U siebie Dunajska Streda jest faworytem z Cracovią
Weszło

U siebie Dunajska Streda jest faworytem z Cracovią

Tomasz Kucz mecze w europejskich pucharach być może dopiero rozegra. 20-letni bramkarz zimą został wypożyczony przez Bayer Leverkusen do DAC Dunajska Streda i choć będzie miał w CV wicemistrzostwo Słowacji, to rozegrał tylko jeden mecz i szuka teraz nowego klubu (ostatnio testowała go Olimpia Grudziądz). Spotkania swoich byłych kolegów z Cracovią obejrzy więc już jako postronny obserwator. Może za to wiele opowiedzieć o tym klubie.

Dlaczego Dunajska Streda jest nienawidzona na Słowacji? Z jakiego powodu Tomek miał pretensje do drużyny po swoim debiucie? Dlaczego trenera Petera Hyballę kocha się lub nienawidzi? W jakim aspekcie Dunajska Streda odbiega od polskich wyobrażeń o lidze słowackiej? Zapraszamy na dłuższą pogawędkę. 

Przez pół roku pobytu w Dunajskiej Stredzie rozegrałeś jeden mecz w słowackiej ekstraklasie. Straciłeś czas?

W pewnym momencie tak czułem. Byłem już pół roku bez gry w Bayerze Leverkusen. Przeszedłem z juniorów do pierwszego zespołu, ale byłem bramkarzem numer trzy lub cztery. Raz tylko, na samym początku sezonu, usiadłem na ławce w Bundeslidze. Nie miałem szans na skład, dlatego poszedłem na Słowację, żeby zacząć grać i się rozwijać. Krok w tył mający dać później dwa kroki do przodu. Nie wyszło, byłem rezerwowym. Miałem dobrego rywala do gry – Martina Jedlickę, młodzieżowego reprezentanta Czech. Bronił już w poprzedniej rundzie, co było jego przewagą. Formę miał w miarę stabilną. Nie chcę się rozwodzić, że trenerem bramkarzy był Czech, bo nie miało to większego znaczenia, ale to są niuanse, o których czasem człowiek myśli. Musiano wybrać między Jedlicką a mną. W pierwszym meczu, ze Slovanem Bratysława, postawiono na niego, wypadł świetnie, z tygodnia na tydzień się rozkręcał. Nie było powodu, żeby go zmieniać. Dziś uważam jednak, że zupełnie czasu nie straciłem. Wiele się nauczyłem. Jakby nie patrzeć, miałem okazję trenować z bardzo dobrą drużyną, która wywalczyła wicemistrzostwo Słowacji, a rok wcześniej zajęła trzecie miejsce. I to z drużyną niezwykle młodą, najstarszy zawodnik miał 28 lat, następny 25. Reszta to głównie chłopaki w wieku 20-22 lata. Mimo to udało się osiągnąć duży sukces.

Gdy tam przychodziłeś, wiedziałeś, że droga do miejsca w składzie wcale nie będzie łatwa?

Powiedzieli wprost, że jest rywalizacja, bo mają na miejscu bardzo dobrego bramkarza. Trenera Petera Hyballę znałem już wcześniej z czasów Bayeru U-19. Stwierdził, że na trzeciego na pewno nie przychodzę, ale to, czy będę pierwszy czy drugi, wyjdzie w praniu i to już zależy ode mnie. Celem była jedynka, nikt mi jednak tego nie zagwarantował.

Dostałeś szansę dopiero pod koniec sezonu i na własnym stadionie przegraliście 3:4 z SKF Sered. Miałeś do siebie pretensje za ten występ?

