post Avatar

Opublikowane 11.07.2019 15:58 przez

redakcja

Dyrektor techniczny.

Dwa słowa, na których dźwięk wzdrygał się Arsene Wenger. – Nie wiem nawet, co to znaczy. Tak długo, jak jestem menedżerem Arsenalu, ja będę decydował o kwestiach technicznych – mówił.

Dwa słowa, które za sprawą Edu Gaspara wreszcie będzie można znaleźć w zakładce „sztab” na stronie Arsenalu.

***

Wielce prawdopodobne, że gdy Sven Mislintat, „diamentowe oko” Borussii Dortmund ery Juergena Kloppa, ściskał prawicę Ivana Gazidisa, w głowie miał wizję przedstawioną mu przez szefa wykonawczego Arsenalu. Oficjalnie Gazidis nie zatrudnił dyrektora sportowego, a szefa działu rekrutacji. Jasne było jednak, że tak jak Wenger wzbraniał się rękami i nogami przed umieszczeniem w hierarchii dyrektora technicznego, tak Gazidis czuł, że to niezbędne, by Arsenal poszedł do przodu.

Mislintat zdawał się być idealnym człowiekiem na stanowisko dyrektora technicznego, gdy tylko Arsenal postanowił je utworzyć już po zmianie Wengera na Unaia Emery’ego. Jego problem polegał na tym, że w klubie nie było już Ivana Gazidisa, największego orędownika jego zatrudnienia. Zmieniła się struktura, do głosu doszedł duet Vinai Venkatesham (dyrektor zarządzający) – Raul Sanllehi (szef relacji piłkarskich). Szczególnie temu drugiemu nie było po drodze z Mislintatem. Niemiec nie należał do najłatwiejszych w obejściu, jego zdaniem wzmocnienia zespołu powinny być dokonywane na podstawie analiz opartych o cyferki. Sanllehi zdecydowanie bardziej wolał stawiać na rozległe znajomości.

Mislintat uniósł się więc honorem i zdecydował, że czas zwijać bagaż, gdy Sanllehi i Venkatesham przeforsowali kandydaturę Edu Gaspara, pozbawiając Niemca awansu na upragnione, swego czasu szykowane pod niego stanowisko.

Woleli w tym newralgicznym momencie postawić na gościa teoretycznie z zewnątrz. Koordynatora reprezentacji Brazylii, drugiego najważniejszego człowieka w sztabie Canarinhos, zaraz po selekcjonerze Tite. A jednak znającego londyński klub bardzo dobrze, w końcu Edu odbierał jeden z medali dla zwycięzców Premier League 2003/04. Był jednym z „The Invincibles”.

„Jego przyjście to ostatni, bardzo istotny element układanki w rozwoju nowej piłkarskiej struktury, która pozwoli nam pójść do przodu” – takie słowa Sanllehiego towarzyszyły wtorkowemu komunikatowi dotyczącego zatrudnienia Edu Gaspara jako pierwszego w historii klubu dyrektora technicznego.

Edu ma odpowiadać za średnio- i długoterminową strategię klubu. Za stworzenie i trzymanie się jednej filozofii, zarządzanie awansami i rozwojem najlepszych wychowanków akademii, ale przede wszystkim – za znajomość atutów i bolączek pierwszej drużyny, które ma rozwiązywać między innymi na rynku transferowym. Krótko mówiąc – Edu ma nadzorować każdy aspekt życia pierwszego zespołu poza codziennym treningiem i wyborem składu meczowego. Ma więc w ogromnej mierze odciążyć Unaia Emery’ego, pozwolić mu skupiać się na tym, co robi najlepiej – wydobywaniu maksimum potencjału z zawodników. Szczególnie że Emery największe triumfy święcił tam, gdzie obowiązywała podobna struktura, a więc w Sevilli z Monchim na fotelu dyrektora sportowego. Oprócz tego – nie ma się co oszukiwać – Edu ma również zagwarantować ciągłość we wszystkich istotnych dla pierwszej drużyny kwestiach, gdy Arsenal zdecyduje się z Emerym rozstać.

