Kolejny rozdział wspaniałej historii: Błaszczykowski na dłużej w Wiśle
Weszło

Kolejny rozdział wspaniałej historii: Błaszczykowski na dłużej w Wiśle

Były momenty, w których mieliśmy prawo się zastanawiać, czy Jakub Błaszczykowski odejdzie z Wisły po pół roku na zasadzie „pomogłem, ale potrzebuję jeszcze nowych wyzwań”, czy też zostanie w Krakowie na dłużej. Umówmy się: gdyby Kuba zdecydował się wybrać bramkę numer jeden, nikt nie miałby prawa mieć i pewnie nikt nie miałby do niego pretensji, Błaszczykowski i tak zasługiwałby na pomnik w okolicach stadionu przy Reymonta. No, ale na szczęście dla kibiców Wisły (i dla całej ligi, patrząc z perspektywy jej atrakcyjności), Błaszczykowski nigdzie się nie wybiera. Przedłużył kontrakt do końca sezonu 19/20.

Wiadomo, że mówiąc o Kubie przedłużającym kontrakt, nie mówimy o zwykłym piłkarzu, który przyszedł, super, a potem okazało się, że zostaje dłużej i też fajnie. Jego powrót do Wisły był wielowymiarowy i wszystko już o nim napisano. Jeśli jednak ktoś przespał ostatnie miesiące albo wyjechał do peruwiańskiej głuszy: Błaszczykowski to ten gość, który był w stanie robić jeszcze dobre pieniądze za granicą, ale wolał wrócić do ukochanej Wisły, pomóc jej finansowo, zgodzić się na grę za 500 złotych, by ta się całkiem nie rozleciała.

W komercyjnym świecie futbolu rzecz kompletnie nie do przecenienia.

Jednak dostając informacje o przedłużeniu kontraktu przez Kubę, musimy się też zastanowić, co znaczy to dla niej sportowo, bo piękne gesty pięknymi gestami, ale Błaszczykowski najpierw jest piłkarzem, a dopiero potem filantropem. Cóż, pamiętamy, że wejście do ligi pomocnik miał słabe i zastanawialiśmy się, czy ta świetna historia nie będzie miała jednak gorzkiego posmaku. Pamiętamy, że w pierwszych czterech meczach Kuba nie wyróżniał się na boisku, nie szarpał skrzydłem, a jak szarpał, to z marnym skutkiem. No, ale jak poszło, to poszło.

– gol i asysta z Koroną,
– gol i asysta w derbach Krakowa,
– gol z Legią,
– gol z Zagłębiem Lubin.

eplus1

W tym meczach było widać, że Błaszczykowski widzi więcej, umie więcej niż większość ligowców, bo grał w lepszym piłkarskim świecie. I to na jakim poziomie, w finale Ligi Mistrzów, w Bundeslidze, na mistrzostwach Europy, gdzie brał udział – na dwóch turniejach – w pięciu z sześciu strzelonych bramek przez Polaków. To musiało wyjść w ekstraklasie i po krótkiej chwili, ale jednak wyszło.

Potem przypałętała się kontuzja, lecz wiadomo: gdy Błaszczykowski wróci do zdrowia – na razie trenuje z drużyną, ale innym trybem niż koledzy – będzie dla zespołu kluczowy. Zresztą, Wisła przy swoich finansach wciąż na nadmiar bogactwa w głębi składu nie narzeka, odszedł Peszko, przyszedł Mak, więc konkurencja na bokach pomocy nie zwiększyła się pod względem liczebności.

Swoją drogą wszystko zostało rozegrane ładnie marketingowo, bo kibice Wisły dostali takie SMS-y:

sms

Tak naprawdę to niemożliwe, by dostrzec jakiekolwiek minusy pozostania Błaszczykowskiego w Wiśle. Zyskuje klub, bo w jego szeregach wciąż jest kozacki piłkarz. Zyskuje PKO Bank Polski Ekstraklasa, ponieważ zawsze to jedna wyrazista postać więcej w rozgrywkach. Zyskuje zawodnik, gdyż będzie pewny gry, co jeszcze zwiększa jego reprezentacyjne szanse. Wiemy, jak lubicie to stwierdzenie, ale trudno: win-win-win.

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (6)