siedmiu podstawowych zawodników może zostać w tej drużynie, o ile nie zgłosi się po nich trener pierwszej reprezentacji.

BOLONIA 21.06.2019 KONFERENCJA PRASOWA REPREZENTACJI POLSKI U-21 --- POLISH FOOTBALL NATIONAL TEAM UNDER-21 PRESS CONFERENCE IN BOLOGNA KAMIL POTRYKUS CZESLAW MICHNIEWICZ FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

O słowach Roberta Lewandowskiego:

Lewandowski to dla mnie ani brat, ani swat. Nie zanosi się, żebyśmy kiedykolwiek pracowali razem. Mogę mówić, to co myślę. Ostatnio była brzydka pogoda, to zająłem się w domu porządkami. Strych, garaż. Cały tydzień nie wychodziłem, słońca nie widziałem. Nie byłem na bieżąco. Ale dostałem kilka sms-ów od trenerów ligowych, że jest taki komentarz Roberta. W końcu to przeczytałem. I tak sobie myślę – łatwo się mówi, jak jesteś zawodnikiem Bayernu. Większość meczów w Bundeslidze wygrywasz różnicą trzech bramek. Cały czas skupiasz się na ofensywie. Wtedy się łatwiej gra, nikt nie lubi biegać za piłką, tak jak myśmy biegali. Ale przekonaliśmy zawodników, że warto w ten sposób grać. Wspólnie pracować w defensywie, począwszy od Kownackiego. Nauczyliśmy zespół dyscypliny. Gdybym ja był trenerem Bayernu i miał posiadanie piłki 70% w każdym meczu, to też bym chętnie całe mecze rozgrywał w okolicach szesnastki przeciwnika.

Problem jest inny. Czy reprezentacja Polski seniorów z Robertem Lewandowskim dominowała w tych najważniejszych meczach, na przykład z Niemcami? Nie, też nie była w stanie tego zrobić. Tym bardziej my, jako drużyna młodzieżowa, mamy z tym kłopoty. Realnie oceniliśmy swoje szanse.

Ostatnio słyszałem też inną wypowiedź Roberta. Mówił, żeby specjalnie nie liczyć na medal mistrzostw Europy, bo dla reprezentacji Polski sukcesem jest sam awans na turniej. No przepraszam. Na młodzieżowym Euro gra dwanaście zespołów, na seniorskim grają dwadzieścia cztery. Jeżeli sukcesem jest zakwalifikowanie się do tak szerokiego grona i Robert jedzie na turniej tylko się pokazać, to jak mamy określić nasz sukces, skoro wywalczyliśmy sobie awans i wygrywaliśmy z wielkimi, z lepszymi od siebie? Na papierze wszyscy nasi rywale byli lepsi od nas.

Inna jest optyka zawodnika, inna trenera. Czasem jest taka sytuacja, że przegrałeś mecz 3:4, ale twój zawodnik strzelił hattricka. Jesteś jako trener wściekły, roznosi cię, przegrałeś mecz. Patrzysz, a napastnik chodzi zadowolony, puszy się, już agent do niego dzwoni, wszyscy szczęśliwi. On – jako zawodnik – się wypromował. Ale ty – jako trener – zaraz będziesz musiał szukać pracy.

O roli reprezentacji U-21:

Jesteśmy zapleczem pierwszej reprezentacji. Wygrywanie i przegrywanie to jest nawyk. Jak ja, jako trener, mam wejść do szatni i powiedzieć: „Chłopcy, grajcie sobie ładnie, wynik się nie liczy”. Jak to zawodnik odbierze? Dlaczego chwalony jest dzisiaj Bielik, dlaczego chwalony jest dzisiaj Grabara? Bo grali ładnie, czy jednak dlatego, że grali skutecznie? Trener musi uczyć tych piłkarzy wygrywania. Te wszystkie teorie o tym, że nie należy grać na wynik… Spójrzmy nawet na to, jak kiedyś to wyglądało. Mecze na podwórku, blok na blok. Weź w takim spotkaniu nie zagraj na wynik! Wtedy się uczysz wygrywać. Mentalność wynika z wiedzy. Zawodnik musi wiedzieć, że wygrywać trzeba zawsze.

U nas jest problem nauczania i doskonalenia. Widzę czasem treningi, gdzie chłopcy jesienią, w deszczu, ćwiczą stałe fragmenty gry. Zmarznięci, piłkarz pilnujący słupka się go kurczowo trzyma. Od razu widzę, że trener nie ma pojęcia co robi. Piłkarz powinien grać zawsze i wszędzie. Grać. Wtedy nauczy się wygrywać. Ja bym tego nie oddzielał, to powinno iść dwutorowo.