No dobra, ale dlaczego zdecydowano się właśnie na niego?

edu

Pięć minut.

Od kiedy Tite – dziś selekcjoner zwycięzcy Copa America, Brazylii – został trenerem Corinthians, Edu Gaspar rozegrał dla klubu z Sao Paulo dokładnie pięć minut. Niedługo później Edu zdecydował, że skoro nie przyda się już swojemu ukochanemu klubowi, przechodzi na piłkarską emeryturę.

Miał wszelkie powody, by w związku z tym darzyć swojego ostatniego trenera szczerą niechęcią. Zamiast tego stał się najbardziej zaufanym człowiekiem Tite, którego ten zabrał ze sobą do sztabu reprezentacji, gdy zdecydowano, że ma zastąpić Dungę na najbardziej eksponowanym stanowisku w brazylijskiej piłce. Panowie zaprzyjaźnili się na tyle, by Tite w ramach podziękowania za współpracę obdarował żonę i dzieci Edu zegarkami Audemars Piguet.

Należało mu się. Nigdy wcześniej bowiem praca sztabu reprezentacji Brazylii nie była tak doskonale zorganizowana. Tite i Edu przenieśli się do Rio de Janeiro, pracowali wraz ze sztabem od poniedziałku do piątku od 10:00 do 19:00. W dziale selekcji zaroiło się od ekranów i arkuszy z rozpiskami wszystkich meczów od seniorów, aż po kategorię U-15. W Centrum Badań i Analiz rozkładano tuziny meczów z całego świata na czynniki pierwsze, montując wideo i wyciągając z nich dane. Edu wprowadził korporacyjny ład, szefował czterdziestoosoobowej grupie ludzi nad którą czuwał zjawiając się jako pierwszy – tuż po porannej siłowni – i wychodząc jako ostatni.

Obaj panowie nie udawali jednak, że posiedli całą wiedzę świata, więc pozyskiwane dane uzupełniali regularnie rozmawiając z byłymi znakomitymi selekcjonerami – Carlosem Alberto Parreirą czy Mario Zagallo. – Nie ma lepszego sposobu, by czegoś się nauczyć, niż rozmowa z doświadczonymi ludźmi – twierdzi Edu.

Przejmowali reprezentację w bardzo trudnym momencie. Będąc na szóstym miejscu grupy eliminacyjnej mundialu, oznaczającym, że Brazylii zabrakłoby w Rosji. Canarinhos ostatecznie nie tylko awansowali na mistrzostwa świata, ale zrobili to wygrywając kwalifikacje w strefie CONMEBOL.

– Kiedy przyjmowaliśmy ofertę związku, spojrzeliśmy w kalendarz. Pierwsze mecze: wyjazd do Ekwadoru, piekielnie trudny, następnie Kolumbia u siebie… Nie można było nas zatrudnić w łatwiejszym momencie?! – śmiał się w rozmowie z exame.abril.com. Do śmiechu było mu również po spotkaniach – 3:0 w Quito i 2:1 w Manaus rozpoczęły serię dziewięciu kolejnych wygranych w kwalifikacjach.

Na mundialu z Rosji udało się dojść do ćwierćfinału, gdzie Tite i spółkę przechytrzył Roberto Martinez, selekcjoner reprezentacji Belgii. Choć gdyby w bramce Czerwonych Diabłów nie stał doskonale dysponowany Thibault Courtois, pewnie Canarinhos awansowaliby do półfinału. Rok później praca przyniosła jednak pierwszy medalowy efekt – złoto Copa America, które pozwoliło Edu Gasparowi pożegnać się z Selecao w glorii zwycięstwa. Bilans tandemu Tite-Edu to ostatecznie 42 spotkania reprezentacji, z czego 34 udało się wygrać, a tylko 2 zakończyły się porażką. Jedno to towarzyskie starcie z Argentyną, drugie – nieszczęsna Belgia. Przyznacie, imponujące owoce współpracy.