Na początku byłem trochę rozgoryczony. Miałem poczucie, że nikt z kolegów na boisku mi nie pomógł. Wychodzę mega zmotywowany, 10 tys. kibiców, debiut w seniorskiej piłce, bardzo się cieszę. Na rozgrzewce czuję się fenomenalnie, wszystko mi wychodzi i zaczynam mecz pewny siebie. A tu 1. minuta i już tracimy gola, na dodatek dość dziwnego. Gościu uderza, piłka leci mi prosto w ręce, ale stojący przede mną obrońca ją podbija i ta wpada do siatki nad rękami. Oglądając skrót odnosi się wrażenie, że nikt piłki nie dotknął i popełniłem prosty błąd. Kolejne dwie bramki to jakieś formalności z paru metrów. Myślałem sobie „kurczę, tak ciężko trenuję, a jak przyszedł mecz, to mi nie wychodzi, koledzy nie pomagają i wina jest zwalana na mnie”. Kibice mogli myśleć co to za bramkarz wszedł, od razu puszcza tyle goli. O obrońcach nie wspominano.

Później jednak usiadłem na spokojnie, jeszcze raz przeanalizowałem ten mecz. Napisałem do Daniela Pawłowskiego, który prowadzi Trening Decyzji Bramkarza, że przyszedł czas, żeby porządnie wziąć się za piłkę, postawić wszystko na jedną kartę. Dietę i trening już mam, motorycznie jestem przygotowany, nad mentalnością też pracuję. Chciałem zobaczyć, gdzie jeszcze mam rezerwy, co mogę poprawić. Trener Pawłowski potrafi świetnie analizować i pokazał mi, że – ok – nie były to moje wielkie błędy, można było jednak zachować się zdecydowanie inaczej, żeby uniknąć tych bramek. Do poprawy są szczegóły, ale bardzo istotne szczegóły. Koniec końców tamto spotkanie okazało się cenną lekcją na przyszłość.

Jak w klubie odebrano twój występ?

Trener od razu powiedział, że to nie jest moja wina. Z jednej strony wystawił mnie i wpuściłem cztery bramki, ale z drugiej jest jeszcze dziesięciu zawodników, którzy mogą bardziej pomóc, by rywale tych sytuacji nie mieli i którzy mogli zrobić więcej w ofensywie. Z czasem złapałem dystans do tego meczu.

Dla ciebie to był w pewnym sensie mecz życia, dla kolegów niekoniecznie.

Może nie mecz życia, ale to był mój czas, żeby się pokazać, samemu sobie coś udowodnić i zwiększyć pewność siebie. To był bardziej występ dla mnie, bo wiadomo, że jednym spotkaniem nie zachwycę połowy Europy i nie weźmie mnie po nim Barcelona. Zależało mi na udanym zakończeniu starego sezonu i pewniejszym wejściu w nowy. Sprawy się skomplikowały i pozostało wyciągnąć wnioski, co też zrobiłem.

Widzę, że przepływ bramkarzy ogólnie mieliście duży. Jeśli Transfermarkt nie kłamie, na przestrzeni całego sezonu w kadrze Dunajskiej Stredy poza tobą znajdowało się jeszcze pięciu innych. 

To jest możliwe. Jeden doznał kontuzji, ktoś tam się nie sprawdził, trzeci chyba teraz wrócił z wypożyczenia. Na samym początku sezonu bronił jeszcze Patrik Macej, ale później rozsypał się na wiele miesięcy, dlatego zimą klub chciał ściągnąć nowego bramkarza. Trener Hyballa od razu zadzwonił do mnie. Wiedział, że siedzę w Bayerze i tam już praktycznie tylko trenuję. Mogliśmy sobie wzajemnie pomóc.

Co możesz powiedzieć o Hyballi? W Borussii Dortmund współpracował z Juergenem Kloppem i uchodzi za trenera podobnie patrzącego na futbol jak obecny menedżer Liverpoolu.

To trener bardzo specyficzny. Studiował psychologię, kładzie wielki nacisk na aspekt mentalny. Potrafi naprawdę mocno wpłynąć na psychikę zawodników i na różne sposoby ich zmotywować. Na przykład zupełnie inaczej zachowuje się w grupie, a zupełnie inaczej w indywidualnej rozmowie. Albo się go lubi, albo nienawidzi. Współpracując z nim, trudno byłoby przejść obok niego obojętnie. Jest bardzo inteligentnym człowiekiem, ma ogromną wiedzę trenerską. A przy tym jest niezwykle wymagający. Treningi u niego bywają zabójcze. Ale najważniejsze, że jego metody przynoszą efekty.

