Po szatni Legii krąży wirus minimalizmu
Weszło

Po szatni Legii krąży wirus minimalizmu

Choć zeszły sezon był najgorszym dla Legii od dekady, do Andre Martinsa nikt pretensji o to mieć nie mógł. Jeśli już, to Portugalczyk był jasnym punktem, kimś, z kogo przyszłością można było wiązać nadzieję. Patrzyło się na jego elegancką, efektywną grę i widziało, że to ktoś, na kim można było budować. Dlatego jesteśmy zaskoczeni, że i on dołączył do chóru wymówkowiczów, a jego wypowiedzi po meczu z Europa FC wywołują zgrzytanie zębów.

Będziemy dla Martinsa wyrozumiali. Pominiemy „za każdym razem piłka toczyła się zbyt wolno do kolegi z drużyny”, czyli narzekanie na murawę, bo i nawet jeśli to wymówka słaba, to…. tak istotnie mogło być. Naszą uwagę skupiło co innego (za portalem Legionisci.com):

– Trener przygotował nas do tego meczu bardzo dobrze. Wiedzieliśmy co rywale mogą zaprezentować przeciwko nam. W pierwszej połowie coś tam sobie stworzyli, ale w drugiej części kontrolowaliśmy przebieg gry i mieliśmy szanse na bramki.

Kontrolowaliśmy przebieg gry? 0:0 z wicemistrzem Gibraltaru to jest kontrolowanie przebiegu gry?Kontrolowanie przebiegu gry w meczu, który kończy się 0:0, oznacza, że celowało się w 0:0, że to wynik korzystny, pożądany? Wyobrażamy sobie mecze, w których 0:0 i ograniczenie szans strzeleckich rywala to faktycznie kontrolowanie przebiegu meczu, ale czy to nie jest uwłaczające tak traktować spotkanie z Europa FC?

Ta wypowiedź pokazuje też jak koszmarny wymiar miała pierwsza połowa. Andre Martins wskazuje, że w drugiej było lepiej – nie da się ukryć, w pierwszej wicemistrz Gibraltaru przeważał, w drugiej już nie. Ale to naprawdę nie jest żaden wyznacznik szczególnego rozwoju, skoro w drugiej połowie skończyło się na 0:0, a przecież jakichś huraganowych ataków nie było, tylko jedna stuprocentowa okazja Carlitosa – pudło, nie wcelował w bramkę – i koniec, poza tym dużo leżenia, jedna żenująca próba wymuszenia rzutu karnego i łącznie i tak mniej strzałów na bramkę Europa FC niż Gibraltarczyków na bramkę Majeckiego.

Co nas zastanawia, to że ze wszystkich piłkarzy Legii właśnie Portugalczyk powinien mieć najwięcej dystansu do wymówkarstwa. Facet wystąpił dwukrotnie w reprezentacji Portugalii, nie w zimowym zgrupowaniu odbywającym się na bocznym boisku Ankaragacu, ale w reprezentacji Portugalii z Cristiano Ronaldo w składzie. W portugalskiej młodzieżówce był pewniakiem do grania, pojechał z Portugalią na Igrzyska Olimpijskie, grał – nie terminował, a grał – w Sportingu i Olympiakosie, grał w Lidze Mistrzów, ma 24 mecze Ligi Europy na koncie, z bramką w półfinale – przeciwko Athletic Bilbao, sezon 11/12 – włącznie.

I nawet on, facet z takim CV, po remisie z wicemistrzem Gibraltaru w pierwszej rundzie eliminacji jest umiarkowanie zadowolony?

Gdzieś po szatni Legii krąży niebezpieczny wirus, wirus minimalizmu.

Fot. FotoPyK