A przecież Edu miał doskonałą okazję ku temu, by kilka lat temu wykopać pod Tite dół i w akcie zemsty za to wspomniane pięć minut strącić go na samo dno.

W Corinthians wiedzieli o jego organizacyjnych zdolnościach. Mieli świadomość, że zawsze żywo interesował się hierarchią w klubach, w których występował. Że już jako zawodnik zajmował się biznesem. Mimo że nie skończył nawet liceum, został przedstawicielem amerykańskiej firmy podłogowej. Mówił płynnie po angielsku, hiszpańsku i oczywiście po portugalsku.

Wiedzieli też, że ze świecą szukać człowieka, który miałby z klubem aż tak emocjonalny związek jak właśnie Edu. W końcu gdy jako 14-latek Edu doznał paraliżu, który przykuł go do łóżka na niemal rok, to właśnie Corinthians zapłaciło za jego badania i leczenie.

Dwie poprzednie próby zrobienia z byłego zawodnika dyrektora sportowego spełzły na niczym. Antonio Carlos Zago wsławił się wizytą w burdelu z Ronaldo, William Machado również nie okazał się szczególnie skuteczny. W marcu 2011 zaproponowano więc Edu, by niemal natychmiast zamienił zawieszone na kołku buty na koszulę i krawat, a zieloną murawę na wygodny fotel biurowy.

– Powinienem walczyć z Tite, a nie się zaprzyjaźnić, w końcu odstawił mnie od składu – śmiał się Edu w wywiadzie dla exame.abril.com. – Na początku Tite i jego sztab mieli wątpliwości, czy będę grał z nimi w jednej drużynie, czy w kontrze. „Będziesz na nas zły, bo nie grałeś?”.

Odpowiedź nadeszła bardzo szybko. Edu Gaspar okazał się być stuprocentowym profesjonalistą. „Gdy trener prosi o coś prostego, zrób to, gdy prosi o coś trudnego, zrób to. Gdy każe ci iść po skarpetkę, idź po skarpetkę” – tak we wspomnianej rozmowie Edu opisał swoje podejście.

W rozmowie z władzami Corinthians, gdy te złożyły mu propozycję pójścia w dyrektory, powiedział zaś: – Dajcie mi rok, by się przekonać, czy się nadaję.

Mniej niż rok później Corinthians po raz pierwszy od sześciu lat zostali mistrzami Brazylii.

Niecałe dwa lata później wygrali Copa Libertadores i pokonując w finale Chelsea zostali Klubowymi Mistrzami Świata.

Edu trafił na niezwykle podatny grunt. Jak pewnie wiecie, w południowoamerykańskim futbolu roi się od betonowych działaczy, którzy na wszelkie unowocześnienia patrzą niezwykle podejrzliwie. Jeśli miał obawy, że władze Corinthians do jego nowoczesnych, zaczerpniętych z europejskiej kariery pomysłów podejdą ze sporą rezerwą, to od początku musiał być naprawdę przyjemnie zaskoczony.

– Jasne, nie mogłem na dzień dobry wprowadzić wielu nowinek, które uważałem za fajne. Stwierdzić: robimy to i to zupełnie inaczej. Musiałem powoli zmieniać zwyczaje w klubie, śledzić sposób działania innych drużyn, wpływać na zmianę mentalności zawodników. Ale gdy po czasie rozmawiałem z chłopakami, wszyscy powtarzali „Edu, super, że to zrobiłeś, dzięki Bogu” – mówił w wywiadzie z 2012 roku dla ESPN.

Obszar, który Edu zrewolucjonizował najmocniej, to transfery. Gdy zaczynał, nie miał do dyspozycji skautów, musiał więc wymyślić system, który zadziała bez konieczności ich zatrudniania. Parę lat później Corinthians stawiano już za wzór, jeśli chodzi o selekcję zawodników. Edu oparł ją o cztery filary:

– liczby,
– analizy wideo,
– raporty,
– spotkania.