Poprawę szkolenia zacząłbym od tego, jak często zawodnik dotyka piłkę na treningu. Jeśli zintensyfikujemy częstotliwość gry piłką przez młodych zawodników, jeśli zawodnicy będą dotykali tę piłkę, czuli ją, w różnych płaszczyznach, z przeciwnikiem na plecach… Trening to musi być wycinek gry. Kontakt z piłką. U nas trener robi gierkę na całym boisku, dziesięciu na dziesięciu. Zawodnik dotknie trzy razy piłkę w ciągu połowy. To nie ma sensu. Piłka musi być naszym przyjacielem. Jeśli do tego nie doprowadzimy, to zawsze będziemy biegać więcej od innych. A tego na żadnym turnieju nie wytrzymamy. U nas jest za dużo gry na stojąco. Tak jak Połomski śpiewał: „Cała sala śpiewa z nami”. I tak się bujamy, nikt nie chce wyjść przed piłkę. Hiszpanie to robią.

O zawiłościach taktycznych:

Wygrywaliśmy w ten sposób, że podpowiadaliśmy zawodnikom drobne rzeczy. Nie mówiliśmy: „Chłopcy, bronimy w dziesięciu, idźcie wszyscy w szesnastkę”. Przypominam sobie mecz wyjazdowych z Gruzją. Zobaczyliśmy, że Gruzini wszystkie swoje akcje budują od bramkarza. Nie mogliśmy im pozwolić, żeby w tym upale nas tak rozgrywali. Nauczyliśmy się wysokiego pressingu, więc zmuszaliśmy bramkarza, by kopał długim podaniem. Długie piłki zbieraliśmy, nie wpuściliśmy ich na własną połowę. Wygraliśmy 3:0. Widziałem, że ta grupa słucha, z tą grupą można coś zrobić. Dużo było takich szczegółów.

Dzisiaj najgroźniejsze są piłki prostopadłe. Z dośrodkowania można się łatwo wybronić – mamy swoje ustawiania, wiemy jak się zachować. Dlaczego Hiszpanie nam strzelali bramki? Bo nie grają wzdłuż piątki. Oni grają wycofane piłki. Instynktownie gdy akcja idzie z boku boiska, wbiegasz w światło bramki, bronisz się. A oni za każdym razem wycofywali piłkę. Piłce wstecznej nie potrafiliśmy zapobiec, choć dokładnie to sobie rozpisywaliśmy na analizie.

Przed meczem z Belgią mówię do Kamila Pestki: „Kamil, Lukebakio bazuje na jednej rzeczy – wyciąga obrońcę do środka, a w to miejsce wbiega skrzydłowy. Ty nie będziesz za nim wychodził, tego podania nie będzie”. Największa mądrość Kamila miała polegać na tym, że kiedy prawy obrońca Belgów będzie napędzać akcje, a napędzał wszystkie, to on ma stać w miejscu i nie wychodzić za tym Lukebakio. Gdyby to zrobił, to za jego plecami powstałaby natychmiast autostrada, w którą by wskoczył szybki napastnik Iseka. A myśmy tego uniknęli. I wszyscy po meczu mówią: „Nie no, ten Pestka super gra!”. Lukebakio sobie nie pograł, bo musiał biegać na naszych zasadach, a nie na swoich.

O… Rakowie Częstochowa:

Podziękowania dla trenera Maćka Kędziorka, do którego pojechałem do Częstochowy przed turniejem. Oni mają świetne stałe fragmenty gry, teraz się wszyscy przekonają w ekstraklasie. Mają tyle wariantów! Pojechałem się do niego uczyć. Zadzwoniłem do trenera Papszuna i dopytałem, czy mógłbym przyjechać, żeby Maciek mnie trochę zainspirował. Przygotowałem stałe fragmenty gry naszych przeciwników i on mi przygotował po cztery czy pięć rozwiązań. Robi to fantastycznie. Pokazał mi, przygotował, niektóre rozwiązania sobie wybrałem. My na turnieju za dużo tych stałych fragmentów nie graliśmy. Dlatego w przerwie meczu z Belgią mówię: „Chłopcy, musimy złapać jakiś rzut rożny!”. I właśnie po tym rzucie rożnym wpadła bramka!

O powołaniach do pierwszej reprezentacji:

Ja nie wierzę w mityczne obcowanie z pierwszą reprezentacją. Proces treningowy wygląda tak – we wtorek jest lekki trening, w środę oficjalny rozruch, gdzie nic wielkiego nie zrobisz. W czwartek mecz, w piątek rozruch pomeczowy, w sobotę rozruch przedmeczowy, w niedzielę kolejny mecz. Co sportowo możesz zyskać w tak krótkim czasie? Tym bardziej, że na treningu jest naprawdę duża grupa zawodników. Okej, poznasz Lewandowskiego, weźmiesz autograf od Błaszczykowskiego. To jest fajne. Możesz ich zaobserwować i dołączyć do grupy na Facebooku. Ale taki wyjazd jest fajny tylko za pierwszym razem. Potem to już nie ma żadnego sensu.

O refleksjach poturniejowych:

Wiem, że zabrakło niewiele, ale moja wewnętrzna świadomość jest taka, że jednak tak naprawdę zabrakło nam dużo. Ten turniej ma dla mnie słodko-gorzki smak. Po części się gdzieś tam spłaciliśmy władzom PZPN-u i kibicom, którzy trzymali za nas kciuki. Myślę, że ta reprezentacja to dobre miejsce dla mnie. Pierwszy raz mam taką sytuację, że sam o wszystkim decyduję. Mam duże możliwości. Chciałbym zostać.

 fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (14)