Po raz pierwszy od 11 lat. Federer i Nadal zmierzą się na Wimbledonie
Inne sporty

Po raz pierwszy od 11 lat. Federer i Nadal zmierzą się na Wimbledonie

Jeśli interesujecie się tenisem ponad dekadę, musicie pamiętać finał Wimbledonu z 2008 roku. To mecz genialny, być może najlepszy w historii dyscypliny. Wygrał wtedy – ku zdumieniu wszystkich – Rafa Nadal. Dlaczego ku zdumieniu? Bo wcześniej na trawie nie potrafił wejść na taki poziom, a wówczas udało mu się pokonać króla tej nawierzchni, Rogera Federera. Od tamtej pory Szwajcar zdobył w Londynie jeszcze trzy tytuły wielkoszlemowe. Ale okazji na zrewanżowanie się Rafie nie dostał. Aż do tego roku.

Spotkają się w piątek. O ich rywalizacji napisano i powiedziano już wszystko. Liczby jesteśmy w stanie cytować z pamięci. Pierwsze spotkanie: rok 2004, Miami Open, wygrywa Nadal w dwóch setach. Pierwsza wygrana Federera: rok później, w tym samym turnieju, pięciosetówka (wtedy do trzech wygranych setów grano też w finałach większych turniejów ATP). Liczba meczów: 39 plus jeden, do którego nie doszło, bo Rafa wycofał się z powodu urazu. Bilans: 24-15 na korzyść Nadala. Bilans w Wielkim Szlemie: 10-3 dla Hiszpana. Ostatni mecz: nieco ponad miesiąc temu, półfinał Roland Garros. W swoim królestwie Rafa wygrał w trzech setach.

W piątek sytuacja będzie jednak zupełnie inna. Choć dawno w niepamięć odeszły czasy, gdy mówiło się, że Hiszpan nie potrafi grać na trawie, faworytem i tak powinien być Federer. To jego turniej, wygrywał tam ośmiokrotnie. Rafa tylko dwa razy, ostatnio przed dziewięciu laty. Ale choćby w zeszłym roku zaszedł dalej od Szwajcara – odpadł w półfinale, po fenomenalnym spotkaniu z Novakiem Djokoviciem. Federer musiał uznać wyższość Kevina Andersona już w ćwierćfinale.

W tym roku też są przesłanki ku temu, by myśleć, że Rafa ma spore szanse. Wygrał już turniej wielkoszlemowy, miesiąc temu, w Paryżu. W ćwierćfinale Wimbledonu męczył się tylko w pierwszym secie, potem łatwo ograł Sama Querreya. W całym turnieju przegrał zresztą tylko jednego seta – w meczu II rundy z Nickiem Kyrgiosem. Ale Australijczyk to na trawie przeciwnik klasowy, zresztą kilka lat temu już Hiszpana na Wimbledonie pokonał. W tym roku mu się to nie udało, bo Nadal po prostu był lepszy. A o tym, że Rafa jest w dobrej formie szczególnie świadczył fakt, że potrafił z Kyrgiosem wygrać dwa tie-breaki, zapewniając sobie tym samym zwycięstwo w meczu. A to mu się wcześniej nie zdarzało.

Federer w swoich meczach na tym turnieju często wydaje się rozkojarzony, potrzebuje chwili, by odnaleźć się na korcie. Już w pierwszej rundzie potrafił to wykorzystać 86. w światowym rankingu Lloyd Harris, który urwał Szwajcarowi seta. Potem wszystko potoczyło się normalnym torem, ale sam fakt, że Roger oddał partię rywalowi tej klasy, budził niepokój. Bardzo dobrze Federer zaprezentował się za to w starciach z Lucasem Pouille i Mateo Berrettinim, ale dziś znów źle rozpoczął mecz. Wykorzystał to Kei Nishikori, który przełamał go już w gemie otwarcia, a potem utrzymał swój serwis aż do końca seta.

I jasne, Roger wygrał kolejne trzy partie, momentami zaczął grać wręcz wybitnie. Zresztą zaliczył tym samym swoją setną wygraną w tym turnieju – nikt w erze open nie dokonał do tej pory czegoś podobnego. A ta trwa już ponad 50 lat. Rekordy to, oczywiście, specjalność Szwajcara, głównie ze względu na jego długowieczność. Za niespełna miesiąc skończy przecież 38 lat, a już po raz drugi w tym sezonie znalazł się w półfinale Wielkiego Szlema. Nic dziwnego, że dopisuje na swe konto takie osiągnięcia.

Czy w piątek zainauguruje drugą setkę? Jak napisaliśmy: powinien być faworytem. Ale faworytem minimalnym, takim na 51%. Jeśli wejdzie w mecz ospale i straci seta, jak to miało miejsce dzisiaj – może już nie odrobić strat. Bo Rafa Nadal nie oddaje przewagi tak łatwo, jak zrobił to w drugim secie dzisiejszego meczu (6:1 dla Federera) Kei Nishikori. Co do Nadala – znacząco poprawiła się jego gra przy siatce, Hiszpan stał się bardziej wszechstronnym zawodnikiem, co na Wimbledonie jest bardzo ważne. Świetnie potrafi bronić się też serwisem, który również ulepszył, ale musi nim trafiać. Jeśli tego nie robi, stwarza rywalowi doskonałą okazję do zaatakowania jego drugiego podania – Sam Querrey umiejętnie wykorzystywał to w pierwszym secie, gdy udało mu się nawet przełamać Hiszpana (inna sprawa, że po chwili sam przegrał gema serwisowego).

Nie podejmiemy się typowania, kto wygra to spotkanie. Bo to powinien być mecz, który rozstrzygnie się za sprawą pojedynczych punktów w najważniejszych momentach. A kto je wygra? Żeby to odgadnąć, trzeba by tenisowego Nostradamusa. Wiemy za to jedno: to powinien być (i wierzymy, że będzie) mecz genialny, który obejrzeć nie tylko można, ale wręcz trzeba. Choćby dlatego, że na Wimbledonie nie widzieliśmy go od 11 lat.

Wyniki ćwierćfinałów Wimbledonu:

Novak Djoković 6:4, 6:0, 6:2 David Goffin

Roberto Bautista-Agut 7:5, 6:4, 3:6, 6:3 Guido Pella

Roger Federer 4:6, 6:1, 6:4, 6:4 Kei Nishikori

Rafael Nadal 7:5, 6:2, 6:2 Sam Qurrey

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)