– Wraz z członkami komitetu technicznego spotykamy się z Tite, który przekazuje nam charakterystykę zawodnika, jaki jest mu potrzebny. Następnie organizujemy spotkanie, podczas którego wymieniamy się nazwiskami graczy, którzy nam się podobają. Później rozdaję każdemu pen-drive z nagraniami wideo wybranych zawodników. Nie jest jednak tak, że wszyscy dostają to samo – każdy ma na swoim inne wycinki występów interesującego nas piłkarza. Przygotowujemy oddzielne raporty, rozmawiamy o naszych spostrzeżeniach, wreszcie wyłaniamy dwa nazwiska, którym przyglądamy się jeszcze intensywniej. Dowiadujemy się, jaki byłby koszt zatrudnienia danego zawodnika, informujemy o zainteresowaniu nim władze klubu, które zajmują się również finansową stroną tego wszystkiego – tłumaczył we wspomnianym wcześniej wywiadzie dla ESPN. – Dokonujesz wielkich inwestycji w klub. Nie możesz popełnić błędu przy rekrutacji. Jasne, jeden, dwa. Ale błędny dobór trzech, czterech, sześciu piłkarzy krzywdzi klub przez bardzo długi czas.

Mimo wszystko Edu zdarzały się błędne wybory. Nigdy nie udało się odzyskać 15 milionów euro, jakie Corinthians kosztował Alexandre Pato, pierwszym w ogóle ruchem transferowym klubu z Edu na stanowisku dyrektora sportowego było ściągnięcie (na szczęście za darmo) Adriano, którego kariera wszyscy wiemy, jak się potoczyła.

W większości przypadków trafiał jednak blisko środka tarczy. Po Adriano sięgnął po kwartet Alex, Weldinho, Edenilson, Emerson Sheik, który kosztował zaledwie 6,6 miliona euro (z czego 6 milionów poszło na wyjęcie Alexa ze Spartaka Moskwa), a który później okazał się niezbędny w drodze po mistrzostwo kraju.

Wielokrotnie ściągał też za niewielkie pieniądze zawodników, którzy później byli sprzedawani za ich wielokrotność. Najdrożej sprzedany w historii Corinthians Paulinho (za prawie 20 milionów euro do Tottenhamu) kosztował Corinthians rok wcześniej 5 milionów. Za Gila zapłacono Valenciennes 3,5 miliona euro, trzy lata później sprzedano go do Chin za 8,5. Felipe, dziś mający zastąpić w Atletico Madryt Diego Godina, kosztował 3,25 miliona euro w styczniu 2016, w lipcu tego samego roku został sprzedany za 8,2 miliona. Romarinho przyszedł z Bragantino za 600 tysięcy euro, odszedł do El-Jaish za 7,5 miliona. I tak dalej.

Doskonale szła także promocja własnych wychowanków. Taki Malcom odszedł do Bordeaux za 5 milionów euro, dziś gra już w Barcelonie, Guilherme Arana półtora roku temu za 11 milionów zasilił Sevillę. W efekcie Corinthians niemal rokrocznie z duetem Tite-Edu zarabiało na transferach kilka razy więcej niż wydawało.

Wszystko to sprawia, że w znakomitej większości pól do odhaczenia dla pierwszego w historii dyrektora technicznego Arsenalu musiały się pojawić „ptaszki”.

Jeden z nich musiał też znaleźć się w kratce, która przypisana jest radzeniu sobie z problemami osobistymi. Edu w Corinthians słynął z tego, że gdy któryś z zawodników zaczynał trenować z mniejszym zaangażowaniem czy grać gorzej, pierwszym krokiem zawsze była rozmowa na temat sytuacji pozasportowej. Czy aby któreś z dzieci nie zachorowało, czy gracz nie pokłócił się akurat z żoną, czy przypadkiem ostatnio nie zmarł ktoś z jego rodziny.