Czyli jeśli ktoś go nienawidzi, to właśnie dlatego, że tyle wymaga?

Dokładnie, Hyballa nie uznaje półśrodków. Jeśli ktoś nie ma silnego charakteru, to w pewnym momencie może odpuścić i powiedzieć „co to za baran, uciekam od niego”.

Skoro patrzy na futbol podobnie jak Klopp, musi hołdować intensywności gry, wysokiemu pressingowi. 

Zdecydowanie. Cały czas jest „press, press, press!”. Szybki doskok do przeciwnika i atakowanie. U niego nie ma stawiania autobusu przed swoim polem karnym i czekania na kontrę. Tego Cracovia powinna się spodziewać. Nie sądzę, żeby z nią zamierzał grać inaczej.

Po sezonie z trzecim miejscem w Dunajskiej Stradzie wicemistrzostwo odebrano jako coś naturalnego?

Może nie była to sensacja, ale na pewno napisanie historii. Klub ten nigdy jeszcze nie finiszował tak wysoko. Teraz jasno określonym celem było wejście do eliminacji Ligi Europy, a że udało się to z drugiego miejsca, tym lepiej. Inna sprawa, że zimą celowano nawet w mistrzostwo. Slovan jednak odskoczył punktowo i pozostało walczyć o to, żeby nikt inny już nas nie wyprzedził.

Rozmawiamy o klubie leżącym na Słowacji, ale utożsamiającym się z Węgrami, z kibicami mówiącymi po węgiersku. 

Można wręcz powiedzieć, że to klub węgierski (śmiech). Przychodzisz na stadion, wszyscy mówią po węgiersku. Odśpiewywany jest hymn Węgier. Razi to mocno kibiców innych zespołów. Dunajska Streda jest na Słowacji nienawidzona podobnie jak w Polsce Legia Warszawa, którą poza stolicą mało kto darzy sympatią. Odczuwasz to jednak tylko na poziomie kibicowskim, w klubie w ogóle. Są Słowacy, Węgrzy, Czesi i nie ma żadnych animozji.

Ligę słowacką kojarzymy jako znacznie gorzej opakowaną niż Ekstraklasa, często z garstką ludzi na trybunach. O Dunajskiej Stredzie jednak akurat tego powiedzieć nie można.

Zdecydowanie nie. Zresztą, w kontekście całej ligi też bym z tym wizerunkiem nie przesadzał. Wiadomo, że jest kilka mniejszych drużyn, do których jedziesz na wieś, ale w Ekstraklasie też przecież mamy 2-3 kluby, które mocno odstają z kibicami. Jak pojedziesz na Slovan czy właśnie na Dunajską, to frekwencja i atmosfera często są naprawdę dobre. U nas 10 tys. ludzi na trybunach nie było żadnym wydarzeniem. A 7-8 tys. jest zawsze, nawet jeśli graliśmy z kimś słabszym. Na topowych meczach kibice tworzyli niesamowitą atmosferę.

Doping w polskim stylu?

Tak. Jest trybuna ultrasów, którzy nakręcają resztę. Cały mecz żywiołowo dopingują, odpalają race i tak dalej. Naprawdę robiło to wrażenie, ani chwili ciszy. A ze Slovanem to już w ogóle inny świat. Względem Cracovii na pewno nie będą mieli żadnych kompleksów.

Dunajska Streda ma 13-tysięczny stadion, w pełni oddany do użytku na początku tego roku.

Dobudowali jedną trybunę, załapałem się już na efekt końcowy. To bardzo ładny stadion, przypominający dość mocno obiekt Arki Gdynia. Pojemności w skali europejskiej nie ma oszałamiającej, ale gdy jest wypełniony, gra się na nim bardzo przyjemnie.

