W Europie nie ma już słabych drużyn? A co z Europa FC?
Weszło

W Europie nie ma już słabych drużyn? A co z Europa FC?

Gibraltar. Kraj, gdzie trener – swoją drogą, były bokser – potrafi wyrzucić zawodnika z drużyny, gdy ten nie trafi z metra do pustej bramki. Kraj, gdzie prezes – bardzo impulsywny, wymagający – potrafi zagrozić odejściem piłkarzowi, gdy ten powie w mediach, że drużyna środka tabeli nie należy do czołówki. Kraj, gdzie kluby potrafią ściągnąć zawodnika z drugiej ligi polskiej, zapewnić mu pensję, mieszkanie i możliwość skupienia się na piłce.

Wreszcie – kraj dzisiejszego rywala Legii Warszawa, Europa FC.

Nie jest tajemnicą skrywaną w sejfie kilka metrów pod ziemią, że wspominając o Gibraltarze, w pierwszej kolejności nie wzdychasz, gdy do głowy przychodzą ci personalia Liama Walkera, Ethana Jolleya czy Jayce’a Oliveirosa, bo najprawdopodobniej ci do głowy w ogóle nie przychodzą. Bardziej myślisz o malowniczo położonym stadionie, tuż przy wielkiej skale i trochę mniejszym lotnisku. Względnie twoje myśli zajmują małpki, konkretnie magoty gibraltarskie  –  jedyna żyjąca w stanie wolnym populacja małp na kontynencie europejskim – które urzekają turystów. – Gibraltar to wiadomo – małpy i stadion przy skale. Z małpami dobrych wspomnieć nie mam. Jedna ugryzła moją dziewczynę w ramie, musieliśmy wzywać pomoc, na szczęście każda jest szczepiona, więc większego problemu nie było. Ale co się najedliśmy strachu, to nasze. Lepiej za blisko nie podchodzić – dopowiada Aleksander Januszkiewicz, piłkarz z przeszłością w pierwszoligowym GKS-ie Katowice, także w Polonii Bytom, Gwardii Koszalin, Stali Brzeg, czy… gibraltarskim Lynx FC, gdzie występował jesienią ubiegłego roku. Rozegrał tylko cztery spotkania, bo doznał kontuzji nadgarstka, którą spowodował… bramkarz, który potem wyszedł w pierwszym składzie kadry w wygranym meczu z Armenią, a wcześniej wybronił jego stuprocentową sytuację. – Ale co ja będę narzekał. Nie umiałem mu strzelić, ale Mychitarian też nie umiał. Więc spoko, dramatu nie ma!

Dramatu nie ma również, gdy mówimy o seniorskiej kadrze. – Reprezentacja od czasu do czasu punktuje, ostatnio był wielki szał po zwycięstwie. Jak na 30 tysięcy mieszkańców mecze nie wyglądają najgorzej. Wiadomo, trudno teraz coś poprawić, bo zaczyna brakować materiału. Nie ma z czego szyć, ale widać, że chcą. Że są ambitni. Co najważniejsze – już nie grają w Portugalii, mogą występować u siebie. Może za kilka lat staną się solidną drużyną, kto wie – opowiada Januszkiewicz, który w grudniu udzielił nam dłuższego wywiadu (KLIK), gdzie pogadaliśmy nie tylko o Gibraltarze, o tych wszystkich nadgorliwych trenerach i impulsywnych prezesach, ale również – a nawet przede wszystkim – o szansie na karierę zmarnowanej w galeriach handlowych, o obrażaniu się na trenerów, na czele z Jerzym Brzęczkiem, o zmęczeniu środowiskiem, czy o Miliku, który nie chciał jeździć na kadry młodzieżowe, co wyszło mu na dobre.

Dobra, skoro już reklama za nami, skupmy się na dzisiejszym rywalu Legii.

Co wiemy o Europa FC?