Gdy bowiem trafiał do Arsenalu po raz pierwszy, nie tylko miał całą masę problemów paszportowych, które opóźniły jego rejestrację do gry o cztery miesiące. Tydzień przed jego przylotem do Londynu tragicznie zmarła siostra zawodnika. Jeśli więc ktoś ma rozumieć, jak trudno czasami skupić się na piłce, gdy myśli odciągają problemy zdecydowanie większego kalibru, to właśnie Edu.

1600x900_2

Arsenal funkcjonuje dziś w nieco innej rzeczywistości finansowej niż ligowi rywale. Trudniejszej. Do wydania na transfery nie ma wielkich sum. Od paru lat regularnie traci za darmo lub półdarmo zawodników, których kontraktów nie udało się przedłużyć (patrz: Aaron Ramsey). Co gorsza, bardzo prawdopodobne, że wykaże stratę za sezon 2018/19 (pierwszą od siedemnastu lat).

Słowem: by móc wrócić do Ligi Mistrzów, rzucić rękawicę reszcie Big Six, Arsenal nie będąc bogatszy od konkurencji, musi w kolejnych latach być sprytniejszy niż reszta.

A czy aby człowiek, który operując w klubie, gdzie nie zastał skautów, ani w ogóle nowoczesnej struktury dyrektorskiej, został klubowym mistrzem kraju, kontynentu i świata, nie daje swoim CV dowodu na to, że co jak co, ale sprytem to on dysponuje?

***

EDU GASPAR JAKO DYREKTOR SPORTOWY/KOORDYNATOR:
– mistrzostwo Brazylii 2011 z Corinthians
– Klubowe Mistrzostwo Świata 2012 z Corinthians
– mistrzostwo stanu Sao Paulo 2013 z Corinthians
– Recopa Sul-Americana (superpuchar Ameryki Południowej) 2013 z Corinthians
– mistrzostwo Brazylii 2015 z Corinthians
– ćwierćfinał MŚ 2018 z reprezentacją Brazylii
– złoty medal Copa America 2019 z reprezentacją Brazylii

***

SZYMON PODSTUFKA

fot. www.arsenal.com

Opublikowane 11.07.2019 15:58 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
01.06.2020

Nie zaprogramujemy meczu. Piłkarze nie będą robotami

– Algorytmy SI pozwalają na stworzenie takich modeli, które prosto z pliku video zbierają dane. To przyspieszenie pracy, ale i zakresu danych. Dziś w większości dane, które otrzymujemy, to „on ball tracking”. Wiemy co się dzieje z zawodnikiem, który ma piłkę. Natomiast jest o wiele mniej informacji o pozostałych. Sztuczna inteligencja może tu dokonać rewolucji, […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Arka skrzywdzona w derbach, błąd Marciniaka przy karnym

Tęskniliśmy za powrotem ligi, za tymi wszystkimi emocjami, też i za poczuciem, że oglądamy coś „naszego”. Nie tęskniliśmy jednak za sędziowskimi wtopami. Już podczas oglądania pierwszych kolejek Bundesligi po wznowieniu przeszła nam przez głowę myślę „cholera, przecież u nas też się będą mylić”. No i się pomylili. Na pierwszy ogień poszli – Szymon Marciniak w […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Komu lockdown zrobił dobrze, a komu niekoniecznie?

Wiadomym było, że zawieszenie ekstraklasy na ponad dwa miesiące odbije się na formie poszczególnych piłkarzy. Jedni zjeżdżali do bazy będąc w sztosie. Inni – w poszukiwaniu zaginionej formy jak Indiana Jones arki. No i faktycznie – kilku kozaków z lutego i marca zamiast dać koncert zafundowało nam w weekend kakofonię. A z kolei paru grajków […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