Sporo się zmieniło w kadrze Dunajskiej Stredy. Te zmiany oceniasz na plus czy na minus?

W defensywie są straty. Tomas Huk poszedł do Piasta Gliwice, a Lubomir Satka przejdzie do Lecha Poznań. Tworzyli świetny duet stoperów. Byli maszynami, które wszystko czyściły. I dobrze się uzupełniali, bo mają inną charakterystykę. Satka potrafi super rozgrywać, umie dryblingiem wyjść spod presji rywala. Huk to bardziej przecinak, człowiek od typowo defensywnej roboty, ale bardzo dobrze ją wykonuje. Może grać też na „szóstce”, zresztą Satka również spokojnie dałby tam radę. O innych zmianach w kadrze wiele nie powiem. Wiem, że ściągnęli kilku zawodników z innych klubów słowackich. Trudno jednak stwierdzić, czy będą wzmocnieniami.

Grałeś też z Karstenem Ayongiem i Lukasem Cmelikiem, którzy nie sprawdzali się w Piaście Gliwice. 

Cmelik robił dobrą robotę, pod koniec sezonu zaczął naprawdę fajnie grać. Pokazał, że może dużo wnieść do zespołu. Co do Ayonga, dostał 45 minut w jednym meczu, trener nie był z niego zadowolony i więcej go do kadry nie wziął.

Poziom ligi słowackiej czymś cię zaskoczył?

Nie ukrywam, że jak przychodziłem na wypożyczenie, myślałem, że pójdzie ot tak, że to żadne wyzwanie. Przyjdę, pogram, będę jeździł na jakieś wsie. A okazało się, że to liga na dobrym poziomie. Nie jakaś niesamowita, ale idealna do tego, żeby zrobić krok w tył i potem dwa do przodu. To fajne miejsce na start w karierze. By siedzieć tam dłużej – nie. By się ograć i pójść dalej w świat – tak.

Poziomem czysto piłkarskim czymś wyraźnie się różni od Ekstraklasy?

Trudno powiedzieć. Gdy spotykają się dwie czołowe drużyny, jest na co popatrzeć. Ale gdy grają ci z dołu tabeli, to dominuje sieczka. Zdarzają się kluby, jak ten Sered, że wygrywają bardziej siłą woli niż umiejętnościami. Chociaż oczywiście każdy zespół coś tam potrafi i ma lepsze momenty. Z jakiegoś powodu przecież znalazł się na najwyższym szczeblu.

Ok, to jak przewidujesz losy rywalizacji Dunajskiej Stredy z Cracovią?

Gdyby chodziło o jeden mecz, szedłbym w stronę remisu. Na wyjeździe Cracovia naprawdę może mieć ciężary. Kilkunastotysięczna publiczność, piłkarze odpowiednio zmotywowani przez trenera Hyballę. U siebie Dunajska jest dla mnie faworytem. W rewanżu wszystko może się wydarzyć. W sumie wychodzi chyba klasyczne 50 na 50.

Sugerujesz, że to drużyna znacznie mocniejsza na własnym stadionie niż poza nim?

Punktowo przepaści nie ma, ale różnicę robią kibice. Jak 12 tysięcy ludzi cały mecz cię wspiera, biegasz po boisku jak na skrzydłach. Kibice masowo jeżdżą też na wyjazdy, nieraz jest ich wtedy więcej niż fanów gospodarzy. Do tego Dunajska ma u siebie idealnie przygotowane boisko, poza domem zdarzało się, że jechaliśmy na klepiska, na których trudno było grać w piłkę. Cracovia musi się nastawić, że łatwo nie będzie.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. fcdac.sk

bb

Najlepsza oferta powitalna na rynku: bonus 200% aż do 100zł! Drugi bonus to podwojenie depozytu aż do 900 złotych! Dodatkowo jeszcze 40 zł we freebetach!

KOMENTARZE (1)