4

4

Mecze Europa FC w 2019 roku. Liga, puchar i Liga Mistrzów. źródło: transfermarkt.de

Aleksander Januszkiewicz: – Odezwał się do mnie analityk Legii, poza tym – z wyjątkiem jakichś pytań kolegów – większego echa nie było. Ale jak patrzę na ten zespół, to odkąd odszedłem z ligi zimą, skład zbytnio się nie zmienił. Wiadomo, wzięli z dwóch-trzech piłkarzy, ale mniej więcej ich kojarzę. To jedna z trzech drużyn – obok Lincoln FC i St Joseph’s – o której można powiedzieć, że jest w miarę profesjonalna. Nierzadko trenowaliśmy na bocznym boisku, a oni zajmowali główną płytę, więc widzieliśmy co i jak. Inny poziom – kilku trenerów, odnowa biologiczna w szatni i takie tam. Nie jestem pewny, ale ktoś mi kiedyś powiedział, że – mimo iż mają takie warunki – nie skupiają się wyłącznie na piłce. Dziewięćdziesiąt procent z nich normalnie pracuje. W sumie zdziwiłem się, bo byłem przekonany, że jest inaczej. Ja mogłem skupić się na piłce, ale umówmy się – nie żyliśmy na jakimś zajebistym standardzie. Gdyby mieli zarabiać tak jak my – po 1000-1500 euro – to pewnie chcieliby pójść do pracy, by podwyższyć swój standard życia, więc kto wie, pewnie tak jest.

Na Gibraltarze jest tak, że jeżeli pracujesz w normalnej pracy, to zarabiasz przyzwoite pieniądze, gdyż każdy ma dobry samochód, skuter czy ubrania. Dlatego nie dziwię się, że dla większości zawodników gra w piłkę jest odskocznią, zwykłym hobby, dzięki któremu dorabiają z 300-400 euro, ale właśnie – nie traktują piłki w pełni profesjonalnie, skupiają się na pracy. Mówię o miejscowych, inaczej jest z zawodnikami zagranicznymi. Inaczej było ze mną, Kolumbijczykiem, Argentyńczykiem, Francuzem. Zarabialiśmy więcej, dostaliśmy mieszkania, ale na terenie Hiszpanii, gdzie domy są dwukrotnie tańsze. 50-metrowe mieszkanie dla trzech osób kosztuje 400-500 euro, a na Gibraltarze 1000. Spore przebicie. No, ale wracając – myślę, że w Europa FC dostają koło dwójki, więc zrozumiała sytuacja, że chcą dorobić i żyć na bardzo wysokim standardzie. Przerastają tę ligę piłkarsko, więc nie muszą wylewać siódmych potów podczas rozgrywek ligowych. Celem są pewnie dwa lub cztery fajne mecze w Europie i tyle.

Na więcej nie ma co liczyć, bo różnica – odnosząc się do Legii – jest kolosalna. Nie mają prawa wygrać. Nie byłem na meczu mojego Lynx FC z Europą, ale widziałem na treningu naszych chłopaków, którzy później zremisowali 1:1… Nie no, moja drużyna męczyłaby się z KTS-em! To taka liga, że gra się bardziej na luzie. Jeżeli Legia zagra swoje, nie ma szans, żeby nie wygrała. Nawet jeżeli będzie powtarzać, że w Europie nie ma już słabych drużyn!

Jakbym miał w czymś upatrywać szans gibraltarczyków, to pewnie w boisku. Jest specyficzne. Sztuczne, nagrzane, do tego niezlewana murawa i otoczenie, na czele z samolotami lądującymi obok obiektu. Niby pierdoły, ale mogą odwrócić uwagę.

Zatrudniają głównie Hiszpanów, mniej więcej w dziewięćdziesięciu procentach. W lidze gibraltarskiej na boisku musi przebywać trzech zawodników krajowych, w rozgrywkach europejskich ten przepis nie obowiązuje, więc nie zdziwię się, jak wyjdą samymi Hiszpanami. No, może z wyjątkiem Liama Walkera, największej gwiazdy klubu i reprezentacji. Pomocnik, typowa dycha. Na prawej obronie gra Ibrahim Ayew, brat Andre Ayewa. Mega dzik! Bardzo dynamiczny, petarda w nodze. Oglądałem dwa mecze tej drużyny, pamiętam, że potrafił przebiec pół boiska, minąć kilku rywali i załadować bramkę. Gdybym miał na kogoś zwrócić uwagę, to właśnie na niego i Walkera.

Norbert Skórzewski

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (11)