27. kolejka – festiwal goli z czapy

Przed powrotem Ekstraklasy zastanawialiśmy się – jak to będzie? Jeszcze gorzej niż zwykle? Jeszcze więcej paździerzy niż dotychczas? I tak jak wnioski są raczej pozytywne, tak mamy nieodparte wrażenie, że nigdy wcześniej nie padło tyle goli z dupy, co teraz. Albo ładniejszymi słowy – prawdopodobnie nigdy wcześniej nie padło tyle bramek, przy których asystę może […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Spodziewaliśmy się ogórka, a przyjechał napakowany kabanos

Kiedy polskie kluby ściągają piłkarzy z tak egzotycznych kierunków jak druga liga w Brazylii, zawsze mamy wątpliwości. A bo może znajomy menadżer polecił, a może ktoś sprawdzał skrzynkę SPAM i trafił na fajną kompilacją, dzięki której wydawało mu się, że odkrył nieoszlifowany diament. I właściwie nie da się wykluczyć, że w przypadku Conrado z Lechii […]
01.06.2020
Bukmacherka
01.06.2020

RB Lipsk – wyjazdowa rewelacja Bundesligi

Lubicie poniedziałki? My tak, zwłaszcza kiedy możemy je świętować takimi meczami, jak starcie, które czeka nas dziś w Bundeslidze. FC Koeln podejmuje RB Lipsk, który próbuje dotrzymać kroku walczącej o utrzymanie Borussii Dortmund. Dlatego też zerkamy za Odrę i podpowiadamy wam, co warto postawić w BETFAN. 1. FC Koeln – RB Lipsk Ostatnie mecze bezpośrednie: […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Brak Białka szkodziłby Zagłębiu

Czy w trakcie przymusowej przerwy spowodowanej pandemią koronawirusa ligowi trenerzy zorientowali się, że mają w klubie jakoś talenciaka, którego warto czym prędzej pokazać światu? Cóż, wygląda na to, że nie. Co prawda jeden debiut młodego chłopaka mieliśmy. Po raz pierwszy w barwach Pogoni Szczecin zagrał 17-letni  Hubert Turski. Ale wydaje się, że to bardziej efekt […]
01.06.2020
Bukmacherka
01.06.2020

Złoty weekend z Weszło Bukmacherka – DZIEWIĘĆ trafionych typów!

Jeśli graliście w weekend z Weszło, wielce prawdopodobne, że dziś do pracy wchodziliście jak Wilk z Wallstreet. Powrót Ekstraklasy uczciliśmy naprawdę grubo – DZIEWIĘCIOMA trafionymi typami. Dlatego też nie mamy wątpliwości, że pochwalić się naszym sukcesem. Sprawdźcie, jak nam szło i korzystajcie z naszych kolejnych porad! Lech Poznań – Legia Warszawa Hit Ekstraklasy? Jak najbardziej. […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Stolarczyk: „W 2018 roku Świąt właściwie nie miałem”

W trakcie swojej kariery z niejednego pieca jadł chleb, który jak się okazało, potrafi nawet sam wypiekać. Zagrał 8 razy w reprezentacji Polski, trzykrotnie sięgał po mistrzostwo kraju, a jako trener był świadkiem największej futbolowej akcji ratunkowej ostatnich lat. Dlaczego Bogusław Baniak prosił piłkarzy, aby chowali w przerwie bidony w szatni? Co powiedział Grzegorz Lato […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Płyną Wisły, płyną. I popłynęły

Celem jest ósemka – powiedział każdy ekstraklasowy trener. Ale chyba nie o taką ósemkę chodziło Radosławowi Sobolewskiemu i Arturowi Skowronkowi, z jaką mieliśmy do czynienia w miniony weekend. Ekstraklasowe Wisły przyjęły bowiem osiem sztuk – po cztery na głowę. A z kolei ósemkę w tabeli, o czym przekonują wyliczenia Pawła Mogielnickiego, mogą już sobie chyba wybić […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Sancho i Thuram śladami Kaepernicka. Policja w USA znów na ustach całego świata

25 maja 2020 roku 44-letni policjant Derek Chauvin przez blisko dziewięć minut trzymał kolano na szyi skutego kajdankami 46-letniego George’a Floyda. Floyd miał posługiwać się 20-dolarowym fałszywym banknotem, a następnie odmawiać wejścia do radiowozu. Policjanci próbowali zaciągnąć go do środka siłą, a gdy to się nie udało, Chauvin przycisnął go do ziemi. Na tyle mocno, […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Korona Kielce bije, Wisła Kraków jest bita. Szykuje się zwrot w walce o utrzymanie?

