To tak da się grać w lipcu?! Piast wraca z Borysowa z remisem 
Weszło

To tak da się grać w lipcu?! Piast wraca z Borysowa z remisem 

Rywal dziki, rywal zły i ma bardzo ostre kły? Nie tym razem. Wylosowanie BATE zdawało się być wczesnym wyrokiem wydanym na pucharowe nadzieje Piasta Gliwice. Mistrz Polski spłatał jednak kolejnego psikusa w tym roku i na Śląsk wraca nie odrabiać, a bronić. Awansu do II rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

Wypad na Ibizę potrafi zdestabilizować nawet najmocniejszy organizm. Strata dwóch ważnych organów również. Ale po Piaście nie było widać ani typowo wakacyjnej dyspozycji, ani odejścia Tomasza Jodłowca czy Aleksandara Sedlara. Tak jak w pierwszej połówce roku gliwiczanie świetnie wyglądali w spotkaniach, gdzie nie byli faworytem, tak doskonale czuli się i dziś.

54% posiadania piłki. 18 strzałów i aż 7 celnych przy 7 uderzeniach i zaledwie 2 w światło bramki przeciwnika. 6 do 3 w rzutach rożnych. Czasami statystyki są warte mniej niż porady zdrowotne na forum kafeteria.pl, ale te dzisiejsze naprawdę wiernie oddają przebieg meczu. Piast miał z gry dużo więcej i jeśli ktoś może kończyć spotkanie z niedosytem, że nie ugrał nic więcej niż 1:1, to za cholerę nie ma to prawa być BATE.

Owszem, Piast mógł sam sobie powiązać sznurówki i się o nie wyrżnąć. Niepotrzebny był faul w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, który zakończył się wybronionym przez Placha strzałem Stasewycza. Bardzo kosztowna mogła też być utrata koncentracji w pierwszym kwadransie drugiej połowy, zaczętym przecież od groźnego strzału Konczkowskiego. W cztery minuty Piast złapał trzy żółte kartki, mało brakowało, by chwilę później najsłabszy w szeregach mistrza Polski Dziczek skompletował dublet. Uratowała go wyłącznie łaskawość sędziego Kalkavana – której nie miał później dla Draguna, jemu już pokazał drugie żółtko.

Uniknięcie czerwieni nie musi jednak oznaczać uniknięcia konsekwencji, bo chwilę później po zmianie zamiast podać rękę Waldemarowi Fornalikowi, pomocnik demonstracyjnie kopnął w reklamę i udał się wyraźnie rozsierdzony w kierunku ławki.

Znacznie więcej niż takich negatywnych akcentów było jednak pozytywów. Bo Piast bardzo mądrze postępował z piłką przy nodze. Widać było w jego grze to, za co chwaliło się zawsze ekipy Fornalika. Schematy. Każdy wiedział, gdzie pojawić się na pozycji, gdy konkretny partner ma piłkę. Kolejne dogrania na przykład do wbiegającego lewym korytarzem Kirkeskova były jak stempel przybijany przez panią w okienku pocztowym. Rutyna.

Z wejścia lewą stroną – choć nie Kirkeskova, a Valencii – zrodził się zresztą gol dla Piasta. Ekwadorczyk mógł mieć na koncie swoją pierwszą asystę w europejskich pucharach, bo Jorge Felixa obsłużył idealnym zagraniem, ale ten dał szansę na interwencję Cziczkanowi. Uderzenie było jednak na tyle trudne, że bramkarz Białorusinów nie mógł zbijać piłki do boku, zamiast tego odbił ją na głowę Piotra Parzyszka. Pozostała egzekucja.

Szkoda, że tylko na tym golu się skończyło, bo parę razy zanosiło się na drugiego. Dziczek, Konczkowski czy Kirkeskov oddali po jednym bardzo groźnym strzale z dystansu, ale w każdym z tych przypadków na medal spisywał się Cziczkan.

Niestety, Kirkeskov nie spisał się na medal, gdy trzeba było bronić się przed jednym z naprawdę nielicznych ataków BATE. Taki Czerwiński w pierwszej połowie niezwykle ofiarnie blokował Stasiewicza w sytuacji, gdy wydawało się, że nic nie ustrzeże Piasta przed golem. A Duńczyk zwyczajnie odpuścił tego piłkarza – najlepszego asystenta poprzedniej edycji Ligi Europy – gdy gnał za piłką do linii końcowej. Pewnie dałby sobie rękę uciąć, że ta opuści plac gry, no i przeliczył się tak jak Fred z „Chłopaki nie płaczą”, gdy zaufał pewnej kobiecie. Bo Stasiewicz nie tylko zdążył, ale w dodatku natychmiast zagrał do bezwzględnego w tej sytuacji Draguna.

I żal, że tak to się skończyło, na pewno pozostanie. Bo raz jeszcze to powtórzymy – Piast wyglądał piłkarsko dużo lepiej na tle będącego w środku sezonu mistrza Białorusi. Zespołu, który zgarnął 22 z 24 możliwych do zdobycia punktów w ostatnich 8 meczach ligowych.

Słuchanie tłumaczeń, że zaraz po okresie przygotowawczym nie da się z marszu zagrać dobrego spotkania w pucharach to pewniak nie mniejszy niż nominacja Meryl Streep do Oscara. Dziś zobaczyliśmy naprawdę miłą odmianę. Piasta Gliwice grającego lepiej niż 8-krotny uczestnik faz grupowych europucharów ostatniej dekady.

Tak, to dopiero eliminacje do eliminacji do tych właściwych eliminacji do Ligi Mistrzów. Ale nie, mimo to nie wolno Piastowi umniejszać jego osiągnięcia. Wywiezienia z Borysowa lepszego wyniku niż w lutym tego roku wywiózł Arsenal. Tym bardziej że nie miało ono nic wspólnego z obroną Częstochowy i/lub dzikim fartem.

BATE Borysów – Piast Gliwice 1:1
Dragun 64’ – Parzyszek 36’

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (44)