Wydawało się, że w ten weekend Wisła Kraków nie doczeka się już niczego gorszego niż wczorajsze manto, jakie Białej Gwieździe spuścili zawodnicy Piasta Gliwice. Ale wczesne niedzielne popołudnie przyniosło krakowianom naprawdę fatalne wieści: Korona Kielce nie tylko wciąż wierzy w możliwość utrzymania się w lidze, ale zdaje się mieć również poważne piłkarskie argumenty na poparcie […]
01.06.2020
Weszło
01.06.2020

Legia Warszawa na autostradzie do mistrzostwa Polski?

– To siła zespołu Legii, któremu wystarczył jeden ligowy mecz po przerwie, a już wieszczy się mu mistrzostwo Polski. Dziś ma osiem punktów przewagi nad drugim w lidze Piastem, który także w sobotę ograł Wisłę Kraków aż 4:0, i aż 12 nad Lechem. – Legia ma już taką przewagę, że jej dogonienie na ten moment […]
01.06.2020
Kanał Sportowy
31.05.2020

Piłka nocna live od 22:00 – trener Andrzej Strejlau i Michał Pol

Piłka Nocna – trener Andrzej Strejlau i Michał Pol omawiają najważniejsze piłkarskie wydarzenia weekendu i odpowiadają na telefony od widzów Kanału Sportowego i słuchaczy WeszłoFM! 
31.05.2020
Niemcy
31.05.2020

No Haaland, no problem. Sancho godnie zastąpił Norwega

Borussia Dortmund i mecze z jej udziałem sprawiły, że powrót do nowej piłkarskiej rzeczywistości był dla nas zdecydowanie bardziej łagodny. Trener Lucien Favre swoimi roszadami sprawił, iż absencje Jadona Sancho, Axela Witsela czy Emre Cana przeszły bez większego echa. Ta dobra forma przełożyła się na mecz z Bayernem, jednak to niestety było za mało na […]
31.05.2020
Weszło
31.05.2020

Na drugą połówkę? Tylko do Gdańska!

W Gdańsku nie ma Disneylandu. Nie można spojrzeć na panoramę miasta z wieży Eiffela. Nie da się wjechać tam na ostatnie piętro najwyższego budynku świata ani rozpocząć stamtąd wspinaczki na Mount Everest. Ale dziś trudno być z tego powodu gdańszczaninem zawiedzionym. Bo w Gdańsku były dziś największe piłkarskie emocje na świecie. Wiemy, że to górnolotne, […]
31.05.2020
Weszło
31.05.2020

Śmierć, podatki, Paixao błyszczy w derbach. Kat Gdyni

Arka walczy, Arka gra, Arka strzela, Arka prowadzi. A potem wchodzi on. Flavio Paixao. Cały na biało-zielono. I przeciąga rezultat na stronę Lechii. Ile razy widzieliśmy już ten scenariusz? O wiele częściej, niż chcieliby kibice Arki. O wiele częściej, niż wskazywałby rachunek prawdopodobieństwa, bo choć Flavio jest kozakiem, jednym z najlepszych obcokrajowców w historii Ekstraklasy, […]
31.05.2020
WeszłoTV
31.05.2020

Wielki powrót Ligi Minus!

Wiemy, że uwielbiacie nasze quizy. My też je lubimy. Ale na nie przyjdzie jeszcze czas, teraz pora na poważną… No, prawie poważną dyskusję o piłce. Wraca najlepszy program publicystyczno rozrywkowy poświecony najlepszej lidze świata i okolic. Liga Minus! Bawcie się razem z nami. 
31.05.2020